Unia Europejska wprowadziła zakaz stosowania przez myśliwych toksycznej ołowianej amunicji na obszarach wodno-błotnych. Decyzja zapadła 3 września na posiedzeniu Komitetu ds. Chemikaliów REACH. Poparła go również Polska, która na poprzednim posiedzeniu komitetu zapowiadał swój sprzeciw. Ostateczny wynik głosowania to 18:9, co daje silniejszą rekomendację dla Parlamentu Europejskiego, który musi jeszcze zatwierdzić nowe rozporządzenie.

Zakaz stosowania ołowianej amunicji na obszarach wodno-błotnych zacznie obowiązywać za dwa lata. Szacuje się, że każdego roku cztery miliony ptaków wodnych zatruwane są toksycznym ołowiem z amunicji śrutowej, z czego milion umiera. W Europie każdego roku myśliwi i strzelcy sportowi wystrzeliwują do środowiska ponad 20 000 ton ołowiu. Znaczna jego część zalega we wrażliwych siedliskach ptaków wodnych w miejscu ich rozmnażania i żerowania. Wile gatunków, w tym kaczki, gęsi, łabędzie, a nawet orły bieliki połyka ołowiane śruciny myląc je z pożywieniem.

Ołów jest jedną z najbardziej szkodliwych substancji na świecie. Jego wpływ na żywe organizmy i środowisko naturalne został bardzo dobrze zbadany. O potrzebie zakazu stosowania ołowianej amunicji rozmawia się w Europie od wielu lat. W Polsce koalicja Nich Żyją od dziewięciu lat walczy o wprowadzenie go w życie. Decyzja Komitetu ds. Chemikaliów REACH i poparcie jej przez Polskę nie byłoby możliwe bez społecznej presji. Kolejnym etapem ograniczania emisji ołowiu w Europie będą objęci wędkarze i ich ołowiane ciężarki, których także tysiące ton kumulują się rok rocznie w środowisku.

Źródło: Niech Żyją

Fot. Dirk-Jan van Roest


 

Pierwszy dostępny test do wykrywania nowego GMO przy zastosowaniu edycji genomu.

Warszawa, 7 września 2020. IFOAM Organic Europe (Międzynarodowa Federacja Rolnictwa Ekologicznego) wraz z innymi organizacjami pozarządowymi, stowarzyszeniem producentów żywności i pasz bez GMO (VLOG) oraz handlowcami żywności, informują, że została opracowana i opublikowana metoda wykrywania produktów wyprodukowanych przy pomocy nowej techniki hodowlanej – edycji genomu. [1] Nowe badania obalają oświadczenia przemysłu biotechnologicznego i niektórych twórców prawa, że nowe produkty GMO uzyskane za pomocą edycji genomu są nie do odróżnienia od innych produktów bez GMO i dlatego nie mogą być uregulowane prawnie. [2]

Nowa metoda pozwala na wykrycie rzepaku odmiany tolerancyjnej na herbicyd, uzyskanej metodą edycji genomu – nowego GMO. Metoda ta pozwoli krajom członkowskim UE na testowanie w celu zapobiegania nielegalnemu wprowadzaniu niedopuszczonych produktów GMO do łańcucha żywności i pasz. Dotychczas kraje członkowskie UE nie miały możliwości sprawdzania produktów importowanych na obecność modyfikowanego genetycznie rzepaku z USA i Kanady. Nowa metoda pozwoli także firmom żywnościowym, handlowcom, jednostkom certyfikującymi i krajowym inspekcjom bezpieczeństwa żywności na sprawdzanie czy produkty nie zawierają genetycznie modyfikowanego rzepaku.

Heike Moldenhauer, doradca Niemieckiego Stowarzyszenia Producentów Żywności bez GMO (VLOG), powiedziała: “Ta nowa metoda wykrywania jest kamieniem milowym w ochronie konsumentów i producentów. Urzędy mogą od teraz identyfikować niedopuszczone rośliny uzyskane metodą edycji genomu. Pomoże to pszczelarzom, rolnikom, hodowcom, producentom żywności i pasz oraz handlowcom utrzymać łańcuchy żywnościowe bez GMO i spełniać oczekiwania konsumentów na żywność bez GMO”.

Nowa metoda została opublikowana w piśmie naukowym Food. [3] Pozwala ona na wykrycie odmiany rzepaku SU Canola amerykańskiej firmy Cibus, odpornej na niektóre herbicydy. [4] Austriacka Agencja Ochrony Środowiska (Umweltbundesamt), członek Europejskiej Sieci Laboratoriów GMO oceniła tę metodę, jako spełniającą standardy prawne UE.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości dwa lata temu wydał wyrok, że organizmy uzyskane przy pomocy metody edycji genomu podlegają prawu UE dotyczącemu GMO. Trybunał orzekł, że wyłączanie nowego GMO spod prawa unijnego jest sprzeczne z celem regulacji oraz nie spełnia zasady przezorności zawartej w traktatach stanowiących podstawy prawa unijnego i będących podstawą zasad bezpieczeństwa żywności. [5]

Nowa metoda testowania pokazuje, że prawo UE określające GMO może być również zastosowane do nowych rodzajów GMO uzyskanych metodą edycji genomu, co pozwoli na utrzymanie wysokich standardów bezpieczeństwa żywności.

Franziska Achterberg, dyrektor ds polityki żywności Greenpeace EU powiedziała: “Najwyższy sąd UE orzekł, że rośliny uzyskane metodą edycji genomu są regulowane prawem dotyczącym GMO i jest to konieczne dla ochrony konsumentów i środowiska. Wypowiedzi, że rośliny uzyskane metodą edycji genomu są nie do wykrycia i dlatego nie mogą być uregulowane prawem dotyczącym GMO, są nieuprawnione. Wykazaliśmy, że rośliny GMO uzyskane metodą edycji genomu mogą być wykrywane. Nie ma już wymówek, że nowego GMO nie da się podporządkować istniejącemu prawu dotyczącemu bezpieczeństwa GMO i znakowania nowego GMO. Komisja Europejska i rządy muszą stosować nowe metody wykrywania i rozwijać procedury, które będą identyfikować produkty uzyskane z zastosowaniem metody edycji genomu.”

Dr John Fagan z Health Research Institute (Iowa, USA) powiedział: “Metoda, którą rozwinęliśmy pozwala wykryć prawdopodobnie najtrudniejszą klasę edycji genomu – modyfikacji pojedynczego elementu w kodzie genetycznym. Od czasu, gdy środowisko naukowe stosuje podobne podejście od dwudziestu lat do wykrywania bardziej złożonego GMO, jest bardziej prawdopodobne, że to podejście może być użyte do opracowania metod wykrywania większości, jeśli nie wszystkich, produktów uzyskanych metodą edycji genomu. Dobra wiadomość to, że procedury i wyposażenie laboratorium może być podobne do tego, które jest znane wszystkim urzędowym i komercyjnym laboratoriom.


[1] Termin „edycja genomu” (‘genome editing’) jest często używany w odniesieniu do nowych technik hodowlanych, które umożliwiają uzyskanie nowych cech bez dodawania obcego materiału genetycznego. Najbardziej znaną metodą jest CRISPR-Cas. Oprócz zamierzonych zmian, edycja genomu powoduje również niezamierzone zmiany genetyczne, które moga wpływać na bezpieczeństwo produktu dla ludzi i środowiska. Długoterminowy wpływ GMO na zdrowie i środowisko nie został dotąd zbadany. Obecnie na rynku dostępne są dwa produkty uzyskane metodą edycji genów, które są uprawiane w Północnej Ameryce: rzepak Cibus’ SU Canola i soja Calyxt o wysokiej zawartości kwasu oleinowego.

[2] Badania zostały przeprowadzone przez konsorcjum pod kierownictweme Dr Johna Fagana w Health Research Institute (Iowa, USA). Badania zostały sfinansowane przez organizacje: Greenpeace European Unit, Greenpeace Germany, Sustainability Council of New Zealand; Stowarzyszenie Producentów Żywności bez GMO VLOG (Niemcy), ARGE Gentechnik-frei (Austria), the Non-GMO Project (USA); Organic and Natural Health Association (USA); Międzynarodową Federację Rolnictwa Ekologicznego IFOAM Organics Europe i SPAR – wiodącą sieć handlową w Austrii.

[3] Fagan, J., Chhalliyil, P., Ilves, H., Kazakov, S., Howard, S., Johnston, B., 2020, A Real-Time Quantitative PCR Method Specific for Detection and Quantification of the First Commercialized Genome-Edited Plant. In: Foods, [Link to online publication]

[4] rzepak SU Canola powstał przy zasosowaniu metody edycji genomu o nazwie oligo-ukierunkowanej mutagenezy (ODM).

[5] Wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości C-528/16, para 53. 25 lipca 2018

Agroekologia oparta na suwerenności żywnościowej jest niezbędną ścieżką do  rozwiązania kryzysu klimatycznego.

Rolnictwo przemysłowe i korporacyjny system żywnościowy są jedną z głównych przyczyn kryzysu klimatycznego i nie mogą być ignorowane podczas dyskusji o ścieżkach ku ograniczeniu globalnego ocieplenia klimatu do poziomu poniżej 1,5°C.

Według IPCC (2014), rolnictwo i zmiany sposobu użytkowania gruntów są odpowiedzialne za około 25% światowych emisji gazów cieplarnianych (GHG) [1]. Jednak zamiast podjąć natychmiastowe, dalekosiężne działania, by dokonać fundamentalnej zmiany, rządy i korporacje promują rynki emisji związków węgla, geoinżynierię i rozwiązania technologiczne, które jak twierdzą, są „potrójnym zwycięstwem” dla zrównoważenia, rozwoju i sprawiedliwości [2].

Handel emisjami CO², organizmy modyfikowane genetycznie (GMO), REDD+ [3], rolnictwo przyjazne dla klimatu i geoinżynieria są kapitalistycznymi próbami zdominowania i instrumentalizacji natury w służbie stale powiększających się zysków. Te oparte na rynku „fałszywe rozwiązania” zostały zaprojektowane w celu akumulacji kapitału, a nie dla poradzenia sobie z kryzysem klimatycznym.

Będąc światowym ruchem chłopskim, La Via Campesina znajduje się na pierwszej linii klimatycznej katastrofy. Z naszej perspektywy, powstrzymanie klimatycznej katastrofy wymaga systemowej zmiany zmierzającej do wykorzenienia podstawowej przyczyny kryzysu – systemu kapitalistycznego.

Publikacja „La Via Campesina w działaniu na rzecz sprawiedliwości klimatycznej”, przygotowana przez La Via Campesinę i zredagowana przez Fundację Heinricha Bölla, jest jednym z rozdziałów nowego wydawnictwa Fundacji, zatytułowanego „Radykalny realizm na rzecz sprawiedliwości klimatycznej”, i przedstawia kluczowe aspekty zmiany systemu w odniesieniu do rolnictwa oraz pokazuje konkretne przykłady zorganizowanego oporu i alternatyw, które sprawiają, że zmiana ta następuje. W części pierwszej definiujemy punkt widzenia La Via Campesiny na kryzys klimatyczny i przedstawiamy dowody na to, że podczas gdy przemysłowy system żywnościowy jest jedną z głównych przyczyn globalnego ocieplenia, agroekologia chłopska [4] i suwerenność żywnościowa mają ogromny potencjał redukcji emisji – w tym poprzez zmniejszenie zużycia paliw kopalnych, adaptacji do zmian klimatu i realizacji zasad sprawiedliwości społecznej. Agroekologia chłopska i suwerenność żywnościowa oferują społeczną, polityczną i ekologiczną wizję, która jednoczy różne sektory w ramach jednego ruchu, aby przeciwstawić się kontynuacji dotychczasowego scenariusza postępowania i zbudować systemy wspólnej kontroli nad sposobami zaspokajania naszych potrzeb życiowych.

Przemysłowy agrobiznes vs. agroekologia chłopska

Aby w pełni zrozumieć powiązania kryzysu klimatycznego z rolnictwem, konieczne jest rozróżnienie pomiędzy dwoma systemami rolno-spożywczymi:

1. przemysłowym agrobiznesem kontrolowanym przez niewielką grupę coraz bardziej rozrastających się korporacji, które dążą do zwiększania swoich prywatnych zysków (w tym poprzez finansjalizację natury);

2. rolnictwem chłopskim opartym na zasadach agroekologii, praktykowanym przez chłopów i innych drobnych producentów żywności przy wsparciu ze strony ich miejskich i wiejskich sprzymierzeńców. Dążą oni wspólnie do zaspokojenia ludzkich potrzeb, pracując w zgodzie z naturą.

Ta analiza jest ważna, ponieważ demaskuje relacje władzy, które kształtują system rolno-spożywczy. Umożliwia nam to jaśniejszą ocenę, który z tych systemów jest w stanie wesprzeć uczciwą transformację na rzecz rozwiązania kryzysu klimatycznego i klimatycznej sprawiedliwości.

Od 44 do 57 % całości globalnych emisji GHG pochodzi z przemysłowego łańcucha żywnościowego. Są to emisje z wylesiania, rolnictwa, przetwórstwa, sprzedaży detalicznej, transportu, chłodnictwa i odpadów (zob. rys.1). Każde z ogniw tego łańcucha jest kontrolowane przez niewielką liczbę gigantycznych, wysoko zintegrowanych globalnych korporacji.[5] Podejmowane przez nie decyzje mają ogromny wpływ na lokalne społeczności, środowisko i na światowy klimat.

Rys. 1: Udział emisji z przemysłowego systemu żywnościowego w globalnych emisjach GHG źródło: LVC/Grain. 2016

Przewozy towarów w ramach tego długodystansowego komercyjnego łańcucha żywnościowego stanowią jedną czwartą całego światowego transportu towarowego.[6] Przemysłowy łańcuch żywnościowy jako całość promuje konsumpcję żywności przetworzonej zamiast produktów lokalnych. Wymaga to użycia energochłonnych procesów przetwarzania, pakowania i chłodzenia, aby móc dłużej przechowywać produkty przemieszczane po całym globie. Zglobalizowany rynek żywnościowy kieruje się logiką nadprodukcji. Oznacza to wyrzucanie „do 50% całej wyprodukowanej przez niego żywności, w trakcie długiej drogi z gospodarstw do pośredników, przetwórni, magazynów i supermarketów”. [7] Ponadto ten system jest odpowiedzialny za powiększanie się obszarów ziemi wykorzystywanej przez rolnictwo przemysłowe na całym świecie, zagrażając istnieniu sawann, mokradeł i lasów w związku ze zmianą sposobu użytkowania gruntów. Plantacje soi, trzciny cukrowej, oleju palmowego, kukurydzy i rzepaku są dzisiaj głównymi winowajcami deforestacji na świecie.[8]

Na szczytach klimatycznych ONZ korporacje agrobiznesowe wykorzystują swoją znaczną siłę lobbingową, aby wywrzeć wpływ na politykę klimatyczną w sektorze rolnictwa. Nie dajemy się omamić tym korporacyjnym dyskursem. Tak zwane „rolnictwo przyjazne dla klimatu” jest „częścią większego projektu ‘zielonego’ dostosowania strukturalnego wymaganego przez znajdujący się w niebezpieczeństwie system gospodarczy i zagrożone elity, ponieważ wyczerpały one inne możliwości olbrzymich spekulacyjnych inwestycji i postrzegają teraz rolnictwo jako nowy ‘dziki zachód’”.[9]  Porozumienie paryskie jest częścią tego planu. Tworzy ono globalne ramy dla dalszej ekspansji rynków emisji związków węgla. Porozumienie paryskie jest w istocie „umową ws. handlu emisjami”, które jeszcze bardziej utowarawia Matkę Ziemię i wywłaszcza chłopów i ludność rdzenną z ich własnej ziemi. [10]

Rynki emisji związków węgla mają poważne konsekwencje dla chłopów i lokalnych społeczności. W wielkim akcie „eko-wybielania” (ang. greenwashing), prywatne korporacje, rządy i inni gracze starają się przywracać, tworzyć i finansować „rezerwuary dwutlenku węgla” (ang. carbon sinks) w rolnictwie. Rolnictwo i inicjatywy na rzecz zwiększenia sekwestracji węgla w glebie są używane w celu zrównoważenia dalszych nadmiernych emisji gazów cieplarnianych przez korporacje. Tymczasem chłopi i ludy rdzenne mieszkają na terenach tych tzw. rezerwuarów dwutlenku węgla i używają ich – stanowią one ich źródło utrzymania. Od momentu zmagazynowania związków węgla w ziemiach, lasach i wodach, uzyskują one wartość rynkową, działalność rolnicza i bezpieczeństwo żywnościowe społeczności wiejskich stają się kwestiami drugorzędnymi. Kiedy zwiększa się wartość rynkowa gruntów, wzrasta zagrożenie grabieżą ziemi.

Międzynarodowe korporacje agrobiznesowe twierdzą, że ich potęga i zyski są usprawiedliwione, ponieważ to one nakarmią świat i rozwiążą kryzys klimatyczny. Jednak przemysłowy system żywnościowy dostarcza żywność tylko dla 30% światowej populacji. Robi to, używając ogromnego areału – 75% wszystkich gruntów rolnych.[11] Korporacyjny łańcuch żywnościowy przyczynia się do zwiększenia głodu i ubóstwa.[12] Ponadto przemysłowy system rolno-spożywczy wpływa szczególnie negatywnie na sytuację kobiet i ludzi młodych. To kobiety pierwsze cierpią z powodu skutków wywłaszczenia z ziemi, zmian klimatu i katastrof.[13] Korporacyjna rywalizacja o grunty i wodę jest przyczyną masowych migracji, szczególnie ludzi młodych, grabieży ziemi, a także konfliktów społecznych i wojen. Rozwiązanie kryzysu klimatycznego wymaga przekształcenia relacji władzy u samych podstaw systemu kapitalistycznego. Agroekologia chłopska oferuje kilka ważnych punktów wyjściowych dla wypracowania kolektywnych rozwiązań tych poważnych, zagrażających życiu problemów w rolnictwie.

Agroekologia chłopska

Chłopi i ludy rdzenne od pokoleń współpracują z naturą, w bezpieczny sposób wytwarzając żywność w harmonii z Ziemią. W ostatnich dekadach termin agroekologia jest używany przez ruchy społeczne, które usiłują bronić niewielkich, chłopskich systemów żywnościowych i rozwinąć alternatywy dla agrobiznesu. W tym samym czasie wiele międzynarodowych organizacji, niektóre rządy, korporacje oraz część naukowców i organizacji pozarzadowych używają koncepcji agroekologii w inny sposób, często w celu promocji rolnictwa przemysłowego, które zagraża drobnym producentom. Zwolennicy systemu przemysłowego twierdzą, ze rolnictwo chłopskie nie jest zdolne wyżywić rosnącej światowej populacji i obarczają chłopów odpowiedzialnością za ich własny głód i ubóstwo. Tymczasem drobni rolnicy, chłopi, rybacy, społeczności rdzenne, robotnicy rolni, w tym kobiety i ludzie młodzi, już karmią ponad 70% światowej populacji, i robią to używając zaledwie 25% zasobów rolnych.[14]

Co więcej system żywnościowy oparty na suwerenności żywnościowej, drobnym rolnictwie i agroekologii może w ciągu kilku dekad zmniejszyć emisje związków węgla o połowę. Można tego dokonać bez ich utowarowiania, jednocześnie przyczyniając się do rozwiązania problemu głodu i ubóstwa. [15] Aby było to możliwe, niezbędne jest podjęcie pięciu kroków, które przedstawiamy  poniżej.

    1. Dbałość o glebę: Właściwa polityka i wprowadzenie zachęt do stosowania chłopskich praktyk agroekologicznych pozwoli na przy wrócenie materii organicznej w glebie do poziomów przedindustrialnych i wchłonięcie przez nią w ciągu pięćdziesięciu lat 24-30% całości obecnych emisji CO².
    2. Metody naturalne zamiast chemii: Chemikalia zubożają glebę, a szkodniki stają się na nie odporne. Chłopska wiedza i praktyki agroekologiczne zwiększają żyzność gleby, zapobiegają jej erozji i budują materię organiczną, zwiększając jednocześnie potencjał produkcyjny ziemi (red. żyzność gleb).
    3.  Ograniczenie transportu żywności: Dużą część emisji GHG z systemu żywnościowego można wyeliminować dzięki rozwojowi lokalnych rynków i zwiększeniu konsumpcji świeżej żywności oraz ograniczeniu spożycia produktów przetworzonych i mrożonych z supermarketów. Żywność nie jest towarem,
      którym można handlować.
    4. Zwrócenie ziemi rolnikom: Monokultury są notorycznymi emitentami GHG. Drobni rolnicy żywią 80% ludności krajów nieuprzemysłowionych, używając mniej niż 25% gruntów rolnych. Redystrybucja ziemi
      drobnym rolnikom połączona ze strategiami na rzecz odbudowy żyzności gleby i promocji
      lokalnych rynków może ograniczyć emisje GHG o połowę w ciągu kilku dekad.
    5. Żadnych fałszywych rozwiązań: Żywność i rolnictwo są głównymi źródłami emisji GHG. Rozwiązania promowane obecnie przez rządy, takie jak CSA, GMO, geoinżynieria, biopaliwa, rynki emisji dwutlenku węgla
      i REDD+ nie odnoszą się do podstawowych przyczyn zmiany klimatu. Przejście z przemysłowego systemu żywnościowego na praktyki agroekologiczne oparte na suwerenności żywnościowej jest jedynym rzeczywistym rozwiązaniem kryzysu klimatycznego.

Suwerenność żywnościowa jest prawem chłopów i społeczności lokalnych do sprawowania kontroli nad ich własnymi systemami żywnościowymi Agroekologia jest suwerennością żywnościową w działaniu. Jest ona „polityczna, wymaga ona od nas zakwestionowania i przekształcenia struktur władzy w społeczeństwie. [Oddaje] kontrolę nad nasionami, bioróżnorodnością, ziemią i terytoriami, wodą, wiedzą, kulturą i innymi dobrami wspólnymi w ręce ludzi, którzy karmią świat”. [16] Agroekologia chłopska drastycznie ogranicza użycie środków zewnętrznych, które trzeba zakupić od przedsiębiorstw agobiznesowych. Odrzuca stosowanie chemikaliów rolniczych, sztucznych hormonów, GMO, syntetycznej biologii i innych korporacyjnych technologii, które osłabiają dobrostan ludzi i suwerenność żywnościową. System oparty na agroekologii produkuje na lokalne rynki, pomagając ten sposób społecznościom uniezależnić się od globalnego korporacyjnego łańcucha wartości.

Agroekologia chłopska ochładza planetę. Wymaga użycia mniejszych ilości energii niż przemysłowy agrobiznes. System chłopski stosuje również mniej substancji chemicznych i technologii opartych na paliwach kopalnych. Ponadto, jak pokazują badania, bogactwo różnorodności biologicznej w systemach agroekologicznych sprawia, że są one bardziej odporne na katastrofy klimatyczne. [17]

Agroekologia w ramach suwerenności żywnościowej promuje sprawiedliwość społeczną i równe prawa dla wszystkich ludzi. W szczególności ma mocne korzenie feministyczne. Uznaje kluczową rolę kobiet w agroekologicznej transformacji – w gospodarstwach i w ruchach społecznych. W batalii na rzecz agroekologii dążymy do zapewnienia wszystkim ludziom wspólnej kontroli nad wszystkim, co stanowi podstawę naszego bytu, włączając w to ziemię.

Wnioski

Przemysłowy system rolno-spożywczy znajduje się w punkcie krytycznym. Jego ciągła ekspansja zagraża zniszczeniem warunków, od których zależy życie obecnych i przyszłych pokoleń. Drogi prowadzące do zatrzymania ocieplenia klimatu na poziomie nie przekraczającym 1,5ºC muszą być radykalne różne od tych, które doprowadziły do dzisiejszego kryzysu. W tej pracy chcieliśmy pokazać jasno podstawowe realia: podczas gdy przemysłowy agrobiznes niszczy różnorodność biologiczną, lokalne ekosystemy, globalny klimat, źródła utrzymania i samo życie, chłopska agroekologia jest niezbędną ścieżką do rozwiązania kryzysu, ponieważ już karmi większość ludzi na świecie, nie narażając zdrowia planety. Według światowego ruchu chłopskiego – La Via Campesina – i naszych sojuszników: ”Prawdziwe rozwiązania kryzysu klimatycznego muszą się wiązać z dostępem ludu do ziemi i wody oraz sprawowaniem przezeń kontroli nad nimi, a także z promowaniem agroekologii, restytucji przyrody i naturalnej retencji wody”.[18] Chłopi mają umiejętności i doświadczenie, które są konieczne, aby zbudować podstawy dla niezbędnej transformacji i dokonać tego olbrzymiego skoku do nowego systemu.

Publikacja „La Via Campesina w działaniu na rzecz sprawiedliwości klimatycznej” przedstawia przykłady, które pokazują, że chłopi i reprezentujące ich organizacje nie oglądają się na rządy i korporacje. Już teraz bronią oni systemów rolniczych, które od tysięcy lat podtrzymują życie, zamiast je osłabiać, i starają się takie systemy odtwarzać.

Chłopska agroekologia potrzebuje natychmiastowego wsparcia, aby odwrócić wzajemnie powiązane społeczne i ekologiczne kryzysy. Jeśli rządy chcą rzeczywiście rozwiązać kryzys klimatyczny, muszą bezzwłocznie wziąć pod uwagę głosy szerokich rzesz zwykłych ludzi, szczególnie wiejskich społeczności chłopskich, pasterzy, drobnych rybaków i ludów rdzennych, w tym kobiet i ludzi młodych, których szczególnie dotykają skutki zmiany klimatu. Tak jak próbowaliśmy pokazać powyżej, chłopskie strategie na rzecz zmniejszenia emisji GHG i adaptacji do zmiany klimatu są najbardziej holistycznym podejściem do odwrócenia skutków kryzysu klimatycznego i promocji sprawiedliwości społecznej w systemie rolno-spożywczym.

Walka o świat, w którym ocieplenie klimatu nie przekroczy 1,5º C, jest również walką o prawa człowieka. Aby wesprzeć chłopskie praktyki agroekologiczne i zbudować wolę polityczną, by osiągnąć suwerenność żywnościową, konieczne jest zastosowanie środków politycznych, w tym natychmiastowe wdrożenie procesów ukierunkowanych na prawa człowieka. Procesy te obejmują: prawo do odpowiedniej żywności, Konwencję nr 169 Międzynarodowej Organizacji Pracy, zasadę dobrowolnej, wcześniejszej i świadomej zgody [19], Zalecenie nr 34 Komitetu ONZ ds. Eliminacji Dyskryminacji Kobiet, Deklarację praw ludów tubylczych ONZ, Wytyczne FAO dot. własności ziemi oraz wytyczne ws. rybołóstwa na małą skalę. Podstawowe znaczenie ma również szybkie wprowadzenie w życie zapisów „Deklaracji ONZ ws. praw chłopów i chłopek oraz innych ludzi pracujących na wsi ”. Ponieważ kryzys klimatyczny jest z natury rzeczy wzajemnie powiązany z kryzysem związanym z globalnymi nierównościami, głodem, ubóstwem, migracją, wywłaszczaniem, konfliktami terytorialnymi, represjami politycznymi, okupacjami i wojnami, potrzebne są natychmiastowe, szeroko zakrojone zmiany systemowe. La Via Campesina i jej sojusznicy pracują na polach, na ulicach i na poziomie instytucjonalnym, aby zmiany te stały się rzeczywistością.

Artykuł jest tłumaczeniem fragmentów publikacji „La Via Campesina in Action for Climate Justice”, przygotowanej przez La Via Campesinę i zredagowanej przez Fundację Heinricha Bölla, która jest częścią wydawnictwa Fundacji zatytułowanego „Radical Realism for Climate Justice – A Civil Society Response to the Challenge of Limiting Global Warming to 1.5°C”.

Tłumaczenie i opracowanie: Jan Skoczylas

Artykuł pierwotnie ukazał się w broszurce „Polityka na talerzu – przewodnik po agroekologii i suwerenności żywnościowej” przygotowanej i wydanej przez zespół Nyeleni Polska przy wsparciu Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie. Cała broszurka do pobrania w formacie pdf: https://nyeleni.pl/wp-content/uploads/2020/02/PolitykaNaTalerzu.pdf

Opublikowano na podstawie licencji Creative Commons “Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe” (CC BY 4.0).

Publikacja „La Via Campesina w działaniu na rzecz sprawiedliwości klimatycznej” do pobrania w formacie pdf (jęz. angielski): La Via Campesina in Action for Climate Justice

Cała publikacja „Radykalny realizm na rzecz sprawiedliwości klimatycznej”: Radical Realism for Climate Justice

Przypisy:

[1] Smith, P., et al. (2014). Chapter 11: Agriculture, Forestry and Other Land Use (AFOLU). In:Intergovernmental Panel on Climate Change (IPCC) Fifth Assessment Report (AR5). www.ipcc.ch/report/ar5/mindex.shtml

[2] Karlsson, L., et al. (2018). «Triple wins» or «triple faults»? Analysing the equity implications of policy discourse on climate-smart agriculture (CSA). Journal of Peasant Studies, 45 (1),150–174.

[3] (od red.) ang. Reducing emissions from deforestation and forest degradation

[4] (od red.) Termin, którym posługuje się ruch La Via Campesina.

[5] IPES-Food. (2017). Too Big to Feed: Exploring the Impacts of Mega-Mergers, Consolidation, and Concentration of Power in the Agri-Food Sector. www.ipes-food.org/images/Reports/Concentration_FullReport.pdf

[6] Eurostat. (2011). From farm to fork – a statistical journey along the EU’s food chain.

[7] GRAIN. (2016). The Great Climate Robbery. GRAIN/Daraja Press.

[8] GRAIN, 2016, loc. cit

[9] LVC. (2014). Unmasking Climate Smart Agriculture. https://viacampesina.org/en/un-masking-climate-smart-agriculture

[10] IEN-CJA. (2017). Carbon Pricing: A Critical Perspective for Community  Resistance, p. 31. Indigenous Environmental Network and Climate Justice Alliance. www.ienearth.org/wp-content/uploads/2017/11/
Carbon-Pricing-A-Critical-Perspective-for-Community-Resistance-Online-
Version.pdf

[11] ETC Group. (2017). Who Will Feed Us?: The Peasant Food Web versus the Industrial Food Chain.                                          www.etcgroup.org/sites/www.etcgroup.org/files/files/etc-
whowillfeedus-english-webshare.pdf

[12] Lappé, F.M., et al. (1998). World Hunger: Twelve Myths. New York: Grove Press. Second edition, Chapter 5

[13] Chapter 5.19 Shiva, V. (1988). Staying Alive: Women, Ecology and Development. London and New Jersey: Zed
Books; Neumayer, E., and Plümper, Th. (2007). The gendered nature of
natural disasters: the impact of catastrophic events on the gender gap
in life expectancy, 1981–2002. Annals of the Association of American
Geographers, 97 (3), 551–566.

[14] ETC Group, 2017, op. cit., pp. 12 and 17.

[15] LVC and GRAIN. (2014). Food Sovereignty: 5 steps to cool the planet
and feed its people. https://viacampesina.org/en/wp-content/uploads/
sites/2/2014/12/Food%20and%20climate%20poster%2007.pdf

[16] Deklaracja Międzynarodowego Forum na rzecz Agroekologii. http://
zielonewiadomosci.pl/tematy/feminizm/deklaracja-miedzynarodowego-
forum-na-rzecz-agroekologii-nyeleni-2015/

[17] Vandermeer, J., et al. (1998). Global change and multi-species agroeco-systems: Concepts and issues. Agriculture, Ecosystems and Environment, 67, 1–22. Altieri, M.A., et al. (2015). Agroecology and the design of climate change-resilient farming systems. Agronomy for Sustainable Development, 35, 869–890

[18] IPC. (2018). The IPC Statement from Paarl (Cape Town).
www.foodsovereignty.org/ipc-statement-cape-town

[19] (od red.) ang. Free, Prior and Informed Consent (FPIC) – zasada uznana w Deklaracji praw ludów tubylczych

Górny Śląsk się zmienia. Powstają nowe biurowce i fabryki. Powietrze staje się czyste. Ale rozmowy o przyszłości „przemysłowego serca Polski” nie muszą się odbywać w atmosferze palenia opon w Warszawie albo za zamkniętymi drzwiami Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” w Warszawie. Mamy historyczną szansę, aby transformacja Górnego Śląska odbyła się według planu i w duchu solidarności.

Po pierwsze, skomplikowany proces przemian społeczno-gospodarczych na Górnym Śląsku trzeba zaplanować. Polityka Energetyczna Polski i Terytorialny Plan Sprawiedliwej Transformacji Górnego Śląska są potrzebne nie dlatego, że wymaga tego od nas Fundusz Sprawiedliwej Transformacji i Fundusz Odbudowy Unii Europejskiej. Potrzebujemy tego, ponieważ sprawiedliwa transformacja jest wielką szansą rozwojową dla regionu.

Rozpoczynając budowę ogrodu, odpowiedzialny ogrodnik siada wpierw do deski kreślarskiej i przygotowuje projekt. Każdy ogrodnik dobrze wie, że podstawą jest dobra wizja. Potrzebny jest rysunek, projekt budowlany, projekt instalacji, przygotowanie i zagospodarowanie terenu pod uprawy, kosztorys i plan. Wykonany w zgodzie ze sztuką ogrodniczą projekt pozwoli, aby nieużytek zamienił się w ogród. Tymczasem mam nieodparte wrażenie, że polskiemu rządowi brakuje wizji przyszłości Górnego Śląska. Program dla Śląska, jako pomysł rządu na realizację Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju na Śląsku, nie pozwoli na dekarbonizację i neutralność klimatyczną regionu.

Po drugie, do rozmowy o transformacji Śląska trzeba zaprosić przedstawicieli wszystkich aktorów regionalnych. Nie jest dobrze, gdy decyzje o przyszłości górnictwa, w dalszym ciągu ważnego pracodawcy i kooperanta na Śląsku, uzgadnia się bez udziału opozycji, samorządów lokalnych, organizacji obywatelskich, naukowców i przedstawicieli samorządu gospodarczego.

Doświadczenia ostatnich 30 lat przemian pokazały, że rozmowy o przyszłości Górnego Śląska jedynie poprzez prawnie uregulowane formy dialogu społecznego nie są skuteczne i bardzo często kończą się niepokojami społecznymi. Moim zdaniem trzeba odejść od Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego lub Komisji Trójstronnej i poszukać bardziej nowoczesnych form dialogu. Potrzebny jest okrągły stół lub panel obywatelski ds. sprawiedliwej transformacji. Niemiecka komisja węglowa lub francuski konwent obywatelski pokazały, że decyzje dotyczące ważnych społecznie spraw wypracowane w dialogu ponad podziałami spotykają się z większym społecznym zrozumieniem. Jak kania dżdżu, potrzebujemy umowy społecznej co do przyszłości Górnego Śląska.

Po trzecie, uczciwość wobec mieszkańców Górnego Śląska wymaga jasnego wyznaczenia daty zamknięcia kopalń i odejścia od węgla w polskiej energetyce. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że zamknięcie w 2070 roku ostatniej kopalni na Śląsku jest oszukiwaniem mieszkańców regionu.

Działalność wydobywcza i przemysł ciężki na Śląsku doprowadziły do degradacji terenów, szkód górniczych, zanieczyszczenia powietrza i wód powierzchniowych. W dalszym ciągu na Górnym Śląsku znajduje się wiele miejsc, które przypominają kratery wulkaniczne. Rewitalizacja bomby ekologicznej w centrum Katowic na potrzeby nowej dzielnicy mieszkaniowej ma kosztować 2 mld złotych. W wyniku tąpnięć pękają wodociągi, chodniki i ulice. 600 mieszkańców Katowic rocznie umiera przedwcześnie z powodu smogu. Uczciwość wobec mieszkańców wymaga, aby Śląskie bez węgla stało się faktem.

W końcu, dziś potrzebna jest solidarność z mieszkańcami Górnego Śląska. W wyniku dekarbonizacji gospodarki to właśnie mieszkańcy tego regionu mogą zostać pozbawieni pracy i zagrożeni utratą dochodów. Upodmiotowienie górników i ich pełny udział w transformacji energetycznej będzie krokiem w tę stronę.

Na Śląsku potrzeba programów przekwalifikowania i tworzenia nowych, wysokiej jakości miejsc pracy w sektorach poza górniczych. Nawet jednorazowe odprawy w wysokości 100 tysięcy złotych niewielu uratują. Dynamicznie rozwijająca się w Polsce energetyka oparta o źródła odnawialne i rozproszone wymaga nowych miejsc pracy przy produkcji urządzeń, instalacjach oraz obsłudze. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystając Funduszu Sprawiedliwej Transformacji zbudować w Katowicach lub Bytomiu nowoczesną Giga-Fabrykę ogniw fotowoltaicznych z budżetem rzędu 1 mld zł rocznie. Ale to wymaga współpracy rządu z górnikami, a nie ponad ich głowami.

Nie mam wątpliwości, że sprawiedliwa transformacja jest historyczną szansą rozwojową dla Górnego Śląska. To okazja do wzrostu bezpieczeństwa technologicznego, pobudzenia innowacji oraz otwarcia możliwości nawiązania partnerskiej współpracy technologicznej z unijnymi firmami w komplementarnych miejscach łańcucha dostaw. Dopóki rząd nie zrozumie, że na transformację Górnego Śląska trzeba mieć plan i rozmawiać ze wszystkimi aktorami w duchu partnerstwa, dialogu, solidarności i uczciwości, tak długo będziemy przegrywać konkurencję z chińskimi produktami w Polsce. Jeszcze jest szansa na sprawiedliwą dekarbonizację i rewitalizację Górnego Śląska.

Patryk Białas, stowarzyszenie BoMiasto, radny miasta Katowice

 

Europejski Zielony Ład to nowa strategia rozwoju gospodarczego Unii Europejskiej. Jej celem jest głęboka proekologiczna przebudowa gospodarki Unii Europejskiej, która z trzeciego największego źródła emisji gazów cieplarnianych na świecie ma w ciągu trzech dekad stać się pierwszym obszarem neutralnym klimatycznie. Oto najważniejsze rzeczy, które trzeba wiedzieć o Zielonym Ładzie, w pięciu krótkich punktach.
1. Dlaczego właśnie teraz?

Ekosystem Ziemi znalazł się z powodu działalności człowieka w podwójnym kryzysie. Zmiany klimatu i przybierające na sile procesy zanikania gatunków i degradacji środowiska naturalnego zaczynają być egzystencjalnym zagrożeniem dla ludzkości.

Dzięki pracy badaczek i badaczy z Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) w 2018 r. dowiedzieliśmy się, że w miarę bezpieczny poziom globalnego ocieplenia wynosi 1,5 st. C. Wiemy też, że utrzymanie wzrostu temperatur w tych granicach będzie wymagało zmniejszenia globalnych emisji gazów cieplarnianych w ciągu najbliższej dekady o niemal połowę w stosunku do poziomu z 2010 r. oraz osiągnięcia neutralności klimatycznej (czyli zerowych emisji netto) najpóźniej do połowy wieku.  Zatrzymanie kryzysu klimatycznego, nim przerodzi się w klimatyczny kataklizm, wymaga zatem pełnej dekarbonizacji światowej gospodarki w ciągu zaledwie trzech dekad.

Z kolei raport o stanie bioróżnorodności i ekosystemów, opracowany przez Międzyrządową Platformę Naukowo-Polityczną ds. Bioróżnorodności i Usług Ekosystemowych (IPBES) w 2019 r., dał nam obraz skali zniszczeń biosfery. Wykazał on, iż degradacja ziemskiego ekosystemu spowodowana przez ingerencję człowieka w naturę doprowadziła milion gatunków na skraj wyginięcia i zaczyna być niebezpieczna dla samych ludzi – przede wszystkim ze względu na swój wpływ na bezpieczeństwo żywnościowe i dostęp do czystej wody. Odwrócenie tego trendu  wymaga głębokiej, transformacyjnej zmiany obecnych modeli gospodarczych.

Wobec tych faktów głęboka zmiana gospodarcza i poszukiwanie nowego modelu, w którym rozwój nie wiązałby się z destrukcją klimatu i środowiska podtrzymującego nasze własne życie, stały się absolutną koniecznością. Europejski Zielony Ład jest próbą stworzenia takiego modelu.

 2. Neutralność klimatyczna – główny cel Zielonego Ładu

Najważniejszym celem Zielonego Ładu jest przebudowa gospodarki, która pozwoli najpóźniej do 2050 r. zredukować emisje gazów cieplarnianych w Europie do poziomu zero netto (pewna ilość gazów cieplarnianych może nadal trafiać do atmosfery, ale muszą one być równoważone pochłanianiem przez ekosystemy lub urządzenia techniczne). Cel neutralności klimatycznej zyskał poparcie Parlamentu i Rady Europejskiej i ma zostać zapisany jako prawnie wiążący w Europejskim Prawie o Klimacie, czyli nowym rozporządzeniu będącym obecnie w toku prac legislacyjnych.

Równie ważna jak sam cel jest realistyczna ścieżka dojścia do niego, czyli przede wszystkim cele klimatyczne UE na 2030 rok. Obecnie unijne prawo zobowiązuje państwa Unii do wspólnego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych o 40 proc. w stosunku do roku 1990, zwiększenia udziału odnawialnej energii do 32 proc. i zmniejszenia zapotrzebowania na energię o 32,5 proc. w stosunku do prognoz. Pierwszym krokiem w kierunku neutralności klimatycznej w ramach Zielonego Ładu ma być zwiększenie unijnego zobowiązania do redukcji emisji, z obecnych 40 proc. do 50 lub 55 proc. Decyzja o tym ma zapaść jesienią i pociągnie za sobą konieczność zwiększenia pozostałych celów dotyczących udziału OZE i ograniczenia tempa wzrostu zapotrzebowania na energię, a także wprowadzenia ostrzejszych regulacji dotyczących emisji z sektorów przemysłu, transportu i rolnictwa oraz radykalnego ograniczenia zużycia energii w budynkach, czemu ma służyć flagowa inicjatywa Ładu, czyli tzw. fala renowacji.

3. Bardziej zielone rolnictwo

W maju 2020 Unia przyjęła nową strategię rolną zatytułowaną „Od pola do stołu”. Jej celem jest zagwarantowanie bezpieczeństwa żywnościowego i jednocześnie zmniejszenie negatywnego wpływu rolnictwa na środowisko. Chodzi o emisje gazów cieplarnianych, których ok. 10 proc. przypada na samo rolnictwo, a także o zużycie pestycydów, antybiotyków i nawozów sztucznych, które zanieczyszczają środowisko, niszczą populacje zapylaczy i zwiększają ryzyko pojawienia się antybiotykoodpornych patogenów.

W ramach strategii UE planuje do 2030 r. zwiększyć skalę rolnictwa ekologicznego do 25 proc. wszystkich upraw, zmniejszyć ilość wszystkich używanych pestycydów chemicznych, również  niebezpiecznych, o połowę, zmniejszyć ilość nawozów sztucznych o 20 proc. i środków przeciwdrobnoustrojowych w leczeniu zwierząt o 50 proc. Strategia przewiduje poprawienie warunków życia zwierząt hodowlanych i powstrzymanie niszczenia ekosystemów i gatunków przez działalność rolną (poprzez zanieczyszczenia i emisje z ferm przemysłowych, osuszanie mokradeł pod działalność rolniczą czy wielkie monokultury).

Strategia przewiduje też plan stworzenia mechanizmów wynagradzania rolników za działania skutkujące zwiększeniem pochłaniania dwutlenku węgla z atmosfery przez tereny rolne, takie jak odtwarzanie osuszonych mokradeł czy nasadzenia drzew. Przewidziane jest także wsparcie rozwoju odnawialnych źródeł energii na terenach wiejskich oraz promowanie produkcji biogazu rolniczego i bio-nawozów zgodnie z założeniami gospodarki obiegu zamkniętego, a także lokalnej produkcji pasz.

W nowym budżecie UE 40 proc. środków na rolnictwo i rozwój obszarów wiejskich ma zostać przeznaczone na działania chroniące klimat i środowisko.

4. Co z dziką przyrodą i środowiskiem?

Poza kryzysem klimatycznym zagraża nam także kryzys bioróżnorodności: dramatycznie szybkie kurczenie się populacji dzikich zwierząt i niszczenie naturalnych ekosystemów, w tym naturalnych lasów i mokradeł, które odgrywają kluczową rolę w łagodzeniu zmian klimatu i adaptacji do nich.

Celem Zielonego Ładu jest powstrzymanie tych procesów w Europie i na świecie. W maju 2020 r. Komisja opublikowała nową Strategię na rzecz Bioróżnorodności, w której opisane są kierunki działań, jakie UE podejmie, aby zrealizować te zamierzenia. Strategia przede wszystkim przewiduje poszerzenie istniejącej sieci obszarów Natura2000 i ochronę łączących je korytarzy ekologicznych. Do 2030 roku 30 proc. obszarów lądowych i 30 proc. obszarów morskich w UE ma zostać objętych ochroną. Pod ochroną ścisłą ma znaleźć się 10 proc. najcenniejszych obszarów na lądzie i morzu, w tym wszystkie lasy pierwotne i starodrzewy, a także ważne z punktu widzenia klimatu mokradła i torfowiska.

Strategia przewiduje nie tylko ochronę wciąż istniejących zasobów przyrody, ale także odtwarzanie zdegradowanych ekosystemów, między innymi renaturyzację co najmniej 25 tys. km rzek, zalesienia i odtwarzanie terenów podmokłych.

Jej realizacja będzie opierać się przede wszystkim na dwóch instrumentach: nowym systemie wspólnotowego zarządzania bioróżnorodnością, opartym na jasnych wskaźnikach i wyraźnie określonych obowiązkach państw członkowskich, oraz na skuteczniejszym egzekwowaniu unijnych przepisów ochrony przyrody. W wymiarze finansowym UE chce na ochronę bioróżnorodności wydawać z różnych źródeł 20 mld euro rocznie.

Przyjęcie Strategii na rzecz bioróżnorodności to początek drogi. Jej zapisy muszą teraz zostać przekute w nowe akty prawne. Ponadto do końca przyszłego roku ma zostać przedstawiona nowa Strategia leśna UE, która m.in. ureguluje kwestie wykorzystania biomasy na cele energetyczne i określi szczegóły planu posadzenia w Europie 3 miliardów drzew. W przygotowaniu jest także nowa unijna strategia dotycząca chemikaliów oraz nowy Plan działania na rzecz eliminacji zanieczyszczeń wody, powietrza i gleby.

5. Kosztowna ekstrawagancja czy droga do zielonego dobrobytu?

Osiągnięcie celów Zielonego Ładu będzie wymagało zainwestowania dużych pieniędzy. Coraz więcej analiz wskazuje jednak, że zielone inwestycje generują więcej miejsc pracy, tworzą trwalsze fundamenty przyszłego dobrobytu i niosą ze sobą więcej korzyści społecznych (np. w obszarze zdrowia publicznego) niż podążanie starą, wysokoemisyjną ścieżką. Stąd wśród ekspertów i liderów europejskich panuje niemal powszechna zgoda co do tego, że realizacji celów Zielonego Ładu nie należy rozpatrywać w kategoriach kosztu, tylko opłacalnej inwestycji w przyszłość. W kontekście kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią koronawirusa gospodarki państw UE tak czy inaczej potrzebują dużego zastrzyku nowych inwestycji, a europejscy politycy nie mają wątpliwości, że powinny one służyć zielonej transformacji unijnej gospodarki (oraz transformacji cyfrowej).

Stąd bezprecedensowo wysoki nowy unijny budżet na kolejną siedmiolatkę, obejmujący, obok tradycyjnych funduszy w wysokości 1074 mld euro, także nowy Fundusz Odbudowy wart kolejne 750 mld euro. Prace nad budżetem zbliżają się do finału i o ile możliwe są jeszcze drobne korekty, główne zręby nowej architektury finansów UE się nie zmienią. Na ochronę klimatu Unia ma wydać 30 proc. środków z nowego budżetu. Środki spoza puli na klimat również muszą być wydawane w sposób spójny z celami Porozumienia Paryskiego i unijnymi celami klimatycznymi na 2030 rok, a do wszystkich unijnych wydatków będzie miała zastosowanie zasada nieszkodzenia, tzn. nie będzie możliwe finansowanie działań szkodliwych dla środowiska i klimatu. 17,5 mld euro w nowym budżecie zarezerwowano na łagodzenie skutków społecznych dekarbonizacji w regionach obecnie zależnych od wydobycia i spalania paliw kopalnych.

Bezprecedensowo duży budżet to nie jedyne źródło pieniędzy na zieloną transformację. Europejski Bank Inwestycyjny, który rocznie udziela pożyczek na kwotę ponad 50 mld euro, już w zeszłym roku postanowił stać się klimatycznym bankiem Europy i skupi swoje działania na finansowaniu zielonej transformacji – w tym celu Bank m.in. wykluczył możliwość finansowania jakichkolwiek inwestycji w paliwa kopalne. Ponadto Unia Europejska tworzy regulacje zachęcające prywatny kapitał do inwestowania w działania chroniące klimat. Łącznie Unia zamierza skierować na realizację celów Zielonego Ładu co najmniej bilion (tysiąc miliardów) euro z różnych publicznych i prywatnych źródeł.

**********************

Czy Europejski Zielony Ład ma słabe punkty?

  1. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że Zielony Ład to projekt na trzy dekady, który ma zarysowane ogólne cele i założenia, ale konkretne sposoby ich realizacji będą dopiero wypracowywane. Ostateczny sukces tej strategii będzie zależał po pierwsze od jakości i poziomu ambicji strategii i uregulowań dla poszczególnych sektorów gospodarki oraz dyscypliny i determinacji państw członkowskich w ich wdrażaniu – bo o ile to instytucje unijne określają cele i kierunki, o tyle podjęcie konkretnych działań w celu ich wdrożenia jest już rolą rządów poszczególnych państw Unii i w dużej mierze zależy od ich woli politycznej i determinacji.
  2. Zielony Ład jest nową unijną strategią wzrostu gospodarczego. Zakłada wprawdzie poprawę efektywności energetycznej (czyli osiąganie tych samych rezultatów gospodarczych mniejszym nakładem energii). Przewiduje również pewne działania mające zachęcać ludzi do bardziej przyjaznych klimatowi i środowisku wyborów konsumenckich, np. ograniczenia spożycia mięsa czy korzystania z transportu publicznego. Zakłada również stopniowe wdrażanie gospodarki obiegu zamkniętego, w której wzrost nie będzie uzależniony od zużycia zasobów naturalnych w tempie, przy którym nie są one w stanie się odtwarzać. Cały czas pozostaje jednak w ekonomicznym paradygmacie ciągłego wzrostu. Tym samym nie odnosi się do ostrzeżeń formułowanych przez teoretyków post-wzrostu, którzy wyliczają, że redukcja emisji gazów cieplarnianych w tempie niezbędnym do zatrzymania globalnego ocieplenia na poziomie 1,5 st. C nie jest możliwa bez znacznego zmniejszenia rozmiaru gospodarki i ograniczenia konsumpcji.

Europejski Zielony Ład, którego nazwa nawiązuje do amerykańskiego New Dealu z lat 30tych XX w., skupia się przede wszystkim na transformacji technologicznej i gospodarczej, ale nie oferuje wiele, jeśli chodzi o kwestie społeczne. Owszem, jednym z celów zielonej transformacji jest zapobieżenie recesji wywołanej pandemią i stworzenie nowych, trwałych miejsc pracy. W Zielonym Ładzie niewiele uwagi poświęcono jednak innym niż zatrudnienie problemom społecznym, nie jest on też traktowany jako propozycja szerszej, nowej umowy społecznej. Wątki społeczne pojawiają się najmocniej w obszarze sprawiedliwej transformacji regionów górniczych, gdzie główny nacisk jest położony na stworzenie nowych źródeł utrzymania dla pracowników znikających branż, ale bardzo ważny jest także dialog społeczny, inkluzywne planowanie procesu zmian, partycypacja i oddolne budowanie nowej przyszłości. W innych obszarach Zielonego Ładu podejście jest bardziej technokratyczne. Być może pewną zmianę przyniesie Pakt Klimatyczny – kolejna inicjatywa w ramach Ładu, której szczegóły mają zostać przedstawione pod koniec roku. Pakt ma ułatwiać obywatelkom i obywatelom podejmowanie nowatorskich działań na rzecz klimatu oraz wspierać współpracę i wymianę doświadczeń wśród zaangażowanych osób, organizacji społecznych, samorządów, przedsiębiorstw i instytucji edukacyjnych. W tej chwili trudno ocenić, na ile okaże się skuteczny w realnym angażowaniu ludzi w działania na rzecz klimatu i budowaniu społecznego poparcia dla ambitnej polityki klimatycznej.


 

W sobotę 5 września przez Warszawę przejdzie Wielki Marsz dla Klimatu, organizowany przez aktywistów Extinction Rebellion Polska oraz Strajku dla Ziemi. Marsz rozpocznie cykl wydarzeń organizowanych w całej Europie. W Polsce odbędą się one pod nazwą Rebelia 2020.

Wrzesień, podobnie jak w zeszłym roku, będzie stał pod znakiem manifestacji ruchów klimatycznych na całym świecie. Miliony ludzi wyjdą na ulice by protestować przeciw bezczynności rządzących wobec postępującego kryzysu klimatycznego. Powoduje on potężne anomalie pogodowe, susze i powodzie na coraz większych obszarach Polski i świata. Zmiany zagrażają życiu miliardów ludzi i milionów gatunków roślin i zwierząt. Różnego rodzaju protesty wydarzą się w tym czasie m.in. w Argentynie, Szwecji, Wielkiej Brytanii, USA, Danii, Australii, Holandii, Szwajcarii, Norwegii, Austrii, Finlandii, Włoszech, Francji i Bułgarii.

Wydarzenia w Polsce rozpocznie 5 września o 12.00 Wielki Marsz dla Klimatu w Warszawie. Zorganizowali go aktywiści Extinction Rebellion Polska oraz Strajku dla Ziemi, a udział zadeklarowało wiele innych ruchów związanych z ochroną klimatu m.in. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, Rodzice dla Klimatu, Obóz dla Klimatu, Zielone Mazowsze.

Ze względu na obostrzenia pandemiczne marsz przejdzie 4 różnymi trasami. Każda z nich rozpocznie się w innym miejscu Warszawy, natomiast wszystkie skończą się w okolicach Jazdowa, gdzie powstanie miasteczko klimatyczne z wykładami, warsztatami i koncertami.

Extinction Rebellion chce w ten sposób zaapelować do polskich polityków o ogłoszenie Alarmu Klimatycznego.
Żądamy od władz, mediów i instytucji edukacyjnych mówienia prawdy o klimacie w oparciu o naukowy konsensus – powiedział Błażej Miernikiewicz z Extinction Rebellion – Alarm klimatyczny, którego się domagamy, to deklaracja Sejmu, w której jasno zostanie przedstawiona skala kryzysu klimatycznego i zadeklarowane zostaną działania konieczne do przeciwdziałania mu. Uchwalenie Alarmu jest konieczne, aby wszelkie instytucje władzy w kraju uznały priorytet walki z kryzysem klimatycznym oraz aby podjęły w związku z tym natychmiastowe działania i korekty obecnych polityk. Potrzebujemy go również, aby dać Polkom i Polakom nadzieję i jasny przekaz – że państwo o nich dba i że mimo, iż znajdujemy się w kryzysowej sytuacji, to nasze władze zrobią wszystko, aby zawalczyć o przyszłość naszą i naszych dzieci. Alarm pozwoli też na uświadomienie polskiemu społeczeństwu wynikających ze zmian klimatu zagrożeń dla naszego środowiska, zdrowia, gospodarki i przyszłości.

Kolory poszczególnych fal – składowych marszu – symbolizują emocje, które towarzyszą ludziom w związku z katastrofą klimatyczną: miłość (czerwony), smutek (niebieski), nadzieję (zielony) i bunt (żółty).
Marsz czerwony – fala miłości, prowadzony przez postacie Czerwonych Wdów, będzie mówił o poczuciu wspólnoty z innymi stworzeniami, które już są lub będą ofiarami szóstego wielkiego wymierania gatunków.
Marsz niebieski to fala smutku. Błękitne stroje uczestników będą symbolizować wodę i reprezentować umierające rzeki i wysychające jeziora oraz topniejące lodowce, które zaleją miasta i odbiorą domy milionom ludzi.
Zielony marsz będzie falą nadziei. Uczestnicy pójdą w nim w kolorach ziemi i liści, aby przypomnieć o roli roślin w walce z kryzysem klimatycznym i o tym, że mamy jeszcze szansę, aby się uratować, choć maleją one z każdą chwilą.
Żółto – czarna fala buntu ma przypominać rój pszczół i pokazywać, że kryzys klimatyczny wymaga współdziałania nas wszystkich. Jeśli chcemy przetrwać musimy się zjednoczyć ponad podziałami. Bunt wobec bierności decydentów, aby był skuteczny musi być masowy.

***

Extinction Rebellion (ang. bunt przeciwko wymieraniu) jest międzynarodowym oddolnym ruchem walczącym z biernością rządów na całym świecie wobec katastrofy klimatycznej. Aktywiści działają w 1175 grupach lokalnych w 68 krajach na wszystkich kontynentach. XR domaga się podjęcia przez władze natychmiastowych i zdecydowanych działań mających na celu jak najszybsze ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do zera netto oraz rzetelnego informowania społeczeństwa przez polityków i media o zagrożeniach związanych z gwałtownie ocieplającym się klimatem. Jedną z metod działania ruchu jest nieposłuszeństwo obywatelskie bez użycia przemocy.

Źródło: Extinction Rebellion Polska i Strajk dla Ziemi

Komentarz Richarda Heinberga do sporu pomiędzy niektórymi z członków i członkiń Extinction Rebellion a Jemem Bendellem, twórcą Głębokiej Adaptacji.

Zostałem niedawno poproszony o komentarz do sporu pomiędzy niektórymi z członków i członkiń Extinction Rebellion (zobacz: Thomas Nicholas, Galen Hall i Colleen Schmidt, “The Faulty Science, Doomism, and Flawed Conclusions of Deep Adaptation”) a Jemem Bendellem, założycielem Głębokiej Adaptacji (zobacz jego “Letter to Deep Adaptation Advocate Volunteers about Misrepresentations of the Agenda and Movement”). Ponieważ wydaje się, że kwestie poruszone podczas tej polemiki mogą być istotne dla czytelników Resilience.org, pomyślałem, że może warto przyjąć to zaproszenie i dorzucić własne zdanie.

Dla niezorientowanych: Głęboka Adaptacja (ang. Deep Adaptation – DA) Jema Bendella przyjmuje za punkt wyjścia diagnozę, że w konsekwencji ujawniających się skutków spowodowanych przez człowieka zmian klimatu, całkowity rozpad społeczeństwa w niedalekiej przyszłości jest prawie nieunikniony. Extinction Rebellion (XR) jest ruchem aktywistycznym stosującym nieposłuszeństwo obywatelskie, aby zmusić rządy do działania w celu uniknięcia punktów krytycznych dla klimatu, które uruchomiłyby nieodwracalne procesy prowadzące ostatecznie do ekologicznego i społecznego załamania. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że Głęboka Adaptacja oznacza akceptację realności spowodowanego przez zmianę klimatu załamania i radzenie sobie z nim, zaś Extiction Rebellion (Bunt przeciwko wymieraniu) działanie, aby się przed nim uchronić.

Sedno sporu jest następujące: niektórzy ludzie zaangażowani w działania Extinction Rebellion uważają, że Bendell jest zbyt fatalistyczny, zniechęcając tym samym swoich zwolenników do podejmowania działań, które mogłyby jeszcze ocalić cywilizację i globalne ekosystemy. W odpowiedzi Bendell oskarża swoich krytyków o ignorowanie dowodów i fałszywe przedstawianie jego poglądów

Nie zamierzam wchodzić w szczegóły, rozsądzając każdą kwestię podniesioną w poszczególnych esejach. Zamiast tego wolę się zdystansować i przedstawić moją własną interpretację dostępnych danych i dowodów, a następnie omówić podtekst tego sporu.

Po wielu latach studiowania literatury z dziedziny nauk o środowisku doszedłem do wniosku, że jakaś forma załamania społecznego jest rzeczywiście wysoce prawdopodobna już w tym stuleciu, ale zależy to również od tego w jaki sposób definiujemy „załamanie”. Całkiem sporo znanych mi naukowców specjalizujących się w ochronie środowiska zgadza się z tą opinią. Jeśli chodzi o zmiany klimatu, problemem nie jest to, że globalne ocieplenie posunęło się już zbyt daleko, by można je było zahamować (w tej kwestii jestem agnostykiem: zgadzam się z autorami z XR, że nauka jeszcze tego nie rozstrzygnęła, i ich teksty zawierają w tym względzie pewne trafne stwierdzenia); szkopuł raczej w tym, że rzeczy, które musielibyśmy zrobić, aby zminimalizować zmiany klimatu, podkopałyby fundamenty społeczeństw przemysłowych w inny sposób. To ostatnie stwierdzenie wymaga nieco uzasadnienia.

Jedynym realistycznym sposobem na ograniczenie zmian klimatycznych jest zaprzestanie spalania paliw kopalnych – i w mojej ocenie nie da się tego zrobić bez znacznej redukcji zużycia energii, a co za tym idzie zmniejszenia aktywności gospodarczej (Swoją argumentację w tej kwestii przedstawiłem w innym miejscu, powtarzanie tego tutaj, uczyniłoby ten esej zbyt długim). Również dalsza zależność od paliw kopalnych prowadzi do kurczenia się gospodarki, ponieważ oprócz tego, że destabilizują one klimat, są wyczerpującymi się, nieodnawialnymi źródłami energii, które eksploatowaliśmy zgodnie z zasadą „nisko wiszącego owocu”: wydobycie tego, co z nich jeszcze zostało będzie coraz droższe, zarówno pod względem finansowym, jak i zużycia energii. A energia jest główną siłą napędową gospodarki, jeśli stanie stanie się trudniej dostępna, nieuchronnie spowoduje to ograniczenie produkcji i handlu. A więc, tak czy siak, musimy zaakceptować kurczenie się gospodarki. Jednak nie wiemy, jak zmniejszyć naszą gospodarkę w sposób dający się kontrolować, szczególnie w kontekście ogromnej globalnej bańki zadłużenia. Ponadto struktury demokracji przedstawicielskiej, które reagują na krótkoterminowe obawy elektoratu, sprawiają, że planowanie kurczenia  gospodarek staje się jeszcze trudniejsze. Od dziesięcioleci decydenci obiecują tylko więcej wzrostu, a ekonomiści wbrew podstawowym zasadom logiki przedstawiają uzasadnienia, dlaczego wzrost zużycia materiałów i surowców  może trwać w nieskończoność na planecie o ograniczonych zasobach. Ponieważ nie jesteśmy przygotowani do trwałego skurczenia gospodarki, jest bardzo mało prawdopodobne, że przeprowadzimy to dobrze.

Co więcej, globalne ocieplenie nie jest naszym jedynym kryzysem związanym z brakiem zrównoważenia. Do innych należą: wyczerpywanie się zasobów naturalnych, co raz większe zanieczyszczenie środowiska, system żywnościowy, który wyjaławia gleby i niszczy różnorodność biologiczną, nadużywanie długu jako sposobu na przeniesienie konsumpcji z przyszłości do teraźniejszości, powiększające się nierówności gospodarcze prowadzące do destabilizacji politycznej oraz narastające przeludnienie i nadmierna konsumpcja (szczególnie wśród bogatych), usprawiedliwiane i pobudzane przez błędne przekonanie, że Ziemia zawsze będzie w stanie utrzymać więcej ludzi zużywających więcej zasobów na głowę mieszkańca.

Ponadto złożone interakcje pomiędzy znanymi nam systemowymi czynnikami stresogennymi – nie mówiąc już o tych, których nie znamy – jeszcze bardziej pogarszają sytuację. Zmiany klimatu zwiększają nierówności gospodarcze, podczas gdy niestabilność społeczna spowodowana narastającymi nierównościami utrudnia przywódcom państw skupienie się na kryzysie klimatycznym. Podobnie wzmagające się kryzysy demokracji na całym świecie (z bogatymi i posiadającymi władzę, którzy czują się odseparowani od zagrożeń i blokują konieczne zmiany), potęgują zagrożenia, utrudniając społeczeństwom poradzenie sobie z którymkolwiek z tych problemów.

Podsumowując, stworzyliśmy całkowicie niezrównoważony sposób życia. W ostatnich dekadach, gdy pojawiało się coraz więcej problemów, aby je rozwiązać, nauczyliśmy się polegać na napędzanym paliwami kopalnymi wzroście, ale teraz ten wzrost tylko pogłębia te problemy, a my nie mamy żadnego innego planu.

Wskazywanie na te wszystkie rzeczy nie jest skutecznym sposobem na zdobywanie przyjaciół i wpływanie na ludzi – i to prowadzi nas do głównego argumentu XR. Przypuśćmy, że całość dowodów przemawia na korzyść konkluzji Bendella (a w moim przekonaniu tak właśnie jest, za wyjątkiem kilku zastrzeżeń). Krytyczna ocena XR wypływa z przekonania, że jeśli ludzie, którzy są najbardziej świadomi kryzysu klimatycznego i z tego powodu prawdopodobnie najbardziej predestynowani do przeprowadzenia zmiany, świadomie zaakceptują nieomal całkowitą nieuchronność załamania, doprowadzi ich to do bierności i cynizmu, co tylko pogorszy sytuację. Ta krytyka wymaga wciąż odpowiedzi.

Jedną z możliwych odpowiedzi jest przedefiniowanie upadku. Przeszłe cywilizacje upadły, i proces ten trwał zwykle dwa lub trzy stulecia, a na końcu prowadził do jakiegoś rodzaju odrodzenia. Podobne cykle akumulacji i uwalniania (ang. buildup and release) obserwujemy w ekosystemach (naukowcy zajmujący się odpornością opisują tę uniwersalną tendencję jako cykl adaptacyjny).

Upadek nie musi oznaczać, że prawie wszyscy naraz umrą lub że ci, którzy przetrwają, staną się kanibalami. Oznacza on raczej, że nasze dzisiejsze instytucje w mniejszym lub większym stopniu przestaną funkcjonować i będziemy musieli znaleźć alternatywne sposoby zaspokajania naszych podstawowych ludzkich potrzeb – sposoby, które są wolniejsze, bardziej lokalne i działają na mniejszą skalę. Nawet jeśli nie możemy całkowicie zapobiec fazie uwalniania cyklu adaptacyjnego, w której się znajdujemy, możliwe że złagodzenie przebiegu uwalniania i reorganizacji leży w zasięgu naszych możliwości. Być może, jeśli pomyślimy o załamaniu pod tym kątem, akceptacja niemal pewnej nieuchronności załamania nie będzie tak osłabiająca.

Lecz szczęśliwa wersja upadku jest prawdopodobna tylko pod warunkiem, że będziemy działać. Przeszłe cywilizacje nie miały paliw kopalnych (a więc również zmian klimatu) ani broni nuklearnej. Bez dużej dozy szczęścia i ciężkiej pracy, możemy mieć do czynienia z załamaniem, którego rzeczywiście nie przetrwamy lub które przetrwa tylko garstka.

Czy możemy pogodzić się z tym, że nasze szanse na sukces są bardzo niewielkie, a mimo to działać – przytomnie i z zapałem? Sądzę, że wskazówek co do odpowiedzi na to pytanie można poszukać w dziedzinie psychologii znanej jako teoria opanowania trwogi ( ang. Terror Management Theory) – którą Bendell omawia w dokumencie założycielskim Głębokiej Adaptacji, “Deep Adaptation: A Map for Navigating Climate Tragedy”. (polskie tłumaczenie: http://lifeworth.com/DeepAdaptation-pl.pdf)

Wydaje się, że organizmy pozaludzkie nie są świadome nieuchronności swojej własnej śmierci, więc nie muszą radzić sobie z tą świadomością. Niektóre inteligentne zwierzęta (w tym wrony i słonie) zauważają śmierć swoich towarzyszy i wydaje się, że odczuwają żałobę, ale nie wiemy, czy potrafią rozważać swoją własną śmiertelność. Natomiast my – ludzie, ze względu nasz język i umiejętność racjonalnego myślenia, nieuchronnie, zazwyczaj zaczynając od późnego dzieciństwa, uświadamiamy sobie, że każdy prędzej czy później umrze, a my nie jesteśmy wyjątkiem. Świadomość śmierci powoduje psychologiczny konflikt pomiędzy naszym instynktem samozachowawczym a naszą wiedzą o nieuniknionym odejściu, i jako gatunek zadaliśmy sobie wiele trudu, by przezwyciężyć ten konflikt. Według teorii opanowania trwogi, wyjaśnia to szeroki wachlarz kulturowych wierzeń i instytucji, które wprost lub w sposób ukryty obiecują nieśmiertelność – włączając w to, chociaż nie tylko, nauki i rytuały religijne.

W rezultacie zaprzeczanie stało się głęboko zakorzenioną ludzką zdolnością. W swojej książce Denial: Self-Deception, False Beliefs, and the Origin of the Human Mind, Ajit Varki i Danny Brower sugerują, że gdy rozwinęliśmy język, nasze wyłaniające się oczekiwanie własnej śmierci, uczyniłoby nas tak przygnębionymi i ostrożnymi, że nie bylibyśmy w stanie skutecznie konkurować z innymi gatunkami lub mniej obciążonymi członkami naszego własnego gatunku, gdyby symultanicznie nie pojawiła się adaptacja – nasza zdolność do zaprzeczenia śmierci. W ten sposób zaprzeczenie pełniło ewolucyjną funkcję podstawowego narzędzia opanowania trwogi. W miarę upływu czasu nasza zdolność do zaprzeczania zwiększyła się – zapewne szczególnie w ostatnich dekadach, gdy wielka, kolektywna zagłada na skutek wojny nuklearnej bądź zmiany klimatu stała się realną możliwością.

Zaprzeczenie może przybierać różne formy. Jedna z nich wynika z dysonansu poznawczego – mechanizmu motywacyjnego, który leży u podłoża niechęci do przyznawania się do błędów lub zaakceptowania rezultatów badań naukowych, jeśli są one sprzeczne z naszymi obecnymi poglądami (stąd osoby nieskłonne do wiary w zmiany klimatu usilnie starają się znaleźć jakiekolwiek dowody, nieważne jak marne, które potwierdzają ich poglądy). Inną jest wyparcie, stan, w którym jesteśmy świadomi zmian klimatu i ich konsekwencji, ale znajdujemy sposoby na uniknięcie związanego z tym niepokoju, a co za tym idzie konieczności działania.

Zaprzeczanie zmianom klimatu (a więc również prawdopodobieństwu społecznego załamania) jest zatem czymś więcej niż tylko politycznym narzędziem służącym do utrzymania korporacyjnych zysków przemysłu paliw kopalnych. Jest ono kolektywnym mechanizmem radzenia sobie z niezwykle trudną sytuacją. Wszyscy zaprzeczamy – na rozmaite sposoby i w różnym stopniu.

Członkowie XR mają rację: jeśli pogodzimy się z nieuchronnością załamania, możemy, posługując się tymi psychologicznymi mechanizmami, zmniejszyć naszą zdolność do działania na rzecz złagodzenia jego konsekwencji i zwiększenia szans na przetrwanie. Z drugiej strony jednak, jeżeli zanurzymy się się głębiej w zaprzeczanie, możemy beztrosko robić to, co do tej pory, również nie robiąc niczego dla podwyższenia prawdopodobieństwa naszego przetrwania. Czy rozwiązaniem jest pozwolenie sobie na właściwą dozę zaprzeczenia? Jaka jest ta idealna dawka i w jaki sposób mamy monitorować dozowanie stosowane przez wszystkich innych?

Możliwe że każdy i każda z nas jest w stanie znieść inną dawkę „czarnowidztwa”. Jeśli tak jest, u podłoża sporu pomiędzy XR a DA przynajmniej po części mogą leżeć różnice poziomu psychologicznej tolerancji u poszczególnych osób, które następnie tworzą grupy odgradzające się od innych przy pomocy mechanizmu dysonansu poznawczego.

Jednakże taka ocena w jakiś sposób trywializuje tę debatę – tutaj chodzi o coś więcej. Tylko jeden dodatkowy punkt widzenia: może załamanie już nastąpiło, tylko po prostu jeszcze nie wszyscy w równym stopniu odczuwają jego konsekwencje. Setki milionów, a być może parę miliardów biednych ludzi na całym świecie już doświadcza potworności, które prawdopodobnie wydarzą się w następstwie upadku nowoczesnego społeczeństwa przemysłowego (nie mówiąc już o miliardach, które nie skorzystały na nim w równym stopniu lub stały się ofiarami globalnego, przemysłowego kapitalizmu i imperializmu). Ci ludzie, których ciężki los prawdopodobnie jeszcze bardziej się pogorszy, nie mogą pozwolić sobie na to, by usiąść w wygodnym fotelu i filozofować na temat przyszłości – spędzają każdy dzień robiąc to co konieczne, by przetrwać, co czasami oznacza walkę z siłami kapitalistycznego wyzysku, które zwykle pokrywają z głównymi przyczynami zmian klimatu. Być może zwolennikami Głębokiej Adaptacji są przede wszystkim ludzie uprzywilejowani, których bańka została przebita przez świadomość zmian klimatu i którzy, przynajmniej na chwilę, mogą pozwolić sobie na pewne znieruchomienie na skutek tej nagłej dezorientacji.

Ludziom skłaniającym się ku punktowi widzenia Głębokiej Adaptacji poradziłbym, by nie tracili energii na próby przekonania swoich krytyków z Extinction Rebellion, że katastrofalne załamanie jest naprawdę nieuniknione w ciągu najbliższych kilku lat. Nie dajcie się zwieść pułapce pewności: nikt z nas w tym momencie nie wie, czy wyginięcie ludzkości w niedalekiej przyszłości jest nieuniknione, ani czy zdecydowane, wspólne działanie może sprawić, że doświadczymy relatywnie łagodnej wersji załamania. Zamiast tego skoncentrujcie się na tym, co do czego się zgadzacie i działajcie razem z waszymi krytykami z XR – co, poza innymi rzeczami, jest skutecznym sposobem na radzenie sobie z naszym lękiem. Odrzućcie skłonność do bezczynności i wpatrywania się we własny pępek.

Tymczasem, kilka rad dla krytyków DA z XR: bądźcie uważni. Pomimo swojej kontrowersyjnej skłonności do fiksacji na najgorszym scenariuszu, Głęboka Adaptacja oferuje system wsparcia, w ramach którego ludzie mogą podjąć wewnętrzną pracę związaną z konfrontacją z realiami zbliżającej się wielkiej dezintegracji. Podczas gdy praca wewnętrzna nie powinna być celem samym w sobie, podkopując tym samym wysiłki na rzecz zmniejszenia szkód dla ekosystemów i ludzkich społeczności, jest ona jednak niezbędnym etapem na drodze wyjścia poza zaprzeczanie.

Być może moglibyśmy w tej kwestii skorzystać z mądrości zawartej w starożytnej hinduskiej księdze, Bhagawadgicie. Gita jest dialogiem pomiędzy księciem Ardżuną a jego przewodnikiem i woźnicą, Kriszną, który ma miejsce obok pola bitwy podczas wojny między krewnymi Ardżuny a innym klanem. Pomimo przekonania o słuszności swojej sprawy, Ardżuna czuje się przytłoczony lękiem moralnym związanym z przemocą i śmiercią – całkowitą zagładą wszystkiego! – i swoją współodpowiedzialnością za nie, i zastanawia się czy nie zrzec się swojego tytułu i obowiązków i nie poświęcić się filozofii. Kriszna doradza Ardżunie wypełnienie jego żołnierskich zobowiązań, ale również działanie bez myślenia o sobie czy też przywiązania do rezultatu.

Podobnie, ci z nas, którzy są świadomi nadciągających kryzysów, muszą zrozumieć, że konsekwencje podjętego działania będą w dużej mierze nieprzewidywalne. Konieczność działania wynika po prostu z faktu, że jesteśmy świadomi; jednakże nasza wiedza jest tylko częściowa. Pomimo tych ograniczeń, jesteśmy zobowiązani do odegrania naszej roli w obronie natury i ludzkości w sposób tak czysty i bezinteresowny – a także skuteczny – jak to tylko możliwe.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

Źródło: Post Carbon Institute


• Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
• Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Rządy konkurują na światowym rynku sprzętu medycznego. Sektory publiczne są poddane presji do granic możliwości, a społeczne konsekwencje zamknięcia ludzi w domach odbijają się echem na całym świecie. Kryzys koronawirusa poddał w wątpliwość czy dominujący sposób zorganizowania społeczeństwa  jest w stanie zapewnić wszystkim zdrowie i dobrobyt. W obliczu wstrząsu systemowego naczelną zasadą odbudowy powinna być odporność. Dirk Holemans wyjaśnia, co to oznacza w praktyce.

Koronawirus jest szokiem, którego się nie spodziewaliśmy, choć był zapisany w gwiazdach. Nowe wirusy, które badania naukowe wiążą z niszczeniem obszarów naturalnych, w połączeniu z modelem ekonomicznym zależnym od globalnego handlu i podróży, to tylko dwa problematyczne aspekty dzisiejszego światowego systemu. Dodajmy do tego niedbałe rządy. Według wirusologa Johana Neytsa tej pandemii można by zapobiec, gdyby 10 lat temu rządy zainwestowały w leki przeciwwirusowe.

Nadszedł czas na zmianę wzorca: od społeczeństwa lunatykującego, skupionego na zysku, konkurencji i konsumpcji do zorientowanego na przyszłość, w którym priorytetem są inwestycje, współpraca i dobre samopoczucie.

Jest to konieczne, aby uniknąć tego, co Naomi Klein nazywa „doktryną szoku”. Jak zauważyła, wolnorynkowi neoliberałowie są zawsze gotowi wykorzystać katastrofy do ograbienia państwa dla własnych interesów. A nasze społeczeństwa są przez to jeszcze bardziej wrażliwe na wstrząsy.

Wiedząc, że nadal czekają nas wstrząsy związane z klimatem, bioróżnorodnością i zaopatrzeniem w żywność, jak mogłaby wyglądać adekwatna odpowiedź na kryzys koronawirusa? Koncepcja „odporności” powinna być w niej zasadą przewodnią. Co definiuje odporność? System jest odporny, jeśli nadal działa po wstrząsie. Co więcej, elastyczny system zapobiega wstrząsom na tyle na ile tylko jest to możliwe.

Odporność to coś więcej niż tylko solidność. Chodzi o systemy społeczno-ekologiczne, które są w stanie się zreorganizować bez utraty funkcji i struktury. Jak pokazał kryzys koronawirusa, wszelka działalność człowieka zależy od systemów naturalnych i wpływa na nie. W tym sensie natura jest podmiotem. Nie można jej już postrzegać jako statycznego tła lub zasobu, który można eksploatować w nieskończoność. Jak wyjaśnia francuski myśliciel Bruno Latour, natura i kultura są ze sobą powiązane, a zatem docenianie współzależnych relacji społeczeństwa z naturą jest częścią budowania odpornego społeczeństwa.

Odporny system to taki, który jest w stanie przekształcić się, gdy zmienią się okoliczności, aby nadal świadczyć niezbędne usługi, a przy tym aktywnie antycypuje i reaguje na pojawiające się wydarzenia.

Odporność obejmuje cztery elementy: krótkie pętle informacji zwrotnej, modułowość, różnorodność i kapitał społeczny.

Pierwszy termin, krótkie pętle informacji zwrotnej, odnosi się do tego, jak szybko dostrzegamy konsekwencje naszych działań. Brak krótkich pętli informacji zwrotnych stanowi problem zarówno dla przeciwdziałania zmianie klimatu, jak i rozprzestrzeniania się nowych chorób. W obu tych przypadkach okres między działaniem przyczynowym a skutkami jest stosunkowo długi. Wiele osób słusznie zastanawia się, dlaczego nasze społeczeństwa mogą zdecydowanie reagować na koronawirusa, skoro nie udaje nam się tego osiągnąć w przypadku kryzysu klimatycznego. W końcu koronawirus i klimat są konsekwencjami tego samego systemu gospodarczego.

Zarówno w przypadku koronawirusa jak i zmiany klimatu, winowajcą jest uzależniona od wzrostu gospodarka, która coraz głębiej ingeruje w przyrodę, aby wydobywać surowce i eksploatować ziemię. Wycinanie lasów na potrzeby rolnictwa uprzemysłowionego ogranicza siedliska zwierząt, zmuszając je do poszukiwania pożywienia w osadach ludzkich. Wraz z niszczeniem ich ekosystemów nietoperze w Azji i Afryce coraz częściej wchodzą w kontakt z ludźmi. Jak podkreśla biolog Dirk Draulans, nietoperze są nosicielami wielu wirusów, na które same są odporne. Kiedy nietoperze poddawane są stresowi w wyniku niszczenia siedlisk, zwiększa się poziom wirusów w ich ciałach, które stają się bardziej zaraźliwe. Krótko mówiąc, system gospodarczy oparty na ekspansji i ekokolonializmie od dziesięcioleci niszczy przyrodę. Ale dopiero teraz, z powodu powolnych pętli informacji zwrotnej na całej planecie, jego ostry wpływ na zdrowie i klimat staje się wyraźny.

Słaba modułowość to kolejny fundamentalny problem naszego społeczeństwa. System modułowy składa się z kilku podsystemów, które nie są ze sobą nadmiernie połączone, aby były wystarczająco autonomiczne. Gospodarka oparta na globalnych łańcuchach produkcyjnych w rękach międzynarodowych koncernów jest dokładnie odwrotna. Chiny produkują obecnie około połowy masek ochronnych na świecie: jest to przeciwieństwo modułowości. Modułowość oznacza, że ​​duże ilości masek powinny być produkowane w różnych, stosunkowo niezależnych miejscach na całym świecie. Amerykańska firma 3M, znana głównie z karteczek samoprzylepnych, ale też duży producent masek, pokazała, że to możliwe. Kiedy gospodarka się globalizowała, 3M nie zamknęło swojej spółki-matki w Stanach Zjednoczonych, tylko zbudowało dodatkowe fabryki w Chinach i Korei Południowej, które produkują na potrzeby swoich regionów, ale działają też na rynku globalnym.

Autonomiczne moduły pomagają również zapewnić wystarczające zapasy, co stanowi krytyczną słabość gospodarek neoliberalnych nastawionych na redukcję kosztów i maksymalizację zysków. Wczorajsze magazyny zostały zastąpione ciężarówkami, samolotami i kontenerowcami. Gospodarka pozbawiona buforów jest szczególnie wrażliwa na zaburzenia transportu i zamykanie granic. Jeśli podsystemy są ze sobą zbyt połączone, wstrząs może z łatwością dotknąć całego systemu. Trzeba doceniać wartość bardziej autonomicznych gospodarek o obiegu zamkniętym.

Znaczenie różnorodności jest znane w rolnictwie: rolnik, który uprawia tylko jedną roślinę, jest zagrożony plagą szkodników. Tę samą logikę można zastosować do gospodarki: jedno podejście do produkcji bogactwa – tutaj: neoliberalne podejście oparte na globalnym rynku – reprezentuje monokulturę z całym związanym z tym ryzykiem. Większe wsparcie dla etycznych przedsiębiorstw, takich jak kooperatywy energetyczne czy gospodarstwa rolne wspierane przez społeczność, może umożliwić różnorodność gospodarczą.

Wiosną 2020 r. wiele europejskich rządów odkryło, z czym się wiąże poleganie na globalnym rynku. Rząd belgijski złożył zamówienie na maski ochronne, ale został zmuszony do anulowania go, gdy dostawcy podnieśli cenę. Rząd holenderski wysłał duże ilości masek z powrotem do Chin, ponieważ ich niska jakość zagroziłaby pracownikom służby zdrowia. W międzyczasie w Brukseli, podobnie jak w wielu innych miastach, obywatele uruchamiają lokalne inicjatywy mające na celu produkcję wysokiej jakości masek. Fablabs produkuje plastikowe przyłbice niedostępne na rynku światowym. W wielu przypadkach wzrost różnorodności oznacza mobilizację elastycznych zdolności produkcyjnych. Dzięki nowym maszynom, takim jak drukarki 3D i potężne komputery, jest to dziś znacznie bardziej osiągalne niż 20 lat temu.

Często zapomina się o ostatnim elemencie, kapitale społecznym. Dotyczy to sieci społecznych w naszym społeczeństwie oraz zasobów, które mogą one wytwarzać. Kapitał społeczny okazuje się teraz niezwykle ważny: pomyślmy o samotnych seniorach lub osobach bezdomnych. Oznacza praktyczną pomoc, a także wartości takie jak solidarność i partycypacja. To ten właśnie kapitał społeczny znalazł się pod ogromną presją w ostatnich dziesięcioleciach, a teraz jest na nowo odkrywany.

Niesłychana jest zarówno liczba osób, które chcą wnieść swój wkład w aktualny kryzys koronawirusowy, jak i wachlarz podejmowanych inicjatyw. W Wielkiej Brytanii Narodowa Służba Zdrowia wezwała wolontariuszy do pomocy 1,5 milionom osób z problemami zdrowotnymi. Ponad pół miliona osób odpowiedziało pozytywnie na wezwanie, aby dostarczać leki do domów, zabierać pacjentów na wizyty lekarskie lub po prostu dzwonić, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku. W Belgii spółdzielnia Partago, obywatelska platforma wspólnego korzystania z elektrycznych samochodów, współpracuje z Food Teams, inicjatywą, która organizuje grupy obywateli kupujących zdrową żywność od lokalnych rolników. Partago i Food Teams rozpoczęły udaną kampanię finansowania społecznego, która zachęca ludzi do przekazania w pełni naładowanej baterii elektrycznej wolontariuszom, którzy bezpłatnie przynoszą lokalne i świeże produkty do domów opiekunów osób chorych i pracowników pomocy społecznej.

Rozwijanie wszystkich tych wymiarów odporności wymaga czegoś więcej niż tylko marginalnych zmian. Globalne ocieplenie przyspiesza, a różnorodność biologiczna spada. Niech koronawirus będzie przebudzeniem, które położy kres lunatykowaniu. To wymaga zmian w naszych krajach, w Europie i na świecie. Według socjologa Dani Rodricka w pełni zglobalizowana gospodarka nie idzie w parze z polityką demokratyczną i suwerennością narodową. Rodrick proponuje skupienie się na demokratycznej polityce i suwerenności (UE może częściowo przejąć kompetencje państw narodowych), aby przeprowadzić częściową i demokratyczną deglobalizację.

Deglobalizacja nie musi przeszkadzać w wymianie pomysłów i współpracy. Na ruinach wojny w 1944 r. alianci zawarli porozumienia z Bretton Woods w celu ścisłej regulacji światowej gospodarki dla szybkiej odbudowy. Dzisiejsze liczne kryzysy – koronawirusa, klimatu i różnorodności biologicznej – wymagają regulacji społeczno-ekologicznej, która może wskrzesić nas z ruin neoliberalnego zglobalizowanego kapitalizmu. Zapewnienie dobrego życia dla wszystkich w granicach naszej planety jest już bardzo spóźnione.

Dirk Holemans jest koordynatorem belgijskiego zielonego think-tanku Oikos i współprzewodniczącym Green European Foundation

Tłumaczenie z Green European Journal: Ewa Sufin-Jacquemart


• Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
• Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Z początkiem sierpnia rozpoczął się w Bieszczadach trzeci obóz Inicjatywy Dzikie Karpaty.

Centrum Promocji Leśnictwa stworzone przez Nadleśnictwo Stuposiany jest miejscem chętnie odwiedzanym przez bieszczadzkich turystów. Budynek jest niezwykle okazały, można tam również podziwiać zapierające dech w piersiach widoki zalesionych zboczy. Nic dziwnego – góra za Centrum została wybrana przez leśników na obszar, który obejmują szczególną ochroną.  Górskie Nadleśnictwa zobowiązane są do wyboru terenu,  na którym zachowana będzie nienaruszona tkanka leśna [1]. Co za niesamowity zbieg okoliczności, że zdecydowano się akurat na ten obszar – zdjęcia i pocztówki z Centrum Promocji Leśnictwa będą na pewno wyglądać fantastycznie!

Tak też myślała grupa osób z emblematami Inicjatywy Dzikie Karpaty, która na początku sierpnia wybrała się  Centrum Promocji Leśnictwa. Oto wakacyjna pocztówka od Inicjatywy: zwrócicie uwagę na te fantastyczne krajobrazy! Jest coraz mniej miejsc, w których podziwiać można górskie zbocza nie dotknięte skutkami gospodarki leśnej. Na sąsiadujących terenach prowadzi się prace wycinkowe, podczas których z lasu znikają wiekowe buki, jodły i jawory. Zdjęcie na tle wyrębów z pewnością wyglądałoby mniej spektakularnie.

Inicjatywa Dzikie Karpaty to oddolny ruch obywatelski, który powstał w reakcji na wzmożoną wycinkę drzew w Puszczy Karpackiej. Jej głównym celem jest działalność na rzecz zachowania unikatowego, naturalnego charakteru tych terenów. Niezwykle stare, piękne i cenne lasy są wycinane – bardzo zależy nam, by o zaistniałej sytuacji dowiedziało się jak najwięcej osób.

Jakie są cele działania Inicjatywy Dzikie Karpaty?

– wstrzymanie wycinki w starodrzewach Bieszczad i Pogórza Przemyskiego, czyli w ostatnich fragmentach naturalnej Puszczy Karpackiej

– zaprzestanie odstrzału zwierząt na ww. obszarze

Czym są starodrzewy Bieszczad i Pogórza Przemyskiego, czyli obszar Puszczy Karpackiej, o który się upominamy?

– to lasy naturalne lub zbliżone do naturalnych, czyli stare lasy nie sadzone przez człowieka i w niewielkim stopniu zmienione przez działania gospodarcze

– to kilkadziesiąt tysięcy hektarów lasu, położonego głównie w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego oraz na terenie projektowanego Turnickiego Parku Narodowego (TuPN), czyli w dawnym tzw. Państwie Arłamowskim

– to jedne z najdzikszych terenów w Polsce, bardzo rzadko zaludnione, choć coraz częściej odwiedzane przez turystów szukających kontaktu z naturą

Czemu starodrzewy Bieszczad i Pogórza Przemyskiego są tak cenne?

– to najlepiej zachowane fragmenty Puszczy Karpackiej, pokrywającej niegdyś cały obszar polskich Karpat.

– to kluczowa ostoja dużych drapieżników, siedlisko wilka, rysia, niedźwiedzia, żbika i orła przedniego. Ich przetrwanie wymaga rozległych obszarów leśnych i stabilnych populacji innych gatunków, np. jeleni i saren – obecnie zabijanych przez myśliwych.

– po Puszczy Białowieskiej, to największe skupisko drzew o wymiarach pomnikowych i gatunków charakterystycznych dla starych lasów, m.in. chrząszczy żyjących w martwym drewnie, czy porostów

Jaki jest obecny status tych obszarów?

– to teren zarządzany przez 4 nadleśnictwa, tj. Cisna, Lutowiska, Stuposiany (otulina BdPN) oraz Bircza (projektowany TuPN), gdzie prowadzona jest intensywna gospodarka leśna.

– tereny te są objęte ochroną w formie Parków Krajobrazowych oraz obszarów Natura 2000, ale nie ogranicza to prowadzonej tu gospodarki leśnej

– jedynie niewielka część tego obszaru jest objęta ochroną rezerwatową, 4.8% w otulinie BdPN i zaledwie 2.6% w projektowanym TuPN.

Jak działa gospodarka leśna na tym obszarze?

– Lasy Państwowe rokrocznie wycinają tu niemal 300 tys. m3, czyli około 0.7% krajowego pozyskania drewna. Dla porównania, w podobnej obszarowo gospodarczej części Puszczy Białowieskiej plany zakładają pozyskanie 6-krotnie mniejszej ilości drewna

– Obywatelskie patrole Inicjatywy Dzikie Karpaty wielokrotnie wykazywały naruszenia dobrych praktyk leśnych, m.in. wycinkę w strefach przypotokowych, czy wycinanie drzew o wymiarach pomników przyrody

– Gęstość dróg zrywkowych, wykorzystywanych do ściągania ściętych drzew ze zboczy górskich, należy do najwyższych na świecie. Niszczenie gleby zmniejsza funkcję wodochronną lasów górskich, zwiększając ryzyko powodzi oraz suszy w całym kraju

– Bieszczadzkie nadleśnictwa są najbardziej deficytowe w kraju ze względu na wysokie koszty wycinki i zwózki drewna. Przykładowo, Nadleśnictwa Cisna i Lutowiska dostały w ciągu 8 lat 120 milionów złotych dopłaty z Funduszu Leśnego. To prawie trzy razy więcej, niż roczna dotacja z Funduszu Leśnego na wszystkie 23 parki narodowe w Polsce.

Jaka jest historia starań o ochronę tych obszarów?

– plan utworzenia TuPN powstał 35 lat temu, prace nabrały tempa w latach 90., ale brak woli politycznej i opór Lasów Państwowych zatrzymały jego powstanie. W 2016 roku została złożona kompromisowa propozycja utworzenia rezerwatu chroniącego serce projektowanego Parku, ale trafiła do szuflady.

– Ostatnie poszerzenie BdPN miało miejsce w 1999 roku. Z przeprowadzonych wówczas badań wynikało, że właściwe funkcjonowanie Parku wymaga objęcia ochroną dwukrotnie większego obszaru. Mimo upływu 20 lat, argumenty te pozostały tylko na papierze.

– Od 2001 roku w Polsce nie powstał żaden Park Narodowy, ich łączna powierzchnia wynosi zaledwie 1% kraju, co daje nam 26 miejsce w Unii Europejskiej.

– w listopadzie 2018 r. Inicjatywa Dzikie Karpaty, Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze i Koalicja Niech Żyją! złożyła postulaty lepszej ochrony starodrzewi Puszczy Karpackiej w Regionalnej Dyrekcji LP w Krośnie. Odpowiedź była negatywna. Identyczna była reakcja Dyrekcji Generalnej oraz Ministerstwa Środowiska.

Jaka jest relacja między ochroną przyrody a rozwojem regionu?

– Turystyka jest najbardziej dynamicznie rozwijającym się sektorem gospodarki na opisywanym obszarze. Główną atrakcją turystyczną jest BdPN – w sezonie letnim notuje się ponad pół miliona wejść na szlaki piesze. Duży potencjał rozwoju turystyki tkwi w rozszerzeniu odwiedzanego obszaru na atrakcyjne sąsiedztwo – otulinę BdPN i Pogórze Przemyskie.

– Zatrudnienie w gospodarce leśnej spada, wraz ze zmieniającą się sytuacją na rynku pracy i odpływem migracyjnym coraz trudniej znaleźć pilarzy do pracy w lesie. Duża część drewna jest wywożona i przerabiana poza regionem, co nie przynosi korzyści lokalnej gospodarce.

– Zrównoważony rozwój regionu wymaga zachowania kluczowych potencjałów, jakim w przypadku omawianego obszaru są walory przyrodnicze i wizerunek dzikich Bieszczad. Kontynuacja intensywnej gospodarki leśnej bezpośrednio zagraża tym walorom.

_______

[1] Na mocy zarządzenia 28/2014 dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie każde z nadleśnictw jest zobowiązane do wyznaczenia na swoim terenie tzw. ostoi ksylobiontów oraz biogrup. Są to niewielkie tereny wyłączone z cięć, które mają ochronić cenne fragmenty lasów. W przypadku Nadleśnictwa Stuposiany to zaledwie 110 hektarów, z których prawie ¼ to zbocze za Centrum Promocji Leśnictwa. 

Ważniejsze źródła:

Affek, A. N., Gerlée, A., Sosnowska, A., & Zachwatowicz, M. (2019) Oszacowanie skali wpływu pozyskiwania drewna na wybrane elementy środowiska we wschodniej części polskich Karpat. Przegląd Geograficzny, 91, 83-106. 

Boćkowski, M. (red.) (2018). Projektowany Turnicki Park Narodowy- stan walorów przyrodniczych w 35 lat od pierwszego projektu parku narodowego na Pogórzu Karpackim. Nowosiółki Dydyńskie: Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze. 

Winnicki, T., & Michalik, S. (2014). Bieszczadzki Park Narodowy–historia utworzenia i powiększenia obszaru chronionego. Roczniki Bieszczadzkie, 22, 19-50. 


Inicjatywa Dzikie Karpaty

www.facebook.com/dzikiekarpaty 

Fot. Inicjatywa Dzikie Karpaty


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Danuta Nowak o pięknym i niezwykłym miejscu – Domu Spotkań Twórczych „Ptasia Dolina” na Pogórzu Kaczawskim

Najpierw pojawiła się wizja wspólnego życia na wsi.

Potem dyskusje i wybór części Polski, gdzie oboje czulibyśmy się dobrze.

Mój mąż pragnął zamieszkać na wschodzie Polski. Ja nie widziałam dla siebie innego miejsca niż mój rodzinny Dolny Śląsk. W górach lub na pogórzu.

Początkowo miał być to po prostu domek na wsi. Mały, tylko dla nas, otoczony lasami, wśród innych domów, we wsi – by mieć sąsiadów, ale też żeby nie zawłaszczać kolejnego kawałka Ziemi ingerując w nienaruszoną przyrodę. Chcieliśmy wykorzystać infrastrukturę jaka już istniała, zamiast tworzyć nową. Z przyrodą wokół, na wyciągnięcie ręki. Z ludźmi, dla których natura jest ważna i dbają o nią.

Zanim podjęliśmy decyzję o zamieszkaniu na wsi, poza głównymi drogami, bez sklepu itp. przygotowywaliśmy się do tego długo, mieszkając w małej miejscowości na ziemi łódzkiej. Mieliśmy tam ogród, który po dwóch latach przerobiliśmy na permakulturowy. Próbowaliśmy swojej niezależności np. testując żywienie się tylko plonami z ogrodu (piekliśmy chleby, pasztety z dyni i cukinii, robiliśmy przetwory z owoców, pomidorów i innych warzyw, kwiatów czy ziół, korzystaliśmy z dziko rosnących roślin). Jedliśmy też jajka od naszych kur.

Pewnej jesieni postanowiłam przeprowadzić eksperyment. Uznałam, że skoro mamy kury oraz własny, naturalny ogród, a także potrafimy przetwarzać jedzenie, to warto zobaczyć, jak to jest w ogóle nie korzystać ze sklepów, samodzielnie przygotowując pożywienie. Mieliśmy trochę zapasu mąki, kasz i oliwę. Reszta produktów pochodziła z naszego ogrodu. Tak przeżyliśmy miesiąc nie kupując nic w żadnych sklepach, również z artykułami tekstylnymi czy AGD. Okazało się to zaskakująco łatwe, po czasie eksperymentu trudno było znaleźć w sklepie spożywczym jakieś produkty, które byłyby nam potrzebne, a zarazem warte zakupu. Uważamy, że przeprowadzenie takiego detoksu od wszelkich usług i towarów raz na jakiś czas każdemu wyjdzie na zdrowie.

Staraliśmy się też uniezależnić od codziennego jeżdżenia do miasta do pracy. Znacznie ważniejsza stawała się jakość naszego życia niż jego standard. Wiedzieliśmy, ile czasu potrzebujemy pracować w mieście, a ile warto wykorzystać na pracę we własnym ogrodzie, by mieć zdrowe i dobrej jakości pożywienie z własnej uprawy. Jako że od kilkudziesięciu lat jesteśmy wegetarianami, ogród warzywny, sad, łąka i las są dla nas bardzo istotnymi elementami ekosystemu.

Droga na Pogórze Kaczawskie

Z własnego doświadczenia wiemy, że żyjąc w mieście wpada się w pułapkę zarabiania, aby korzystać z atrakcji jakie oferuje (koncerty, kino, teatr, inne wydarzenia kulturalne i społeczne itp.), by jeść zdrowo, odpoczywać/regenerować się, wyjeżdżając w piękne miejsca. Gdy żyje się bliżej przyrody i lubi pracę w ogrodzie okazuje się, że zmniejsza się ilość potrzeb związanych z aktywnym wypoczynkiem w dziczy czy dbaniem o jakość życia, rozładowywaniem napięć i stresów. Można to robić każdego dnia zamiast czekać na weekendy i urlopy. Zaczyna się odkrywać piękno w przyrodzie otaczającej nas w najbliższej przestrzeni. Jest nim śpiew ptaków, zwierzęta wokół, piękne wschody i zachody słońca, doświadczanie deszczu, wiatru, dotyk i zapach gleby, szczególnie zroszonej deszczem, spektakle na niebie podczas burz. Wtedy zaczynamy żyć zgodnie z rytmem pór roku. Gdy odkrywa się przyjemność w prostych rzeczach, przestaje się chcieć mieć więcej. Z czasem otoczenie staje się miejscem, w którym czujemy się dobrze zarówno my, jak i nasi goście, oraz inni dzicy mieszkańcy ogrodu.

Nasze dziesięcioletnie wspólne doświadczenie życia na wsi w województwie łódzkim prowadziło nas dalej. Wiedzieliśmy już, że męczy nas miasto, nawet gdy tylko przyjeżdżamy do niego do pracy robiąc warsztaty. Chcieliśmy mocniej zanurzyć się w przyrodę, spowolnić nasze życie. Jeszcze bardziej doświadczać przyrody i odgłosów natury, zamiast hałasu drogi wojewódzkiej, jaką mieliśmy zza oknem. Czuliśmy, że jesteśmy na to gotowi.

Gdy już wspólnie zdecydowaliśmy się, aby zamieszkać na Dolnym Śląsku chcieliśmy zawęzić obszar poszukiwań.

Od ponad dziesięciu lat pracuję jako moderatorka odnowy dolnośląskiej wsi, wspierając mieszkańców przy aktywizacji oraz tworzeniu strategicznych dokumentów dla gmin i sołectw. Dzięki temu dość dobrze poznałam specyfikę różnych zakamarków województwa dolnośląskiego, poszczególnych regionów, zależności, uwarunkowań, historii, a także ukształtowania terenu. Moją szczególną uwagę zwróciły okolice parku krajobrazowego Chełmy. Wiedziałam też, że jest to teren gdzie żyją ludzie aktywni i kochający swoje miejsce na ziemi. Poczułam, że znajdzie się tu też przestrzeń na nasze działania. To pozwoliło nam całkowicie świadomie wybrać Pogórze Kaczawskie – teren interesujący przyrodniczo i geologicznie, ale jeszcze nieodkryty i „zdeptany” przez turystykę. Miejsce, gdzie mógł powstać nasz ogród (ze względu na temperatury, wybór padł na pogórze a nie góry). Odkryliśmy małą XIV-wieczną wioseczkę o szumnej nazwie Nowa Wieś Wielka, w gminie Paszowice.

Jak piękne miejsce znaleźliśmy odkrywamy spacerując po okolicy. Poza przyrodą, spotkaliśmy tu wartościowych ludzi, którzy wspierali nas już podczas remontu, rozmawiając, zapraszając na wspólne kolacje. Utrzymujemy kontakt z poprzednimi właścicielami, szczególnie z seniorką rodu, panią Wandą.

Remontując, przyglądamy się domowi i okolicy. Staramy się wykorzystać jak najwięcej materiałów z odzysku – starą cegłę, deski, drzwi i podłogi. To co da się zachować, zachowujemy. Wymieniamy jedynie niezbędne elementy. Gdy okazało się, że pod naszymi sufitami kryją się stare belki postanowiliśmy je odsłonić i zabezpieczyć. Skuwając stare tynki odkryliśmy kamienne ściany. Część z nich zostawiliśmy odsłonięte. Obserwujemy otoczenie, to jak światło pada na budynek, skąd wieją wiatry. Dopiero potem decydujemy się na zmiany w otoczeniu, nasadzeniach drzew i krzewów.

Początki były trudne. Dom wymagał dużo pracy i serca. Fot. Igor Buszkowski

Kiedy szuka się domu na Dolnym Śląsku to najczęściej spotkać można duże poniemieckie budynki połączone z pomieszczeniami gospodarczymi. Taki też jest nasz dom. Trzypoziomową stodołę postanowiliśmy przerobić na sale warsztatowe. Ponieważ zajmujemy się edukacją przyrodniczo-artystyczną uznaliśmy, iż może nadszedł czas, by nie musieć już jeździć po placówkach oświatowych Polski, ale w zamian zacząć zapraszać grupy do nas. Szczególnie, że nasza wieś leży na terenie obszaru Natura 2000, Parku Krajobrazowego Chełmy oraz otoczona jest trzema wąwozami, a dwa z nich są rezerwatami przyrody (Wąwóz Lipa i Wąwóz Siedmicki).

Planowane jest też utworzenie Geoparku UNESCO na terenie Gór i Pogórza Kaczawskiego (tzw. Krainy Wygasłych Wulkanów). Występuje tu wielkie bogactwo roślin i zwierząt – jelenie (jesienią wokół słychać odgłosy z rykowiska), muflony, salamandry, żmije zygzakowate, borsuki jedzące orzechy w sadzie, nietoperze w stodole, mnóstwo ptaków, w tym żurawie, bociany czarne czy bieliki. Wiosną zakwitają m.in. rośliny z rodziny storczykowatych.

Plemię Ptaków

Wraz z mężem – Darkiem, pracuję z dziećmi i młodzieżą. Kilka lat temu uczestniczyliśmy w Zgromadzeniu Kręgów, gdzie zajmowaliśmy się dziećmi, współtworzyliśmy przestrzeń dla dzieci. Na zakończenie kilkudniowego spotkania, wspólnie z Magdą Polkowską z projektu „Baśnie Ludów Ziemi”, przedstawiliśmy spektakl o plemieniu ptaków, które nauczyło ludzi jak być szczęśliwymi. Jak ważne są spotkania, rozmowy, taniec i śpiew. Plemieniu, które nauczyło ludzi tego, dzięki czemu ludzie mogą być szczęśliwi, aby spotykali się razem, rozmawiali, tańczyli i śpiewali.

Myśląc o funkcji, jaką miał spełniać nasz dom, wiedzieliśmy jedno – ze względu na swoje rozmiary nie jest to dom tylko dla nas. To przestrzeń na spotkania, twórcze działania, radość, śpiew, inspirację i inicjatywy szanujące wszystkie istoty na Ziemi. Również ważnym tematem jest dla nas suwerenność żywnościowa i szacunek dla Ziemi jako żywicielki, i jak najmniejsze jej eksploatowanie. Tak narodziła się nazwa Dom Spotkań Twórczych „Ptasia Dolina”.

Tworząc Dom Spotkań, już podczas odnajdywania ukrytego piękna naszego budynku i okolicy, zapraszaliśmy osoby chcące współtworzyć go z nami. Zorganizowaliśmy dwa spotkania (jesienią i wiosną), podczas których tynkowaliśmy ściany gliną. Przyjeżdżali nasi znajomi, młodzież, z którą pracujemy w ramach obozu Tropami Tęczowego Wojownika.

W działaniach kierujemy się zasadą, aby żyć nie tylko dla siebie. Chcemy być pomostem łączącym ludzi z przyrodą, ludzi w relacjach z innymi – w miejscu zamieszkania oraz w przestrzeni obozów, jakie corocznie organizujemy dla dzieci i młodzieży. Interesują nas: łączenie idei, wartości, szacunek dla przyrody, historii i tradycji.

Wiosną 2019 r. (jeszcze podczas remontu), w Ptasiej Dolinie odbyły się Warsztaty Permakulturowego Projektowania Siedliska organizowane przez Asię Bojczewską z Ekopoletko i Bena Lazara z Permakultura.Edu.Pl oraz warsztat stolarski prowadzony przez Alicję Liczkowską i Jędrzeja Cyganika z „Drwa. Tales of the Woods”. Zostaliśmy też zaproszeni do współtworzenia projektu Forest School Center dla nauczycieli leśnych przedszkoli oraz Akademii Głębokiej Ekologii. W ramach tych projektów w Ptasiej Dolinie odbywały się warsztaty.

Obecnie wraz z Joanną Bojczewską rozpoczęliśmy projekt „PDC – Ptasia. Roczne Projektowanie Permakultury w Ptasiej Dolinie”.

Warsztaty projektowania permakulturowego z PermaKultura.Edu.PL. Fot.Piotr Łóżny

Kolędowanie

Zdając sobie sprawę, że w świadomości mieszkańców możemy budzić pewien niepokój, ze względu na dużą liczbę pojawiających się u nas ludzi, głównie młodych, postanowiliśmy przedstawić się sąsiadom, odwiedzając ich podczas kolędowania. Mieliśmy już takie doświadczenia z lat poprzednich. Darek kolędował z Teatrem Węgajty, a razem, wspólnie z młodzieżą z organizowanych przez nas obozów Tropami Tęczowego Wojownika, kolędowaliśmy w domach pomocy społecznej.

W tamtym okresie nasz Dom nie był jeszcze gotowy na przyjęcie gości. Nie mieliśmy ogrzewania ani łazienek. Ale ugościła nas wieś. Przyjechało 30 osób z Polski i zagranicy. Przez trzy dni przygotowaliśmy się ucząc kolęd i pastorałek oraz tworząc kostiumy: śmierci, diabłów, aniołów i herodów. Tego dnia wiele drzwi stanęło przed nami otworem.

Otwarcie Domu

Po półtorarocznym remoncie Domu postanowiliśmy otworzyć go dla naszych przyjaciół i sąsiadów. Zaprosiliśmy też społeczność gromadzącą się wokół obozów Tropami Tęczowego Wojownika. Było dużo poezji, śpiewu, wspólnego gotowania, rozmów w kręgu, itp. W następnym tygodniu zaprosiliśmy mieszkańców naszej wsi, aby opowiedzieć o sobie, posłuchać o naszej miejscowości od lokalnego historyka, sołtysa, członków lokalnego stowarzyszenia i mieszkańców.

W następnych miesiącach organizowaliśmy jeszcze wiele spotkań artystycznych, takich jak koncert Teatru Węgajty, potańcówkę z węgierskim zespołem Szepszerevel grającym muzykę csango, czy wieczór autorski o mitologii słowiańskiej.

Mamy dużo planów na dalsze działania, projekty związane z przyrodą i uprawą ziemi. Jednym z nich jest stworzenie społecznego Domu Nasion i edukowanie mieszkańców w temacie zbierania i przechowywania nasion starych odmian roślin. Będziemy go realizowali współpracując z pasjonatami i nauczycielami tworzenia naturalnych ogrodów oraz stowarzyszeniami wspierającymi suwerenność żywnościową.

Inne, ważne dla nas projekty, które planujemy realizować w najbliższym czasie, dotyczą rozwoju osobistego w kontakcie z naturą. Szczególnie te skierowane do kobiet. Zarówno kontakt kobiety z Ziemią, która nas karmi oraz bycie w lesie, doświadczanie go wszelkimi zmysłami, może być uzdrawiające dla świata. Kobiety, które odkryją swoją siłę dzięki kontaktowi z przyrodą lub odnowią utraconą więź z Ziemią, będą uczyły innego, pełnego szacunku jej traktowania.

Rozumiejąc, jak ważne i wielopoziomowe jest przygotowanie się do przeprowadzki na wieś, stworzenie sobie odpowiedniego modelu z uwzględnieniem trudności i zagrożeń a nie tylko romantyczną wizją sielskiego życia wiejskiego, przygotowaliśmy program wspierający osoby decydujące się na świadome zamieszkanie na wsi. Pracuję z nimi m.in. takimi metodami, jak: mentoring i coaching.

Życie na wsi, w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami niesie ze sobą wiele wyzwań. Podobnie jest z tworzeniem i utrzymywaniem więzi społecznych. Mamy świadomość, że podążamy wymagającą ścieżką, jednak dla nas tylko takie życie ma sens.

Danuta Nowak – coach, mentorka, pedagożka i animatorka społeczna. Prowadzi warsztaty i konsultacje indywidualne w zakresie prostego życia w bliskości natury i zakorzeniania się na wsi. Pasjonuje się naturalnym ogrodnictwem i projektowaniem permakulturowym.

Kontakt: danuta.nowak.hr@gmail.com

Dom Spotkań Twórczych „Ptasia Dolina”, Pogórze Kaczawskie: https://www.facebook.com/PtasiaDolina

Artykuł ukazał się w wakacyjnym numerze Miesięcznika Dzikie Życie, lipiec / sierpień 2020

Opublikowano za zgodą autorki i redakcji Miesięcznika Dzikie Życie


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
Gospodarka węglowa wzmacnia nierówności rasowe, społeczne i gospodarcze, tworząc system zasadniczo nie do pogodzenia ze stabilną przyszłością.

Od głęboko zakorzenionego rasizmu po pandemię COVID-19, od skrajnych nierówności po upadek ekosystemów – nasz świat staje przed strasznymi katastrofami o wspólnych korzeniach. Ale obecna chwila, w równym stopniu jak boleśnie uwypukla słabości naszego systemu gospodarczego, daje nam wyjątkową szansę na to, by go wymyślić od nowa. A pragnąc przebudowy naszego świata, możemy, i musimy, pożegnać się z gospodarką napędzaną paliwami kopalnymi.

Nawet w chwili, gdy załamanie klimatu jest już tuż za rogiem, presja powrotu do starej gospodarki opartej na węglu jest realna, i tym bardziej niebezpieczna, gdy wziąć pod uwagę fundamentalną niestabilność gospodarki zakorzenionej w niesprawiedliwości. Źródła ludzkiego cierpienia na dużą skalę, takie jak nieurodzaj, niedobory wody, wzrost poziomu wód morskich, pożary, ekstremalne zjawiska pogodowe, przymusowa migracja i pandemie, idą ramię w ramię z ociepleniem świata. Na przykład narażenie na zanieczyszczenie powietrza zwiększa ryzyko powikłań chorób takich jak COVID-19, a wylesianie i rosnące temperatury zwiększają prawdopodobieństwo pojawiania się w przyszłości chorób zakaźnych. Kiedy te konsekwencje się ujawniają, nie jest przypadkiem, że są one nieproporcjonalnie bardziej odczuwane przez społeczności kolorowe, społeczności o niskich dochodach, a także przez najbardziej narażone narody i ludy oraz inne, historycznie marginalizowane grupy.

Źródła ludzkiego cierpienia na dużą skalę, takie jak nieurodzaj, niedobory wody, wzrost poziomu wód morskich, pożary, ekstremalne zjawiska pogodowe, przymusowa migracja i pandemie, idą ramię w ramię z ociepleniem świata.

Na przykład, to Czarni w Ameryce należą do najbardziej narażonych na zanieczyszczone powietrze. Gospodarka oparta na węglu wzmacnia nierówności rasowe, społeczne i ekonomiczne, tworząc system zasadniczo nie do pogodzenia ze stabilną przyszłością. Jeśli nie podejmiemy działań teraz, chwila obecna może się okazać jedynie zapowiedzią tego, co nadchodzi, ponieważ sytuacje i wybory, jakich przyjdzie nam dokonywać, będą coraz bardziej bolesne. Co więcej, naiwnością jest wyobrażanie sobie, że możemy po prostu popchnąć przemysł paliw kopalnych – branżę, która od dziesięcioleci kłamie na temat zmian klimatycznych, aktywnie sprzeciwia się poważnym rozwiązaniom klimatycznym i nadal planuje przyszłość zależną od paliw kopalnych – do właściwych zachowań.

Zamiast tego powinniśmy dostrzec, że obecna chwila stwarza okazję do zbudowania lepszej przyszłości dla nas i naszych dzieci. Przejmując kontrolę nad gospodarką węglową, możemy rozpocząć wytyczanie ścieżki prowadzącej do ożywienia gospodarczego, jednocześnie budując sprawiedliwszy i bardziej zrównoważony świat.

Rządy muszą aktywnie wycofać się z przemysłu paliw kopalnych. Dotacje i subsydia dla wielkich koncernów naftowych, gazowych i węglowych tylko dodatkowo opóźniają niezbędną transformację energetyczną, zakłócając rynki, a jednocześnie skazując nas na przyszłość, na którą nie możemy sobie pozwolić. Zamiast tego skoordynowane wycofywanie się z poszukiwań i wydobycia paliw kopalnych umożliwi rządom przesunięcie środków na zielone technologie, infrastrukturę, programy społeczne i dobre miejsca pracy, pobudzając transformację gospodarczą, która przynosi korzyści ludziom i planecie.

Instytucje finansowe muszą zakończyć swoje inwestycje i finansowanie w zakresie paliw kopalnych. Stawiając na sukces branży wydobywczej, nasze największe banki, najbardziej wpływowi inwestorzy i najbardziej prestiżowe uniwersytety zapewniają jej kapitał gospodarczy i społeczny niezbędny do utrzymania niebezpiecznego status quo. Zamiast tego instytucje te powinny wycofać się ze spółek wydobywczych i zakończyć finansowanie ich dalszej działalności, jednocześnie inwestując zasoby w sprawiedliwą i stabilną przyszłość.

Ludzie muszą zbudować siłę polityczną, aby stanąć po stronie bardziej sprawiedliwego systemu gospodarczego. Próbując odbudowywać gospodarkę, której naczelną zasadą jest powrót do „biznesu jak zwykle”, zastąpimy po prostu jeden kryzys drugim. Zamiast tego musimy zdać sobie sprawę, że kiedy dochodzi do kryzysu, katastrofa nasila się wzdłuż linii podziału społeczeństwa, a gdy nie przygotujemy się na katastrofę, koszty tej bezczynności spadną przede wszystkim na najsłabszych. Zielone ożywienie może i musi podnieść na duchu tych, którzy go najbardziej potrzebują, w kraju i na całym świecie, tworząc w ten sposób bardziej odporne i regenerujące się społeczeństwo.

Udana wielkoskalowa transformacja gospodarcza, która doprowadzi do demontażu gospodarki węglowej i stworzenia świata bardziej przyjaznego dla środowiska naturalnego, da nam szansę rozpoczęcia procesu naprawy gospodarczej, pracując jednocześnie nad usunięciem niesprawiedliwości, które stanowią dzisiaj serce naszego systemu. Jako niżej podpisani eksperci ekonomiczni wzywamy naszych decydentów do uznania roli, jaką w odbudowie naszego świata mają do odegrania znaczące działania pro klimatyczne – do uznania, że zdrowa gospodarka i zdrowe społeczeństwo wymagają zdrowej planety.

List ten został podpisany przez ponad 100 ekonomistów:

Joseph E. Stiglitz, Columbia University

Gabriel Zucman, University of California, Berkeley

Robert B. Reich, University of California, Berkeley

Dani Rodrik, Harvard University

Mariana Mazzucato, UCL

Jeffrey D. Sachs, Columbia University

Darrick Hamilton, The Ohio State University

Gernot Wagner, New York University

Erik Brynjolfsson, Stanford University

Emmanuel Saez, University of California, Berkeley

Dean Baker, Center for Economic and Policy Research

Ann Pettifor, Policy Research in Macroeconomics

Michael Ash, University of Massachusetts Amherst

Jessica Gordon-Nembhard, John Jay College – CUNY 

Douglas Almond, Columbia University

Stephen A. Marglin, Harvard University

Clair Brown, University of California, Berkeley

Juliet Schor, Boston College

Jonathan Isham, Middlebury College

José-Antonio Espín-Sánchez, Yale University

Thomas Herndon, Loyola Marymount University

Indivar Dutta-Gupta, Georgetown University

Elliott Sclar, Columbia University

Monique Morrissey, Economic Policy Institute

Arthur MacEwan, University of Massachusetts Boston

Henry M. Levin, Columbia University

David Barkin, Universidad Autónoma Metropolitana

Chris Tilly, University of California, Los Angeles

Deepankar Basu, University of Massachusetts Amherst

Thomas Michl, Colgate University

Nancy Folbre, University of Massachusetts Amherst

Herbert Gintis, Santa Fe Institute

Hans Despain, Nichols College

Peter H. Bent, Trinity College

Gautam Sethi, Bard College

Jeffrey Shrader, Columbia University

Margaret C. Levenstein, University of Michigan

Steven Hail, University of Adelaide

Raj Patel, The University of Texas at Austin

Steve Keen, UCL

Hendrik Van den Berg, University of Nebraska-Lincoln and University of Massachusetts Amherst

John Miller, Wheaton College

Amanda Novello, The Century Foundation

Mar Reguant, Northwestern University

Imraan Valodia, Wits University

Mary A. Taft, University of Massachusetts Amherst

Fabrizio Zilibotti, Yale University

Gerald Epstein, University of Massachusetts Amherst

Pavlina R. Tcherneva, Bard College and Levy Economics Institute

Stephanie Kelton, Stony Brook University

Lawrence Mishel, Economic Policy Institute

Brad DeLong, University of California, Berkeley

Kathy Zilch, University of Massachusetts Amherst

Sunanda Sen, Jawaharlal Nehru University

Richard D. Wolff, The New School

Tim Jackson, University of Surrey

Gregor Semieniuk, University of Massachusetts Amherst

Jason Hickel, Goldsmiths, University of London

Fadhel Kaboub, Denison University and Global Institute for Sustainable Prosperity

Anders Fremstad, Colorado State University

Randall Wray, Bard College and Levy Economics Institute

Nina Eichacker, University of Rhode Island

Larry Allen, Lamar University

Elissa Braunstein, Colorado State University

Bogdan Prokopovych, University of Massachusetts Amherst

Ramaa Vasudevan, Colorado State University

Mark Paul, New College of Florida

Yeva Nersisyan, Franklin and Marshall College

Michael Carlos Best, Columbia University

Erik K. Olsen, University of Missouri Kansas City

Kimberly Oremus, University of Delaware

Tracy Mott, University of Denver

Eban Goodstein, Bard College

Eileen Appelbaum, Center for Economic and Policy Research

Mark Campanale, Carbon Tracker Initiative

Carol E. Heim, University of Massachusetts Amherst

Timothy Koechlin, Vassar College

William Mitchell, University of Newcastle

Akhil Rao, Middlebury College

Andrew Fieldhouse, Middlebury College

Peter Hans Matthews, Middlebury College

Richard Parker, Harvard University

Shouvik Chakraborty, University of Massachusetts Amherst

Jay Hamilton, John Jay College – CUNY 

Gerald Friedman, University of Massachusetts Amherst

Matthew Johnson, Duke University

Kate Raworth, Oxford University

Markus Wissen, Berlin School of Economics and Law

William Lazonick, The Academic-Industry Research Network

Bryan Snyder, Bentley University

Tilman Altenburg, German Development Institute

Yavuz Yaşar, University of Denver

Sarah Jacobson, Williams College

Mary C. King, Portland State University

Lawrence P. King, University of Massachusetts Amherst

Rob Larson, Tacoma Community College

Mark Witte, Northwestern University

Wendy Carlin, UCL

Geoff Schneider, Bucknell University

Thomas Masterson, Levy Economics Institute

Julia Cagé, Sciences Po Paris

Jacqueline Klopp, Columbia University

Howard Botwinick, SUNY Cortland

Stephen O’Connell, Swarthmore College

W. Mason, John Jay College – CUNY 

Randy Albelda, University of Massachusetts Boston

Michael Reich, University of California, Berkeley

John Womack, Harvard University

Ben Zipperer, Economic Policy Institute

Benjamin Wilson, SUNY Cortland

Justin A. Elardo, Portland Community College

Joan Hoffman, John Jay College – CUNY 

Jack Willis, Columbia University

Robert A. Nakosteen, University of Massachusetts Amherst

José Blanco, Universidad Autónoma de México

(Powiązania instytucjonalne wyłącznie do celów identyfikacyjnych).


Tłumaczenie: Janusz Allina


Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.
30 lipca miało miejsce posiedzenie senackiej Komisji Środowiska w związku z przygotowanym przez Ministerstwo Środowiska i Lasy Państwowe projektem nowelizacji Ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii. Celem projektu jest zmiana definicji tzw. drewna energetycznego, umożliwiająca wykorzystanie drewna z polskich lasów (w tym martwego i zamierającego) jako surowca energetycznego.

Jednoznacznie negatywne stanowisko w sprawie nowelizacji zabierali naukowcy
i organizacje pozarządowe, a nawet związki branżowe, w tym Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego.

W opiniach tych wskazywano na szereg niedociągnięć legislacyjnych projektu, jego potencjalnie tragiczny wpływ na bioróżnorodność w polskich lasach oraz na bezsens stosowania takich rozwiązań w obliczu nasilającego się kryzysu klimatycznego.

Trzeba zarazem podkreślić, że senacka komisja była pierwszą debatą publiczną, do udziału w której dopuszczono przedstawicieli strony społecznej. Wcześniej projekt nie był rzetelnie konsultowany ani na etapie jego tworzenia, ani w trakcie procedowania w Sejmie.

W trakcie posiedzenia senackiej komisji głos zabrał przedstawiciel Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Radosław Ślusarczyk:

Projekt jest niezgodny zarówno z Europejskim Zielonym Ładem, jak też z Europejską Strategią Bioróżnorodności. Parlament Europejski wyraźnie wskazuje drewno energetyczne jako poważne zagrożenie dla lasów w Europie.

Ślusarczyk zwracał także uwagę, że Plany Urządzenia Lasu, które stanowią o wielkości pozyskania drewna, mogą być zmieniane jedną decyzją i pozostają całkowicie poza kontrolą sądową. Z tego powodu Komisja Europejska prowadzi przeciwko Polsce postępowanie naruszeniowe. Elementem prowadzonego przez KE postępowania jest także zwolnienie polskiej gospodarki leśnej z zakazów obowiązujących w stosunku do chronionych gatunków zwierząt (które nastąpiło w 2016 r. na prośbę dyrekcji Lasów Państwowych). Jego wynikiem są m.in. masowe wycinki w sezonie lęgowym ptaków.

Wbrew opiniom ekspertów i strony społecznej, projektu jednak nie odrzucono. Stosunkiem głosów: 9 za, 4 przeciw i 3 wstrzymujące się, zdecydowano o jego dalszym procedowaniu.
Zarazem, przyjęte zostały 2 poprawki, które pozwolą na minimalizację biomasakry w polskich lasach:
– skrócenie czasu obowiązywania projektu do 31 marca 2021 roku;
– wyłączenie z projektu obszarów objętych Ustawą o ochronie przyrody (m.in.: parki narodowe i krajobrazowe, rezerwaty, ale też obszary Natura 2000, czy obszary chronionego krajobrazu).

Przyjęcie ustawy w tym kształcie oznaczałoby w praktyce zmniejszenie obszaru biomasakry do tej części lasów gospodarczych, która nie jest objęta żadną z powyższych form ochrony przyrody.

Dalsze losy projektu oraz zgłoszonych przez senatorów poprawek, będą się ważyły na najbliższym posiedzeniu Senatu, skąd nowelizacja ustawy wróci do Sejmu. Jak zaznacza Radosław Ślusarczyk:

Będziemy walczyć o całkowite odrzucenie tego fatalnego projektu. Kiedy wróci on do Sejmu, wszystko zależeć będzie od reakcji Zjednoczonej Prawicy, która przez cały proces legislacyjny popierała nowelizację, odrzucając wszelką dyskusję ze strony organizacji i naukowców. Jeśli tym razem będzie podobnie, odpowiedzialność za spalanie polskich lasów, spadnie właśnie na koalicję rządzącą.

Źródło: Pracownia na rzecz Wszystkich Istot