W kopalniach uranu Crucea – Botuşana doszło ostatnio do kilku dużych protestów. Bezpośrednią przyczyną strajków było niewypłacanie górnikom od dwóch miesięcy przysługujących im wynagrodzeń. I to nie jedyne problemy, z którymi boryka się około 300 pracowników Krajowej Kompanii Uranowej (CNU). Od roku w ramach oszczędności pracodawca nie zapewniał przysługujących im zgodnie z obowiązującym zbiorowym układem pracy środków zabezpieczających przed promieniowaniem, co mogło mieć negatywny wpływ na ich zdrowie.

Kopalnia uranu w Crucea zostanie zamknięta, ponieważ znajdujące się tam złoża są już na wyczerpaniu. Górników, którzy obawiają się utraty pracy minister energetyki Virgil Popescu zapewnia, że znajdą zatrudnienie przy zamykaniu kopalni. Zgodnie z przepisami procedura zamknięcia trwa 100-200 lat i w pierwszym etapie wymaga dużych nakładów pracy. Zapowiedział również otwarcie nowej kopalni Tulgheş-Grinţieş, która zlokalizowana jest na granicy okręgu Neamţ z Sucevą. Nowa inwestycja budzi jednak opór wśród lokalnej ludności. W niewielkiej odległości od kopalni znajduje się Park Narodowy Ceahlau. Informacje o zagrożeniu radiologicznym na szlakach turystycznych mogą działać odstraszającą na turystów, którzy stanowią ważne źródło dochodów dla lokalnych społeczności.

Dużo wątpliwości budzi efektywność zarządzania w kopalni Crucea. Mimo, że ostatnio zapasy uranu miały wartość księgową w wysokości 45 mln lei, to wartość gotowego produktu nie przekroczyła 16 mln lei. Minister energii zapowiedział w tej sprawie śledztwo. Krajowa Kompania Uranowa (CNU) ma długi nie tylko wobec własnych pracowników, ale również wobec szeregu jednostek samorządowych. Największe zadłużenie ma wobec miasta Crucea (600 tys. lei) i miasta Ostara (75 tys. lei). W Ostrze długi narastały od 2019 roku, kiedy to przedsiębiorstwo przestało płacić podatki.

Kopalnia w Crucea jest ostatnią działającą kopalnią uranu w Rumunii. Wydobycie jest tam zaplanowane jeszcze na dwa lata. Pozyskiwany w Crucea uran zaopatruje jedyną rumuńską elektrownie jądrową Cernavodă. W kontekście protestów w kopalni uranu coraz częściej podnosi się problem wpływu radonu na zdrowie górników. Uważa się, że ten występujący naturalnie radioaktywny gaz jest po paleniu tytoniu drugą przyczyną raka płuc. Jego naturalne stężenie nie odbiega od średniej europejskiej, jednak obserwacje pokazują, że w sporej części Rumunii stanowi on w pomieszczeniach zamkniętych poważny problem. Naukowcy szacują, że corocznie radon wywołuje w tym kraju nowotwory u 1200-1800 osób.

Oprac. Marcin Wrzos

Fot. Gabriel (Elektrownia jądrowa Cernavodă)


 

Firmie Kakuzi zarzuca się od lat poważne łamanie praw człowieka. Dokumenty sądowe mówią o najpoważniejszych zarzutach dotyczących łamania praw człowieka: gwałtach, napaściach, a nawet nieumyślnym spowodowaniu śmierci.

Wielokrotnie o nich pisano w mediach już wcześniej, lecz winni nie ponosili konsekwencji. Do teraz – jak napisał Heiner Hoffmann. Kilka nieustraszonych ofiar pozwało głównego udziałowca grupy Camellia PLC do sądu w Wielkiej Brytanii i to z sukcesem, ponieważ kilka tygodni temu firma zgodziła się zapłacić milionową kwotę zawierając ugodę pozasądową z osobami poszkodowanymi. Nie czekając na wyrok sądowy i „bez uznania winy”.

„Do waszych awokado klei się nasza krew” – tak zatytułował swój artykuł dla spiegel.de Heiner Hoffmann piszący z Nairobi o procesie wytoczonym brytyjsko – kenijskiej firmie agrarnej Kakuzi, głównie przez pracujące tam kobiety.

Kakuzi – dziedzictwo kolonialne z przełomu XIX i XX wieku, korporacja założona przez białych osadników na północ od stolicy Kenii, na żyznych ziemiach, na których na wielkich obszarach uprawia się przede wszystkim „super owoc” awokado i orzechy makadamia, których sprzedaż ciągle rośnie. Wydawałoby się, że to znakomite czasy dla takich firm. Gdyby nie Mariam Wanja (lat 68) która sama pracowała w Kakuzi (podobnie jak jej matka, i matka jej matki, i w związku z tym nie chce narażać na to własnych dzieci) i dlatego wraz z innymi skierowała sprawę z zarzutem zaniedbania do sądu w Wielkiej Brytanii, gdzie swoją siedzibę ma główny udziałowiec Camellia PLC. W lutym Mariam Wanja dowiedziała się, że: „Camellia zgodziła się zapłacić 4,6 mln funtów odszkodowania dla prawie 80 kenijskich ofiar”.

„Nasza walka zmieniła sposób, w jaki patrzymy na kobiety w tym miejscu. Na początku mężczyźni mówili mi: Robicie tylko bałagan. Teraz sami przychodzą do mnie i proszą o pomoc” – mówiła reporterom Wanja.

Autor pisze w o spotkaniu grupy »AAA & Others« z reporterami spiegel.de, w tajnym miejscu z powodu bezpieczeństwa. Z tego samego względu tożsamość poszkodowanych w postępowaniu sądowym była utajniona. Spiegel postanowił nadać im imiona, nawet jeśli nie są prawdziwe. Heiner Hoffmann opisuje w swoim artykule tylko trzy przypadki ofiar z łącznie 79, które pozwały Kakuzi do sądu za rzekome łamanie praw człowieka, dzięki pomocy Mariam Wanja i organizacji praw człowieka Ndula Resource Center, Kenya Human Rights Commission i SOMO.

Muthoni

Muthoni, którą ucieszył wynik postępowania w Wielkiej Brytanii opowiedziała o gwałcie, w wyniku którego jest nosicielką wirusa HIV. Przez trzy dni się nie kąpała, żeby zachować dowody w postaci spermy w ciele, dla śledztwa. Ale policji nie interesowały dowody. Od strażnika, który ją zgwałcił usłyszała: „Chcesz tu kraść? Dziś zobaczysz, co dzieje się z kobietami takimi jak ty”. Zbierała drewno na opał w lesie rejonie Kakuzi.

Grace

Grace chciała tylko pozbierać liście na potrzeby tradycyjnej medycyny, gdy spotkała strażnika Kakuzi. Chciał ją zgwałcić, ale udało jej się uciec. Wykręcił jej ręce tak, że przez kilka tygodni nie mogła nimi ruszać. Proces sądowy dodał jej odwagi. Jak powiedziała: „Teraz boją się nas ludzie z ochrony. Ponieważ wszystkie kobiety wiedzą, że mogą zgłaszać takie przypadki. Razem, jesteśmy silniejsi niż oni”. Pieniądze z odszkodowania chce przeznaczyć na otwarcie własnej firmy.

Caroline

Caroline dopiero w kostnicy zdała sobie sprawę z tego, że jej ponad 20 letni syn, który chciał tylko pozbierać drewno na opał, nie żyje. Został pobity na śmierć przez strażników Kakuzi, podejrzewany był o kradzież awokado. Jak twierdzi Caroline: „Zazwyczaj płaci się ochronie, przekupuje się ich. Następnie przepuszczają cię. Ale w niektóre dni jest ich zbyt wielu, aby każdy mógł coś dostać”. Pieniądze co prawda nie zwrócą życia jej syna, ale jak powiedziała Caroline, może mogą się przyczynić do tego, że „żadna inna matka nie będzie musiała już nigdy więcej odczuwać tego bólu”. Sprawa Caroline była kluczowa w postępowaniu przed brytyjskim High Court of Justice.

Niestety proces sądowy, jak zauważa autor nie rozwiązuje głębszego problemu, który stoi za tym wszystkim: problemu wysiedlenia. Tam, gdzie Kakuzi uprawia teraz awokado i miejscowi potajemnie zbierają drewno i liście wcześniej stały ich domy, a ludzie żyli z rolnictwa na własne potrzeby. Do czasów, kiedy wraz z kolonializmem pojawili się tam w latach 40-tych biali osadnicy, którzy najpierw zabrali część zwierząt, potem wszystkie, a na końcu spalili ich chaty zmuszając do ucieczki w jałowe góry. Żyją tam do dzisiaj, ponieważ nigdy nie dostali nowej ziemi ani odszkodowania.

„Na dole, na równinach mieliśmy wszystko. Tu na górze nie możemy prawie nic uprawiać. Kolonializm tutaj nigdy się nie skończył” – powiedziała jedna ze starszych kobiet, dodając: „Chcę powiedzieć wam Europejczykom, nasza krew jest na waszych awokado”. Z powodu trudnych warunków życia jej córka poroniła, a synowie uciekli do Nairobi i zostali przestępcami.

Na pytania redakcji Spiegel”a, jak pisze Hoffmann, koncern Kakuzi odpowiedział ostrym mailem, pisząc, że to bardzo poważne zarzuty dotyczące przestępstw kryminalnych „które nie powinny być przez nikogo lekceważone”, że większość z tych spraw nigdy nie została zgłoszona kenijskim organom śledczym, i dodając, że sam Kakuzi nie brał udziału w postępowaniu w Wielkiej Brytanii, dlatego też firma sama przekazała wszystkie zarzuty Prokuratorowi Generalnemu, który wszczął dochodzenie.

Dlaczego zarzuty w sprawie rzekomego łamania praw człowieka zostały postawione w Wielkiej Brytanii a nie w Kenii? – pyta dziennikarz.

Mary Kambo z Kenya Human Rights Commission tłumaczy to wpływami firmy: „Kakuzi może się tu po prostu wykupić, pracują ręka w rękę z władzami. Ważne dokumenty i dowody znikają lub są konfiskowane. Już wystarczająco długo próbowaliśmy rozwiązać problemy w terenie. To nie działa”.

Kaukazi wydało oświadczenie, w którym stwierdza, że po wypadkach przy pracy wypłacane są zawsze odpowiednie odszkodowania, firma nie popiera dyskryminacji a za sprawy gruntów odpowiedzialny jest rząd.

Konsekwencje wyciągnęło kilka supermarketów w Wielkiej Brytanii wycofując z asortymentu produkty firmy Kakuzi oczekując wyjaśnienia i reform.

11 marca 2021, trzy dni po ukazaniu się artykułu Heinera Hoffmanna Kakuzi zostało laureatem nagrody Sedex Responsible Business Award za najlepszy program w zakresie zdrowia i bezpieczeństwa/pracy. Na stronie internetowej camelia.plc.uk w informacji o nagrodzie można przeczytać:

„Molestowanie seksualne było tematem, od którego większość ludzi stroniła, ale program SHARP stworzył świadomość, uświadamiając nam, czym ono jest, jak je powstrzymać i jak je zgłosić” – Ruth Wanjiku, strażniczka Kakuzi.

Artykuł powstał w ramach projektu Globalne Społeczeństwo, w którym reporterzy z Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Europy informują o niesprawiedliwości w zglobalizowanym świecie, wyzwaniach społeczno-politycznych i zrównoważonym rozwoju. Reportaże, analizy, serie zdjęć, filmy wideo i podcasty ukazują się w dziale zagranicznym SPIEGEL. Projekt jest długoterminowy i będzie wspierany przez Fundację Billa i Melindy Gatesów (BMGF) przez trzy lata.

Opracowała Yola Rybczyńska. korespondentka „Zielonych Wiadomości” w Niemczech

Fot. Kamweti Mutu


 

W Polsce od wielu lat trwają próby podważenia mandatu Polek i Polaków do współdecydowania o tym, jak traktujemy środowisko i przyrodę w naszym kraju. W ostatnich dniach byliśmy świadkami kolejnej odsłony tego procesu. “Poprawka Kopcia” i zamieszanie wokół niej nie powinny jednak odwracać uwagi od tego, że problem jest znacznie poważniejszy.

Oświadczenie Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, Frank Bold, Greenpeace, Pracowni na rzecz Wszystkich Istot i WWF w sprawie prób ograniczania społecznej kontroli nad inwestycjami o znacznym wpływie na środowisko.

W zeszłym tygodniu w Senacie przegłosowana została poprawka zgłoszona przez Tadeusza Kopcia (Porozumienie) praktycznie uniemożliwiająca stronie społecznej udział na prawach strony w postępowaniach administracyjnych, w tym także w postępowaniach dotyczących ochrony środowiska, czyli w procesach, w których określane jest, jak poszczególne inwestycje wpływają na nasze wspólne dobro: przyrodę, powietrze, wodę i glebę.  Za poprawką “przez pomyłkę” zagłosowali senatorowie opozycji, co doprowadziło do burzy medialnej, a w konsekwencji do odrzucenia tego złego przepisu przez Sejm.

Nie może jednak umknąć uwadze, że w procesie legislacyjnym zgłaszane były inne poprawki, dużo dalej idące w ograniczaniu praw obywatelek i obywateli w kwestiach środowiskowych. Nie zostały one co prawda uwzględnione, jednak w dużej mierze ze względów formalnych, a nie merytorycznych, zaś ich autorzy zostali zaproszeni do rozmów w Ministerstwie Środowiska i Klimatu.

Tego, że szkodliwe zmiany w jakiejś formie wrócą do Sejmu można być niemal pewnym. Od lat podobne próby podejmowane są przez różne środowiska (głównie biznesowe, ale nie tylko), wyznające prymat podejścia ultrainwestycyjnego (które w imię zysków nie liczy się z nikim i z niczym) nad partycypacyjnym (uwzględniającym głos obywatelski). Nakładają się na to ciągle powtarzane podejścia do pętania organizacji społecznych, takie jak ubiegłoroczna “ustawa Wosia” czy “trójpak Szyszki” z 2016 roku.

Do tej pory żadna z podobnych prób nie zakończyła się sukcesem, ale nie jest powiedziane, że kolejnej się to nie uda. Co ważniejsze i jednocześnie najsmutniejsze, ci, którzy od lat koncentrują się na próbach ograniczania udziału strony społecznej w decyzjach, produkują często prawo (a także lobbują za nim), które w niewystarczającym stopniu chroni środowisko i nasze prawo do współdecydowania o nim.
Dodatkowo, wiele z propozycji legislacyjnych w ostatnich latach stoi w sprzeczności z obowiązującymi Polskę przepisami prawa unijnego i międzynarodowego, może więc doprowadzić do kolejnych postępowań naruszeniowych, kończących się przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Komisja Europejska, jako „strażnik Traktatów”, traktuje ograniczanie udziału społeczeństwa jako naruszenie prawa unijnego.

My, Polki i Polacy, potrzebujemy ocen oddziaływania na środowisko i potrzebujemy obywatelskiego udziału w procesie ich powstawania. Dzięki temu możemy współdecydować o tym, czy za naszym płotem powstanie zakład produkcyjny, ferma przemysłowa czy wysypisko śmieci i nie jesteśmy zdani wyłącznie na opinię kierującego się własnym interesem inwestora. Bez oceny oddziaływania na środowisko, na którą obecnie strona społeczna ma wpływ, nie powstanie kopalnia odkrywkowa, a więc ogromna dziura w ziemi o skutkach szkodliwych dla tysięcy ludzi. Jeśli organizacje będą się bały dołączać do postępowań administracyjnych, to zwykli obywatele będą pozostawieni sami sobie, w zawieszeniu między biznesplanem inwestora a ambicjami politycznych decydentów.

Należy podkreślić, że wbrew obiegowym i nie popartym faktami opiniom, organizacje ekologiczne nie są przeciwne inwestycjom, a jedynie oczekują ich prowadzenia zgodnie z prawem i w sposób, który dla środowiska i ludzi nie będzie destrukcyjny. Legendarne już protesty w obronie doliny Rospudy nie miały na celu pozbawienia mieszkańców wygodnych dróg, ale takie ich wytyczenie, aby omijały cenne przyrodniczo tereny. Być może zbyt rzadko mówi się o tym, jaki był finał tej historii: Augustów ma obwodnicę, dolina Rospudy nie została zdewastowana, a udało się to dzięki zaangażowaniu strony społecznej w proces przygotowania inwestycji. Takich przykładów – mniejszych lub większych – są w Polsce dziesiątki.

Organizacje społeczne we współdecydowaniu o środowisku i wpływie inwestycji są po prostu niezbędne, a ich prawa są gwarantowane umowami międzynarodowymi i prawem Unii Europejskiej. Prawa obywateli i obywatelek w tej sprawie powinny być poszerzane, a nie ograniczane. Obecnie – niestety – ochrona tych praw wciąż jest daleka od pożądanej, także najnowsza nowelizacja (bez “poprawki Kopcia”) wielu problemów nie rozwiązuje. Tym bardziej musimy zatem podkreślić, że każda kolejna próba ograniczania wspomnianych praw spotka się z naszym zdecydowanym sprzeciwem. Deklarujemy też wsparcie dla każdej propozycji, która procesy środowiskowe uczyni korzystniejszymi dla ludzi i przyrody.

Źródło: Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi

Fot. Michał Chilmon (www.betterly.pl).  Most nad Rospudą – obwodnica Augustowa.


 

Ewa Ewart: „Niedobory wody to wyzwanie numer jeden dla współczesnego świata”. W Polsce problem jest wyjątkowo palący, a złe zarządzanie wodą będzie go pogłębiać. Podczas konferencji zorganizowanej przez Fundację „Rozwój TAK – Odkrywki NIE” naukowcy i eksperci dyskutowali nad przyszłością dwóch regionów szczególnie narażonych na problemy z suszą: Wielkopolski Wschodniej i Bełchatowa. Pierwszy ma już zaplanowane działania, które mają poprawić sytuację wodną. Drugi powinien jak najszybciej pójść w jego ślady.

29 marca 2021. Konferencja „Woda – wspólne dobro, wspólny problem”: Do 2030 roku zapotrzebowanie na wodę wzrośnie dwukrotnie w stosunku do naturalnych zasobów. 7 na 10 osób na świecie nie ma dostępu do bezpiecznego źródła wody, potrzebnego do zachowania higieny. Do 2050 roku blisko połowa ludzi będzie cierpiała z powodu niedoboru wody. Takie dane pojawiły się prezentowanym trailerze filmu Ewy Ewart. Dziennikarka i reżyserka podkreśliła, że problem nie dotyczy tylko odległych krajów Azji, czy Afryki:

 – Niechlubne miejsce na liście krajów, które borykają się z problemem wody, zajmuje Polska. Problem bardzo dotyka Wielkopolski Wschodniej […] Są już w Polsce miejscowości, do których wodę dowozi się beczkowozami.

 – W Wielkopolsce Wschodniej jednym z winowajców jest węgiel brunatny, którego wydobycie wiąże się z odwadnianiem złóż. W regionie odprowadzono już 12 mld m3 wody. To 130 pojemności jeziora Gopło! Spowodowało to zanikanie wód podziemnych, wysychanie studni i całych jezior. Skutki widać na pojezierzu gnieźnieńskim gdzie jeziora Kownackie i Wilczyńskie zniknęły niemal całkowicie – komentuje Katarzyna Czupryniak, koordynatorka kampanii wodnej w Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”.

Warta – wspólne dobro

Wielkopolskę Wschodnią i region bełchatowski łączy nie tylko problem odwodnień górniczych i suszy. Oba regiony są położone w zlewni Warty. To z niej będzie pobierana woda do rekultywacji zamkniętych kopalni. Jeśli nie zostanie odpowiednio zaplanowana, skutki mogą być dramatyczne.

Tymczasem tereny położone nad Wartą mają ogromną wartość przyrodniczą, podkreślał Krzysztof Gara z Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Łódzkiego. 22% tych terenów jest objętych ochroną. Żyje tu wiele cennych gatunków roślin i zwierząt, które są uzależnione od naturalnych wylewów rzeki. Dalsze przekształcanie rzeki przez człowieka będzie powodować nieodwracalne niszczenie ekosystemów.

 – Nie ma nic bardziej zabójczego dla wody niż ingerencja człowieka w naturalne ekosystemy, takie jak koryta rzeki – mówiła Ewa Ewart. – W Europie, na świecie jest już taki trend, że się burzy stopnie i zapory wodne. U nas zaczyna to iść w odwrotnym kierunku. To jest zbrodnia ekologiczna.

Profesor Maciej Zalewski, kierownik Katedry Ekologii Stosowanej na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego, zgadzając się z diagnozą Ewart i Gary, dotyczącą tragicznego stanu wód, podkreślał rolę edukacji w gospodarowaniu wodą. Zaznaczył, że jest ona konieczna, aby społeczeństwo włączyło się w proces dbania o zasoby wodne.

Potrzebne konkretne rozwiązania

Region węglowy Bełchatowa może pójść śladem Wielkopolski Wschodniej i zadbać o przywrócenie zasobów wodnych na osuszonych przez górnictwo obszarach. W Wielkopolsce udało się włączyć wodę do Planu Sprawiedliwej Transformacji. Konieczne było jednak podjęcie konkretnych, zdecydowanych działań przez organizacje pozarządowe.

 – Dla nas sprawa wody jest jedną z kluczowych, która w Planie Sprawiedliwej Transformacji będzie ujęta [1]. Zawdzięczamy to przede wszystkim uporowi Państwa, organizatorów dzisiejszej konferencji. W bardzo mocny i zdecydowany sposób uświadomiliście nas, że jest to problem, nad którym warto się pochylić i warto go wprowadzić do wszystkich działań – podkreślał Maciej Sytek, Prezes Agencji Rozwoju Regionalnego w Koninie.

Objaśnienia:

1. Działania, które wskazał Maciej Sytek, zmierzające do przywrócenia właściwych stosunków wodnych w regionie: rekultywacja i dekontaminacja obszarów poprzemysłowych, zagospodarowanie terenów poprzemysłowych, w tym pogórniczych, odbudowa i zwiększenie stosunków wodnych między innymi przez wykorzystanie zrekultywowanych wyrobisk pokopalnianych – zbiorników wodnych, odtwarzanie sieci hydrograficznej, mikro i mała retencja, ochrona i odtwarzanie siedlisk przyrodniczych, działania na rzecz adaptacji do zmian klimatu.

Źródło: Fundacja „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”

Fot: P.S., Jezioro Wilczyńskie

Międzynarodowy Dzień Lasów obchodzony w Polsce w 2021 był wyjątkowy za sprawą ponad 90-ciu inicjatyw społecznych, które pod wspólnymi hasłami świętowały ten dzień organizując wydarzenia w lokalnych lasach, w formie audycji radiowych, czy też spotkań na platformach internetowych.

Przesłanie inicjatywy Wspólny Las spotkało się z żywą reakcją i zaangażowaniem wielu środowisk z wszystkich zakątków Polski. Pomogło w tym profesjonalne prowadzenie kampanii w mediach społecznościowych, połączone z opracowaniem trzech spotów filmowych, a także zainteresowanie naszą inicjatywą mediów ogólnopolskich oraz wielu mediów lokalnych.

Zespół składający się z 20-inicjatyw opracowujący założenia tej akcji, w ciągu miesiąca urósł do ponad 90-ciu grup, a nawet później kontaktowali się z nami ludzie, którzy przesyłali nam zdjęcia z informacją, że spacerując w lasach w tym dniu chcieli dać wyraz poparciu naszej inicjatywy.

Fragmenty opracowania Jakuba Mirka z AGH w Krakowie dotyczące powodów wzięcia udziału w
akcji Wspólny Las (na podstawie ankiet wypełnionych przez organizatorów):

[…]uczestnicy inicjatywy przyłączali się niej, aby połączyć siły w realizacji ważnego dla nich celu, jakim jest ochrona przyrody i lasów. Dostrzegali zbieżność swoich celów z wartościami akcji i uważali, że „w sensowny sposób zwraca uwagę na problem” m.in. wycinki lasów. W związku z tym czuli się zaproszeni do wspólnego działania na rzecz ochrony „dobra wspólnego”, jak jeden z badanych określił lasy.

Uczestnicy akcji zwracali też uwagę na to, że skoncentrowane działania mogą odnieść lepszy skutek niż pojedyncze i odosobnione. W tym kontekście mówili np. o chęci wsparcia własnych, lokalnych inicjatyw, poprzez udział w ogólnopolskiej akcji.

Kluczowa w przystąpieniu do inicjatywy dla części uczestników była również ich osobista, emocjonalna więź z przyrodą oraz chęć jej ochrony jako podmiotu. O więzi tej świadczyły wypowiedzi takie jak np. „kocham las”, „las jest moją pasją”, „las jest moim domem”. To pragnienie ochrony lasu w ramach akcji wynikało również z „niepokoju i zatrwożenia” badanych w związku z informacjami o prowadzonej wycince.

Osobami, które zaangażowały się w akcję kierowała również chęć propagowania świadomości ekologicznej i przyrodniczej w społeczeństwie, w tym: walorów lasu i korzyści z obcowania z dziką przyrodą, nagłaśniania problemu wycinki lasów oraz pobudzania do zrywu obywatelskiego w ich obronie.

Kolejni uczestnicy i uczestniczki deklarowali, że ich przyłączenie się do akcji było wyrazem obywatelskiego głosu sprzeciwu wobec działań podejmowanych przez niektóre nadleśnictwa, Lasy Państwowe m.in. w związku z wycinką drzew i niewystarczającą ochroną lasów przez władze na szczeblu lokalnym i centralnym. Badani chcieliby wywrzeć w ten sposób wpływ na osoby decyzyjne, wywołać zmianę dotyczącą zarządzania lasami w Polsce.

Warto podkreślić kreatywność organizatorów poszczególnych wydarzeń i niezwykle pozytywny ich odbiór przez uczestników. W Lesie Solskim pod Białymstokiem odbył się koncert, w Lesie Rembertowskim pod Warszawą warsztaty shinrin-yoku („kąpiele leśne”), w podkrakowskim Kleszczowie dzieci malowały drewniane ptaszki, uczestniczyły w muzykowaniu czy próbowały równowagi na taśmie (slackline), przez Puszczę Białowieską przejechał kolorowy, rowerowy rajd oraz odbyła się rozmowa o fotografii przyrodniczej z Adamem Wajrakiem, Wilczyce pokazały swój obóz i oprowadziły po słynnym wydzieleniu 219a. Z tej okazji Radio Kampus zorganizowało specjalną audycję radiową, Młoda Lewica-Mazowieckie zorganizowała seans filmowy i dyskusję na temat filmu „Można Panikować”, a Związek Polskich Fotografów Przyrody zorganizował plener rozproszony.

W wielu miejscach spotkanie w lesie było okazją do posprzątania lasu – na podstawie otrzymanych relacji można stwierdzić, że w tym dniu lokalne społeczności wyniosły z lasów setki kilogramów śmieci.

Do akcji włączyli się przyrodnicy i naukowcy, którzy dzielili się swoją wiedzą oprowadzając grupy
chętnych.

W czasie epidemii i przymusowej izolacji, las okazał się miejscem, gdzie – przy zachowaniu niezbędnych środków bezpieczeństwa – można się spotkać, porozmawiać i odpocząć. Uczestnicy często pytali czy mogą liczyć na cykliczność podobnych wydarzeń. Mogą. Jesteśmy pod wrażeniem zaangażowania społeczeństwa w temat ochrony lasów i wolę współdecydowania w tej sprawie. Planujemy koordynować kolejne wydarzenia i inicjatywy.

Stare drzewa w Polsce

Wydaje się, że nasza akcja, której jednym z postulatów była „ochrona najlepiej zachowanych i najstarszych lasów oraz drzew o wymiarach pomnikowych” zwróciła uwagę nie tylko społeczeństwa, ale również instytucji Lasów Państwowych na temat starodrzewów. Niestety komentarz Lasów Państwowych, który pojawił się w sieci 21 marca, dotyczący statystyk liczebności ponadstuletnich drzew w Polsce (co ósme drzewo w Polsce ma ponad sto lat) jest bardzo mylący i nieprawdziwy.

Przypuszczalne rozumowanie stojące za tą statystyką można porównać do stwierdzenia, że w co szesnastym polskim mieście jest metro, ponieważ w jednym województwie na szesnaście mamy metro. Ta absurdalna informacja została bezkrytycznie powtórzona przez wiele portali i mediów, potęgując efekt manipulacji.

Tymczasem naukowcy alarmują:

Słyszymy, że w Polsce przybywa zasobów leśnych. To jednak nie znaczy, że dotyczy to lasów starych, naturalnych. W statystykach terenem leśnym jest też teren, gdzie drzewa już wycięto lub dopiero zasadzono. A Polska jest w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o wyrąb lasu – zwracają uwagę naukowcy.

Źródło: Wspólny Las

Fot. Rashel Na’amah


 

PZU jest dalej największym ubezpieczycielem w Unii Europejskiej, który nie przyjął żadnych kryteriów wykluczających ubezpieczanie nowych elektrowni oraz kopalni węglowych. Nie zmieniła tego opublikowana wczoraj strategia. Wciąż ubezpiecza kopalnie, których wydobycie wynosi w sumie ponad 85% całkowitego krajowego wydobycia węgla kamiennego i brunatnego. Ubezpiecza też elektrownie, w tym Bełchatów, największego emitenta gazów cieplarnianych na kontynencie europejskim oraz elektrownię Turów, gdzie kończy się budowa nowego bloku na węgiel brunatny.

25 marca Grupa PZU zaprezentowała nową strategię PZU na lata 2021-2024. Największy polski ubezpieczyciel stracił doskonałą okazję, by przyjąć konkretne zobowiązania. Żaden z celów zaprezentowanych w nowej strategii nie umożliwi zdecydowanej redukcji emisji gazów cieplarnianych z polskiego sektora energetycznego w najbliższych latach. Co gorsza, możliwość ubezpieczania nowych kopalni węglowych, takich jak odkrywka Złoczew, może doprowadzić do opóźnienia transformacji ku gospodarce niskoemisyjnej w Polsce.

PZU jest ostatnim ubezpieczycielem w Europie o aktywach przekraczających 50 mld euro, który nie przyjął zobowiązań klimatycznych jednoznacznie ograniczających inwestycje w sektor węglowy, ani wykluczających ubezpieczanie nowych kopalni i elektrowni na węgiel. Podczas gdy kolejne towarzystwa ubezpieczeniowe i reasekuracyjne wprowadzają polityki zakończenia lub zdecydowanego ograniczenia ubezpieczania kopalń, elektrowni i firm z tego sektora, Grupa PZU dalej pozostaje obojętna na katastrofę klimatyczną.

Dalsze ubezpieczanie spółek węglowych jest równoznaczne z działaniem na szkodę polskich obywateli. Działania spółek, które ubezpiecza, wpływają na dostępność i jakość wody pitnej, a także zdrowie i życie ludzi, którzy oddychają zanieczyszczonym powietrzem. Sektor górnictwa węgla kamiennego nie ma przyszłości i zostanie całkowicie wygaszony, czemu uparcie zaprzecza Grupa PZU.

Symptomatyczne dla braku zdecydowanych działań PZU w obszarze klimatu są stwierdzenia z opublikowanego wczoraj raportu niefinansowego. Ubezpieczyciel stwierdza, że „wspiera przedsiębiorstwa działające w segmencie wykorzystującym niskoemisyjne źródła energii oparte na gazie ziemnym. Z materiałów Ministerstwa Energii wynika, że już w 2040 roku w Polsce ilość energii elektrycznej wyprodukowanej z gazu ziemnego przekroczy tę wyprodukowaną z węgla – komentuje Kuba Gogolewski, kampanier finansowy Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”. – Uznanie gazu za paliwo niskoemisyjne i powoływanie się na plany energetyczne polskiego rządu, całkowicie niezgodne z polityką klimatyczną UE i porozumieniem paryskim, obnaża hipokryzję PZU. Pokazuje, że największa grupa kapitałowa w Polsce dalej będzie starała się z jednej strony chronić życie, a z drugiej ubezpieczać i wspierać firmy, które swoją działalnością pogłębiają kryzys klimatyczny, a więc stwarzają zagrożenie dla zdrowia i bezpieczeństwa Polek i Polaków.

Fundacja „Rozwój TAK – Odkrywki NIE” żąda, by PZU wzięło odpowiedzialność za przyszłość ubezpieczanych Polek i Polaków. Domagamy się, aby największy polski ubezpieczyciel zaczął prowadzić politykę klimatyczną zgodną z wymogami porozumienia paryskiego. Polityka powinna zawierać deklaracje:

– niezwłocznego zakończenia ubezpieczania nowych projektów węglowych (kopalni i elektrowni);

– niezwłocznego zakończenia inwestycji aktywów własnych PZU w spółki, które budują nowe elektrownie lub kopalnie węglowe;

– zobowiązania ubezpieczanych spółek węglowych do przedstawienia planu transformacji zgodnego z wymogami porozumienia klimatycznego do końca 2021;

– rezygnacji z ubezpieczania oraz zakupu akcji i obligacji spółek, które nie przedstawią do końca 2021 roku planu, jednoznacznie określającego daty zamknięcia wszystkich elektrowni węglowych;

– wykluczenia ubezpieczania nowych spółek, które nie mają polityki zgodnej z celami porozumienia paryskiego w tym spółek, których działalność oparta jest na wydobyciu, transporcie, sprzedaży oraz spalaniu gazu i ropy naftowej;

– sprzedaży do końca 2021 roku aktywów wszystkich spółek, które planują lub budują elektrownie i kopalnie węglowe;

– rezygnacji z zakupu aktywów spółek, które ponad 20% energii wytwarzają ze spalania węgla lub ponad 20% przychodów czerpią ze sprzedaży węgla;

– całkowitego zakończenia ubezpieczania spółek należących do sektora węglowego[1] w Polsce i innych krajach OECD do końca 2030 roku.

Objaśnienia:

1. Spółki należące do sektora węglowego rozumiane jako spółki znajdujące się na Globalnej Liście Rezygnacji z Węgla (coalexit.org).

Źródło: Fundacja „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”

Fot. Wikimedia


 

Marta Pabian rozmawia z Sylwią Spurek, która obserwuje kwestie praw kobiet z perspektywy Brukseli, a wcześniej zajmowała się nimi na co dzień, w swojej działalności społecznej i zawodowej. Sylwia Spurek, jedyna zielona polska przedstawicielka w Parlamencie Europejskim mówi o zasadzie równości, przemocy wobec kobiet oraz tłumaczy, dlaczego tak ważna jest Konwencja Stambulska.
Marta Pabian: Oglądałam ostatnio serial „Mrs. America” o walce amerykańskich kobiet o przegłosowanie poprawki dotyczącej równości praw (Equal Right Amendment) z 1972 roku. W Stanach Zjednoczonych do dzisiaj nie udało się jej przegłosować, a co za tym idzie – wprowadzić do systemu prawnego, pomimo dużego wsparcia ruchów feministycznych. Rzecz się dzieje w latach siedemdziesiątych, a mam wrażenie, ze niewiele się zmieniło. Dlaczego, Pani zdaniem, walka o podstawowe prawa kobiet, prawa człowieka, nawet w krajach najbardziej rozwiniętych jest taka ciężka?

Sylwia Spurek: Bo niektórym to jest na rękę. Niektórym, niestety, jest na rękę, żeby kobiety nie miały równych szans. Niektórzy z kolei nie uświadamiają sobie uprzywilejowanej sytuacji, w jakiej się znaleźli. A jeszcze inni nie mają ochoty na zmianę sytuacji. Oczywiście, są też mężczyźni, którzy stoją po stronie kobiet nie tylko nazywając siebie feministami, ale podejmując działania na rzecz kobiet, praw reprodukcyjnych i przeciwko przemocy. Ważne jest, żeby mężczyźni byli z nami, byli naszymi sojusznikami, ale też aby nie odbierali nam głosu – niech wzmacniają ten głos, a nie dominują w przekazie. Niestety debata o prawie aborcyjnym w Polsce pokazał, że wielu mężczyzn nie potrafi się oprzeć pokusie zabierania głosu zamiast kobiet. Nie na rzecz czy w interesie kobiet, ale zamiast nich. Kiedy mamy do czynienia z wypaczonym dyskursem o aborcji, opartym o narrację o „morderstwach”, „nienarodzonych dzieciach”, „życiu od poczęcia”, słyszymy także głosy panów, dotkniętych estetyką protestów, zgorszonych padającymi na nich wulgaryzmami czy pouczających nas, jak powinnyśmy manifestować nasze niezadowolenie. Świadomie czy nie wspierają w ten sposób ten dyskurs i są przeciwko prawom kobiet nam. To powinna być nasza wspólna walka i sprawa. Dopóki niektórzy tego nie zrozumieją, dopóty będziemy mieli niestety problem z realizacją podstawowych praw kobiet na całym świecie.

Myślę, że jest w tym sporo racji. Ale w takim razie, w jaki sposób wciągnąć mężczyzn w tę walkę i w jaki sposób egalitaryzować ten dyskurs?

Praca zaczyna się od najmłodszych lat, od przedszkola. Niestety, nie pokazujemy chłopcom i dziewczynkom równościowych standardów. Brakuje edukacji antydyskryminacyjnej, edukacji o prawach człowieka. Nie uczy się tego również w wielu domach – zbyt rzadko mówimy i pokazujemy dzieciom, że każdy, bez względu na swoją płeć, ma prawo realizować swoje cele i swoje marzenia. Bez tego będzie nam trudno cokolwiek zmienić. Poza tym konieczne jest edukowanie dorosłych mężczyzn. I nie zgadzam się ze stwierdzeniami, że „nie da się” wychowywać mężczyzn, bo mają określoną mentalność. Wręcz przeciwnie, takich mężczyzn również możemy i powinniśmy wychowywać, i doskonale pokazała to sytuacja z Jurkiem Owsiakiem. Jeśli ktoś przekracza granice, jeśli używa języka wykluczającego, to bez względu na to, czy jest zasłużony, bez względu na sprawowane przez niego funkcje, powinniśmy mu zwracać uwagę i jego postępowanie krytykować. A on powinien przyjąć krytykę i po prostu przeprosić. Kwestie równości, niedyskryminacji czy demokracji powinny być dla wszystkich oczywiste. A jeżeli nie są – uczmy! I to uczmy mężczyzn bez względu na wiek. Bo równość jest ważna również dla nich, bo dzięki niej oni także nie muszą realizować odgórnie narzuconych im ról, ale będą mogli sami wybrać, jak chcą żyć.

Rozumiem, ze nawiązuje Pani do niedawnej wymiany miedzy Pauliną Młynarską a Jurkiem Owsiakiem, odnośnie niedawnych słów szefa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na temat aborcji[1]?

Paulina Młynarska była jedną z wielu kobiet, które zwróciły uwagę Jurkowi Owsiakowi. I jej się za to dostało, zresztą podobnie jak tym pozostałym. Bo według niektórych nie powinno się krytykować zasłużonego działacza społecznego, nawet kiedy narusza prawa człowieka. Niestety mam wrażenie, że on sam nie zrozumiał, że źle zrobił. Nie przeprosił, a tłumaczenie nie odnosiło się do meritum. Co więcej, sam fakt, że odpowiadając na krytykę ze strony wielu kobiet, znanych i mniej znanych, zwrócił się jedynie do Pauliny Młynarskiej, pokazuje jego podejście.

Też mam wrażenie, ze Jurek Owsiak, nazwany skądinąd przez Pauline Młynarską „dziadersem” symbolizuje tutaj być może podejście wielu mężczyzn, ba, także kobiet, nauczonych i przekonanych, że różnice miedzy płciami są nam nadane z góry i narzucają pewne role społeczne i wzorce zachowanie. Często jest to przekonanie zupełnie niezłośliwe, czasem nawet nieświadome.

Mam na pewno dużo więcej tolerancji dla osób, które zostały w ten sposób wychowane, żyją w tradycyjnych rodzinach czy małych społecznościach. Nie miały możliwości i szansy na wyjście poza narzucone schematy myślenia i nie wiedzą, że można. Więcej natomiast wymagam od ludzi wykształconych, działających społecznie, mających ogrom doświadczeń, które mimo wszystko nadal nie dostrzegają, że klimat się zmienił.

Tym bardziej, że ta „rewolucja” powinna właśnie zacząć się od takich osób.

Dokładnie. To oni wyznaczają standardy i pokazują wzorce.

A skoro mówimy o tym skostniałym, konserwatywnym podejściu, to na czym polega nierówność miedzy kobietami a mężczyznami i na jakich podstawach (prawnych, społecznych, politycznych, religijnych) się ona opiera?

Działając na rzecz kobiet od 21 lat, często spotykam się z pytaniem: „To pokażcie konkretnie te przepisy prawne, które dyskryminują kobiety”. Oczywiście, dzisiaj ciężko by było znaleźć w systemach prawnych, zwłaszcza państw europejskich, regulacje prawne, które wprost stanowią dyskryminację ze względu na płeć, wykluczają lub ograniczają szanse. Problem tkwi raczej w braku przepisów, które wzmacniałyby równość oraz w świadomość osób: nie tylko wykonujących przepisy, ale nas wszystkich. Jeśli spojrzymy na to, ilu mężczyzn w Polsce korzysta z urlopu rodzicielskiego, z którego każde z rodziców może w równym stopniu korzystać, to okazuje się, że tylko 1%. Dlaczego? Przecież nie ma tu żadnej dyskryminacji formalno-prawnej. To wynika z kultury i mentalności, ale także z systemowej dyskryminacji. Kobiety cały czas zarabiają mniej, wykonując prace tej samej wartości, a także wykonują dużo częściej mniej płatne prace. Dlatego też decyzja rodziców o tym, które z nich ma skorzystać z urlopu rodzicielskiego, wydaje się oczywista ekonomicznie. Pozostając przy rynku pracy, należy zauważyć, że kobiety częściej mają przerwy w zatrudnieniu i szybciej przechodzą na emeryturę. Zawsze byłam za zrównaniem wieku emerytalnego powinien być zrównany, chociażby dlatego, że niższy wiek emerytalny kobiet oznacza ich często ich ubóstwo na starość.

Porozmawiajmy chwilkę o Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zwanej Konwencja Stambulska. O co tak naprawdę w niej chodzi i dlaczego niektóre środowiska w Polsce dostrzegają w niej takie zagrożenie?

Powinniśmy przyjrzeć się temu z perspektywy historycznej. Postrzeganie przez niektóre środowiska Konwencji jako zagrożenia, a także duża popularność wyrażenia „ideologia gender” wynika niestety z faktu, że „autorka” Konwencji, Rada Europy, nie reagowała, kiedy w przestrzeni publicznej pojawiły się po raz pierwszy takie stwierdzenia. W Polsce to był 2014 rok. Konwencja była wówczas przedmiotem debaty publicznej, bo trwał proces jej ratyfikacji. Poza pojedynczymi interwencjami pani profesor Małgorzaty Fuszary, Pełnomocniczki Rządu ds. Równego Traktowania, dla której koordynowałam rządowy proces ratyfikacji Konwencji, nie było niestety żadnych działań innych instytucji publicznych, w tym organów Rady Europy, pokazujących, jakie są cele Konwencji. Problemem są także mity i stereotypy dotyczące przemocy w rodzinie, tej najbardziej popularnej formy przemocy wobec kobiet. Kiedy powstawał pierwszy projekt ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, który miałam zaszczyt przygotowywać dla pani premier Izabeli Jarugi-Nowackiej, ministrowie lewicowego rządu, minister sprawiedliwości, pan Mirosław Sadowski oraz minister spraw wewnętrznych i administracji, pan Ryszard Kalisz, dużo bardziej niepokoili się o prawa sprawcy niż o prawa ofiary. Zgodnie mówiono wtedy o prawie własności sprawcy, nie zastanawiając się, co ma zrobić ofiara, kiedy musi uciekać z domu, często z małymi dziećmi. Wtedy przepadł niestety, forsowany przez panią premier mechanizm natychmiastowej izolacji sprawcy od ofiary. Swoją drogą mechanizm ten, dość zaskakująco, został wprowadzony w zeszłym roku przez PIS, po kilkunastu latach od pierwszych prób. W 2005 roku Sejm był również zgodny co do tego, żeby nie przyjąć ustawowego zakazu stosowania kar cielesnych wobec dzieci. W trakcie prac nad nowelizacją ustawy, w 2010 roku, te wszystkie stereotypy nadal były żywe i widoczne: znów nie udało się wprowadzić mechanizmu izolacji ofiary, czyli policyjnego nakazu opuszczenia lokalu przez sprawcę. Nie wybrzmiało również to, co bardzo wyraźnie wybrzmiewa w Konwencji Stambulskiej, czyli gdzie są źródła przemocy wobec kobiet. Konwencja jest widziana jako zagrożenie, bo bardzo wyraźnie wskazuje właśnie na genezę problemu. Niestety wszystkie rządy, odkąd pamiętam, opierały się na tych mitach i stereotypach w procesie stanowienia prawa. Nie jest więc dla mnie zaskakujące, że Konwencja wzbudziła tyle emocji. Dziwi mnie natomiast całkowita bezczynność Rady Europy w tamtym czasie. Rada obudziła się dopiero po kilku latach i przygotowała podręcznik na temat Konwencji. To było jednak kilka lat za późno. Gdy rozum śpi, budzą się demony.

Czyli nastąpiła reakcja trochę według starej maksymy: „uderz w stół, nożyce się odezwą”?

Na cały świecie działają organizacje fundamentalistyczne, które uważnie obserwują procesy legislacyjne i wychwytują te projektowane regulacje, które mogą zagrażać status quo. Mają znakomite zasoby finansowe, działają sprawnie i szybko. Efekty tych działań widzimy w tym momencie. To nie są przecież tylko działania związane z Konwencją Stambulską, ale także sama realizacja polskiej ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, próby wprowadzenie zmian w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym w celu utrudniania orzekania rozwodów, działalność uchwałodawcza niektórych polskich samorządów kreująca de facto strefy wolne od LGBT.

A czy mogłaby pani prostymi słowami przybliżyć nam, co dokładnie znajduje się w Konwencji Stambulskiej i dlaczego powinno nam zaleźć na tym, by obowiązywała ona w Polsce?

Konwencja stanowi najbardziej kompleksowy międzynarodowy dokument prawno-człowieczy, dotyczący zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie. Mówię: najbardziej kompleksowy dlatego, że Konwencja określa działania we wszystkich kluczowych obszarach i wyznacza ich standardy. To działania edukacyjne, zarówno całego społeczeństwa, jak i służb, podmiotów pierwszego kontaktu dla ofiar. Chodzi też o kompleksowe działania i wsparcie dla osób, doświadczających przemocy ze względu na płeć: wsparcie psychologiczne, prawne, materialne, pomoc przy znalezieniu pracy, wszystko zależne od indywidualnej sytuacji. To także działania wobec sprawców: oczywiście ściganie i karanie ich zachowań, ale też izolacja sprawcy od ofiary i działania korekcyjno-edukacyjne. Przemocy człowiek się uczy, a więc może się oduczyć. System państwa powinien opierać się na współpracy ze specjalistycznymi organizacjami pozarządowymi. Do tego, jak już wspominałam, Konwencja wyraźnie wykazuje, co może stanowić źródło przemocy i co, jako takie, powinno być zwalczane. Konwencja jest taką konstytucją praw osoby, doświadczającej przemocy ze względu na płeć i przemocy domowej. Nie ma takiego drugiego dokumentu. Gdybyśmy zaczęli wdrażać standardy Konwencji przynajmniej w 50%, to myślę, ze osoby doświadczające przemocy otrzymywałyby potrzebne im wsparcie, a sprawcy zdawaliby sobie sprawę z niedopuszczalności swoich zachowań. Dzięki temu moglibyśmy skuteczniej zwalczać to zjawisko.

Wydaje mi się, że to, co stoi jeszcze na przeszkodzie w Polsce, to uświęcona wartość rodziny. Jakimi argumentami możemy trafić do osoby, która nie radzi sobie z przemocą, ale nie potrafi się uwolnić od sprawcy, bo to jest przecież jej mąż, brat czy ojciec?

Bardzo chciałabym takim jednym komunikatem sprawić, że ofiara podejmie jakieś działania i przemoc zniknie. Ale bez specjalistycznego systemu wsparcia ze strony państwa, systemu specjalistycznego i interdyscyplinarnego, nie mamy prawa zmuszać nikogo do podjęcia działań. Bo my będziemy przeświadczeni o tym, jak dużo dobrego zrobiliśmy, a to ta osoba poniesie konsekwencje swoich działań. Niestety, ofiary nadal na komisariacie Policji słyszą: „Niech się pani jeszcze zastanowi”, „Czy na pewno chce pani wsadzić ojca swoich dzieci do więzienia?” albo „To przecież on zarabia, jak pani sobie poradzi?”. Sprawy w sądach trwają latami, a sprawca skazywany jest na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu, co oznacza, że wraca do domu. Lekarze nadal wysyłają na płatną obdukcje i odmawiają wydania zaświadczenia o przemocy, chociaż mają taki obowiązek. Ofiara po wizycie na policji wraca do domu, w którym jest sprawca. Ona z nim śpi, spotyka się z nim w kuchni. To wszystko jest niezwykle skomplikowane i dlatego prawo musi brać pod uwagę cala ta specyfikę. To właśnie robi Konwencja. I dopóki jej nie wdrożymy, kobiety będą pozostawione same z problemem. I będą bały się nawet o nim mówić. Bo w Polsce mamy taki klimat, że kobiety nie mogą bez winy i wstydu, nawet anonimowo opowiedzieć o problemie. I dobitnie pokazały to badania Agencji Praw Podstawowych z 2014 roku. Ten klimat panuje od wielu lat, nie zmienił się nagle w 2015

Pozostając w sferze praw kobiet, praw człowieka, ale zmieniając nieco fokus. Intuicyjne przecież wyczuwamy, ze obie kwestie są ze sobą powiązane. Skąd, Pani zdaniem, politycznie umotywowana decyzja niby-Trybunału nie-Konstytucyjnego o zakazie aborcji z przyczyn wady płodu? Czy jest to tylko ukłon w stronę środowisk ultrakatolickich, czy tez próba cofnięcia emancypacji w czasie? Czy będzie ciąg dalszy?

Ciąg dalszy pewnie będzie. Ale to wszystko nie ma swojego początku w 2015 roku, kiedy PiS wygrał wybory. Nie ma swojego początku nawet w 1993, kiedy została przyjęta ustawa antyaborcyjna. Ma to swój początek na przełomie lat 80 i 90, kiedy uznano, a właściwie mężczyźni uznali, że demokracja nie oznacza równości, a jedną z pierwszych decyzji w wolnej Polsce będzie ograniczanie praw kobiet. Stad się wzięła ustawa z 1993. Stad też się wzięło orzeczenie TK z 1997 roku, kiedy to Trybunał, i to przecież nie Trybunał pani Julii Przyłębskiej, tylko Trybunał pan profesora Andrzeja Zolla, uznał, że aborcja z przyczyn społecznych jest niekonstytucyjna. Stąd się wziął również wyrok Trybunału profesora Andrzeja Rzeplińskiego z 2015 roku, TK jeszcze sprzed PiSu, maksymalnie wzmacniający klauzulę sumienia lekarzy. Dokładnie tej samej logice hołduje wyrok Trybunału Julii Przyłębskiej. I tej sytuacji nie zmienimy, jeśli nadal część panów uważających się za sojuszników kobiet będzie twierdzić, że „kobiety mają prawo do decyzji, ale”. Jeśli kobieta ma prawo decydować o sobie, to ma prawo decydować bez „ale”. Powtarzam, że aborcja jest ok, bo każda kobieta, która miała lub planuje przeprowadzić aborcję, nie może od nas usłyszeć niczego innego. W przeciwnym razie stygmatyzujemy ją i osądzamy. I będzie ciąg dalszy, bo na to po prostu pozwoliliśmy. Bo politycy i polityczki przez ostatnich 30 lat odwracali głowę od problemu i akceptowali brak realizacji i tak już restrykcyjnej ustawy. Sprawozdania rządowe z realizacji ustawy antyaborcyjnej od początku, czyli od prawie 30 lat, wyglądają tak samo. Nie przedstawiają realizacji ustawy, tylko cytują przypisy. Tak było za rządów lewicowych, tak było za PO, tak jest za PiS. Jeśli dla niektórych osób kopanie piłki było ważniejsze przez wiele lat od praw kobiet, to nie ma się czemu się dziwić.

Rozumiem, ze równie logiczne będzie dalsze ograniczanie prawa aborcyjnego, chociażby z przesłanki czynu zabronionego (gwałtu)?

Politycy prawicowy w większości w swoich wypowiedziach odżegnują się od dalszego ograniczenia prawa do aborcji i wprowadzania zmian w zakresie dwóch pozostałych przesłanek przerwania ciąży. Jeśli jednak ktoś mówi o „życiu”, „nienarodzonym dziecku” i „zabójstwie dziecka”, to logiczne jest, że będzie dążył do ograniczenia możliwość popełnienia tego „zabójstwa”, jeśli ciąża jest wynikiem czynu zabronionego lub gdy zagraża zdrowiu kobiety. Jedyną dopuszczalną przesłanką aborcji według tej logiki powinno być zagrożenie życia kobiety, bo wtedy kosztem „życia” ratujemy inne życie.

Też się niestety tego obawiam. Natomiast bardzo fajnie naprowadziła mnie Pani na kolejne pytanie. Chciałabym porozmawiać o opozycji. Jakie priorytety w walce o prawa kobiet powinna mieć opozycja? Strajk Kobiet wyciąga na ulice tłumy ludzi, pokazując niezadowolenie społeczne. Czy i jaka oprawę polityczna powinien mieć ten ruch? Czego nam brakuje, by się skutecznie obronić?

Na pewno nie zmuszałabym osób, które obecnie protestują, do wejścia do polityki. Politycy i polityczki oraz aktywiści i aktywistki mają do odegrania inne role. Sama jestem polityczką od niedawna i nadal postrzegam siebie jako ekspertkę. Tym „starym” politykom i polityczkom powiedziałabym dwie rzeczy. Po pierwsze, nie ma szans na prawdziwą reformę bez równości. To musi oznaczać zaangażowanie kobiet do wszelkich procesów decyzyjnych, a nie ich pomijanie, jak dotychczas. Ponadto, musi pojawić się agenda z tematami dotyczącymi praw kobiet ujętymi w sposób maksymalnie progresywny. My nie możemy ciągle słyszeć, że na walkę o prawa kobiet, na te sprawy przyjdzie czas, że najpierw musimy – i tutaj padają stwierdzenia dotyczące priorytetów. Podobnie ma się zresztą sprawa z prawami osób LGBT+. Nie będzie demokracji bez praw kobiet czy bez praw osób LGBT+. Nie możemy się zgodzić na układanie praw chronologicznie, bo już wiemy, jak to się skończyło po 1989 roku. Najpierw miała być wolność, demokracja, prawa pracownicze. Były sprawy ważniejsze. Niestety, bardzo szybko zaczęto odbierać prawa kobietom.

Konwencja Stambulska to konstytucja praw kobiet doświadczających przemocy. Niestety 20 marca kobiety w Turcji zostały pozbawione wynikających z niej praw. Prezydent, mężczyzna, zdecydował za kobiety i wypowiedział Konwencję Stambulską, mimo rosnącej skali przemocy domowej. Mimo, że według oficjalnych statystyk w Turcji z rąk partnerów i krewnych umiera rocznie kilkaset kobiet, a organizacje pozarządowe podkreślają, że rzeczywistość jest jeszcze bardziej przerażająca. Decyzja tureckich władz musi być sygnałem ostrzegawczym dla Unii Europejskiej, bo w jej państwach członkowskich, w tym w Polsce, Konwencja też jest zagrożona. Sejm zagłosuje 30 marca nad przekazaniem do prac w komisjach projektu „Tak dla rodziny, nie dla gender”, zakładającego jej wypowiedzenie. To kolejna, po oczekującym na rozpoznanie wniosku premiera do Trybunału Konstytucyjnego, próba zdyskredytowania i podważenia Konwencji. Wyrażając solidarność z Turczynkami, solidaryzujmy się też w obronie Konwencji Stambulskiej w Polsce i postulujmy jej ratyfikację przez UE. Pokażmy, że trzymamy stronę kobiet.

Przerażające jest to, że w XXI wieku nadal mówimy o prawach kobiet w kontekście praw mniejszości.

To jest faktycznie fenomen, że kobiety stanowiąc większość, nadal mówią głosem mniejszości. Ten fenomen nie wynika ze specyfiki tej grupy, ale raczej z katalogu i charakteru praw, które są naruszane. Mówiłyśmy już o przemocy wobec kobiet, o prawach reprodukcyjnych, o sytuacji na rynku pracy. Wiele kobiet doświadcza dyskryminacji krzyżowej, czyli wynikającej nie tylko z tego, że są kobietami, ale również z tego, że mieszkają na wsi, są osobami z niepełnosprawnościami, są bezrobotne, starsze. I wiele osób tych sytuacji nie dostrzega. Ile osób wie, że w XXI wieku głucha kobieta musi iść do lekarza ze swoim dzieckiem, bo w przeciwnym razie nie porozumie się z tym lekarzem? Że kobieta z niepełnosprawnością ruchową musi być na fotel ginekologiczny wnoszona przez lekarza, recepcjonistkę i pielęgniarkę, inaczej nie można jej zbadać, bo brak odpowiedniego wyposażenia gabinetu? Kobiety nieheteronormatywne, Romki, uchodźczynie doznają ogromnej fali nienawiści, nie tylko w sieci, ale też coraz częściej w postaci ataków przemocy fizycznej na ulicy. Ta lista spraw niezałatwionych jest bardzo długa, a charakter tych spraw powinien nam dawać do myślenia! W lutym miała miejsce sesja plenarna Parlamentu Europejskiego, na której dyskutowano o prawach kobiet w kontekście 25. rocznicy przyjęcia Platformy Pekińskiej. Czytając dokumenty przyjęte w 1995 roku na konferencji ONZ w sprawie kobiet, Deklarację Pekińską i Platformę Działania[2], mam niestety wrażenie, że niewiele się zmieniło, a wymienione w dokumentach postulaty i rekomendacje są nadal bardzo aktualne.

Z gatunku political fiction. I have a dream… Prawa Kobiet w Polsce 2030. Jak chciałaby Pani, żeby wyglądały i co by się musiało wydarzyć?

Hmm.. Pewnie musiałaby się wydarzyć rewolucja, a szczególnie rewolucja w głowach polityków liberalnej banki, którzy nadal nie potrafią zrozumieć podstawowych rzeczy. Mówię tutaj o całej opozycji, począwszy od tych, którzy twierdzą, że o prawach człowieka można dyskutować w referendum, po tych, którzy chętnie mówią o prawach kobiet, ale nie są w tym niestety wiarygodni. Marzy mi się, żeby każda osoba, bez względu na swoją płeć czy orientacją seksualną, mogła realizować swoje cele i spełniać swoje marzenia. Żeby mogła podejmować autonomiczne decyzje, niepodyktowane przymusem, stereotypami, czynnikami zewnętrznymi czy oczekiwaniami otoczenia.

A to i tak już bardzo dużo. Parodiując klasykę polskiej kinematografii, możemy stwierdzić, ze Unia Europejska jest kobietą, więc jeszcze jedno pytanie o Unię. Jakimi sprawami ważnymi dla Polski zajmuje się Pani w Parlamencie Europejskim? Jakie ma Pani plany polityczne na najbliższy okres?

Weszłam do polityki całkiem niedawno, bo w marcu 2019. Wcześniej działałam w tych samych obszarach, ale z pozycji aktywistki, prawniczki, urzędniczki, legislatorki, akademiczki, Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. I ta ponad 20-letnia działalność miała jeden wspólny mianownik – moje wartości i standardy, cele i priorytety, dotyczące praw człowieka. Od początku realizacji mojego mandatu w Parlamencie Europejskim zaczęłam również działać także na rzecz praw zwierząt. Sama jestem weganką. I to nie jest kwestia diety, ale całego stylu życia opierającego się na założeniu, że zwierzęta nie są na świecie dla człowieka, a my, ludzie, nie mamy prawa ich eksploatować, wykorzystywać, zabijać. Prawa człowieka i prawa zwierząt to są moje dwa priorytety na tę kadencję. Chcę przede wszystkim inicjować debatę publiczną w tych obszarach i zmieniać kierunek tej debaty. Proszę zobaczyć, w jaki sposób dyskutujemy o katastrofie klimatycznej: mówimy o energii czy o transporcie, ale mało kto zwraca uwagę na rolnictwo przemysłowe. Podnoszę ten temat przy każdej możliwej okazji i staram otwierać ludziom oczy na kwestie, które od dawna powinny być oczywiste w Parlamencie Europejskim. Próbuję mobilizować do działania Komisję Europejską. Minął już ponad rok, od kiedy Ursula von der Leyen powołała swoją Komisję, a nic zupełnie nie wydarzyło się w tematyce zwalczania przemocy wobec kobiet. A obiecywano wiele: przyspieszenie ratyfikacji Konwencji Stambulskiej, wpisanie przemocy wobec kobiet do katalogu przestępstw unijnych, systemowe, ważne zmiany. To wszystko Ursula von der Leyen osobiście zadeklarowała mi podczas naszego roboczego spotkania przed jej wyborem na Przewodniczącą KE. Ponieważ nic nie zrobiła, w zeszłym roku z okazji 16 dni przeciw przemocy wobec kobiet wystosowałam do niej kilkudziesięciostronicowy list z mapą drogowa właśnie w sprawie przeciwdziałania przemocy wobec kobiet. Ten list podpisało 75 posłów i posłanek, ale też, z czego jestem wyjątkowo dumna, prawie 60 tysięcy osób z Polski. To pokazuje, jak naprawdę istotny jest to problem i że Komisja powinna w końcu wziąć się do roboty. W ten sposób działam i będę działać: monitorując działania Komisji, wychodząc z konkretnymi propozycjami, zwracając uwagę na potrzebę podjęcia pewnych działań. I przesuwając granicę debaty publicznej. Bo czas na zmiany i w obszarze praw człowieka, i w obszarze praw zwierząt.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

[1] „Nie jesteśmy świrami, wariatami, którzy mówią, że aborcja ma być na pstryknięcie. To jest absolutnie nadużycie” – oświadczył Jerzy Owsiak, dodając, że nie zgadza się z „tą najnowszą ustawą”, która jest „restrykcyjna, nie powstała w wyniku żadnego dialogu”.

[2] Dokumenty przyjęte na IV Światowej Konferencji w sprawie Kobiet pod egidą ONZ, która miała miejsce w Pekinie w dniach 4–15 września 1995 roku.

W dniu Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy mBanku Fundacja „Rozwój TAK – Odkrywki NIE” wezwała bank do aktualizacji polityki klimatycznej, deklaracji osiągnięcia neutralności swojego portfela inwestycyjnego oraz kredytowego do 2050 roku, określenia celów redukcji emisji finansowanych do 2030 roku i raportowania emisji SCOPE 3. mBank powinien pójść za przykładem Santander Bank Polska, który zaostrzył ostatnio swoją politykę klimatyczną i raportuje emisje gazów cieplarnianych SCOPE 3. Choć przed Santanderem jeszcze dużo pracy, zostawia w tyle klimatycznych maruderów takich, jak mBank.

24 marca 2021 roku, podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy mBanku, akcjonariusz mniejszościowy Jakub Gogolewski zadał zarządowi szereg pytań dotyczących polityki klimatycznej. Pytał m.in., w jaki sposób mBank zapewnia zgodność swojego portfela kredytowego, a zwłaszcza nowych pożyczek korporacyjnych na cele ogólne oraz wsparcie w emisji obligacji korporacyjnych z celami porozumienia paryskiego? Czy mBank ma ambicje osiągnąć neutralność klimatyczną swojego portfela klimatycznego do 2050 roku?

Pod koniec lutego 2020 mBank udzielił pożyczki jednemu z największych producentów maszyn górniczych na świecie. Czy mBank ma kryteria określające przyznawanie kredytów dla spółek, których dochody zależą w znacznym stopniu od branż wysokoemisyjnych oraz górnictwa węgla kamiennego i brunatnego?

— mBank, po państwowych Pekao S.A., Alior i PKO BP, jest bankiem, który najdalej odstaje od klimatycznych liderów. Wciąż nie zadeklarował osiągnięcia neutralności swojego portfela inwestycyjnego oraz kredytowego do 2050 roku, nie ma określonych celów redukcji emisji finansowanych do 2030 roku i nie raportuje nawet emisji SCOPE 3. Jego polityka umożliwia dalej finansowanie spółek planujących i budujących nowe kopalnie węglowe. Nie ogranicza finansowania obecnych klientów węglowych, których działania nie są zgodne z celami porozumienia paryskiego — komentuje Kuba Gogolewski kampanier finansowy w Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”. —  Ostatnie zobowiązania banku dotyczące klimatu pochodzą z 2019 roku[1]. Czas na aktualizację polityki klimatycznej. mBank powinien pójść w ślady Santandera, którego walne odbyło się dwa dni wcześniej. Choć przed nim też wiele pozostaje do zrobienia, Santander Bank Polska poczynił krok we właściwą stronę.

Santander aktualizuje politykę klimatyczną

Pod koniec lutego 2021 Banco Santander przyjął aktualizację swojej polityki klimatycznej [2]. Bank planuje do 2030 roku w pełni dostosować swój portfel w sektorze energetycznym do wymogów porozumienia paryskiego[3]. Zobowiązanie o zakończeniu związków z górnictwem węgla kamiennego i brunatnego do 2030 ogłosił już w czerwcu 2020 roku prezes Santander Bank Polska.

Aktualizacja polityki Banco Santander nie zamyka jednak drogi Santander Bank Polska do dalszego finansowania spółek węglowych takich jak PGE, Tauron, czy Enea, które wciąż nie podały dat odejścia od węgla zgodnych z celami porozumienia paryskiego oraz celami nowej polityki klimatycznej Banco Santander. Umożliwia też finansowanie i udział w emisji obligacji korporacyjnych spółek, które nie prowadzą obecnie działalności w sektorze węglowym, ale planują lub budują nowe kopalnie węglowe. W Polsce takimi spółkami są między innymi ECI Group planująca budowę kopalni węgla energetycznego na złożu Brzezinka 3 w Myślenicach, czy Nexano Minerals sp. z o.o. budująca kopalnię węgla kamiennego na złożu Heddi 2 na Dolnym Śląsku.
Do końca maja 2021 Santander Bank Polska zobowiązał się natomiast do publikacji aktualizacji polityki środowiskowej zawierającej uszczegółowienie dotyczące praktyki banku związanego z kredytowaniem oraz świadczeniem innych usług finansowych pod względem wpływu na klimat.

Raportowanie śladu węglowego banków

Prezes Santander Bank Polska Michał Gajewski, odpowiadając na pytania akcjonariusza podczas Walnego Zebrania Akcjonariuszy 22 marca, doprecyzował, że od 2019 roku SBP częściowo raportuje emisje finansowane (SCOPE 3), obejmujące ok. 80% bazy klientów banku i że spadły one o 3% roku do roku w okresie 2018-2019. Do końca czerwca 2021 Santander Bank Polska opublikuje dane za 2020 rok, zaś od 2022 będzie w pełni raportował emisji gazów cieplarnianych klientów banku.
Tymczasem mBank raportuje emisje gazów cieplarnianych tylko dla zasięgów 1 i 2, nie uwzględniając najistotniejszego zakresu 3 (SCOPE 3), który określa poziom emisji finansowanych powstałych w całym łańcuchu wartości.

Objaśnienia:
  1. Polityka mBanku z kwietnia 2019 wyklucza m.in. możliwość finansowania budowy kopalni węgla oraz ograniczała możliwości finansowania energetyki węglowej. Rozszerzeniem tej decyzji było wprowadzenie od 1 listopada 2019 roku Polityki kredytowej dotyczącej branż istotnych z punktu widzenia polityki klimatycznej UE. Polityka ta w jeszcze większym stopniu ograniczyła możliwość finansowania wysokoemisyjnych przedsięwzięć oraz wskazała obszary preferowane do finansowania w banku.
  2. Oznacza to między innymi zakończenie świadczenia usług finansowych klientom z sektora energetycznego, którzy czerpać będą 10% lub więcej przychodów ze spalania węgla energetycznego. Banco Santander planuje także do 2030 roku całkowicie wyeliminować górnictwo węgla kamiennego i brunatnego ze swojego portfela kredytowego oraz inwestycyjnego oraz wszystkich spółek zależnych.
  3. Banco Santander ujawni dalsze szczegółowe informacje na temat mapy drogowej do neutralności klimatycznej w 2050 roku w raporcie Climate Finance, który zostanie opublikowany nieco później w 2021 roku. Do końca września 2022 roku ujawni także cele redukcji w innych istotnych pod względem emisji sektorach, w tym między innymi sektorze wydobycia, transportu i przetwórstwa ropy i gazu.
Najnowsze śledztwo organizacji Compassion in World Farming Polska na szkockich fermach łososi ujawnia koszmarne warunki, w jakich trzymane są te ryby. Cierpią nie tylko zwierzęta, ale i środowisko. Polska jest 5. największym importerem szkockiego łososia w Europie, 8. na świecie. Compassion wzywa do pilnego moratorium na dalszą ekspansję tego przemysłu oraz kwestionuje samą hodowlę dzikich, wędrownych ryb, takich jak łosoś.

Compassion_Podsumowanie raportu

Łososie zjadane żywcem przez wszy morskie, zdeformowane, umierające jeszcze przed samym ubojem: taka jest rzeczywistość hodowli łososia w Szkocji, do której dotarli śledczy fundacji Compassion in World Farming. Wyniki śledztwa, przeprowadzonego na 22 fermach szkockiego łososia opublikowane zostały w raporcie „Podwodne klatki, pasożyty i martwe ryby: dlaczego konieczne jest moratorium na rozwój hodowli łososia w Szkocji”. Śledztwo możliwe było dzięki użyciu dronów, na sześciu fermach ujęcia robili również pod wodą nurkowie. Wideo ze śledztwa obejrzeć można na kanale Youtube Compassion Polska.

Materiał filmowy pokazuje łososie z deformacjami i chorobami, bez oczu i z brakującymi dużymi kawałkami ciała i skóry – komentuje Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion Polska, polskiego oddziału Compassion in the World Farming – Ryby są zjadane żywcem przez wszy morskie i szacujemy, że co czwarty łosoś nie dożywa momentu uboju. Skalą ich cierpienia byli wstrząśnięci sami śledczy.

Szkocja to trzeci największy światowy producent łososia. Wedle danych z 2019 roku, wyhodowano ich tam ich 38 milionów – czyli tyle, ile jest obecnie obywateli i obywatelek Polski. Polska pojawia się w tym kontekście nieprzypadkowo: nasz kraj jest 5. największym importerem szkockiego łososia w Europie.
Hodowla łososia okazuje się być wyjątkowo okrutną dla łososi, ale również szkodliwą dla środowiska. Odpady organiczne i chemiczne ze szkockich ferm łososia zmieniają skład chemiczny osadów na dnie morza i zabijają tam życie morskie. Ponadto hodowla ryb mięsożernych, takich jak łosoś, jest odpowiedzialna za znaczną część przemysłowych połowów naszych zdziesiątkowanych oceanów. Miliony ton dziko odławianych ryb przetwarza się na mączkę rybną i olej rybny, by karmić nimi ryby w intensywnych hodowlach. Na wyżywienie jednego łososia trafiającego na nasz stół, potrzeba nawet do 350 innych ryb.

Wzywamy rząd Szkocji do wprowadzenia moratorium, które zatrzyma ekspansję hodowli szkockiego łososia – mówi Krzysztof Wojtas, dyrektor zespołu ds. dobrostanu ryb i ochrony środowiska wodnego w fundacji Compassion Polska i Compassion in World Farming International – Zamknięcie mięsożernych gatunków w podwodnych klatkach i uszczuplanie naszych oceanów o dzikie ryby, aby je karmić, to czyste szaleństwo. Dlatego kwestionujemy również, czy hodowla zasadniczo dzikich, wędrownych ryb, takich jak łosoś, może mieć jakiekolwiek miejsce w zrównoważonym systemie żywnościowym.

Postulaty Compassion Polska i 30 innych organizacji, apelujących o moratorium na hodowlę szkockiego łososia można wesprzeć poprzez podpisanie listu do szkockiego rządu. Zrobić można to na stronie www.ciwf.pl/lososie/

Źródło: Compassion Polska


 

Organizacje, ruchy ekologiczne i naukowcy oraz parlamentarzyści z całej Polski i Niemiec opublikowali wspólną deklarację sprzeciwiając się planom regulacji Odry na potrzeby rozwoju żeglugi śródlądowej pod pretekstem ochrony przeciwpowodziowej.

Wspólna deklaracja skierowana jest do rządów Niemiec i Polski, a także do Banku Światowego, Banku Rozwoju Rady Europy (CEB) i Komisji Europejskiej, które nie wywiązują się z egzekwowania europejskich przepisów dotyczących ochrony środowiska i przyrody. Komisja Europejska musi zapewnić, że – finansowane z pieniędzy europejskich – działania realizacji planów regulacji Odry w Polsce, Niemczech oraz w Republice Czeskiej na potrzeby rozwoju żeglugi śródlądowej, nie naruszą założeń Europejskiego Zielonego Ładu i unijnej strategii różnorodności biologicznej na 2030 r.

Odra to jedna z ostatnich dużych, w dużej części wolno płynących rzek w Europie. Otoczona nietkniętymi i różnorodnymi biologicznie równinami zalewowymi, bez większych przeszkód ,na odcinku około 500 kilometrów płynie do Morza Bałtyckiego. Rządy Polski i Niemiec od lat planują na Odrze działania mające na celu rzekome zwiększenie ochrony przeciwpowodziowej. Jednak realizacja planów nie tylko zwiększyłaby ryzyko powodzi, ale również – poprzez realizację polskiej strategii rozwoju żeglugi śródlądowej – regulacja Odry przekształci ją w międzynarodową drogę wodną. Już zatwierdzone plany naruszają prawo unijne w zakresie ochrony środowiska, grożą zniszczeniem obszarów chronionych i ich naturalnych krajobrazów, a także zagrażają gatunkom i ekosystemom.

„Staje się jasne, że to nie ochrona przeciwpowodziowa i nie interes publiczny, ale rozwój żeglugi śródlądowej i osobistych interesów jest powodem planów regulacji Odry po polskiej stronie” – mówi Iwona Krępic, Przewodnicząca Stepnickiej Organizacji Turystycznej „Nie tylko dla Orłów” (SOT).
„W związku z tym w celu podniesienia świadomości społecznej, przekazaliśmy petycję dotyczącą związanych z tymi planami zagrożeń dla bezpieczeństwa ludzi, rzeki i jej ekosystemów oraz wzywając Komisję Europejską – jako ponadnarodowego strażnika traktatów UE – do działania i egzekwowania prawa podważonego przez projekty regulacji Odry”.

„Niemiecki rząd federalny reaguje na obawy o naszą rzekę, mówiąc nam, że nie ma zamiaru regulować Odry dla rozwinięcia gospodarczej żeglugi śródlądowej i mówi o działaniach konserwacyjnych rzeki oraz mających na celu zwiększenie ochrony przeciwpowodziowej. Jednak jego obowiązkiem jest również podjęcie kroków prawnych w celu uniknięcia negatywnych skutków regulacji rzeki przeprowadzonej po stronie polskiej ” – mówi Florian Schöne, dyrektor polityczny Niemieckiej Ligi na Rzecz Przyrody i Środowiska (DNR). „Ekosystemy nie znają granic narodowych. Każda interwencja – bez względu na to, po której stronie przeprowadzona – będzie miała wpływ na całą rzekę. Niemcy nie mogą ignorować swojej odpowiedzialności. Dlatego kolejnym krokiem powinna być skarga do Komisji Europejskiej i podjęcie odpowiednich kroków prawnych”.

Zobowiązania finansowe wobec Banku Światowego, CEB i UE zostały podjęte w celu zwiększenia ochrony przeciwpowodziowej. Udowodniono jednak, że – wbrew oficjalnym założeniom projektu – zagrożenie powodziowe może wzrosnąć. Dodatkowo istnieje uzasadnione podejrzenie, że tzw. Projekt Ochrony Przeciwpowodziowej Odry i Wisły służy przede wszystkim interesom gospodarczym kilku firm. Plany te naruszają zatem warunki finansowania i wymagają wszczęcia śledztwa. Organizacje ekologiczne
skierowały pisma do Komisji Europejskiej, Banku Światowego i CEB, jednak dochodzenie w tej sprawie nie zostało wszczęte.

„Komisja Europejska nie powinna finansować projektu, który nie jest zgodny z ramami prawnymi UE
i jest niezgodny z założeniami Europejskiego Zielonego Ładu oraz unijną strategią różnorodności biologicznej do 2030 r.” – mówi Ska Keller, wiceprezydent The Green / EFA w Parlamencie Europejskim. „Wzywamy zatem Bank Światowy, Bank Rozwoju Rady Europy i Komisję Europejską do krytycznego zbadania, na realizację jakich działań faktycznie wykorzystuje się ich fundusze, a także do podjęcia wymaganych kroków prawnych, aby powstrzymać ewentualne nadużycia”.

Treść wspólnej polsko-niemieckiej deklaracji w sprawie regulacji Odry

Więcej informacji:

IGB (2020): „Plany rozwoju Odry stwarzają zagrożenie dla przyrody i zrównoważonego użytkowania”. IGB Policy Brief, Leibniz Institute of Freshwater Ecology and Inland Fisheries, Berlin, Niemcy, DOI: https://dx.doi.org/10.4126/FRL01-006424698

Panel Kontrolny Banku Światowego (2019): „Poland: Odra-Vistula Flood Management Project (P147460)”, sprawa – 135, online: https://inspectionpanel.org/panel-cases/odra-vistula-flood-management-project- p147460

Projekt ochrony przeciwpowodziowej Banku Światowego na odcinku Odra-Wisła dla Polski, online: https://projects.worldbank.org/en/projects-operations/project-detail/P147460?lang=en

Największe na świecie towarzystwo reasekuracyjne  Swiss Re, ogłosiło nowe cele klimatyczne. Z punktu widzenia toczących się w Polsce dyskusji o tempie wygaszania górnictwa oraz energetyki węglowej, kluczowy jest plan całkowitej eliminacji węgla energetycznego z reasekuracji obligatoryjnej [1] do 2030 roku w krajach OECD.

Reasekuracja[2] to odstąpienie przez ubezpieczyciela części lub całości ubezpieczonego ryzyka innemu podmiotowi. Inaczej mówiąc, towarzystwa reasekuracyjne ubezpieczają ubezpieczycieli. Jeśli wprowadzą politykę eliminacji węgla, reasekurowane przez nie towarzystwa ubezpieczeniowe tracą możliwość włączania kopalni i elektrowni do swoich umów objętych reasekuracją obligatoryjną.

Kopalnie i elektrownie, których nie ma kto ubezpieczać, same będą musiały ponosić koszty awarii, pożarów oraz wszelkich innych zdarzeń losowych łącznie z kosztami usuwania szkód w środowisku. Dlatego każda wiadomość taka jak ta od Swiss Re powinna cieszyć wszystkich, którym na sercu leżą problemy klimatyczne. Oznacza wzrost kosztów wytwarzania energetyki węglowej, co umożliwia przynajmniej częściową internalizację kosztów zewnętrznych do tej pory przerzucanych na społeczeństwo.

Lindsay Keenan, koordynator europejskiej międzynarodowej Koalicji Insure Our Future, której członkiem jest Fundacja „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”, tak skomentowała rewelacje Swiss Re:

„Z radością przyjmujemy zobowiązanie Swiss Re do pełnego wyeliminowania węgla energetycznego z reasekuracji obligatoryjnej. Wzywamy wszystkich innych reasekuratorów do podjęcia analogicznych kroków. Reasekuracja obligatoryjna to bardzo duża część biznesu reasekuracyjnego, która do tej pory stanowiła furtkę do dalszego ubezpieczania sektora węglowego. Ogłoszona polityka Swiss Re to nowy standard, do którego reszta branży powinna jak najszybciej dorównać”.

Członkowie koalicji Insure Our Future na początku marca napisali do 10 największych światowych towarzystw reasekuracyjnych. Wezwali je do podjęcia działania i wykluczenia węgla energetycznego z reasekuracji obligatoryjnej. Swiss Re, odpowiedziało publikacją nowej polityki, dodając: „dzielimy Waszą troskę o konieczność jak najszybszego wyeliminowania ryzyka reasekuracji węgla, które mogłoby podważyć postęp osiągnięty w obszarach reasekuracji bezpośredniej oraz fakultatywnej”.

Teraz kiedy Swiss Re ogłosił klarowne zobowiązanie, koalicja Insure Our Future wzywa Munich Re, Hannover Re, SCOR, Berkshire Hathaway, Lloyd’s of London, MAPFRE oraz Vienna Insurance Group by szybko poszły w jego ślady.

Kolejne rozstania z brudnym paliwem

Wraz z aktualizacją polityki klimatycznej największego hiszpańskiego towarzystwa ubezpieczeniowego MAPFRE w piątek 12 marca rośnie grono gigantów reasekuracji ogłaszających wygaszenie świadczenia usług dla spółek sektora węglowego.

Kuba Gogolewski, kampanier finansowy Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE” komentuje:

„Poprawne wdrożenie polityk Swiss Re oraz MAPFRE oznaczać będzie trzęsienie ziemi dla spółek planujących wydobycie i spalania węgla w Unii Europejskiej po 2030 roku. Wzrośnie także presja na zakończenie ubezpieczania węgla do 2030 przez największe polskie towarzystwo ubezpieczeniowe PZU. Grupa poinformowała niedawno, że zamierza wkrótce przyjąć nową strategię zrównoważonego rozwoju. Jako minimum musi ona zawierać zobowiązania o wycofaniu się z ubezpieczania nowych kopalni węglowych oraz spółek nieposiadających strategii eliminacji wydobycia i spalania węgla do 2030 roku”.

Objaśnienia:
  1. Towarzystwa reasekuracyjne oferują ochronę ubezpieczeniową poprzez dwa rodzaje polis: reasekurację fakultatywną i obligatoryjną. Fakultatywna obejmuje ubezpieczenie lub reasekurację określonego ryzyka, lub zestawu ryzyk na przykład budowę określonej elektrowni. Obligatoryjna obejmuje wszystkie ryzyka określonego typu lub o określonych parametrach np. portfel nieruchomości danego ubezpieczyciela w danym kraju. Do tej pory towarzystwa reasekuracyjne, które odpowiedzialne są za 56% światowego rynku reasekuracji, przyjęły ograniczenia obejmujące reasekurację fakultatywną dla projektów lub spółek z sektora węglowego. Swiss Re jest pierwszym, które ogłosiło eliminację węgla energetycznego z reasekuracji obligatoryjnej.
  2. Więcej informacji o reasekuracji sektora węglowego można znaleźć w publikacji Wyzwania dla reasekuracji sektora węglowego

Źródło: Fundacja Rozwój TAK – Odkrywki NIE

Fundacja „Rozwój TAK – Odkrywki NIE” zaprasza na konferencję poświęconą odtwarzaniu zasobów wodnych w regionach węglowych Wielkopolski Wschodniej i Bełchatowa. Konferencja odbędzie się online 29 marca 2021, w godz.12:00 – 15:00.

Kwestie rekultywacji kopalni w tych dwóch regionach łączą się za sprawą Warty. Zlewnia tej rzeki cierpi od dekad z powodu odwodnień górniczych i coraz silniejszych susz. To właśnie z niej ma być pobierana woda na rekultywację zagłębi węglowych Konin-Turek i Bełchatów.

– Zakończenie trwającej od kilkudziesięciu lat eksploatacji węgla brunatnego w kopalniach odkrywkowych Bełchatów i Szczerców w najbliższych latach to początek rekultywacji największych i najgłębszych w Polsce wyrobisk – komentuje hydrogeolog dr Sylwester Kraśnicki, jeden z prelegentów. – Aby zrekultywować te wyrobiska poeksploatacyjne, należy wypełnić je wodami podziemnymi oraz powierzchniowymi z Warty. Proces ten będzie trwać przynajmniej kilkadziesiąt lat i będzie znacząco oddziaływać na zasoby wodne tej rzeki. Ponadto, nałożą się na nie skutki zmian klimatu, które będą dodatkowo zmniejszały zasoby wodne Warty.

Dlatego konieczne jest rozpoczęcie planowania, jak przywrócić wodę na terenach dotkniętych suszą i oddziaływaniem górnictwa, a jednocześnie uniknąć negatywnych zmian na innych obszarach.

– Temat wody jest zupełnie nieobecny w rozmowach o transformacji w województwie łódzkim. Chcemy to zmienić. Na tych terenach deficyt wód jest bardzo poważny, a grunty są wysoce narażone na suszę. Dlatego przemyślane zaplanowanie rekultywacji jest tak istotne – komentuje Katarzyna Czupryniak, ekspertka ds. wody w Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE” – Region węglowy Bełchatowa może pójść śladem Wielkopolski Wschodniej i zadbać o przywrócenie zasobów wodnych na osuszonych przez górnictwo obszarach, aby transformacja była w pełni sprawiedliwa i przyniosła długofalowe, pozytywne efekty dla regionu. Zagadnienia wodne powinny zostać ujęte w Terytorialnych Planach Sprawiedliwej Transformacji obu regionów, aby zapewnione zostało finansowanie niezbędnych działań. Ważnym potencjalnym źródłem finansowania jest też Krajowy Plan Odbudowy.

Konferencja jest jednocześnie inauguracją naszej tegorocznej kampanii #RazemDlaWody, którą chcemy zwrócić uwagę na problem braku odpowiednich regulacji prawnych dotyczących odwodnień górniczych, prowadzący do gigantycznego poboru i marnowania wód podziemnych przez kopalnie węgla na terenach zagrożonych suszą i stepowieniem.

Prelegenci:

  • dr Bogumił Nowak, dyrektor RZGW w Poznaniu,
  • prof. Maciej Zalewski, kierownik Katedry Ekologii Stosowanej na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego,
  • Krzysztof Gara, przyrodnik z Zespołu Sieradzkich Parków Krajobrazowych,
  • dr Sylwester Kraśnicki, hydrogeolog,
  • Zbigniew Tynenski, Centrum Zrównoważonego Rozwoju,
  • Maciej Sytek, Prezes Agencji Rozwoju Regionalnego w Koninie.

Moderacja: Szymon Bujalski

Patronat medialny: Teraz Środowisko, Portal LM

Program konferencji do pobrania. Rejestracja do udziału w konferencji na platformie zoom. Osoby niezarejestrowane będą mogły śledzić wydarzenie na Facebooku.

Organizatorzy: Fundacja Rozwój TAK – Odkrywki NIE, Centrum Zrównoważonego Rozwoju.

Źródło: Fundacja Rozwój TAK – Odkrywki NIE