Malowniczo meandrująca przez północne Mazowsze rzeka Wkra, objęta ochroną jako obszar Natura 2000, w okolicach Zielunia przepływa w bezpośrednim sąsiedztwie gigantycznych ferm drobiu. To tu, w największym polskim zagłębiu drobiu, podczas spływu kajakowego aktywiści i aktywistki Greenpeace rozłożyli olbrzymi transparent z hasłem „Fermy niszczą przyrodę”. W ten sposób protestowali przeciw ekspansji ferm przemysłowych, która nie tylko przyczynia się do błyskawicznego rozwoju ptasiej grypy, ale również zagraża ludziom i niszczy cenne przyrodniczo obszary.

Mamy do czynienia z epidemią ferm przemysłowych. To ona jest odpowiedzialna za rozprzestrzeniania się wirusa ptasiej grypy. Ale nawet kiedy grypa się skończy, problem pozostanie: nadmierna ekspansja ferm przemysłowych, związany z nią smród, zanieczyszczenie wody, gleby i powietrza, niszczą tutejszą wyjątkową przyrodę. Blokuje to rozwój lokalny, który mógłby się opierać się na walorach przyrodniczych regionu. Domagamy się od ministra rolnictwa i rozwoju wsi Grzegorza Pudy, by jak najszybciej zakończył ekspansję ferm przemysłowych – powiedziała Dominika Sokołowska z Greenpeace.

Nieoficjalne dane wskazują, że ofiarami ptasiej grypy w tym roku padło już ponad 20 mln kur, można by nimi wypełnić aż 14 basenów olimpijskich. System utylizacji padniętych ptaków przestał być funkcjonalny, dlatego pojawiła się propozycja, by w gminach naprędce powstawały tzw. grzebowiska, przeciwko którym protestują mieszkańcy. Minister w swoich wypowiedziach skupia się jednak głównie na tym, jak zlikwidować skutki epidemii i wpompować miliony w reanimację szkodliwego biznesu masowego chowu kur. W ten sposób toruje drogę do kolejnych problemów. Należy pilnie podjąć prace nad zakończeniem ekspansji ferm przemysłowych i realnym wsparciem dla rozwoju ekologicznych gospodarstw rolnych.

Ptasia grypa odsłania koszmar, jakim jest współczesna masowa hodowla ptaków i innych zwierząt. To tylko soczewka, która pozwala nam lepiej zobaczyć, do czego prowadzi chów przemysłowy, jak ogromny negatywny wpływ wywiera on na nasze zdrowie i zdrowie przyrody. Fermy przemysłowe niszczą naszą przyszłość – dodaje Dominika Sokołowska.

Już w środę rozpocznie się spotkanie unijnej rady ds. rolnictwa, które dotyczyć będzie reformy Wspólnej Polityki Rolnej. Obecny projekt Wspólnej Polityki Rolnej zakłada dalsze wsparcie dla chowu przemysłowego. Greenpeace domaga się odrzucenia proponowanej unijnej polityki rolnej i przygotowania takich rozwiązań, w których pieniądze publiczne nie będą dalej na to przeznaczane.

Choć ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, wszystko wskazuje na to, że nowa WPR zakończy się porażką dla rolników, ludzi, środowiska i klimatu. Politycy mają narzędzia, żeby zapobiec nadciągającej katastrofie, ale pod naciskiem lobby chowu przemysłowego opowiadają się za przedłużeniem obecnego systemu, który wspiera biznes ferm przemysłowych, a nie rolnictwo – mówi Dominika Sokołowska.

Politycy mówią o tym, że polityka rolna wspiera ekologię i ochronę środowiska, małe i rodzinne gospodarstwa rolne, ale tak naprawdę to, co proponuje nowy kształt Wspólnej Polityki Rolnej to malowanie na zielono systemu, który niszczy naszą przyszłość – dodaje Sokołowska.

Źródło: Greenpeace


 

Według raportu IPCC europejski system żywnościowy jest odpowiedzialny nawet za 37% emisji gazów cieplarnianych kontynentu. Dofinansowanie w ramach Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) mogłoby być szansą na transformację rolnictwa w model odpowiedzialny społecznie i środowiskowo. Wszystko jednak wskazuje na to, że aktualna reforma WPR nie przybliży Europy do neutralności klimatycznej. 

21 maja w całej UE odbyły się protesty pod hasłem „Odrzucić reformę WPR” (#WithdrawTheCAP). Organizacje obywatelskie i aktywiści klimatyczni sprzeciwiali się przyjęciu reformy w wersji, którą przegłosował Parlament Europejski w październiku 2020. Ich zdaniem jest ona sprzeczna z celami i założeniami Europejskiego Zielonego Ładu i uniemożliwia osiągnięcie neutralności klimatycznej UE do 2050 roku. Moment jest kluczowy, ponieważ 25 i 26 maja odbędą się w Brukseli ostateczne rozmowy trójstronne – pomiędzy członkami Rady Europy, Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej –  które zdecydują między innymi, ile pieniędzy przeznaczone zostanie na zgodne z celami klimatycznymi ekoschematy, oraz jak restrykcyjne dla rolników będą warunki otrzymywania płatności.

Frans Timmermans i aktywiści klimatyczni, z Gretą Thunberg na czele, są zgodni jeśli chodzi o wizję transformacji rolnictwa w kierunku odpowiedzialności za klimat i środowisko: zmiany nie wyłonią się z negocjacji polityków z lobbystami. Zmiany są możliwe, bo w związku z kryzysem – klimatycznym i bioróżnorodności – transformacja modelu rolnictwa stała się niezbędna i jest coraz istotniejsza dla szerokiej opinii publicznej. Jednak, podczas gdy aktywiści wzywają do odrzucenia projektu reformy WPR (#WithdrawTheCap), Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji odpowiedzialny za realizację Europejskiego Zielonego Ładu (EZŁ), twierdzi, że nie ma wystarczającego poparcia, by postulować jej odrzucenie. Nowa WPR natomiast ma szansę być zaprzeczeniem celów zielonego ładu.

Jeśli ambicje środowiskowe Wspólnej Polityki Rolnej zostaną osłabione, a posiadanie gruntów nadal będzie najistotniejszym kryterium dla otrzymania płatności, wsparcie ponownie uzyska wielkopowierzchniowe, intensywne rolnictwo przemysłowe, które w najwyższym stopniu przyczynia się do niszczenia ekosystemów (a co za tym idzie, zagłady różnorodności biologicznej) i zanieczyszczania gleb, wód, powietrza i żywności pozostałościami chemicznych środków ochrony roślin i nawozów. Ponadto moment wejścia w życie nowej polityki rolnej, która miała obowiązywać w latach 2021-27, wciąż odsuwany jest w przyszłość. Aktualnie rozpoczęcie jej realizacji planowane jest na 2023 rok, przy czym dwa pierwsze lata mają być okresem przejściowym. Jeśli więc nawet uda się włączyć do WPR narzędzia, w których warunkiem uzyskania płatności jest osiągnięcie konkretnych, mierzalnych celów środowiskowych, w pełni będą one obowiązywać jedynie przez dwa lata.

Aktywiści reprezentujący głos dużej części europejskiego społeczeństwa wzywają przewodniczącą Komisji Europejskiej, Ursulę von der Leyen, do obrony WPR, która:

✓ wesprze transformację w duchu agroekologii – wynagrodzi rolników, którzy poprzez zrównoważone praktyki (redukcja użycia pestycydów, zapewnienie w gospodarstwach nieużytkowanej rolniczo przestrzeni “dla natury”, etc.) dbają o środowisko, dobrostan zwierząt i dostarczają żywności wysokiej jakości;
✓ skończy ze szkodliwymi płatnościami, np. wsparciem dla przemysłowej produkcji zwierzęcej czy niezrównoważonych praktyk nawadniania;
✓ ustanowi jasne cele środowiskowe, między innymi w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych czy użycia pestycydów. Krytycy obecnej wersji reformy podkreślają również, że brak jest narzędzi, które wiązałyby WPR z celami Europejskiego Zielonego Ładu.

I choć w połowie maja, podczas współorganizowanego przez KE webinaru, Timmermans mówił „nie ma Europejskiego Zielonego Ładu bez rolników na pokładzie – nasz sukces zależy od rolnictwa”, a rolników wskazywał jako grupę, która najlepiej zdaje sobie sprawę z kryzysu klimatycznego, nadzieje pokładane w reformie WPR nikną z każdą chwilą.
ClientEarth opublikował w tym miesiącu raport, który stawia polityce rolnej ciężkie zarzuty: po pierwsze, zawodzi jeśli chodzi o rzeczywiste włączanie nowych interesów i interesariuszy (przede wszystkim klimat i środowisko); po drugie, tak na poziomie europejskim, jak krajowym, oparta jest o szczególne prawodawstwo, niestosowane wobec innych sektorów; po trzecie, poprzez mechanizmy budżetowe również niespotykane w innych obszarach unijnego prawa, utrwala „biznes jak zwykle”.

Jak realizować cele Europejskiego Zielonego Ładu, jeśli regulacje dotyczące Planów Strategicznych poszczególnych państw członkowskich nie wiążą planów z celami klimatycznymi? Timmermans powtarza, że koszt nie zrobienia niczego („biznes jak zwykle”, ang. business as usual) będzie znacznie wyższy niż koszt transformacji. Podkreśla, że kryzys klimatyczny i utrata różnorodności biologicznej powinny być największymi wyzwaniami polityki rolnej, a obszary wiejskie muszą zostać docenione i uczynione dobrym miejscem do życia. Jednak wola polityczna w Komisji Europejskiej to mało wobec interesu największych graczy. Rolnictwo przemysłowe odpowiedzialne za emisje z sektora rolniczego – 10% wszystkich emisji UE – nie jest zainteresowane neutralnością klimatyczną. Nigdy.

Źródło: Koalicja Żywa Ziemia

Fot. Pixabay


 


Ok. godziny 10 aktywiści i aktywistki Extinction Rebellion zablokowały Wisłostradę w Warszawie na wysokości Starego Miasta. Część osób przykleiła się lub przypięła do jezdni. W tym samym czasie na ul. Świętokrzyskiej inne osoby aktywistyczne zorganizowały performance symbolizujący skutki, jakie katastrofa klimatyczna wywiera na najmłodsze pokolenia.

Do godziny 13:00 policja usunęła protestujących z Wisłostrady. Obecnie trwa legitymowanie oraz wystawianie mandatów. Podczas blokady aktywistki zostały zaatakowane przez jednego z kierowców, który kopał i wyzywał blokujące osoby. Nie wiadomo, czy kierowca został ujęty przez policję.

Osoby, które blokowały dziś Warszawę należą do grupy XR Youth, zrzeszającej najmłodszych członków i członkinie ruchu. Swoim protestem chciały zwrócić uwagę na to, że najmłodsze pokolenia w największym stopniu odczują skutki katastrofy klimatycznej, która odbierze im dzieciństwo i młodość. Aktywiści i aktywistki podkreślają także, że wobec braku skuteczności innych form działania, na bierność rządzących muszą odpowiadać obywatelskim nieposłuszeństwem.

Źródło: Extinction Rebellion


 

W piątek Trybunał Sprawiedliwości UE nakazał natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów do czasu rozstrzygnięcia merytorycznego skargi Czech dotyczącej negatywnego wpływu kopalni na rejony przygraniczne. Pierwsze reakcje PGE oraz premiera Mateusza Morawieckiego zapowiadają, że spółka i rząd zamierzają zignorować decyzję Trybunału. To może oznaczać nie tylko wielomilionowe kary dla Polski, ale także jeszcze bardziej skonfliktować nas z UE i Czechami.

Sytuacja, w której się znaleźliśmy, to efekt absolutnie nieodpowiedzialnej polityki rządu i błędnych decyzji PGE. Zamiast transformacji energetycznej mamy chaos. Od lat powtarzamy, że konieczne jest przygotowanie planu odejścia Polski od węgla do 2030 roku. Tymczasem działania rządu i PGE prowadzą do tego, że węgiel w Polsce będzie zamykany z dnia na dzień – powiedziała Joanna Flisowska, szefowa działu Klimat i Energia w Greenpeace.

Do decyzji Trybunału Sprawiedliwości odniósł się w oficjalnym komunikacie prezes PGE, Wojciech Dąbrowski stwierdzając, że to test Europejskiego Zielonego Ładu, “który miał być oparty na solidarności i sprawiedliwej transformacji energetycznej”.

To szczyt bezczelności, że na “sprawiedliwą transformację” powołuje się spółka, która umywała i umywa ręce od odpowiedzialności za jakąkolwiek transformację. PGE domaga się sprawiedliwości dla siebie i swoich interesów, a odmawia jej lokalnej społeczności wciąż ją okłamując, że węgiel w Turowie będzie wydobywany i spalany do 2044 roku. W ten sposób region straci unijne środki na zbudowanie powęglowej rzeczywistości, która jest nieunikniona. Podczas gdy teraz, znacznie szybciej niż ktokolwiek mógł przypuszczać, tego wsparcia tak bardzo potrzebuje – powiedziała Joanna Flisowska.

Stanowisko w sprawie decyzji TSUE zajął również premier Mateusz Morawiecki. Zapowiedział, że polski rząd nie podejmie żadnych działań.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest jedną z podstawowych instytucji unijnych, zapowiadanie ignorowania jego decyzji wyrzuci nas jeszcze bardziej na obrzeża UE i skieruje w stronę polexitu. Czy naprawdę przywiązanie do węgla jest tego warte? Mamy kryzys klimatyczny, który nie poczeka. Odejście od węgla jest nieuchronne również ze względów ekonomicznych. Możemy to zrobić z unijnym wsparciem albo narazić się upadek przemysłu węglowego bez asekuracji – mówi Flisowska.

Elektrownia w Turowie w ubiegłym roku dostarczyła zaledwie 3 proc. energii elektrycznej w Polsce. Gdyby jej zatrzymanie miało zagrażać bezpieczeństwu energetycznemu kraju, to by znaczyło, że nasz system energetyczny od dawna wisi na włosku, a rząd nie robi z tym nic. Czy to nam chce powiedzieć premier? Tym bardziej rząd powinien skupić się na przygotowaniu realnego i adekwatnego do skali kryzysu klimatycznego planu odejścia od węgla oraz rozwoju OZE – dodaje Flisowska.

Źródło: Greenpeace


 

Od czterech tygodni w lasach Pogórza Przemyskiego (niedaleko Arłamowa) trwa blokada wycinki prowadzona przez Inicjatywę Dzikie Karpaty. Oprócz powstrzymania wyrębów w cennym fragmencie Puszczy Karpackiej, protest ma na celu zwrócenie uwagi na dewastację projektowanego Turnickiego Parku Narodowego. Od ponad 35 lat gotowe są plany powołania Parku, jednak jego wartość przyrodnicza jest wciąż niszczona przez intensywną gospodarkę leśną.

W nocy z piątku na sobotę pokojowy protest został zaatakowany przez grupę zamaskowanych mężczyzn. Około godziny 23 na blokadzie pojawiło się auto z 5 mężczyznami, jeden z nich zaatakował kijem bejsbolowym 4 biorące udział w proteście kobiety, jedną z nich pobił. Zniszczył także auto należące do osób biorących udział w blokadzie.

Tak relacjonuje to jedna z zaatakowanych osób – Kolejny dzień z rzędu na blokadę podjechało to samo auto. Tym razem wyszedł z niego zamaskowany typ, który ruszył na nas z „bejsbolem”. Pobił jedną osobę, potem jeszcze rozwalił nasze auto. Jego czterech kolegów oglądało ten szaleńczy akt odwagi skierowany przeciwko osobom, które walczą, żeby było gdzie i jak żyć w naszym kraju. Napastnik krzyczał, żeby wyp… i nic nie nagrywać. Serio, kiedy zaatakuje cię człowiek z kijem bejsbolowym – nie nagrywasz, tylko uciekasz, szczególnie w lesie, w błocie, w nocy. Walczysz o życie.

Sprawa napaści trafiła na policję, która znalazła właściciela auta w jego domu, z 4 promilami alkoholu we krwi. Dwóch agresorów zostało zatrzymanych. Na razie nie wiadomo, jakie zostaną wyciągnięte wobec nich konsekwencje.

Lasy Państwowe od lat twierdzą, że są otwarte na dialog z organizacjami i ruchami społecznymi domagającymi się lepszej ochrony naszych wspólnych lasów. Jednocześnie, w miejscach gdzie toczy się walka o uchronienie tych najcenniejszych fragmentów przed wyrębami, praktyka dialogu wygląda inaczej. Tu na Pogórzu widzimy porozwieszane banery z hasłami porównującymi obrońców przyrody do terrorystów, ludzie boją się, że Park Narodowy odbierze im możliwość wejścia do lasu. Ten strach jest podgrzewany przez tych, którym zależy na kontynuacji wycinek… Pamiętamy też, jak to wyglądało w Puszczy Białowieskiej. Jeden z najbardziej brutalnych strażników leśnych, Łukasz Maciejunas, dostał od dyrekcji LP nagrodę i promocję na stanowisko dyrektora RDLP w Szczecinku. To właśnie ta prowadzona pod stołem kampania nienawiści prowadzi to takich sytuacji, jak ta z piątkowej nocy – mówi jedna z osób biorących udział w blokadzie.

Źródło: Inicjatywa Dzikie Karpaty

Fot. Max Zieliński


 

Na 21 maja w całej UE zaplanowana została kampania pod hasłem “Odrzucić reformę WPR” (#WithdrawTheCAP). Europejskie organizacje obywatelskie i aktywiści klimatyczni sprzeciwiają się przyjęciu reformy w wersji, którą przegłosował Parlament Europejski w październiku 2020. Ich zdaniem jest ona sprzeczna z celami i założeniami Europejskiego Zielonego Ładu i uniemożliwi osiągnięcie neutralności klimatycznej UE do 2050 roku.

W ramach kampanii planowane są protesty pod siedzibami Komisji Europejskiej w poszczególnych krajach oraz wywieranie presji na Fransa Timmermansa, który jest w Komisji odpowiedzialny za Europejski Zielony Ład. Moment jest kluczowy, ponieważ 25 i 26 maja odbędą się w Brukseli ostateczne rozmowy trójstronne, które zdecydują między innymi, ile pieniędzy przeznaczone zostanie na ekoschematy zgodne z celami klimatycznymi oraz jak restrykcyjne będą warunki otrzymywania płatności.

„Obecnie planowana WPR w dalszym ciągu w niewystarczający sposób wspiera zrównoważone metody produkcji rolnej. Ich rozwój wymaga zasadniczej zmiany w przyznawaniu środków z budżetu unijnej polityki rolnej, tak by sektor rolniczy zaczął upatrywać główną korzyść ekonomiczną w transformacji działań na rzecz sprawiedliwego, zdrowego i przyjaznego dla środowiska systemu żywnościowego” – komentuje Justyna Zwolińska, koordynatorka ds rzecznictwa Koalicji Żywa Ziemia.

Wśród krytyków projektu reformy jest również znana aktywistka klimatyczna, Greta Thunberg, którą do tej pory Timmermans miał wśród swoich sojuszników. Timmermans tłumaczy, że nie ma wystarczającego poparcia, by wezwać do odrzucenia WPR w obecnym kształcie, stąd konieczność pokazania, że cele związane z odpowiedzialnym środowiskowo i społecznie rolnictwem cieszą się szerokim poparciem społecznym.

„Propozycja nowej WPR musi być poprawiona dla dobra konsumentów, środowiska i rolników, dla których te wartości są ważne” – mówi Dorota Metera, ekspertka ds. rolnictwa ekologicznego Koalicji. W tle rozmów europejskich są jednak naciski ze strony silnego lobby dużych producentów rolnych, dla których nowe cele WPR oznaczają konieczność wprowadzenia znacznych zmian, gdyż to oni przede wszystkim odpowiedzialni są za emisje z sektora rolniczego, które obecnie stanowią 10% wszystkich emisji z obszaru UE.

Źródło: Koalicja Żywa Ziemia

Fot. Tomasz Lewicki


 

Organizacje zrzeszone w koalicji „Insure our future” domagają się od największego austriackiego towarzystwa ubezpieczeniowego Vienna Insurance Group (VIG) zdecydowanego przyśpieszenia działań, wspierających kraje Europy w osiągnięciu celów klimatycznych. W połowie maja VIG ogłosił aktualizację polityki klimatycznej, która jednak nie zobowiązuje grupy do świadczonych usług ubezpieczeniowych zgodnie z wymaganiami porozumienia paryskiego.

W odpowiedzi na raport demaskujący ubezpieczanie przez Vienna Insurance Group elektrowni węglowych w Czechach i innych krajach UE, firma opublikowała aktualizację polityki klimatycznej. VIG zapowiedział, że od czerwca 2021 nie będzie już odnawiać kontraktów ubezpieczeniowych spółek, które nie mają wiarygodnego planu odejścia od węgla.

„Jeśli firma nie można przedstawić wiarygodnego planu odejścia od węgla, umowa ubezpieczeniowa musi zostać rozwiązana tak szybko, jak to możliwe. Dotyczy to również działalności reasekuracyjnej, gdzie jako główny reasekurator możemy bezpośrednio wpływać na warunki” – czytamy w opublikowanej polityce.

– Z zadowoleniem przyjmujemy zobowiązanie VIG Re do wyłączenia węgla z reasekuracji ryzyka, w sytuacjach kiedy VIG jest liderem konsorcjum zapewniającym reasekurację obligatoryjną – komentuje Kuba Gogolewski, kampanier finansowy w Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”. – Obligatoryjna reasekuracja stanowi większość rynku reasekuracyjnego. Była to poważna luka w politykach ograniczających reasekurację ryzyk sektora węglowego, którą w końcu zaczęto się zajmować. Wzywamy wszystkie firmy reasekuracyjne, takie jak Munich Re, Hannover Re, SCOR i MAPFRE, do pójścia za przykładem wyznaczonym tej wiosny przez Swiss Re.

To oni ubezpieczają węgiel w Czechach

Opublikowany 26 kwietnia 2021 r. raport czeskiej grupy Re-set, prowadzącej proklimatyczne działania kampanijne, ujawnił, że VIG nadal ubezpieczał wysoce emisyjne elektrownie i czeskie spółki węglowe, w tym ČEZ,EPH i Sev.en. Pomimo przyjętej w maju 2019 roku strategii klimatycznej, VIG dalej ubezpieczał firmy nawet wtedy, gdy nie przedstawiły  one „wiarygodnego planu odejścia od węgla w ciągu dwóch lat (licząc od maja 2019)”.

– Cieszy nas zapowiedź VIG dotycząca pełnego zastosowania polityki węglowej i nieprzedłużania kontraktów z wysoce emisyjnymi spółkami węglowymi. Zwłaszcza, że nowa polityka wydaje się wykluczać dalsze ubezpieczenie przez VIG czeskich koncernów energetycznych takich jak CEZ, EPH i Sev.en Energy, z których żaden nie ma wiarygodnego planu wyjścia z węgla – komentuje Josef Patočka, analityk Re-set. – Wzywamy teraz VIG do wyraźnego potwierdzenia, że niezwłocznie zaprzestanie wszelkich relacji biznesowych i świadczenia usług czeskim koncernom węglowymi.

Zaktualizowana polityka VIG oznacza również, że nie odnowi on ubezpieczenia żadnej innej spółki węglowej w regionie Europy Środkowej Wschodniej i Południowej w tym z Bułgarii, Rumunii ani spółek węglowych z Serbii i Turcji, które nie przedstawią do końca maja 2021 roku wiarygodnego planu całkowitej rezygnacji z węgla. VIG nie wyjawił jeszcze szczegółów w tej kwestii i będą one przedmiotem pytań, zadanych przez akcjonariuszy podczas Walnego Zebrania Akcjonariuszy VIG, które rozpocznie się dziś o 11.00 w Wiedniu.

– Wygląda na to, że VIG w końcu zamknął wielką lukę w swojej polityce węglowej. Jednak nadal nie zajął stanowiska w sprawie ropy i gazu – komentuje Johanna Morandell, kampanierka klimatyczna #aufstehn z Austrii. – VIG ma szansę wyjść z ogona europejskiego przemysłu ubezpieczeniowego. Zamiast tego, może zostać liderem, wycofując się z nowych projektów ropy i gazu oraz zobowiązując do stopniowego wycofywania z ubezpieczania produkcji ropy i gazu. VIG musi zdecydować, po której stronie stoi: czy będzie wspierać powstrzymanie kryzysu klimatycznego, czy też nadal umożliwiać pracę największym europejskim trucicielom?

Protest pod siedzibą ubezpieczyciela

Po aktualizacji polityki klimatycznej VIG, działacze klimatyczni potępiają milczenie ubezpieczyciela w sprawie ropy i gazu i wzywają go do zobowiązania zaprzestania ubezpieczania czeskich firm węglowych. 21 maja, przed siedzibą VIG działacze z #aufstehn zorganizowali protest w trakcie Walnego Zgromadzenia. Mieli ze sobą transparent z napisem „VIG – chroń to, co ważne. Ubezpieczaj naszą przyszłość, a nie paliwa kopalne”. Fundacja Rozwój TAK – Odwyki NIE wraz z innymi organizacjami domaga się także:

  1. zakończenie ubezpieczania nowych projektów wydobycia ropy i gazu
  2. ogłoszenia dostosowania portfela inwestycyjnego i ubezpieczeniowego do celów Porozumienia Paryskiego (1.5 C)
  3. aktualizacja definicji spółki węglowej zgodnie z Global Coal Exit List
  4. zakończenia ubezpieczania spółek węglowych, budujących nową infrastrukturę węglową
  5. ogłoszenia przez VIG daty całkowitego zakończenia ubezpieczania sektora węglowego

Źródło: Fundacja „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”

Photo: Christopher Glanzl / #aufstehn

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że wydobycie w kopalni węgla brunatnego Turów musi zostać wstrzymane. Teraz zdecyduje, czy działalność odkrywki jest legalna w świetle prawa UE. Do czasu ogłoszenia wyroku PGE musi zamknąć kopalnię. Jeśli tego nie zrobi, kraj mogą czekać dotkliwe sankcje.

21 maja 2021 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał orzeczenie: „Polska zostaje zobowiązana do natychmiastowego zaprzestania wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Podnoszone przez Czechy zarzuty dotyczące stanu faktycznego i prawnego uzasadniają zarządzenie wnioskowanych środków tymczasowych” .

Orzeczenie jest  odpowiedzią na wniosek czeskiego rządu, który zwrócił się o wydanie nakazu wstrzymania działalności kopalni do czasu rozpatrzenia skargi, który rząd Republiki Czeskiej złożył 26 lutego 2021 roku.

Czeska skarga jest odpowiedzią na decyzję Polski na przedłużenie koncesji dla Turowa do 2026 roku i jej przedłużenie do 2044 roku pod koniec kwietnia. W obu przypadkach zabrakło przeprowadzenia prawidłowych konsultacji społecznych i oceny oddziaływania na środowisko, które są wymagane przez prawo UE. PGE planuje w 2022 roku rozbudowę kopalni, która ma prowadzić wydobycie o 70 metrów od granicy z Czechami.

Kopalnia, która znajduje się w gminie Bogatynia, zagraża dostępowi do wody pitnej dla tysięcy rodzin po czeskiej stronie granicy oraz powoduje osiadanie gruntu, które może zniszczyć domy w niemieckiej Żytawie.

Przed takim obrotem sprawy przestrzegaliśmy od dawna – komentuje Kuba Gogolewski, koordynator projektów w Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”. – Niestety zarówno polskie władze jak i PGE, zamiast szukać porozumienia z sąsiadami, uparcie ignorowały wszelkie próby dialogu, doprowadzając do eskalacji konfliktu. Nagłe zamknięcie kopalni będzie niewątpliwym dramatem dla regionu, który w żaden sposób nie jest przygotowany na natychmiastowe wstrzymanie wydobycia. Teraz mieszkańcy Bogatyni poniosą koszty arogancji PGE. A jeśli wydobycie wbrew orzeczeniu, będzie kontynuowane, to jako podatnicy zapłacimy wszyscy. PGE nie dołoży do tego ani złotówki, ponieważ, jak twierdzi „nie jest stroną w tym sporze”.

To nie koniec złych wiadomości dla regionu, których sprawcą są działania PGE. Komisja Europejska potwierdziła, że region Bogatyni nie otrzyma środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, jeśli nie zadeklaruje odejścia od węgla w tej dekadzie [1]. Polska liczy na to, że będzie największym beneficjentem wartego 17,5 mld euro unijnego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, ale możemy stracić te pieniądze, jeśli PGE i polski rząd nie przedstawią planu wygaszanie energetyki węglowej zgodnego z celami UE.

Orzeczenie Trybunału to sygnał ostrzegawczy: Komisja Europejska musi wykorzystać swoje uprawnienia, aby skłonić Polskę do przestrzegania prawa UE, stopniowego odchodzenia od węgla i zapewnienia sprawiedliwej transformacji regionów węglowych i żyjących tam społeczności. Czas minął: Komisja Europejska nie może pozwolić, aby społeczności dotknięte skutkami katastrofy w Polsce, Czechach i Niemczech płaciły cenę za bezczynność – komentuje Riccardo Nigro z Europejskiego Biura Ochrony Środowiska (EEB).

Koncesja dla Turowa została przedłużona bezprawnie. To ośmieliło PGE do tego stopnia, iż przeforsował drugie przedłużenie koncesji dla Turowa do 2044 roku, nie rekompensując strat wywołanych swoimi poprzednimi działaniami – powiedziała Petra Urbanová, prawniczka z czeskiej organizacji prawniczej Frank Bold. – Ten wyrok pokazuje, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości nie ma zamiaru bawić się w gierki PGE. Sąd słusznie podjął działania, aby zapobiec dalszemu pogłębianiu kryzysu, w czasie kiedy rozpatruje skargę Republiki Czeskiej. Oczekujemy, że sąd będzie równie stanowczy w swoim ostatecznym orzeczeniu. 

Nasz system energetyczny podlega transformacji, czasem wymuszanej przez wyroki sądów. Przez politykę rządu i spółki PGE powiat zgorzelecki został wykluczony z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, który mógłby być solidną alternatywą i początkiem planowania nowej przyszłości regionu. Nikt nie wie, jakie będą długofalowe skutki tego wyroku, ale liczymy, że pozwoli to przyspieszyć dyskusję o sprawiedliwej transformacji. Aktualnie nikt z decydentów nie ma odwagi prowadzić rzetelnej rozmowy z samorządem i pracownikami – komentuje Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA. – Przyszłość regionu jest teraz w rękach rządu Polski, który musi zmierzyć się z decyzją TSUE. Musi wziąć pod uwagę interes 3,5 tys. osób zatrudnionych w Kompleksie Turów, ale i liczniejszego społeczeństwa tego regionu, które chce odejść od węglowej tradycji.

Źródło: Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE”

Zdjęcie: CAN Europe


Do Sejmu w błyskawicznym tempie trafiła autopoprawka dotycząca zmian w Ustawie o lasach, zaproponowanych przez grupę posłów Prawa i Sprawiedliwości. Problem w tym, że ten projekt jest w całości do odrzucenia, a proponowane zmiany i tak niczego nie zmienią – zwracają uwagę ruchy i organizacje zrzeszone w ramach inicjatywy Jaki Będzie Las.

Pomysłodawcy projektu złożyli poprawkę zaledwie dzień po tym, gdy w trakcie pierwszego czytania projektu na posiedzeniu sejmowej Komisji Ochrony Środowiska wykazali się rażącą niekompetencją w zakresie własnej nowelizacji. A już kolejnego dnia (20.05, wtorek) Komisja odrzuciła pisane na kolanie poprawki. To spory sukces, który nie przesądza jednak o odrzuceniu nowelizacji, ponieważ teraz zajmie się nią Sejm.

W oryginalnej wersji poselskiego projektu zawarte były zapisy, które stanowią prostą drogę do prywatyzacji lasów pod inwestycje.

„Ten projekt jest zły pod każdym względem i żadne poprawki nie są w stanie go uratować – wskazuje Daniel Petryczkiewicz – A już tym bardziej, kosmetyczne poprawki, które mają tylko upiększyć prywatyzację lasów, a nic nie zmieniają w meritum projektu”.

Dlaczego autopoprawki inicjatorów projektu niczego nie zmieniają?

1. Teren leśny dalej będzie można zastąpić byle czym – autopoprawka precyzuje, że zamiany można dokonać jedynie na lasy, grunty i inne nieruchomości, na których możliwe jest prowadzenie gospodarki leśnej. Gospodarkę leśną można jednak prowadzić na każdym gruncie w Polsce po odpowiednim przystosowaniu. Zamianie na grunt pozostający w zarządzie Lasów Państwowych może zatem podlegać: nieużytek, hałda, teren pokopalniany czy też grunt wymagający rekultywacji.

2. Według autopoprawki stronami umowy zamiany mogą być: państwowe osoby prawne, osoby prawne, w których Skarb Państwa posiada akcje, jednostki samorządu terytorialnego. Zawężenie podmiotów, które mogą być stronami zamiany, miało z pewnością wytrącić z ręki argument o “prywatyzacji lasów”, ale w dalszym ciągu wprowadza ją, choć w nieco bardziej zawoalowanej formie. Skarb Państwa posiada udziały w wielu spółkach, co wcale nie oznacza, że ma nad nimi kontrolę korporacyjną. Może być udziałowcem mniejszościowym, może także zbyć swoje akcje. Poprawki nie ograniczają też możliwości dalszego przenoszenia własności nieruchomości nabytej od Lasów Państwowych na podstawie umowy zamiany!

W efekcie, na wymienionym gruncie będzie mógł skorzystać każdy (nie tylko państwowy) inwestor i będzie mogło na nim powstać praktycznie wszystko: od kopalni piasku, przez fabrykę samochodów elektrycznych, po hotel spa i lotnisko.

3. Również zapis regulujący konieczność wyrównania wartości lub ponownej zamiany w przypadku niewywiązania się przez inwestora z zapowiadanych planów – niczego nie poprawia. Po 10 latach od wymiany lasu już nie będzie, zniszczony przez inwestora teren wróci do Lasów Państwowych, a te będą musiały ponieść koszty jego rekultywacji. W dodatku inwestorzy mogą się zmieniać, więc ten, który otrzymał teren, wcale nie musi być po 10 latach jego właścicielem.

4. Proponowana zmiana art 38e ma jeszcze jedna wadę: jest w istocie ukrytą formą pomocy publicznej, która na gruncie art. 107 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej jest naruszeniem prawa. To zatem kolejny kurs na kolizję z prawem UE, z którym już mamy obecnie, w związku z zarządzaniem lasami problemy.

5. Nie zmienia się także nic w aspekcie udziału obywateli i obywatelek w decydowaniu o lasach – projektowana ustawa nie będzie konsultowana społecznie, tak jak planowane i realizowane inwestycje. Decyzja będzie zapadała na szczeblu politycznym. Społeczeństwo nie będzie miało prawa głosu ani prawa do sądu.

„Pierwszy rzut oka na poprawki w nowelizacji wystarczy, by ocenić, że dalej mamy do czynienia z prywatyzacją polskich lasów pod inwestycje. PiS układa się z wielkimi inwestorami i oddaje im za bezcen nasze wspólne dobro, jakim są lasy” – mówi Marta Jagusztyn.

„Procedowany ze szkodą dla przyrody, Skarbu Państwa i obywateli oraz w konflikcie z Unią Europejską, projekt partii rządzącej, nie nadaje się do poprawy – stwierdza Daniel Petryczkiewicz – Społeczeństwo w setkach tysięcy wysłanych maili do posłów i posłanek dało wyraz, że domaga się odrzucenia tego szkodliwego projektu. Czas, by dojrzeli do tego również pomysłodawcy”.

Źródło: Jaki Będzie Las

Fot. Max Zieliński


 

20 maja już po raz czwarty obchodzimy Światowy Dzień Pszczół. Dzień ten został ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ) z inicjatywy Słowenii. Warto o pszczołach pamiętać ponieważ ich populacja spada. Z około 460 gatunków pszczół żyjących w Polsce aż 222 są zagrożone wyginięciem.

Pewnie się zastanawiacie dlaczego akurat 20 maja był dniem proponowanym przez Słowenię żeby zostać tym dniem. Po pierwsze miesiąc maj na półkuli północnej jest miesiącem, w którym bujnie rozwija się przyroda i jednocześnie pszczoły są aktywne, a na półkuli południowej zaczyna się jesień, gdzie produkty pszczele (np. miód) są zbierane. Po drugie 20 maja urodził się słoweński pszczelarz, Anton Janša (1734-1773), pionier nowoczesnego pszczelarstwa i jeden największych autorytetów pszczelarstwa.

Pomimo, że najbardziej znanym owadem zapylającym owadem jest udomowiona pszczoła miodna (Apis mellifera), to za zapylanie roślin, zarówno gatunków roślin uprawnych jak i dzikich gatunków roślin kwitnących odpowiadają również dzikie gatunki pszczół (pszczoły samotnice, trzmiele) i inne owady zapylające (np. motyle, chrząszcze, ćmy, bzygowate).

Pszczoły są specjalną grupą owadów, ponieważ są całkowicie uzależnione od kwitnących roślin, które stanowią ich jedyne źródło pożywienia. Pszczoły występują prawie pod każdą szerokością geograficzną (lasy tropikalny, pustynie, obszary arktyczne, góry). W warunkach klimatu umiarkowanego (np. Europa) możemy je spotkać zarówno w lesie czy na terenach rolniczych, ale również na terenach miejskich. Na świecie żyje około 25 000 gatunków dzikich pszczół.

Na terenie UE żyje ok. 2 000 gatunków dzikich pszczół, a w faunie Polski jest ich ponad 460. Wśród nich większość stanowią pszczoły samotnice. Ich nazwa wzięła się stąd, że w przeciwieństwie do owadów socjalnych (zakładających gniazda składające się z całej rodziny, np. trzmiele, pszczoła miodna), każda samica zakłada wiele gniazd pojedynczych. Jedną z dzikich pszczół najczęściej spotykanych, szczególnie w krajobrazie rolniczym, ale również miejskim, jest murarka ogrodowa (Osmia rufa). Nazwa rodzaju murarka (Osmia sp.) wzięła się od zdolności zakładania gniazd poprzez murowanie pojedynczych gniazd przez zmieszanie ziemi (np. gliny, piasku) z ich własną śliną. W Polsce rodzaj murarka liczy 18 gatunków pszczół. Dorosłe murarki odżywiają się zarówno nektarem jak i pyłkiem kwiatowym. Ich larwy natomiast pyłkiem kwiatowym. Warto wiedzieć jak są pracowite i jednocześnie bezcenne dla zapylania roślin uprawnych i dzikich. Jedna samica murarki, aby wypełnić jedną komórkę pyłkiem (ok. 200 mg pyłku) w gnieździe musi wykonać ok. 30-40 lotów, co bezpośrednio przekłada się na zapylenie nawet kilku tysięcy kwiatów. Liczba gatunków roślin mogących stanowić pokarm murarek jest bardzo długa, bo obejmuje ok. 150 gatunków, m.in. maliny, porzeczki, truskawki, jeżyny, wszystkie gatunki drzew owocowych.

Owady zapylające mają kluczowe znaczenie dla zachowania różnorodności biologicznej.

Ich praca jest bezcenna, umożliwia rozmnażanie większości gatunków roślin uprawnych (odpowiadają za zapylanie 84% roślin uprawnych w Europie). Bez ich ciężkiej pracy plony rolnicze są zagrożone. Korzyści ekonomiczne wynikające z usług zapylania owadów w Europie szacuje się na ok. 22 miliardy euro rocznie. Niemniej w Europie i na całym świecie odnotowuje się spadki liczebności populacji dzikich pszczołowatych (pszczół samotnic, trzmieli), co może mieć poważne konsekwencje ekologiczne dla środowiska i ekonomiczne dla gospodarki.

W samej Polsce z około 460 gatunków pszczół aż 222 są zagrożone wyginięciem. Czynnikami wpływającymi negatywnie na stan populacji owadów zapylających są m.in. degradacja i utrata siedlisk, pasożyty i choroby, stosowanie środków ochrony roślin, ale również postępujące zmiany klimatu. Dlatego, aby wspomagać występowanie dzikich pszczół i jednocześnie utrzymywać usługi ekosystemowe należy prowadzić działania mające na celu tworzenie siedlisk i zapewnianie źródeł pokarmu dla pszczół i innych owadów zapylających w środowisku.

Dlatego tak ważnym jest edukacja społeczeństwa o żyjących dzikich gatunkach pszczół, szczególnie w ich otoczeniu (np. ogród, działka, miasto).

Jak można pomóc pszczołom?

Łąki kwietne od lat zachęcają do tworzenia kwietnych pszczelich pożytków, które stanowią zróżnicowaną bazę pokarmową dostarczającą pszczołom nie tylko nektar, ale także pyłek. W ofercie firmy można znaleźć specjalne mieszanki, które stworzone zostały z myślą o pszczołach, zarówno miodnych jak i dzikich.

A oto lista prostych czynności, które może zrobić każdy, żeby wesprzeć populację pszczół
w swoim najbliższym otoczeniu:

* zapewnij im źródło pokarmu: załóż łąkę kwietną – jednoroczną lub wieloletnią; na balkonie/tarasie/w ogrodzie posadź rośliny kwitnące przyjazne pszczołom, przede wszystkim gatunki rodzime i nieinwazyjne oraz takie, które będą kwitły od wczesnej wiosny do późnej jesieni; możesz dobrać tak mieszankę nasion, żeby wspierać zarówno pszczoły miodne jak i te dzikie,

* zapewnij im schronienie: zbuduj im z drewna domek,

* stosuj naturalne nawozy i środki ochrony roślin (stosowanie oprysków kiedy pszczoły są aktywne zabija je),

* zapewnij pszczołom poidełko (tak, pszczoły potrzebują wody!).

Historia i projekt związany z Światowym Dniem Pszczół: https://www.worldbeeday.org/en/

Źródło: Łąki kwietne


 

„Nie ma nic lepszego niż móc czemuś poświęcić całe swoje życie” ­– powiedział mój ongisiejszy doktorant Przemysław Piątkowski, który został mnichem augustiańskim i od wielu lat żyje we wspólnocie w północnej Szkocji. To zdanie znaczy dokładnie tyle i aż tyle – to wielkie szczęście znaleźć się na ścieżce, której można pozostać wiernym; szczęście polegające na tym, że idzie się coraz dalej. To jest droga w głąb.

Na samym początku jest wiele rzeczy, które rozpraszają: lęki, triumfy, nagrody, pochwały, uznanie – lub ich brak. Potem to wszystko przestaje być ważne. Wreszcie przychodzi moment, gdy można skupić uwagę niepodzielnie na samym zadaniu. Wtedy widzi się, że jest się częścią czegoś o wiele większego i że to ma znaczenie. To jest jedyny powód, dla którego warto robić to, co się robi, za to powód solidny.

Niedawno na Zachodzie nieprawdopodobną furorę zrobiła zapomniana dotąd książka – bez marketingu, bez wysiłków ze strony wydawnictw i agentów. Ludzie zaczęli ją czytać i polecać sobie nawzajem. Niespodziewanie, po pięćdziesięciu latach, Stoner Johna Williamsa został bestsellerem. Nie można nawet powiedzieć, że jest to wielka literatura, choć na pewno książka jest dobra i znakomicie napisana. To raczej temat i kontekst sprawiły, że została ukochaną lekturą wielu osób, przede wszystkim akademików. Jest to książka o smutnym, właściwie tragicznym losie: prywatnym, towarzyskim i zawodowym; losie człowieka, który poświęcił całe swoje życie akademii. Mimo że jest nieszczęśliwy, opresjonowany, na wiele sposobów zgnębiony – jest jednocześnie na takim fundamentalnym poziomie szczęśliwy. Jest szczęśliwy, bo spotkał na swojej drodze akademię – tak jak ją się często spotyka, przez szok, zderzenie z nauką, które wzburza, niepokoi, wywołuje poczucie niepewności – dostał możliwość by się jej poświęcić i z tej możliwości skorzystał najlepiej, jak umiał. Odkrył poczucie zadziwienia, ciekawość, cudowność. Pod koniec życia stwierdził, że akademia była jedynym, co go nie zdradziło. Książka opowiada o tym, ale mówi też, czym akademia jest – światem wartości i oddania, gdzie nie powinno się wpuszczać niczego spoza tych wartości, choćby nie wiem jak bardzo domagało się wstępu czy też kusiło, by mu otworzyć drzwi.

Latem 2018 roku miał miejsce ogólnopolski protest akademików przeciwko mającej właśnie zostać przyjęta reforma uczelni znaną jako Reforma 2.0 lub Konstytucja dla Nauki. Wśród transparentów pojawiał się jeden, który szczególnie zapadł mi w pamięć: „Akademia moja miłość”. To hasło wyraża coś dla mnie fundamentalnie ważnego. Pracuję w świecie akademii od ponad trzydziestu lat, bywałam zatrudniona na uczelniach publicznych i prywatnych, polskich, szwedzkich i brytyjskich, a ostatnio zaczynam przygodę z uczelnią francuską. Widziałam w świecie akademii dużo, bardzo dużo mroków. Widziałam skutki leczenia mroku mrokiem. Widziałam rozpad, widziałam pustkę. Dlaczego więc upieram się tak bardzo, by w niej pozostawać, ba, dlaczego twierdzę, że ona nie jest tym mrokiem? Gdy pod koniec lat osiemdziesiątych zostałam akademiczką, nie był to do końca wybór, a na pewno nie była to planowana decyzja. Nikt w mojej rodzinie nie był akademikiem i nikt nie miał dla mnie takich aspiracji. Zostałam na uczelni, bo trafiłam na szczególny moment w historii i na ludzi, którzy mieli światło w oczach. Wykładowcy zapraszali nas do swoich domów, a my wpadaliśmy do nich na pogaduszki na temat książek i idei, o różnych porach dnia – i nie tylko. Zdarzało się, że prosto z imprezy w niedzielę rano robiło się „nalot” ulubionemu wykładowcy, który otwierał zaspany drzwi i zapraszał do środka. Rozmawialiśmy o wszystkim: o przyszłości, o tym, jak zarządzać sprawiedliwie, co to jest dobro, co to jest nauka, po co jest uniwersytet, kim są studenci. Wykładowcy dawali nam swoje numery telefonów, a my wydzwanialiśmy i zadawaliśmy sto pytań o warunki zaliczenia (a jakże inaczej), ale też o to, jak rozumieć coś, co zaobserwowaliśmy właśnie w terenie, albo jak lepiej napisać jakąś konkluzję, bo właśnie nad tym dyskutujemy i absolutnie nie możemy poczekać do jutra rana na rozstrzygnięcie. Przy porannej kawie zaatakowałam moją mentorkę, półśpiącą, pytaniem: a po co właściwe są badania empiryczne na naukach społecznych? Przerwy w zajęciach należały do nas, nie pozwalaliśmy naszym nauczycielom odpocząć, zresztą nie wyglądali, jakby szczególnie im na tym zależało. Na takim uniwersytecie zostałam. Takimi widziałam moich przyszłych kolegów i koleżanki. Nigdy tego nie zapomnę i nie widzę powodu, dla którego miałabym próbować.

Uważam, że to jest nasz naturalny stan skupienia, nasz prawdziwy żywioł. To, co się działo potem – desperacka walka z niskimi pensjami, chałtury, wejście w paternalistyczne i mizoginiczne struktury – widziałam jako coś, z czym w moim życiu zawodowym przyjdzie mi walczyć, nad czym muszę pracować, a nie jako stan normalny czy akceptowalny. Wywołać z ludzi to wewnętrzne światło – to jest zadanie uniwersytetu. Wszystko inne jest dodane i może zostać odjęte, jeśli znajdzie się odpowiedni czas i siła.

Miałam to szczęście, że gdy przyszłam do akademii przechodził przez nią wielki wiatr. Jak to wiatr – wieje dokąd chce. Przeszedł i poszedł. Przez jakiś czas był po nim jednak wyraźny ślad. Zawsze starałam się tam właśnie być i czekałam, aż wróci. Nawet teraz, gdy go już próżno szukać, jest jedynym na co naprawdę liczę. Czasami się pojawia i wtedy dzieją się rzeczy.

Pojawił się w czerwcu 2018, w czasie protestów, tym mówiły nasze transparenty. Na proteście spotkałam bardzo, ale to bardzo wiele osób przychodzących z tej samej strony, co ja. Protestowaliśmy przeciwko wszystkiemu, co akademię zniewala, brudzi, niszczy i tłumi; nie przeciwko osobom czy nawet rolom: „starzy”, „młodzi”. Akademicy to naturalna choć bardzo trudna, pełna ambicji, wspólnota, wspólnota ludzi z konieczności bardzo od siebie różnych, gdzie ta odmienność jest niezbędna, gdzie nie można nie wolno dążyć do ujednolicenia, homogeniczności, mimo że to, na przykład, umożliwiłoby sprawne zarządzanie. Jednocześnie jest to więc organizacja specyficzna, wymagająca specyficznych struktur i zasad zarządzania. Nadrzędne znaczenie ma w niej coś większego od każdej i każdego z nas. Należy uszanować to, że ważną zasadą przynależności jest powołanie, ale nie wyklucza to w żadnym razie praw pracowniczych. Przeciwnie, powinno to być ściśle połączone. Dobre warunki pracy i szacunek dla specyfiki pracy to zestaw zasad BHP charakterystycznych dla tej właśnie profesji. Wiemy, bo istnieją dobre badania naukowe temu poświęcone, jakie to są zasady: współpraca, niwelowanie konkurencyjności, poczucie bezpieczeństwa, ochrona zdrowia psychicznego, przeciwdziałanie izolacji, walka z zawiścią i ambicją niepodbudowaną większą od niej dyscypliną, poszanowanie odmienności. A wartości akademickie stanowią kodeks moralny, który nie ma zastępować tych zasad lecz przyświecać naszej pracy. W modelu zarządzania kolegialnego najwyższą kierującą wartością, nadrzędną wobec wszelkich innych racji, jest nauka. Póki w nią wierzymy, jesteśmy w stanie nawigować tym niezwykle cennym i złożonym statkiem, jakim jest akademia.

Ja wierzę i znam wiele osób, w różnych krajach i na różnych kontynentach, które wierzą. Mimo, że świat mrocznych obyczajów i zasad zdominował wiele spośród realiów mojego zawodowego życia. Mimo, że tak wiele instytucji znormalizowało system, gdzie doktorantką wysługują się starsi profesorowie, gdzie oczekuje się po kobiecie w akademii, że będzie podawać herbatę i miło się uśmiechać, gdzie można wyzywać przy innych ludziach zależne od siebie osoby od najgorszych, gdzie rozwojem naukowym młodych strukturalnie nikt się nie przejmuje ani nie zajmuje, nawet czasami wręcz przeciwnie – hegemoniczna władza musi przecież pokazać, „gdzie jest czyje miejsce”. Tego typu działania, i wiele innych, trafiają tak w „młodych”, jak w „starych”. W tych pierwszych z definicji, w tych drugich – gdy się wyłamią, co jest symbolicznie ważne, bo wysyła mocne sygnały „w system” i porządkuje sposób tworzenia go na przyszłość. Nikt takiego „starego” dysydenta potem nie próbuje naśladować, większość młodych trzyma się z daleka – albo nawet dokopie, jeśli tylko może.

Paternalistyczna twarz polskich uczelni to efekt kultury władzy, która zastępuje wartości akademickie jako stabilizator instytucji. Władza ma, jak wiadomo, dwie strony, inaczej nie jest w stanie funkcjonować. Uczestniczą w niej i „starzy”, i „młodzi”. To prawda, z innych pozycji i z inną odpowiedzialnością, ale tworzą ją obie strony. Jest dużo nieszczęścia w takiej zdegradowanej moralnie akademii, zdefiniowanej najtrafniej słowami Wieszcza: bez serc, bez ducha…

Alternatywą ma być „nowoczesny” system parametryczny, w który obecnie sporo osób w Polsce pokłada nadzieje – całkowicie wbrew doświadczeniom koleżanek i kolegów z krajów, gdzie został wprowadzony wiele dziesięcioleci temu – potęguje i wzmacnia to, co najgorsze, co najbardziej niebezpieczne w akademii i akademikach, a jednocześnie likwiduje wszelkie mechanizmy zabezpieczające nas przed mroczną stroną kultury akademii. Parametryzacja powoduje przesunięcie celów, ludzie koncentrują się na grach o punkty zamiast na pracy naukowej, oraz ilościową nadprodukcję tekstów, które są dowartościowane parametrycznie. Ludzie nie mają czasu czytać i myśleć, nie mają czasu poszukiwać, błądzić, ba, nie stać ich na przyznanie, że ich teorie są wątpliwe bądź wręcz fałszywe. Nikt nie mówi o wkładzie w wiedzę, ale o indeksach i slotach, jakby były jakąś wartością samą w sobie (z żywej i wartościowej pracy tworzy się w ten sposób „nawóz” dla „pieniążków”). Akademicy angażują się w środowisko-towarzyskie gry w tym systemie, umawiają się na wzajemne cytowania, wykluczają z cytowani koleżanki i kolegów których nie lubią, publikują to samo lub mniej więcej to samo w różnych pismach. Poza tym indeks indeksowi nierówny i istnieje wiele systemów indeksowania. Wykorzystywane są w ostateczności te, które przynoszą najlepsze wyniki grupom posiadającym wpływy i władzę (polegającą w akademii na możliwości wspierania bądź blokowania awansów i przyznawania funduszy na badania innym). Nie liczmy na sprawiedliwość, bo sprawiedliwość zawsze istnieje wewnątrz systemu. Gdy system jest zepsuty, zepsuta jest także sprawiedliwość.

Nie pomagają oddolne i administracyjne systemy samoobrony takie jak rozbudowane procedury i callouty. Te pierwsze przysparzają dodatkowej, często niezwykle absorbującej pracy. Te drugie wprowadzają atmosferę podejrzliwości, wzajemnego oskarżania, niejawności, pojawiają się oddolne „inby” – ogólnie, jak się wyraził kolega, „klimat pracy jak w DDRze”. To potęguje strach, nieufność między ludźmi, odbiera element pasji, lekkości, zabawy – który jest konieczny do tego, by wpuścić do akademii ten wiatr, o którym tu opowiadałam.

W efekcie tak jednego jak i drugiego „leczenia” i tak często rolę kozłów ofiarnych dostają ci, którzy są towarzysko najsłabsi, niezależnie od tego, czy wnoszą coś w wiedzę, czy nie. Może tak być dlatego, że są kiepskimi naukowcami. Ale częściej bywa dlatego, że są nieśmiali, cisi, skromni, introwertyczni, bezinteresowni, bezpretensjonalni, są na spektrum autyzmu lub z wielu innych powodów, które nigdy nie było sprzeczne z pracą w akademii. Wręcz przeciwnie. A przecież jesteśmy po top, by wnosić wkład w naukę. Na to społeczeństwa łożą publiczne środki, nie na nasze inby i środowiskowe zawiści.

Trzeba odejść od leczenia mroku mrokiem. Trzeba powołać struktury, które 1) zamortyzują i powstrzymają demony zamiast je promować, a więc silnie promujące współpracę; 2) mają wbudowaną otwartość, popierają ją, to jest taką, gdzie osoby szkodliwe, narcystyczne, psychopaci i socjopaci, którzy obecnie mają duża swobodę działania (jest sporo tekstów naukowych, które to pokazują), będą izolowane a nie podbudowywane; 3) są demokratyczne, czyli gdzie są dyskusje i okrągłe stoły na każdym poziomie władzy; 4) uczeni oceniani są za wkład w wiedzę, w tym za wiedzę praktyczną, popularyzatorską itd.

Jedynym sposobem na przerwanie łańcuszka hegemonicznego paternalizmu i zniszczenia jest radykalne zerwanie z kulturą władzy i pielęgnowanie kultury wartości. Bez kolegialności nie zrobimy tego. Musimy kolegialność zachować od zniszczenia i rozwinąć, zdemokratyzować, jeśli transformacja ma się wydarzyć.

Jest jeden jedyny test, prawdziwe hasło, które powinno obowiązywać zawsze, każdą i każdego w akademii. Jest nią proste pytanie: Po co? Po co robimy to, co robimy? Akademiczka i akademik potrafią na to pytanie zawsze odpowiedzieć.

Hymn do nauki

Gdybym mówił językami Millsa i Foucaulta
a nauki bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał cytowalność
i miał wszystkie indeksy na poziomie Mintzberga,
i zasiadał we wszelkich komitetach,
i miał poczucie własnej wartości takie, iżbym parskał w Kosmos,
a nauki bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym zgarnął wszystkie nagrody i honoris causa,
a twarz spalił w blasku reflektorów
lecz nauki bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Nauka cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Nauka do nikogo jednego nie należy
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się sławą,
nie dąży do zemsty;
nie załamuje się brakiem uznania,
lecz cieszy się ze wszystkiego, z czego może się uczyć.
Spokojnie buduje,
wszystko zauważy,
płonie ogniem nadziei na świat lepszy,
wszystko przetrzyma.
Nauka nigdy nie ustaje,
nie jest jak wiedza popularna, która się skończy,
albo jak miłość mediów, która zniknie,
lub jak wpływy, których zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części piszemy.
Gdy jednak widzimy to co wielkie i wspólne,
inaczej pojmujemy to, co częściowe.

(Warszawa, 2020)

Pierwsza wersja tego tekstu opublikowana została w 2018 w „Polityka Akademicka”, 24-07-2018.

Zdecydowany sprzeciw społeczny sprawił, że Prawo i Sprawiedliwość wstrzymało prace nad szkodliwym dla przyrody projektem nowelizacji ustawy o lasach. Posłowie i posłanki zapowiadają autopoprawki w fatalnym projekcie, ale organizacje pozarządowe nie mają wątpliwości: ta nowelizacja musi zostać odrzucona!

We wtorek podczas połączonego posiedzenia sejmowych komisji ochrony środowiska i gospodarki miało odbyć się pierwsze czytanie poselskiego projektu nowelizacji ustawy o lasach (art. 38e). Projekt jest propozycją prywatyzowania terenów leśnych pod inwestycje. Posiedzenie zostało przesunięte na wniosek autorów i autorek projektu, którzy zapowiedzieli też wprowadzenie daleko idących autopoprawek.

W ostatnich dniach zdecydowany sprzeciw wobec zamachu na wspólne dobro, jakim są lasy wyraziły organizacje przyrodnicze, związki zawodowe leśników, ruchy oddolne, a także tysiące indywidualnych osób. Prawnicy nie pozostawili wątpliwości, że projekt poselski jest ustawowym bublem, niezgodnym z prawem europejskim i działającym na szkodę Skarbu Państwa. Apel do premiera Mateusza Morawieckiego i Marszałkini Sejmu, Elżbiety Witek, o wycofanie projektu podpisało w ciągu 10 dni ponad 16,5 tysiąca osób.

Dlaczego ta nowelizacja jest zła?

Pozornie niewielka modyfikacja jednego artykułu ustawy o lasach dałaby możliwość zamiany lasów, gruntów, nieruchomości na inne – nawet mocno zdegradowane – nieruchomości. Decyzje miałyby być podejmowane na szczeblach władzy, pomijając społeczeństwo, leśników i nie dając możliwości odwołania się do sądów.

Nigdy dotąd lasy nie były zagrożone na taką skalę. Zamiast drzew będą kolejne inwestycje, także te niebezpieczne dla ludzi i przyrody, jak spalarnie czy wysypiska. Społeczeństwo polskie pokazało po raz kolejny, że jest przeciwko niszczeniu wspólnego skarbu, jakim są otaczające nas lasy i ich bogactwo przyrodnicze. Ludzie rozumieją, jak ważną funkcję ochronną i społeczną pełnią lasy w dobie największego kryzysu bioróżnorodności w dziejach ludzkości. W Polsce 80% lasów jest zarządzane przez Lasy Państwowe, czyli są naszym wspólnym dobrem, z którego możemy korzystać. Nie ma naszej zgody na prywatyzację lasów pod inwestycje. Dziękujemy wszystkim zaangażowanym w powstrzymanie tej bezmyślnej nowelizacji. Jej miejsce jest w koszu – komentuje Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Warunek zamiany określony w projekcie ustawy – „wspieranie rozwoju i wdrażanie projektów dotyczących energii lub transportu służących upowszechnianiu nowych technologii oraz poprawie jakości powietrza” – dawałby nieograniczone pole inwestycji nawet na cennych przyrodniczo terenach.

Lasy Państwowe potrzebują zmian, ale nie takich, jakie zaproponowała grupa posłów PiS. W setkach miejsc w Polsce trwają protesty przeciwko wycinkom. Z oburzeniem przyjęliśmy też ten kuriozalny projekt. Potrzebujemy wyłączać lasy z gospodarki leśnej, ale nie po to, aby je wycinać i zabudowywać fabrykami, ale po to, by je lepiej chronić. Będziemy przyglądać się dalszym losom tego projektu, by nie dopuścić do szkodliwych dla polskiej przyrody zmian – mówi Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska.

Ustawowy bubel

Dotąd, zgodnie z prawem uchwalonym w 1997 r., wymiany gruntów mogły się odbywać tylko na potrzeby i cele gospodarki leśnej. Leśnicy mieli też prawo zatrzymać drastyczne wylesienia pod inwestycje. Teraz decyzją polityczną, zgodnie z nowelizacją, byłoby można wymienić niemal każdy teren leśny na znacznie gorszy jakościowo. Przyjęte przez autorów projektu kryterium wielkości, a nie wartości danej nieruchomości, wykluczałoby dopłaty, co byłoby działaniem ze szkodą dla Skarbu Państwa. Mało tego, jak wykazała opinia prawnicza Fundacji Frank Bold Polska, jedynymi beneficjentami nowelizacji zostaliby inwestorzy. Majątek wszystkich obywateli mógłby być oddawany za bezcen wąskiej grupie interesu. Praktyka ta byłaby „niedozwoloną pomocą publiczną” zakazaną w prawie Unii Europejskiej.

Pisanie dobrego prawa wymaga czasu i namysłu, a projekty o tak dużym znaczeniu społecznym nie mogą być procedowane za plecami obywateli bez konsultacji publicznych. Niestety, w tym projekcie brakuje wszystkiego, a błędy popełnione przez jego autorów dot. ryzyka powstania strat przyrodniczych, uszczuplenia majątku Skarbu Państwa czy naruszenia prawa UE całkowicie go dyskwalifikują. W naszej ocenie żadne autopoprawki nie poprawią sytuacji i projekt powinien zostać bezwzględnie odrzucony – dodaje dyrektor Fundacji Frank Bold, Bartosz Kwiatkowski.

Konieczne inne zmiany w ustawie o lasach

Ustawa o lasach niewątpliwie potrzebuje zmian, ponieważ już teraz odbiera prawo do decyzyjności i sądów społeczeństwu, co również pozostaje w sprzeczności z prawem unijnym. Gospodarka leśna w obecnym kształcie opiera się na zwiększaniu eksploatacji, co w dobie zmian klimatycznych, kurczących się zasobów wodnych, jest myśleniem anachronicznym. Projekt poselski jest krokiem wstecz, a świat musi zrobić milowe kroki naprzód w ochronie lasów, by zapewnić bezpieczniejszą przyszłość sobie i kolejnym pokoleniom.

Źródło: Pracownia na rzecz Wszystkich Istot