
Flickr.com by rawdonfox
Fabryka HiProMine wpadła na pomysł w jaki sposób pokryć rosnące zapotrzebowanie na białko zwierzęce – owadami. W Robakowie pod Poznaniem zaczęto hodować przeszło 30 gatunków owadów, między innymi karaczanów czy świerszczy, z których później naukowcy pozyskują koncentraty białkowe.
Prowadzimy jedną z nielicznych na świecie i największą obecnie w Europie hodowlę przemysłową owadów, a następnie przetwarzamy je tak, żeby uzyskać z nich wysokobiałkową mączkę odtłuszczoną, tłuszcz i ekstrakt chitynowy – powiedział w wywiadzie dla agencji Newseria Biznes Jakub Urbański, prezes firmy HiProMine.
Według specjalistów, z powodu przyrostu ludności świata, do 2050 roku popyt na białko zwierzęce może być większy nawet do 80 procent.
Dzięki wprowadzeniu automatyzacji hodowli i niekonserwatywnemu podejściu do procesu hodowli owadów na skalę przemysłową udało nam się osiągnąć produktywność około 300 kg żywca owadziego z metra kwadratowego powierzchni hodowlanej w ujęciu miesięcznym. To odpowiada za ok. 75 kg czystego białka. Jest to więc bardzo wydajna hodowla – mówi Jakub Urbański.
Chociaż Centrum Badawczo-Rozwojowe HiProMine ma zostać oficjalnie otwarte 7. grudnia, to w praktyce już funkcjonuje. Inwestycje były możliwe dzięki pozyskaniu środków z programu ,,BRIdge Alfa” Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Pozwoliły one na sfinansowanie pierwszej serii badań nad zwierzętami oraz opracowanie technologii pozwalającej podniesienie wydajności hodowli.
Innowacjami interesują się kraje spoza Unii Europejskiej (za wyjątkiem Norwegii), głównie Rosja, Ukraina, Turcja czy Australia. Regulacje prawne UE nie pozwalają na karmienie zwierząt gospodarskich owadzią paszą.
Jeżeli wejdą regulacje, które umożliwią stosowanie białka owadziego w żywieniu zwierząt, jak drób czy trzoda chlewna, to rynek automatycznie wzrośnie. Będzie tak duży, że planujemy rozwinięcie sieci franczyzowej. Nasza technologia będzie udostępniona podwykonawcom, którzy będą hodowali dla nas owady w oparciu o lokalny rynek odpadów rolnych.
Dodała: Martyna Nowak na podstawie: Newseria
Światowa Organizacja Handlu (WTO) w orzeczeniu wydanym 20 listopada br. uznała, że dotychczasowe rozwiązania chroniące delfiny są sprzeczne z zasadą wolnego handlu. Wniosek o rozpatrzenie sprawy wniósł Meksyk, który jest jednym z największych potentatów w połowach tuńczyka na świecie. Przez bardzo długi czas rybacy łowiąc ryby uśmiercali przy okazji delfiny. Oba gatunki z nie do końca znanych powodów najczęściej pływają razem. Widok delfinów dla rybaków oznacza, że pod wodą przebywają tuńczyki. Dlatego bardzo długo zarzucali oni sieci wokół nich. W ten sposób zwiększano połowy tuńczyka, złapane w sieci delfiny zaś nie mogąc się wynurzyć masowo ginęły. Szacuje się, że w latach 1950-1990 w ten sposób straciło życie 6 mln tych morskich ssaków.

W latach osiemdziesiątych zaczęto dostrzegać ten problem i zaowocowało to wprowadzeniem w Stanach Zjednoczonych specjalnego oznaczenie na puszkach tuńczyka „Dolphin Safe”. Pomimo różnych inicjatyw, które pozwalały omijać ten wymóg zasadniczo produkty nie oznaczone w ten sposób nie mogły być tam sprzedawane. Przyczyniło się to do znacznego ograniczenia śmierci delfinów, nawet o 97 %. Jak się szacuje w rybackich sieciach ginie w ciągu roku ok. 3 tysiące sztuk. Przed wprowadzeniem znaku „Dolphin Safe” liczba ta sięgała nawet 100 tysięcy.
W swojej decyzji WTO wskazało, że wymóg ten jest niedopuszczalną barierą techniczną dla wolnego handlu, która dyskryminuje meksykański przemysł rybny. Decyzja jest ostateczna i Stany Zjednoczone muszą się jej podporządkować. Zignorowanie jej grozi sankcjami handlowymi. Wolny rynek znów triumfuje, człowieczeństwo ma się coraz gorzej…
Oprac. Marcin Wrzos
Czy miarą naszej jakości życia powinien być wskaźnik wzrostu wyprodukowanych w gospodarce dóbr i usług? A jeśli nie, to czym go zastąpić? (więcej…)
Konferencja klimatyczna COP 21 we francuskim wydaniu jest wzorowym wydarzeniem pod względem dbałości o środowisko. Wszystko zostało bardzo skrupulatnie przemyślane, użyte zostały materiały nadające się do recyklingu, odpady są systematycznie segregowane, plastikowe kubeczki do napojów sprzedawane są z kaucją, a autobusy służące do przewozu uczestników i publiczności są hybrydowe lub elektryczne.
Przed wejściem głównym miasteczka klimatycznego w Le Bourget, stoją zaparkowane auta, które wypożyczają uczestnicy szczytu COP 21, również elektryczne. Wzdłuż alei prowadzącej do wyjścia stoi rząd niewielkich stacji do ładowania baterii, w głębi parkingu wielka hybrydowa stacja do ładowania z pochyloną ścianą słonecznych paneli fotowoltaicznych. Do wszystkich tych stacji podłączone są samochody elektryczne Renault i Nissan.
Zaczepieni przeze mnie dwaj kierowcy w służbowych kurtkach z logiem firmy Renault okazują się być nie lada specjalistami: Emmanuel Christophe jest ekspertem dostosowującym technologię firmy Renault do warunków lokalnych w różnych krajach, również w Polsce, gdzie Renault stara się promować samochody elektryczne, Jean Poux jest analitykiem ds. infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych.
Koło nich ładuje się Zoe, zgrabny biały samochód elektryczny marki Renault, średniej wielkości. Pytam, jak długo taki samochód musi się ładować. Okazuje się, że stacje ładowania zainstalowane na potrzeby szczytu klimatycznego mają moc 22 kW i średniej wielkości auto jak Zoe ładuje baterie w mniej niż półtorej godziny, co pozwala przejechać w mieście ok. 130 km. Ale większość stacji w Paryżu i innych miastach regionu Ile-de-France , których jak się okazuje jest już dziś bardzo wiele, to stacje o znacznie mniejszej mocy, bo ok. 3,5 kW, wówczas ładowanie trwa 8 godzin. To wystarczy na codzienny dojazd do pracy. Zresztą wiele z aut elektrycznych to auta w systemie „car sharing” czyli aut funkcjonujących na tej samej zasadzie co sieci rowerów publicznych w wielu miastach, jak np. w Warszawie.
Pytam jakie są zalety elektrycznego auta, poza znaczną obniżką emisji dwutlenku węgla, zależącą jednak od tego w jaki sposób produkuje się w danym kraju elektryczność, gdyż sam silnik elektryczny nie tylko nie produkuje emisji CO2, szkodliwych dla klimatu, ale też nie zanieczyszcza powietrza szkodliwymi dla zdrowia tzw. niskimi emisjami. „Kto raz wsiadł do samochodu elektrycznego, dla tego powrót do tradycyjnego auta z silnikiem termicznym jest jak kara” – mówi Emmanuel Christophe. „Wreszcie można słuchać czegoś innego niż szum silnika – śpiewu ptaków za oknem czy muzyki w aucie, nawet muzyki klasycznej, momentami zupełnie nie słyszalnej w hałasie tradycyjnych pojazdów.” A Jean Poux dodaje, że „nawet na korki ludzie przestają narzekać, bo stanie w korku stało się momentem przyjemności i odpoczynku”.
Dowiaduję się jeszcze, że elektryczny samochód prowadzi się tak samo jak auto z automatyczną skrzynią biegów, co zapewnia kierowcy dodatkowy komfort jazdy.
Z Paryża Ewa Sufin-Jacquemart dla Zielonych Wiadomości
Projekt 500 złotych na drugie i kolejne dziecko mimo swej prostoty jest trudny do jednoznacznej oceny. Z jednej strony dobrze, że władza jako jeden z priorytetów uznaje wsparcie rodzin i jest gotowa zainwestować w to znaczne środki (szacowany koszt przedsięwzięcia to od 15 do 21 mld rocznie w zależności od ostatecznego kształtu jaki ostatecznie program przybierze). Napisałem o „inwestowaniu” bowiem polityka rodzinna może okazać się inwestycją także w dosłownym sensie. Nie chodzi tylko o stymulowanie dzietności (bowiem potencjalny wpływ akurat tego programu na wzrost liczby dzieci wydaje się dalece niepewny), ale przede wszystkim o współtworzenie przez politykę publiczną warunków bezpieczeństwa i rozwoju dla dzieci i ich rodziców.
Na uwagę zasługuje też przyświecające autorom projektu podejście „ uniwersalne” zgodnie z którym wsparcie nie jest adresowane tylko dla najuboższych, ale dla dzieci ogółem jako mechanizm motywacyjny (w założeniach zachęcający do decyzji prokreacyjnych) i kompensacyjny (świadczenie łagodzi koszty jakie ponoszą rodziny w związku z wychowaniem dziecka). Jest to nieco inne podejście niż to które cechowało ewolucję polityki rodzinnej od początku transformacji, a więc dążenie by wsparcie trafiało tylko do najbardziej potrzebujących. Takie podejście widać dziś nie tylko w ustawie o pomocy społecznej, ale także ustawie o świadczeniach rodzinnych, na gruncie której wspierane finansowo są rodziny niezamożne.
Lepiej tworzyć nowe formy czy rozwijać czy rozszerzać dotychczasowe?
Doświadczenia krajów za granicą pokazują, że także „uniwersalne” podejście jest uprawnione i stosowane, więc warto o nim dyskutować także u nas. Pomysł Prawa i Sprawiedliwości co prawda ową zasadą powszechności nie obejmuje rodzin z jednym dzieckiem (przewidziany jest dla nich próg dochodowy – 800 złotych lub 200 złotych w przypadku dziecka z niepełnosprawnością), a ponadto w jednej z wypowiedzi Pani Premier pojawiała się sugestia o ewentualności wprowadzenia progu dochodowego dla wszystkich rodzin zamożnych. Ewentualne wprowadzenie kryterium nie przekreśla sensowności programu, zwłaszcza jeśli próg ustalony byłby na wysokim poziomie, pozwalającym na objęcie wsparciem nie tylko rodziny biedne ale także te o średnich dochodach. Można jednak zastanawiać się – czy zamiast tworzyć nowe, odrębne świadczenie wychowawcze nie lepiej byłoby podnieść do 500 złotych kwotę obecnie wypłacanych zasiłków rodzinnych, a także znacznie podnieść próg uprawniający do korzystania z nich?
Bogaci zyskają więcej niż niektórzy ubożsi – czy to sprawiedliwe?
Ważniejszy jednak zarzut wobec koncepcji nowego świadczenia dotyczy harmonizacji tej formy wsparcia z niektórymi dotychczas pobieranymi przez ubogie rodziny świadczeniami z pomocy społecznych. Jeśli owo 500 złotych będzie wliczane do dochodu część ubogich rodzin pobierając je może przekroczyć próg dochodowy z pomocy społecznej i/lub świadczeń rodzinnych , co pozbawi ich części dotychczas otrzymywanych świadczeń. Szczególnie może uderzyć to w rodziny, w których obok wychowywania dzieci sprawowana jest jeszcze opieka nad osobami niesamodzielnymi (np. starszą babcią). Po przekroczeniu odpowiedniego kryterium dochodowego do świadczeń rodzinnych na skutek pobrania 500 złotych na dziecko rodzina taka może stracić 520 złotych specjalnego zasiłku opiekuńczego, który przysługuje w przypadku rezygnacji z pracy z tytułu opieki nad znacznie niepełnosprawną osobą dorosłą i spełnienia kryterium dochodowego na poziomie 764 złotych na osobę. Także tam gdzie rodziny korzystają z usług opiekuńczych i specjalistycznych usług opiekuńczych samo zwiększenie dochodu dzięki owym 500 złotym może zwiększyć koszt odpłatności za nie, bowiem indywidualny poziom opłat jest ustalany przez gminę w zależności od tego o ile zostanie przekroczone kryterium dochodowe do świadczeń z pomocy społecznej. Nawet jeśli w owych rodzinach bilans finansowych korzyści i strat okazałby się korzystny, ale w stopniu o wiele mniejszym niż 500 złotych dodatkowego dochodu, podczas gdy rodziny zamożne i to bez dodatkowych obciążeń opiekuńczych będą mogły skorzystać w pełni z nowego świadczenia, pojawia się pytanie o to czy rozwiązanie to ma sens z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej. Nie wydaje się szczególnie sprawiedliwa społecznie sytuacja, w której korzystają wszyscy ale ci, którym na starcie jest lepiej w znacznie większym stopniu niż ci, którym jest gorzej.
Kwestia usług publicznych niesłusznie pomijana
Kolejna problematyczna kwestia to potencjalne koszty utraconych możliwości finansowania innych form wsparcia rodziny. Wszak, program jest na tyle kosztowny, że pod znakiem zapytania stoi w ogóle możliwość pokrycia kosztów jego wprowadzenia w najbliższym roku. Tym bardziej nie jest pewne czy władza będzie chciała ( i miała ku temu zasoby) by finansować jeszcze inne instrumenty polityki rodzinnej jak opieka nad dzieckiem do lat trzech, opieka przedszkolna, asysta rodzinna etc. Niepokój wynika także z tego, ze w programie partii, która objęła władze jak i w wypowiedziach jej przedstawicieli nie ma w ogóle wzmianki o potrzebie dalszego rozwoju usług opiekuńczych wobec bardzo małych dzieci. A to właśnie ten instrument jest głównym filarem nowoczesnej polityki rodzinnej w krajach rozwiniętych, podczas gdy transfery socjalne są raczej jej uzupełnieniem. Rozwój usług opiekuńczych zapewne też w większym stopniu mógłby przyczynić się do promowania dzietności, bowiem pośrednio przekłada się na możliwość powrotu kobiet na rynek pracy, a to właśnie obawa o niemożność kontynuowania drogi zawodowej jest jedną z najczęściej wskazywanych barier dla decyzji prokreacyjnych. Przyczyniać się może ona także do ryzyka ubóstwa, w związku z brakiem dochodu z pracy jednego z rodziców. Ponadto biorąc pod uwagę integracyjne i prorozwojowe walory objęcia tego typu usługami dzieci z różnych grup społecznych, zwłaszcza tych defaworyzowanych, zmniejsza się tym samym ryzyko ubóstwa i wykluczenia ich w przyszłości oraz reprodukcji niekorzystnego statusu społecznego.
Polityka społeczna to nie tylko wsparcie rodzin
Na koniec jeszcze jednak uwaga. Dyskusja o 500 złotych absorbuje niemal całą publiczną uwagę jeśli chodzi o politykę społeczną. Nie do końca słusznie. Jest wiele innych nie rozwiązanych problemów i grup wymagających pilnie podjętych działań publicznych. Nie wszystkie je możemy zapisać w kategorii „rodziny z dziećmi”, wobec czego nie skorzystają z nowego instrumentu. Można długo wymieniać. Niezdolne do pracy osoby schorowane i starsze, wykluczeni opiekunowie niepełnosprawnych osób dorosłych, osoby doświadczający niestabilności na rynku pracy i w sytuacji mieszkaniowej, długotrwale bezrobotni czy młodzi ludzie bez perspektyw i wsparcia, opuszczający pieczę zastępczą lub własne rodziny dotknięte dysfunkcją. Katalog ten jest otwarty i można dopisać jeszcze wiele grup do wsparcia i spraw do załatwienia. Powinniśmy o nich pamiętać i przypominać władzy, pytać co ma ona im do zaoferowania i podpowiadać rozwiązania.

Foto: Flickr.com by 350.org
Cóż za niezwykły pomysł i jeszcze bardziej zaskakująca realizacja, gdy ponad 30 tysięcy par butów „maszerowało” 29 listopada ulicami Paryża, zamiast ich właścicieli, którym to uniemożliwiono z powodów bezpieczeństwa, wysyłając w świat wezwanie od ludzi do polityków, aby wreszcie podjęli ambitne zobowiązania dla klimatu, na poziomie zagrożeń i wyzwań. Szkoda jednak, że władze nie okazały więcej wyrozumiałości dla łamiących oficjalny zakaz manifestowania aktywistów, którym odebrano prawo do realizacji tego, co uważają za swój święty obowiązek.
21. Konferencja Stron Narodów Zjednoczonych odnośnie zmian klimatu, w skrócie COP 21, jest aktualnie bez wątpienia centralnym wydarzeniem dla Francuzów, a już na pewno dla Paryżan. Nie tylko telewizja publiczna poświęca wiele czasu antenowego temu wydarzeniu, nadając na żywo przemówienia, dziesiątki wywiadów, komentarzy i debat (jaki rażący kontrast z medialną ciszą jaką otoczono szczyt klimatyczny w Warszawie w 2013 roku…), ale też w całym mieście, na stacjach metra, przystankach autobusowych i w innych miejscach wiszą banery, afisze i informacje o zmianach klimatu i o szczycie COP 21.

Foto: Flickr de UNFCCC
W poniedziałek 30 listopada od rana przybywali do podparyskiego tymczasowego miasteczka klimatycznego w Le Bourget pod Paryżem szefowie 150 krajów, których witali prezydent François Holland i Ségolène Royal, francuska minister ekologii , trwałego rozwoju i energii.
Laurent Fabius, minister spraw zagranicznych Francji, przejął oficjalnie prezydencję szczytu klimatycznego COP21 o godzinie 10:00 przed 1300 delegatami ze 195 krajów, zebranymi w sali plenarnej pilnie strzeżonego tymczasowego miasteczka klimatycznego Le Bourget pod Paryżem.
Z rąk swego poprzednika, Prezydenta szczytu COP20 w Limie Manuela Pulgara-Vidala otrzymał drewniany młotek, którym powinien potwierdzić przyjęcie nowego światowego porozumienia klimatycznego w dniu 11 grudnia.
Fabius zadeklarował w swoim przemówieniu, że „wszystko zostało zaprojektowane, aby umożliwić pracę w sprzyjających warunkach, z poszanowaniem środowiska naturalnego. Specjalna przestrzeń, „Espace Générations Climat” (przestrzeń pokoleń dla klimatu) została zarezerwowana dla społeczeństwa obywatelskiego, gdyż chcieliśmy, aby ta konferencja oddawała jej ducha, nadając dużą wagę zobowiązaniom podmiotów pozarządowych w ramach planu działania Lima-Paryż”.
Najważniejszą misją prezydencji francuskiej jest ułatwić osiągnięcie światowego porozumienia klimatycznego, w zastępstwie wygasającego protokołu z Kioto. Porozumienie to musi być na dodatek na tyle ambitne, aby umożliwić utrzymanie wzrostu temperatury na Ziemi w granicach 2*C do końca tego stulecia, w stosunku do sytuacji przed rewolucją przemysłową. Taka jest bowiem granica, która zdaniem naukowców może być granicą przetrwania nie tylko dla ludzi ale i dla zwierząt.
„W dniu otwarcia konferencji w Paryżu, sukces nie jest jeszcze gwarantowany, ale jest w zasięgu ręki” – zapewnił Fabius.
Sekretarz Wykonawczy UNFCCC Christiana Figueres powiedziała następnie, iż „nigdy dotąd tak wielka odpowiedzialność nie spoczywała na tak niewielu ludziach – świat na was patrzy i na was liczy”.
Konferencja klimatyczna COP 21 odbywa się w dwóch językach, angielskim i francuskim, m.in. aby umożliwić francuskojęzycznym krajom rozwijającym się pełne uczestnictwo w obradach i wydarzeniach. W końcu i tak ich sytuacja jest nie do pozazdroszczenia: odczują boleśnie zmiany klimatu, do których się bardzo niewiele przyczynili.
Z Le Bourget, Ewa Sufin-Jacquemart dla Zielonych Wiadomości
Tomasz Goliński poleca podcasty, dzięki którym będziecie trzymać rękę na pulsie zmieniającego się świata. (więcej…)
W średniowiecznej Europie miasto, prototyp współczesnego miasta europejskiego, było na tle wiejskiego otoczenia swoistą enklawą bezpieczeństwa i wolności. (więcej…)
Prawicowe rządy Polski i Węgier zapowiedziały, ża złożą veto w sprawie nowych rozporządzeń Unii Europejskiej, związanych z procedurami prawnymi dla osób pozostających w związkach partnerskich i małżeństwach jednopłciowych. Chodzi m.in. o kwestie dziedziczenia majątku. Rozporządzenia zakładają też definicję małżeństwa jako związku osób dowolnej płci, co jest, według polskich władz, sprzeczne z konstytucyjną definicją małżeństwa.
W tej chwili nie ma prawnych uregulowań związków jednopłciowych w sześciu krajach Unii Europejskiej. Oprócz Polski są to Włochy, Grecja, Słowacja, Litwa i Łotwa. W Chorwacji i na Węgrzech, mimo konsystucyjnej definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, funkcjonują związki partnerskie. Poza tymi terenami, pary jednopłciowe nie są chronione jeszcze na należących do Danii Wyspach Owczych i wyspie Guernsey, brytyjskim terytorium położonym u wybrzeży Francji.
Dodał: Łukasz Markuszewski
Minister Zdrowia, Konstanty Radziwiłł, zapowiedział skrócenie programu finansowania zabiegów in-vitro z budżetu państwa. Program Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego był zaplanowany do 2016 r., następnie rządząca Platforma Obywatelska przedłużyła go tuż przed wyborami do końca 2019 r.
Ministerstwo zadecydowało jednak o skróceniu programu, który wygasnąć ma w starym terminie – 31 czerwca 2016 r. Jednocześnie zapewnia, że pary, które załapią się w terminie na program, mają mieć dostęp do w pełni sfinansowanych zabiegów.
Prawo i Sprawiedliwość od początku sprzeciwiało się finansowaniu in-vitro z budżetu państwa. Powoływało się na kwestie finansowe, ale także ideowe, uważając metodę zapłodnienia pozaustrojowego za nienaturalną.
Premier Beata Szydło zapowiedziała dziś, że program wsparcia ubogich rodzin, określany w mediach jako „program 500+” ruszy najpóźniej w kwietniu. Zakłada on, że państwo będzie inwestowało w konsumpcję wewnętrzną wspierając ubogie rodziny kwotą 500 zł na drugie i kolejne dziecko, oraz także na pierwsze, jeśli dochód w rodzinie nie przekracza 800 zł miesięcznie netto.
Jednocześnie jednak nowy dodatek rodzinny będzie liczył się do dochodu, co oznacza, że osoby, które przekroczą pewne progi uprawniające do pomocy społecznej utracą inne formy wsparcia socjalnego.
Centrum Analiz Ekonomicznych wyliczyło, że spośró 1,2 mln rodzin korzystających z pomocy państwa aż 150 tys. straci całość dodatków socjalnych, a kolejne 190 tys. utraci dużą ich część. Oznacza to, że ponad 1/3 ubogich w Polsce może trafić z deszczu pod rynnę.
Jednocześnie PiS chwali się, że dzięki reformie polityki społecznej zaoszczędzi blisko miliard złotych rocznie.
Dodał: Łukasz Markuszewski
„Na świecie cieplejszym o 3 stopnie Celsjusza nie może być bezpiecznie”, ostrzega autorka i aktywistka Naomi Klein.
To byli ludzie przeciwko „doktrynie szoku” – na ulicach Paryża w niedzielę, gdy tysiące odważyły się sprzeciwić zakazowi protestów podczas długo oczekiwanego światowego szczytu klimatycznego (COP21).
Około 10 000 demonstrujących utworzyło łańcuch ludzki wzdłuż trzykilometrowej trasy odwołanego marszu – przyłączając się do milionów ludzi na całym świecie, którzy wyszli na ulice, aby domagać się od światowych przywódców zdecydowanego działania w celu przeciwdziałania narastającemu zagrożeniu na skutek zmiany klimatu.
W tym samym czasie francuska policja użyła podobno gazu łzawiącego przeciwko protestującym na znajdującym się w pobliżu Placu Republiki i aresztowała ponad 200 osób w ciągu całego dnia. W dniach poprzedzających 21. Konferencję Stron Narodów Zjednoczonych (COP21) przeprowadzono naloty prewencyjne i nałożono areszty domowe na znanych aktywistów klimatycznych.

Foto: Ben i Jerry
W swoim doniesieniu z Paryża, autorka książki „Doktryna szoku”, Naomi Klein powiedziała, że zdławienie przez rząd francuski protestów podczas negocjacji klimatycznych odbywających się po listopadowych atakach terrorystycznych, stanowi klasyczny przypadek „doktryny szoku”, kiedy władze używają „rzeczywistego kryzysu do przeprowadzenia rzeczy, które tak czy inaczej chciały zrobić” – takich jak uciszenie sprzeciwu czy rozszerzenie kontroli i nadzoru.
W video opublikowanym opublikowanym przez Mediart i the Nation, Klein zauważa, że o ile bezpieczeństwo jest w tej chwili we Francji „niezmiernie ważną kwestią”, to „rząd francuski w rzeczywistości użył jej jako pretekstu do spacyfikowania protestów czasie COP”.
„Na świecie cieplejszym o 3 stopnie Celsjusz nie może być bezpiecznie”, zauważa Klein, wskazując na kraje globalnego południa i nisko położone wyspy na Pacyfiku, które w konsekwencji podnoszenia się poziomu oceanów, fal upałów i suszy, już konfrontują się bardzo realnymi zagrożeniami związanymi ze zmianą klimatu.
„Istnieje potrzeba, by ten krąg żałobny, ten krąg przyjaciół życia rozszerzyć tak, aby objął każdego”, dodała w swoim pierwszym doniesieniu z Paryża, które można obejrzeć poniżej tutaj.
Cindy Wiesner z Grassroots Global Justice Alliance powiedziała w oświadczeniu, że demonstrujący w niedzielę “wyrazili sprzeciw…aby obronić demokrację, odzyskać ulice, i pokazać swoją solidarność z ludźmi, którzy żyją w pobliżu odwiertów gazu łupkowego, projektów REDD i elektrowni atomowych – odrzucając wszystkie te fałszywe rozwiązania, które COP21 zamierza wprowadzić”.
Pablo Solon, poprzedni główny negocjator z Boliwii, dodał, że „w tej chwili jest ważniejsze niż kiedykolwiek przedtem, aby ludzie wyszli na ulice w celu potępienia złej umowy klimatycznej”, która jest obecnie negocjowana. „COP21 będzie najgorszym ze wszystkich szczytów klimatycznych, ponieważ doprowadzi do spalenia planety”, powiedział. „Nie możemy się na to zgodzić”.
Organizacje ekologiczne natychmiast potępiły postępowanie niektórych z protestujących, którzy zachowywali się agresywnie i obrzucili policję ładunkami wybuchowymi, zauważając jednocześnie, że niewielka grupa ludzi zachowujących się niewłaściwie nie może stanowić pretekstu do odwołania globalnego wezwania do działania.
Organizacja klimatyczna 350.org wdała oświadczenie, że osoby te „nie należały do ruchu klimatycznego”, i naruszyły „zobowiązanie do niestosowania przemocy podjęte przez wszystkie grupy należące do koalicji klimatycznej”.
Odnosząc się do tych aktów przemocy, Klein oświadczyła: „Nawet jeśli nie zgadzamy się ze wszystkimi działaniami, jakie miały miejsce, ogólna atmosfera sprzeciwu jest czymś z czego należy się cieszyć. Ostatecznie reakcja rządów na kryzys klimatyczny jest całkowicie nieadekwatna i naraża nas na wielkie niebezpieczeństwo. W obliczu tej porażki posłuszeństwo byłoby równoznaczne z przyzwoleniem”.
W czasie trwającej dwa tygodnie konferencji zapowiadane są dalsze demonstracje i akcje, w tym Międzynarodowy Trybunał Praw Natury (International Tribunal on the Rights), obywatelska Strefa Działań Klimatycznych (Climate Action Zone) w dniach 7-11 grudnia i alternatywny Ludowy Szczyt Klimatyczny (People’s Climate Summit) w najbliższy weekend.
Tłumaczenie: Jan Skoczylas
źródło: Common Dreams
Artykuł opublikowany na podstawie licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 License