Komisja Europejska, po zakończonym właśnie postępowaniu wyjaśniającym, uznała system podatkowy Belgii za szkodliwy dla unijnej konkurencji. „System stanowi odstępstwo od normalnej praktyki zgodnej z belgijskimi przepisami dotyczącymi podatku od przedsiębiorstw” – uznała komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager.

Belgijski system podatkowy umożliwiał wielkim korporacjom obniżenie swoich danin o 50-90%, co zostało uznane za niezgodne z duchem konkurencji europejskiej, bo rozwiązania te nie były dostępne dla niewielkich firm lokalnych i krajowych.

System został wprowadzony w 2005 r. przez rząd Guya Verhofstadta, obecnego lidera Sojuszu Liberałów i Demokratów na rzecz Europy oraz kandydata tej frakcji na przewodniczącego Komisji Europejskiej w 2014 r.

Dodał: Łukasz Markuszewski

Zmieniła się koncepcja podatku od hipermarketów, jednego ze sztandarowych postulatów wyborczych zwycięskiego Prawa i Sprawiedliwości. W pierwotnej wersji dotyczyć miał dużych jednostek handlowych, sklepów o powierzchni powyżej 250 m2. Według zapowiedzi przedstawicieli rządu, obecna koncepcja podatku dotyczyć będzie obrotów sklepu. Podatek mają płacić także sklepy internetowe.

Przedstawiciele branży chcieli, by kwota wolna od podatku wynosiła 12 mln rocznie. Wiadomo jednak, że będzie niższa. Nie ma póki co pewnych informacji co do wysokości daniny. Odrzucono propozycje, by najwyższy próg wynosił 5%, będzie on z całą pewnością sporo niższy, maksymalnie 2-3%. Jednocześnie część ekspertów jest zdania, że powinien on wynosić do jednego procenta, by nie wpłynąć negatywnie na handel detaliczny w Polsce.

Podatek od hipermarketów obowiązuje m.in. we Francji i Hiszpanii, a także tymczasowo funkcjonował w Szkocji i na Węgrzech. W samej Katalonii tylko w 2013 r. przyniósł rządowi 37 mln euro zysków.

Dodał: Łukasz Markuszewski

Minister Skarbu Państwa, Dawid Jackiewicz, zapowiedział, że w resorcie rozpoczęto prace nad analizą fuzji PKN Orlen, Lotosu i PGNiG.

Prace mają charakter koncepcyjny, nie ma jeszcze ustaleń dotyczących charakteru fuzji ani nawet decyzji o fuzji. Rozważane są różne scenariusze dotyczące scalenia, wstępne ustalenia mają być gotowe najpóźniej w końcu I kwartału 2016 r.

Minister Jackiewicz rozpoczęcie prac motywuje następująco: „Przede wszystkim chodzi nam o zabezpieczenie interesów Skarbu Państwa w tych spółkach przed ewentualnymi próbami wrogiego przejęcia. Będziemy także zastanawiali się, jakie potencjalnie są do osiągnięcia efekty synergii”.

Jednocześnie dodał uspokajająco:

„Nie mamy planów wycofanie tych spółek z giełdy. Traktujemy je jako nasze spółki strategiczne”

Dodał: Łukasz Markuszewski

Foto: Stephen Melkisethian/Flickr/Creative Commons

Foto: Stephen Melkisethian/Flickr/Creative Commons

6 listopada zeszłego roku zakończył się spór o budowę rurociągu Keystone XL, którym miała płynąć ropa z kanadyjskiego miasta Hardisty do Steele City w stanie Nebraska. Administracja Obamy odrzuciła wtedy plany jego budowy, podkreślając, że nie przyniesie planowanych korzyści dla gospodarki, bezpieczeństwa energetycznego i konsumentów. Jako jeden z głównych powodów swojej decyzji podał również ewentualne szkody dla środowiska, podkreślane przez wielką koalicję organizacji, ruchów ekologicznych i aktywistów sprzeciwiających się budowie Keystone XL. Inwestorem miał być kanadyjski koncern TransCanada. Jego interesów próbował bronić jeszcze Kongres, ale wysiłek ten od początku skazany był na niepowodzenie. Społeczeństwo obywatelskie mogło odtrąbić spory sukces.

Jednak 6 stycznia koncern TransCanada wydał oświadczenie, że pozywa Stany Zjednoczone o odszkodowanie w wysokości 15 miliardów dolarów. Podstawą pozwu jest prawo ochrony inwestorów (ISDS) w Północnoamerykańskim Układzie Wolnego Handlu (NAFTA). Decyzja ta jest kolejnym dowodem na niedemokratyczne przywileje wpisane (i ciągle wpisywane) w wiele umów handlowych, na mocy których inwestor może dochodzić roszczeń z tytułu utraty przyszłych zysków. Koncern uważa, że został „niesprawiedliwie pozbawiony wielomiliardowej inwestycji” i odrzuca wszelkie ekspertyzy wskazujące na zbyt wysokie ryzyko i koszty środowiskowe inwestycji.

Stanowisko koncernu, że infrastruktura i rurociąg, które pozwalają płynąć 800 tysiącom baryłek ropy dziennie nie ma negatywnego wpływu na środowisko naturalne wydaje się absurdalne. Jednak w jego obronie może pomóc fatalna ekspertyza wykonana na zlecenie Departamentu Stanu. Choć przeczą jej liczne niezależne raporty oraz analizy Agencji Ochrony Środowiska, to TransCanada zapewne powoła się na nią i tanio skóry nie sprzeda. Przynajmniej tak strategię koncernu opisuje Jamie Henn z organizacji 350.org, zaangażowanej w walkę przeciwko Keystone XL.

Warto przypomnieć, że USA są krajem bardzo rzadko pozywanym przez korporacje. Ponadto nie przegrały jeszcze żadnej sprawy przed prywatnymi trybunałami arbitrażowymi. Tak jak poprzednie przypadki pozwów opartych na klauzuli ISDS, przypadek TransCanada obnaża przywileje korporacji przemycone w umowach handlowych, z których coraz śmielej korzystają, podważając regulacje mające na celu ochronę dobra publicznego i środowiska.

Henn twierdzi jednak, że przeciwnicy takich umów handlowych, jak Partnerstwo Transpacyficzne (TPP) czy Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) mogą wykorzystać tę sprawę w swoich kampanijnych bojach. Sugeruje on, że walka z Keystone XL oraz sprzeciw wobec wspomnianych umów handlowych mobilizuje ludzi i podnosi ich świadomość na temat przywilejów korporacji i ich odpowiedzialności za podgrzewanie Ziemi. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę choćby ostatnie doniesienia brytyjskiego Guardiana, że koncern ExxonMobil ma istotny wpływ na treść rozdziału TTIP poświęconego energetyce.

Oprac. Robert Reisigová-Kielawski

Źródło: Common Dreams

Wydobycie ropy z piasków roponośnych w Albercie w Kanadzie. Foto: (cc) Dru Oja Jay, Dominion.

Wydobycie ropy z piasków roponośnych w Albercie w Kanadzie. Foto: (cc) Dru Oja Jay, Dominion.

Komisja Nadzoru Finansowego złożyła wniosek o upadłość SKOK-u Kujawiak. Jest to już trzecia bankrutująca kasa. Wcześniejsze dwie to SKOK Wołomin i SKOK Wspólnota. SKOK Kujawiak ma 18 tysięcy członków i jest największą kasą oszczędnościową na Kujawach. W porównaniu z dwoma wcześniej upadłymi kasami jest jednak niewielki: SKOK Wołomin miał 80 tysięcy członków, a SKOK Wspólnota 70 tysięcy.

SKOK Kujawiak bankrutuje z powodu niedoboru kapitałów własnych, który wynosi 78 milionów złotych, zaś strata w okresie od stycznia do października wyniosła 15 milionów złotych. Ponadto zarząd kasy fałszował dokumenty finansowe zawyżając wartość spółek będących w posiadaniu SKOK-u.

 

Dodał: Jakub Krzyżanowski

Program 500+ obejmie każde drugie i kolejne dziecko bez zastosowania kryterium dochodowego – poinformowała minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska. W przypadku pierwszego dziecka obowiązywać ma próg dochodowy w wysokości 800 zł na osobę lub 1200 zł, jeśli dziecko jest niepełnosprawne. Ze świadczenia będą mogły skorzystać także osoby przebywające za granicą, jednak pod warunkiem, że nie pobierają świadczeń w innym kraju.

Program 500+ jest, obok podwyższenia kwoty wolnej od podatku oraz obniżenia wieku emerytalnego, jedną z kluczowych obietnic wyborczych PiS. W pierwotnej wersji mówił o świadczeniu w wysokości 500 zł wypłacanemu przez państwo na każde dziecko, jednak po wygranych wyborach PiS odszedł od tej wersji proponując wypłatę świadczenia dopiero na drugie dziecko, a wypłatę na pierwsze uzależniając od progu dochodowego.

 

Dodał: Jakub Krzyżanowski

Aby zareagować we właściwy sposób, najpierw możemy potrzebować okresu żałoby.

Przytłaczająca większość klimatologów mówi, że w najbliższych latach będziemy mieli do czynienia z bezprecedensowym ociepleniem ziemskiego klimatu. Ci sami naukowcy – tak jak ty czy ja – borykają się z emocjami wywołanymi przez te fakty i złowieszcze przewidywania. Moje dzieci – które mają teraz 12 i 16 lat – mogą żyć w świecie cieplejszym niż kiedykolwiek przedtem w ciągu ostatnich 3 milionów lat, i stanąć w obliczu wyzwań, które dopiero zaczynamy sobie uświadamiać, i na wiele sposobów być pozbawione bogatego, różnorodnego świata, w którym dorastało nasze pokolenie. Jak się do tego odnieść, i jak żyć z tą ponurą wiedzą?

Badając różne populacje , psychologowie udokumentowali długą listę konsekwencji zmiany klimatu dla zdrowia psychicznego: trauma, szok, stres, niepokój, depresja, powikłana żałoba, problemy w relacjach, nadużywanie substancji psychoaktywnych, poczucie beznadziei, fatalizm, apatia, utrata autonomii i poczucia kontroli, jak również utrata tożsamości osobistej i zawodowej.

Ten więcej-niż-osobisty smutek jest tym, co nazywam „Wielkim Żalem” – uczuciem, które wzbiera w nas, tak jakby pochodziło z samej Ziemi. Być może niedźwiedzie i delfiny, wycięte lasy, zatrute rzeki, i coraz bardziej zakwaszone, wypełnione plastikiem oceany również mają w środku uczucie żalu, zupełnie tak jak my. Każda nowa wiadomość dotycząca klimatu coraz częściej wywołuje poczucie strachu: Czy jest już za późno, żeby to odwrócić? Myśl, że nasz indywidualny żal i poczucie straty emocjonalnej mogą w rzeczywistości być reakcją na pogarszanie się jakości naszego powietrza, wody i stanu całego środowiska, rzadko pojawia się w rozmowach czy mediach. Może wypłynąć jako lęk o to, na jakim świecie będą zmuszeni żyć nasi synowie i córki. Ale co z tym robimy? Niektórzy zanoszą to prywatnie do terapeuty. Jest tak, jakby był to temat, o którym nie należy dyskutować publicznie.

Odczułem ostatnio ponownie Wielki Żal, kiedy czytałem informacje o tym, że koralowce są na skraju wymarcia na skutek ocieplenia zaśmieconych plastikiem oceanów i przełowienia antara patagońskiego. Czy ta nagła fala żalu przybywa z głębin oceanów w reakcji na bezwzględność i smutek trwającej destrukcji? A może jest to tylko osobisty kaprys? Jako psycholog nauczyłem się nie lekceważyć takich reakcji czy poruszeń duszy, lecz traktować je z szacunkiem.

Dysponujemy dużą ilością dowodów pochodzących z coraz liczniejszych badań, przeprowadzanych zarówno w formie zogniskowanych wywiadów grupowych, jak i wywiadów z osobami dotkniętymi suszami, powodziami i erozją obszarów przybrzeżnych. Ich uczestnicy wyrażają głęboki ból z powodu strat spowodowanych zaburzeniami klimatu. Jest on pogłębiony również przez to, co postrzegają jako nieadekwatną i fragmentaryczną reakcję – na poziomie lokalnym, narodowym i globalnym. W badaniu przeprowadzonym przez Susanne Moser, jeden z typowych uczestników mówi: „I to naprawdę się dzieje, to, co próbujemy tutaj powstrzymać staje się rzeczywistością. Wygląda na to, że wszystko to nie przynosi prawie żadnych rezultatów , z tymi wszystkimi rządowymi agencjami, które tylko szkodzą… a przy tym pomyśl o kosztach – wydaje się to beznadziejne. Jest to przygnębiające, bo kocham to miejsce”. W innym badaniu zrealizowanym przez socjolożkę Kari Norgaard, jeden z uczestników, który mieszka nad rzeką, mówi z poruszeniem: „To jest tak jakby… chcesz być dumny z tego, kim jesteś i twoja tożsamość związana jest z rzeką, więc kiedy rzeka ulega degradacji, odbija się to na tobie”. Jeszcze inna osoba, cierpiąca z powodu długotrwałej suszy , wyjaśniła zespołowi kierowanemu przez profesora Glenna Albrechta, że nawet jeśli „masz tam basen, nie chcesz tak naprawdę wychodzić na zewnątrz, na zewnątrz jest obrzydliwie, nie chcesz wychodzić”.

Ostatnia ankieta Yale Project on Climate Change Communication i George Mason University Center for Climate Change Communication przyniosła następujące zdumiewające statystyki: “Większość Amerykanów (74%) powiedziała, że „rzadko” albo „nigdy” nie rozmawia o z rodziną lub przyjaciółmi o globalnym ociepleniu, liczba ta znacznie wzrosła od roku 2008 (60%)”. Emfaza pochodzi ode mnie.

Te cytaty i statystyki oddają rzeczywistość, której wielu woli unikać lub nie pozostawać w niej zbyt długo – jest to podobna do Mordoru kraina ekologicznego niepokoju, złości, rozpaczy i depresji. Jedną z podstawowych poprawiających samopoczucie funkcji zaprzeczenia jest zapewnianie nam większego komfortu poprzez wymazanie tej wewnętrznej, lodowatej ciemności.

Ankieta dotycząca klimatu zawiera jednak również wyniki, które napawają pewnym optymizmem: „Amerykanie są dziewięć razy bardziej skłonni przychylić się do poglądu, że dbanie o Ziemię i jej zasoby jest naszym obowiązkiem (62%), niż do przekonania, że mamy prawo do używania Ziemi i jej bogactw dla swojej własnej korzyści (7%)”.

A co by się stało, gdybyśmy zamiast unikać tego bólu, żalu i rozpaczy, albo obwiniania za wszystko ICH – korporacji, polityków, agrobiznesu, drwali czy skorumpowanych biurokratów, mogli pochylić się nad tymi uczuciami i je zaakceptować? Moglibyśmy docenić je za to, czym są, zamiast je odrzucać jako coś niewłaściwego, osobistą słabość bądź winę kogoś innego. Z jakiegoś powodu wydaje się ważne, żeby nie ustawać i skontaktować się z tą rozpaczą, która wzbiera w nas w reakcji na degradację natury. Jako kultura możemy odkryć kilka prawd, kryjących się za uczuciami, które na ogół poddajemy w wątpliwość, uważając je ze depresyjne. Te emocje dokładnie odzwierciedlają stan środowiska naturalnego naszego świata. Według „wskaźnika żyjącej planety” (Living Planet Index), w ciągu ostatnich czterdziestu lat odeszła ponad połowa wszystkich zwierząt. Zgodnie z Milenijnym Sprawozdaniem Oceniającym Ekosystemy (Millennium Ecosystem Assessment Report), większość ekosystemów ulega degradacji bądź jest wykorzystywana w sposób niezrównoważony. Wielu biologów twierdzi, że żyjemy w okresie masowego wymierania, lecz prawie tego nie zauważamy.

Aby zareagować we właściwy sposób, najpierw możemy potrzebować okresu żałoby. Niewystarczająca żałoba sprawia, że pozostajemy w stanie otępienia lub grzęźniemy w gniewie na NICH, co tylko napędza polaryzację kulturową. Ale żeby mogło się to stać, potrzebujemy wsparcia. Akceptacja trudności i rozpaczy, i przeżywanie żałoby są o wiele trudniejsze bez otwartego potwierdzenia i zrozumienia ze strony innych ludzi.

Jednakże kontakt z bólem świata przynosi nie tylko żal, lecz może także otworzyć nasze serce i sprawić, że obejmie wszystkie rzeczy, które jeszcze żyją. Ma potencjał przełamania psychicznego odrętwienia. Możliwe, że znajdziemy również wspólnotę wśród ludzi, którzy czują podobnie, tych, którzy również przyznają, że zostali dotknięci przez ten „Wielki Żal”, czując smutek Ziemi, każdy na swój własny sposób. Potrzebna jest nie tylko indywidualna żałoba, lecz wspólny proces prowadzący do ponownego publicznego zaangażowania w szukanie kulturowych rozwiązań. Znajdowanie naszych własnych odpowiedzi , tak uczciwie jak tylko możemy, jako jednostki i społeczności, staje się gwałtownie wymogiem zdrowia psychicznego.

Aby poradzić sobie ze stratą naszego świata, musimy zejść poprzez gniew do żałoby i smutku, i przeżyć te uczucia w pełni, nie pomoże nam szybkie obejście ich i wprowadzenie się w stan koniunkturalnego hurra- optymizmu, ani ucieczka w obojętność. Jeśli zejdziemy tak głęboko, pojawią się troska i wdzięczność, które mogą nas otworzyć na to, co jeszcze tu jest, i wreszcie na właściwe działanie.

Per Espen Stoknes

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

Artykuł został opublikowany na podstawie licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 License.

źródło: Common Dreams

Per Espen Stoknes jest psychologiem, ekonomistą i przedsiębiorcą, współzałożycielem przedsiębiorstw działających w sektorze czystej energii. Napisał trzy książki, w tym „What We Think About When We Try Not To Think About Global Warming”, z której zaadaptowany został powyższy artykuł. Mieszka w Oslo w Norwegii.

Foto: stopep.org

Foto: stopep.org

Sukces społeczeństwa obywatelskiego na Pomorzu. Elektrownia Północ już po raz drugi nie otrzymuje zgody na budowę.

30 grudnia 2015 r. Wojewoda Pomorski uchylił w całości decyzję o pozwoleniu na budowę dla Elektrowni Północ i przekazał sprawę do ponownego rozstrzygnięcia przez Starostę Tczewskiego. To efekt licznych odwołań organizacji społecznych i lokalnych mieszkańców, którzy zwracali uwagę na poważne nieprawidłowości w procesie inwestycyjnym.

W uzasadnieniu decyzji Wojewoda zwracał uwagę na rażące naruszenie prawa przy wydawaniu pozwolenia na budowę dla Elektrowni. Starosta Tczewski m.in.:

  • w sposób nieuprawniony ograniczył udział społeczeństwa w postępowaniu: „interes prawny, który wykazywały strony w swoich zgłoszeniach i dodatkowych pismach […] był w protokole jedynie zacytowany, a w rzeczywistości został całkowicie zbagatelizowany”;
  • bezkrytycznie zaakceptował informacje i materiał dowodowy przedstawiony przez Inwestora, przy jednoczesnym bezpodstawnym odrzuceniu zastrzeżeń strony społecznej;
  • zignorował dowody zgłaszane przez strony postępowania inne niż Inwestor: „Zarzuty i wnioski dowodowe powołanych organizacji, jak i pisemne zarzuty licznych osób fizycznych […] były […] bagatelizowane i pomijane, co jest niedopuszczalne”.

Przedstawiony przez Polenergię Sp. z o.o. raport w ogóle nie bierze pod uwagę wpływu inwestycji na środowisko przyrodnicze Wisły oraz zaniża emisję najbardziej toksycznych metali ciężkich do atmosfery – mówi Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Elektrownia Północ obniży jakość życia i zagrozi zdrowiu. To niedopuszczalne, że zdanie mieszkańców było tak brutalnie pomijane – dodaje Ślusarczyk.

Polenergii już po raz drugi nie udało się uzyskać pozwolenia na budowę. Pierwsze zostało uchylone w 2012 r. ze względu na pominięcie części mieszkańców w procesie inwestycyjnym oraz błędną ocenę oddziaływania elektrowni na środowisko. W marcu 2015 r. Starosta Tczewski zdecydował się jednak wydać kolejną decyzję. I tym razem Wojewoda dostrzegł podobne uchybienia i uznał za konieczne jej uchylenie. Tym samym, postępowanie właściwie rozpoczyna się na nowo. Polenergia znalazła się w punkcie wyjścia, z którego w marcu 2011 r. rozpoczynała starania o budowę elektrowni węglowej w miejscowości Rajkowy koło Pelplina.

Decyzja Wojewody Pomorskiego dowodzi, że kontrola społeczna takich inwestycji jest niezbędna. Ma ona znaczenie nie tylko dla ochrony środowiska, ale także gwarantuje przestrzeganie praw lokalnej społeczności – komentuje Małgorzata Smolak z Fundacji ClientEarth.

Więcej o kampanii dla ochrony Pomorza: STOP EP

źródło: Pracownia na rzecz Wszystkich Istot

 

Uczą, bawią, wychowują – podcasty, które pozwolą przeżyć „dobrą zmianę” w mediach. (więcej…)

Awaria zbiornika gazu Alison Canyon niedaleko miejscowości Porter Ranch w stanie Kalifornia spowodowała wyciek do atmosfery ponad 77 tys. ton metrycznych metanu. W skutkach porównywany do wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej, choć mniej efektowny dla światowych mediów, wyciek ten rozpoczął się 23 października zeszłego roku i nie został jeszcze zatrzymany. Już w listopadzie, kiedy to wyciek był najsilniejszy, organizacja Environmental Defence Fund (EDF) monitorująca skalę katastrofy, mówiła o dziennej emisji odpowiadającej 6 elektrowniom węglowym lub 75 proc. całkowitej emisji sektora gazowego w Stanach. Rzecznik EDF David Clegern twierdzi, że Kalifornia jest obecnie najbardziej zanieczyszczającym miejscem na świecie, a wyciek z Alison Canyon – największym w historii wyciekiem gazu do atmosfery.

Zbiornik ma już około 60 lat i należy do koncernu Southern California Gas Company. Mieszkańcy okolic wycieku od początku skarżyli się na smród i problemy ze zdrowiem. Setki z nich zostało przesiedlonych, a teraz szukają sprawiedliwości w sądzie. Według prawnika reprezentującego mieszkańców zbiornik od dawna stanowił zagrożenie. Koncern uważa jednak, że od strony prawnej i technicznej nie ma sobie nic do zarzucenia.

Obecne przepisy dotyczące bezpieczeństwa magazynowanego gazu pozostawiają wiele do życzenia. Katastrofa pomogła zwrócić uwagę na bezpieczeństwo starzejących się zbiorników i infrastruktury gazowej. Agencja Ochrony Środowiska (EPA) ma przygotować w tym roku nowe przepisy w zakresie kontroli emisji metanu przemysłów naftowego i gazowego w Stanach.

A w międzyczasie metan nadal się ulatnia. Ilość podaje symulator na stronie EDF.

Dodał: Robert Reisigová-Kielawski

Źródło: Guardian.uk

Ewa Sufin-Jacquemart rozmawia z François Longerinasem, który w roku przeprowadzenia wywiadu (2013) pełnił funkcję krajowego sekretarza ds. ekonomii społecznej i solidarnej we francuskiej Partii Lewicy. (więcej…)

Minister energetyki Litwy w liście do Polski, Łotwy, Estonii i Finlandii zaapelował, by nie kupować energii, która produkowana będzie w białoruskiej elektrowni atomowej w Ostrowcu i rosyjskiej w obwodzie kaliningradzkim. Zdaniem Rokasa Masiulisa problem budowy elektrowni atomowych w tych lokalizacjach należy niezwłocznie omówić na forum regionalnym a potem również unijnym.

„Musimy wysłać jasny sygnał, że prąd produkowany z pogwałceniem międzynarodowych ustaleń dotyczących bezpieczeństwa jądrowego oraz wbrew zasadom konwencji o odziaływaniu na środowisko nie będzie kupowany” – czytamy w liście litewskiego ministra.

Otwarcie pierwszego bloku elektrowni w Ostrowcu planowane jest na 2018 rok. Drugi ma zostać uruchomiony dwa lata później. Elektrownia znajduje się tylko 23 km od granicy litewskiej i 40 km od Wilna. Budowa elektrowni w obwodzie kaliningradzkim na razie została wstrzymana z powodu braku inwestora zagranicznego. Zgodnie z założeniami inwestycje mają nie tylko produkować energię na własny użytek, ale również sprzedawać nadwyżki do Niemiec, na Litwę i państw, do których swój list skierował Rokas Masiulis.

Źródło: PAP

oprac. Marcin Wrzos