Związek Nauczycielstwa Polskiego zaprezentował projekt inicjatywy ustawodawczej, zmieniającej sposób finansowania etatów nauczycielskich w szkołach i przedszkolach. W myśl nowych przepisów wynagrodzenia belfrów mają być finansowane całkowicie z budżetu państwa, co ma odciążyć samorządy. Te, nie mogąc sobie poradzić z utrzymaniem szkół, przekształcają je w placówki prowadzone przez stowarzyszenia i inne podmioty zewnętrzne. W takich szkołach nauczyciele nie pracują na podstawie przepisów Karty Nauczyciela.

W tej chwili funkcjonują przepisy wprowadzone przez rząd Leszka Millera i koalicję SLD-UP-PSL, które obowiązek finansowania etatów nakładają na samorządy, które z budżetu państwa otrzymują tzw. subwencję oświatową. Zarówno jednak samorządowcy jak i związkowcy twierdzą, że subwencja jest zbyt niska i jej wysokość jest w istocie przyczynkiem do prywatyzacji edukacji w Polsce.

Według projektu ZNP samorządy miałyby jedynie zajmować się utrzymaniem infrastruktury szkolnej oraz jej obsługi.

Aby projekt trafił pod obrady Sejmu związkowcy muszą zebrać pod nim sto tysięcy podpisów poparcia.

Dodał: Łukasz Markuszewski

Komisja Europejska pracuje nad regulacjami, które zmuszą wielkie, międzynarodowe korporacje do ujawnienia swoich podatków w poszczególnych krajach Wspólnoty. Do tej pory giganci korporacyjni nie byli do tego zobligowani, co pozwalało im zatajać wysokość podatków płaconych w każdym państwie UE. Efektem tej polityki była ujawniona w 2014 r. afera LuxLeaks. Okazało się wówczas, że na przełomie XX i XXI ponad 350 koncernów płaciło w Luksemburgu zaniżone stawki podatkowe, korzystając ze skomplikowanych umów z tym państwem. Premierem rządu Luksemburga był wówczas Jean Claude Juncker, obecny przewodniczący KE. Mimo to mówi się, że Juncker i europejscy liderzy popierają pomysł regulacji.

Według proponowanych przepisów koncerny miałyby ujawniać opinii publicznej stawki podatków płaconych w każdym kraju Unii Europejskiej. Wcześniej zaprezentowany projekt zakładał powołanie instytucji kontroli podatkowej, której prace jednak nie miałyby być jawna, co spotkało się z miażdżącą krytyką analityków.

Kontroli podatkowej miałyby być poddane jedynie największe firmy, takie jak Google, Facebook czy Amazon. Pomysł krytykuje Tove Maria Ryding, koordynatorka ds. sprawiedliwych podatków w Europejskiej Sieci Długu i Rozwoju (Eurodad), federacji organizacji pozarządowych, zajmujących się kwestiami ubóstwa związanego z cięciami, długiem publicznym i polityką podatkową. Ryding stwierdziła, że ograniczenie regulacji do największych korporacji sprawi, że polityka ta będzie nieskuteczna, bo aż 85% koncernów międzynarodowych znajdzie się poza systemem kontroli, co oznacza, że dalej będą one miały przewagę nad uczciwymi podatnikami.

Zaniepokojenie wyraził również Robert Stack z amerykańskiego Departamentu Skarbu. Dotyczy ono jednak samego faktu nałożenia regulacji. Stack uważa, że mają one uderzyć głównie w firmy amerykańskie i ich rzeczywistym celem jest ochrona unijnych gigantów.

Aby dyrektywa przeszła potrzebna jest zgoda 16 z 28 krajów Unii.

Dodał: Łukasz Markuszewski

Foto: tomasz przechlewski/Flickr/Creative Commons

Foto: tomasz przechlewski/Flickr/Creative Commons

Minister Środowiska Jan Szyszko odwołał Katarzynę Woźniak ze stanowiska dyrektora Słowińskiego Parku Narodowego. Jej dymisji domagali się dwaj radni powiatu słupskiego popierani przez grupę mieszkańców. Katarzyna Woźniak pełniła obowiązki dyrektora Parku od 2005 roku. „Wśród specjalistów Katarzyna Woźniak miała opinię bardzo sprawnego dyrektora parku. Wdrażała nowe programy edukacyjne, ochrony zwierząt oraz wyposażyła pracowników parku w nowoczesny sprzęt, między innymi drony i łodzie”.

Pomiędzy gminą Smołdzino a parkiem od wielu lat trwa konflikt – samorządowcy domagają się odszkodowania za obecność obszarów chronionych na terenie gminy, które ich zdaniem zmniejszają wpływy do budżetu, oraz swobodnego dostępu do plaż. Zdaniem samorządowców „ znaki ograniczające poruszanie się po tym terenie odstraszały turystów”.

źródło: Radio Gdańsk

Spotlight to nie tylko opowieść o pedofilii w Kościele. To przede wszystkim film o tym, jak powinno wyglądać dziennikarstwo. (więcej…)

W sobotę 6 lutego odbyły się w Toruniu obchody dziesiątej rocznicy rozpoczęcia w tym mieście działalności antyhomofobicznej. Organizatorem wydarzenia było Stowarzyszenie Pracownia Różnorodności, które jest kontynuatorem działań nieistniejącego już toruńskiego oddziału Kampanii Przeciw Homofobii.

Podczas uroczystości honorowe członkostwo stowarzyszenia odebrały: była posłanka Twojego Ruchu i Partii Zieloni, obecnie członkini redakcji Medium Publicznego Anna Grodzka, działaczki LGBTQ Małgorzata Rawińska i Ewa Tomaszewicz oraz osoba prezesująca Fundacji Trans-Fuzja Wiktor Dynarski.

 

Dodał: Jakub Krzyżanowski

 

Co prawda miałam nie pisać o książkach, które potrzebne mi są do pracy, ale wydaje mi się, że od czasu do czasu mogę zrobić wyjątek. Szczególnie jeśli książka nie jest stricte naukowa. Dlatego do mojej listy książek 2016 dopisuję “Polski węgiel”. To książka składająca się z trzech dużych tekstów – Edwina Bendyka, Marcina Popkiewicza i Michała Sutowskiego, oraz reportażu społeczno-artystycznego Urszuli Papajak, wydana przez Krytykę Polityczną.

polskiwegielTrzy duże teksty Bendyka, Popkiewicza i Sutowskiego jakoś nawiązują do siebie nawzajem, a reportaż Papajak stanowi nieco krytyczne rozwinięcie niektórych myśli, które pojawiają się w tekstach.

Punktem wyjścia jest polski węgiel, na którym – jak deklaruje redakcja w reklamie książki – stoi polska gospodarka. A dla każdego z autorów oznacza to nieco coś innego.

I tak Bendyk przedstawia bardzo ciekawe rozważania na temat możliwości świata bez węgla. Czy zielone technologie, które są w debacie na temat węgla i emisji gazów cieplarnianych prezentowane jako naturalny (wręcz) następca kopalń – są rzeczywiście rozwiązaniem? I jeśli tak, to komu będą służyć? Bendyk przenosi dyskusję poziom wyżej, i zamiast dywagacji na temat wyższości wiatraków nad kilofami pokazuje jak wpisać węgiel i rezygnację z węgla w dyskusję o kapitalizmie. Mamy tu bardzo ciekawe rozważania o relacji między kapitalizmem a naturą, przywołana jest koncepcja antropocenu i kapitałocenu, oraz bardzo mocne i oparte na ciekawej literaturze pytania o istnienie społeczeństwa w czasach dominacji kapitału. Bendyk interesująco rozprawia się z różnymi optymistycznymi koncepcjami, zawierzającymi polepszenie sytuacji społeczeństw technologiom.

Mamy zatem wiarę w nowe zielone technologie, konkurencję na światowych rynkach węgla, strukturalną przemianę rynku pracy, postępujące zanieczyszczenie powietrza, ogólnie mnóstwo różnych czynników na różnych poziomach, które jak na razie nie są zupełnie systemowo koordynowane, a na tym rozproszeniu korzysta system kapitalistyczny, ale już nie społeczeństwa.

W tym erudycyjnym rozdziale uwagę zwraca prześlizgnięcie się po kwestii pracowniczej. Jest o tym, że górnicy bronią miejsc pracy bo jest to dla nich racjonalna strategia, są wyliczenia wskazujące, że kiedyś stanowili potężny elektorat, teraz nawet liczebnie nie są już tak wpływowi i dlatego też politycy przestają się z nimi liczyć. Strukturalna zmiana na rynku pracy, związana z niechybnym bezrobociem górników jednak niekoniecznie musi oznaczać ich płynne przejście do sektora zielonych technologii. To, że w jednym segmencie rynku pracy tworzą się nowe miejsca pracy nie oznacza przecież, że napłyną tam ci, którzy właśnie stracili pracę gdzie indziej. Ale powiedzmy, że rozważania Bendyka prowadzone są na tyle ogólnym, koncepcyjnym poziomie, że na konkretne rozwiązania nie ma tu miejsca.

Równie ciekawy jest tekst Sutowskiego, prezentujący rys historyczny polskiego węgla, istotność roli, jaką pełniły wydobycie i eksport tego surowca dla PRLowskiej gospodarki – i jak to wyobrażenie istotności przetrwało, mimo iż wcale już nie jest tak potrzebny. Poza tym sporo można się dowiedzieć o kosztach ukrytych wydobycia węgla, przekładających się na pogarszanie jakości życia w Polsce, fatalne zanieczyszczenie powietrza sprawiające, że “tani” węgiel generuje mnóstwo społecznych kosztów, na które nie można już przymykać oka.

Można jednak odnieść wrażenie, że ten kompetentnie napisany rozdział ma trochę pełnić funkcję mitygującą wobec tego, co pisze rozdział wcześniej Marcin Popkiewicz.

Rozdział Popkiewicza traktuje przede wszystkim o charakterystyce sektora: to, nomen omen, kopalnia wiedzy o sposobach wydobycia węgla, jego odmianach, o największych światowych graczach węglowych i miejscu Polski w globalnej konkurencji. Jest również sporo informacji o kosztach ukrytych wydobycia.

Jednakże, oprócz tego znajdziemy u Popkiewicza charakterystykę zarządzania sektorem w Polsce i tu się robi ciekawie. Peany pod adresem prywatnych kopalni – bez informacji o warunkach pracy, poziomie wynagrodzeń i formie umów; druzgocząca krytyka systemów zarządzania w spółkach Skarbu Państwa oraz – creme de la creme – litania zarzutów pod adresem pracowników i związkowców. Czego tu nie mamy – są bizantyjskie koszty utrzymania związkowców, są roszczeniowe załogi, które kompletnie nie rozumieją, że podcinają gałąź, na której siedzą i cały czas domagają się czternastek. Wywód inkrustowany jest cytatem z wypowiedzi prezydenta Nowej Soli, który górnikom wypomina, że w przeciwieństwie do innych grup zawodowych przeszli przez transformację suchą stopą. Do tego wypowiedź anonimowego górnika o tym jak naciągane są koszty dodatków za pracę pod ziemią. Przypisy do tego demaskatorskiego wątku pochodzą z Faktu i Newsweeka.

Jasne, że w polskim górnictwie jest sporo nieuporządkowanych kwestii związanych z zarządzaniem. Sytuacja, w której związek zawodowy zakłada firmę, w której zatrudniają się górnicy by pracować w kopalni w czasie wolnym od pracy etatowej jest dla mnie co najmniej niewłaściwa. Niemniej zdumiewa mnie jak to się stało, że w książce wydanej przez Krytykę Polityczną pojawiają się sformułowania “roszczeniowa załoga”, w której związki zawodowe niemalże potępia się w czambuł, przypisując im totalną krótkowzroczność oraz działania na szkodę przedsiębiorstw.

Autor (a właściwie autorzy, niestety) w żaden sposób nie odnoszą się do fali protestów i strajków, jaka miała miejsce w polskim górnictwie na przełomie 2014 i 2015 roku. Wbrew temu co pisze Popkiewicz, protesty nie polegały na rzucaniu mutrami – swoją drogą fascynująca jest kariera tego sformułowania, sklejonego ze słowem górnik – tak jak “mops – porwał klops”, tak “górnik – rzuca mutrą”. Choć doszło do konfrontacji górników z ochroną budynku zarządu w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Co akurat było wstrząsające, bo do górników strzelano gumowymi kulami – i nie wywołało to żadnego oburzenia. Ot, roszczeniowcy, zasłużyli na kulkę.

W innych kopalniach trwały protesty, także okupacyjne, ale w imię ochrony miejsc pracy i interesu przedsiębiorstwa, nie przerywano wydobycia.

W Zabrzu do akcji protestacyjnej włączono lokalną społeczność. To z Zabrza pochodzi rysunek prezentujący płaczących górników, który obecnie jako mural zdobi jeden z budynków w Katowicach. Narysowała go dziewczynka, której tata i dziadek protestowali w obronie przeznaczonej do zamknięcia kopalni Makoszowy, ostatniej w mieście (moje zdjęcia kopalni Makoszowy do obejrzenia na Flickrze). Co więcej, w protestach udział brała też prezydent Zabrza. Czy to znaczy, że ona też jest roszczeniowa? Czy raczej po prostu obawia się, że jej miasto czeka scenariusz przetestowany już przez Wałbrzych?

Myślę, że dyskutując o polskim węglu nie można po prostu nie pisać o społeczności górników i ich specyficznej kulturze. Wokół kopalni, finansowane zresztą z kopalnianych pieniędzy, wyrastały osiedla, kluby sportowe, przedszkola – a w nich dość mocno zintegrowane wspólnoty. Jeśli powołujemy się na to, co oznaczała polityka Thatcher dla górnictwa, to nie można mówić wyłącznie o słupkach bezrobocia – ale także o przetrąconych kręgosłupach lokalnych społeczności. Którym nie do końca pomoże to, że za dziesięć lat w miejsce kopalni powstanie jakieś super hiper centrum kultury.

Tak samo nie rozumiem, dlaczego w wydawnictwie KP przechodzi powoływanie się na cytat prezydenta Nowej Soli, wypominającego górnikom ich uprzywilejowanie. Myślę, że krytyczny dyskurs na temat transformacji mamy już na tyle opanowany by wiedzieć, że to żaden powód do dumy, że tyle grup społecznych i zawodowych zostało poszkodowanych i wykluczonych oraz zubożonych przez przekształcenia. Dlaczego dołączać do tej długiej listy kolejną grupę?

Jak to się dzieje, że mamy wielki cytat o nieprawidłowościach w wyliczeniach dodatków za pracę na dole – od jednego anonimowego górnika – za to nie ma żadnej relacji z uzgodnień zawartych między protestującymi górnikami a JSW czy Kompanią Węglową? Moim zdaniem jednak zaprzepaszczono szansę by wyjść poza komunały o górnikach i ich mutrach, i napisać coś więcej o tym o co i jak walczą, w jakich warunkach pracują i na co są w stanie się zgodzić w negocjacjach z pracodawcami. Reportaż Papajak niewiele tu zmienia, jest raczej artystycznym listkiem figowym, dzięki któremu można powiedzieć “kwestia pracownicza – odhaczona”. Ale właśnie odhaczona nie jest.

Być może to co piszę brzmi zbyt sentymentalnie – lokalne wspólnoty, górniczy etos i tak dalej. Już bez przesady, żyjemy w sfragmentaryzowanej późnej nowoczesności, deal with it. Poza tym górnicy za Buzka dostali sporo kasy w odprawach i wcale to się dobrze nie skończyło.

Myślę jednak, że skoro górnik stał się dla polskich partii lewicowych – Zielonych i Razem – punktem odniesienia jako symbol “prawdziwej klasy pracującej” – tu warto sobie przypomnieć wywiady z zeszłego roku z przedstawiciel(k)ami partii, oraz deklaracje kto lepiej rozumie/reprezentuje górników – to nad górnikami jako społecznością trzeba się pochylić. Szczególnie jeśli jest się lewicowym wydawnictwem.

Artykuł ukazał się po raz pierwszy na blogu autorki: juliakubisa.wordpress.com

W przeglądzie ekologii politycznej czasów kryzysu czas na inne spojrzenie. (więcej…)

Foto: Greenpeace/Jan Haverkamp/Flickr/Creative Commons

Foto: Greenpeace/Jan Haverkamp/Flickr/Creative Commons

Zgodnie z informacjami, które Greenpeace otrzymał w ciągu ostatnich dni, spółka PGE EJ1 usunęła lokalizację “Choczewo” z listy potencjalnych lokalizacji budowy pierwszej elektrowni jądrowej i nie planuje prowadzić dalszych prac przygotowawczych na tym terenie. Zdaniem Greenpeace to dobry krok w stronę rezygnacji z kosztownego i nieefektywnego programu atomowego.

11 stycznia br. spółka PGE EJ1 zwróciła się do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ) z pismem w sprawie usunięcia lokalizacji “Choczewo” z Karty Inwestycyjnej Przedsięwzięcia (KIP). GDOŚ opublikowała zawiadomienie o tym fakcie 20 stycznia br., jak również przesłała tydzień później stosowne powiadomienia do krajów, które biorą udział w procedurze transgranicznej oceny oddziaływania na środowisko. Greenpeace z zadowoleniem przyjmuje tę decyzję. Wyniki analiz eksperckich jednoznacznie wskazują na to, że energetyka jądrowa jest nieefektywnym i najdroższym sposobem wytwarzania energii dla Polski.

Wycofanie atomowych planów PGE z Wydmy Lubiatowskiej to ważny sukces mieszkańców Pomorza, naukowców i organizacji ekologicznych. Mieszkańcy od lat alarmowali o oczywistym zagrożeniu dla Wydmy Lubiatowskiej, PGE zajęło aż kilka lat jego uwzględnienie. Jest to przejawem bałaganu organizacyjnego towarzyszącego inwestycji. Bałaganu, który może przyczynić się do dalszych opóźnień i dalszego zwiększenia kosztów. Cały program jądrowy, opóźniony już o kilkanaście lat, może pochłonąć nawet 160 miliardów złotych – skomentował Iwo Łoś, ekspert ds. bezpieczeństwa energetycznego w Greenpeace Polska.

Decyzja o rezygnacji z budowy elektrowni jądrowej na terenie Wydmy Lubiatowskiej została podjęta krótko przed piątą rocznicą katastrofy w Fukushimie i stanowi istotny krok w stronę wycofania się PGE EJ1 z kosztownych atomowych mrzonek. Energia jądrowa nie jest Polsce potrzebna, aby wycofać się ze spalania szkodliwego dla zdrowia węgla. To ryzykowna i zbyt kosztowna dla polskich konsumentów technologia. Realnym scenariuszem dla Polski jest zwiększanie efektywności energetycznej oraz rozwijanie produkcji przystępnej cenowo energii z wiatru, słońca i biomasy pozyskiwanej w sposób zrównoważony – powiedział Jan Haverkamp, ekspert Greenpeace CEE w zakresie energetyki jądrowej oraz polityki energetycznej.

Foto: Greenpeace/Jan Haverkamp/Flickr/Creative Commons

Foto: Greenpeace/Jan Haverkamp/Flickr/Creative Commons

Obszar Wydmy Lubiatowskiej, na którym PGE EJ1 planowała budowę elektrowni jądrowej, jest jednym z najpiękniejszych terenów wydmowych w kraju oraz podlega ochronie w ramach europejskich dyrektyw: siedliskowej i ptasiej. Spółka PGE EJ przyznaje, że budowa elektrowni jądrowej w tej lokalizacji może wpłynąć znacząco na ochronę przylegającego do tego terenu obszaru Natura 2000 Białogóra oraz że lokalizacja ta nie może być dłużej uznawana za racjonalny wariant ze względu na istniejące alternatywy. Razem ze Stowarzyszeniem “Wydma Lubiatowska” Greenpeace nie tylko przeciwstawiał się budowie elektrowni jądrowej na tym obszarze, ale również wskazywał, że już wstępne badania lokalizacyjne, zwłaszcza badania hydrogeologiczne obejmujące głębokie odwierty oraz użycie ciężkich maszyn, mogłyby spowodować nieodwracalne szkody w środowisku. Nawet jeżeli lokalizacja “Choczewo” nie zostałaby ostatecznie wybrana na miejsce budowy elektrowni jądrowej, obszar wydmy bezpowrotnie straciłby swój unikalny charakter. Do głębokich odwiertów na wydmie nie doszło ze względu na znaczące opóźnienie programu jądrowego.

Wydma Lubiatowska to miejsce unikalne przyrodniczo, a także źródło utrzymania dla mieszkańców. Jej zniszczenie spowodowałoby utratę w tym regionie miejsc pracy w sektorze turystyki. Zamierzamy kontynuować nasz sprzeciw wobec planów budowy elektrowni jądrowej w innych nadmorskich lokalizacjach, ponieważ chcemy ochronić polskie wybrzeże, a miliardy złotych, które mają być wyrzucane w elektrownię jądrową, powinny iść na rozwój i inwestycje w odnawialne źródła energii i zwiększanie efektywności energetycznej. OZE i efektywność energetyczna to szansa na rozwój Pomorza i tworzenie tysięcy nowych miejsc pracy w regionie – powiedział Tadeusz Pastusiak ze Stowarzyszenia Ekologiczno-Turystycznego “Wydma Lubiatowska”.

źródło: Greenpeace Polska

Sąd Najwyższy ogłosił, że zbada ponownie sprawę tzw. paragrafu 377 Indyjskiego Kodeksu Karnego, wprowadzającego karalność aktów homoseksualnych i obciążających je karą pozbawienia wolności do lat dziesięciu. Sprawą zająć ma się pięciosobowa rada konstytucyjna.

Paragraf znalazł się w kodeksie karnym w 1860 r., kiedy wprowadzili go do swojej ordynacji Brytyjczycy. Obowiązywał aż do 2009 r., gdy Sąd Najwyższy określił go jako niekonstytucyjny, jednak pod naciskiem religijnych radykałów i polityków w 2013 r. ogłosił, że tylko parlament indyjski może znieść taki zapis. Sąd pozostał przy tym głuchy na apele organizacji broniących praw człowieka, w tym najważniejszej organizacji broniącej praw LGBT w Indiach – Fundacji Naz. Przeciw wyrokowi protestował też ówczesny indyjski lewicowy rząd.

W grudniu zeszłego roku parlamentarzysta lewicy zgłosił projekt ustawy znoszący paragraf 377, został on jednak odrzucony przez prawicową większość.

Teraz Sąd będzie ustalać, czy ma on prawo do uznawania elementów prawa karnego za konstytucyjne lub nie. Jeśli rozpatrzy tę sprawę pozytywnie, może otworzyć się droga do ponownego uznania zapisu za niekonstytucyjny i dekryminalizacji aktów homoseksualnych. Aktywiści gejowscy uważają, że jeśli prawo karne pozostanie w wyłącznej gestii parlamentu, może to znacznie utrudnić zniesienie paragrafu z powodu konserwatywnej postawy większości polityków.

Według badań trzy czwarte mieszkańców Indii jest nastawiona negatywnie do spraw LGBT i praw homoseksualistów. Jednocześnie indyjska policja poinformowała, że z paragrafu 377 w ciągu dwunastu miesięcy od werdyktu Sądu Najwyższego aresztowano aż 587 osób.

Dodał: Łukasz Markuszewski.

 

Jest porozumienie i wstępny projekt w sprawie dalszych relacji między Unią Europejską a Wielką Brytanią. Negocjacje Davida Camerona z Donaldem Tuskiem doprowadziły do kompromisu, który teraz musi zostać zaakceptowany przez resztę Wspólnoty.

Tusk zgodził się, by nowi imigranci, przybywający do danego kraju unijnego, mogli zostać pozostawieni poza obrębem systemu zasiłków. Sytuacja taka miałaby nastąpić w momencie uznania systemu świadczeń społecznych za przeciążony. Odcięcie od zasiłków miałoby być wprowadzone na okres 4 lat, choć Londyn domaga się nawet siedmiu. Zapis ten będzie dotyczyć wszystkich krajów, choć został dodany z myślą o Wielkiej Brytanii. Nie obejmie on osób już w tym momencie pracujących na Wyspach.

Jednocześnie Cameron ogłosił, że w razie zaakceptowania przez resztę członków tych ustaleń, będzie namawiał Brytyjczyków do zagłosowania za pozostaniem w strukturach UE w planowanym na  czerwiec referendum.

Dodał: Łukasz Markuszewski

W odbywających się w ostatnich dniach prawyborach w amerykańskim stanie Iowa doszło do szeregu niespodzianek wyborczych.

W prawyborach Partii Demokratycznej wygrała Hillary Clinton, była sekretarz stanu i Pierwsza Dama USA. Uzyskała ona 49,9% poparcia, jednak tuż za nią znalazł się demokratyczny socjalista Bernie Sanders, któremu przypadło 49,6% głosów. Jeszcze dwa tygodnie temu Clinton prowadziła w sondażach przed Sandersem trzynastoma punktami. Dzisiaj jej nominacja na kandydatkę amerykańskiej centrolewicy na prezydentkę nie jest już taka pewna.

Sanders zwiększa swoje poparcie od tygodni, mobilizując młodych Amerykanów, dla których to będą pierwsze wybory w dorosłym życiu, lub pierwsze wybory, na które zdecydują się iść. Dla wielu z nich, często pracujących na niskopłatnych posadach, obciążonych kredytami studenckimi i jednocześnie otwartymi na śmiałe reformy amerykańskiego systemu socjalna retoryka Sandersa jest zachęcająca.

W prawyborach Partii Republikańskiej stosunkowo nieoczekiwanie wygrał Ted Cruz, Kubańczyk z Teksasu, który zdobył 27,6%. Pokonał on faworyta, kontrowersyjnego Donalda Trumpa, który pozyskał 24% poparcia. Do tej pory liderem sondaży był Trump, znany z islamofobicznych wypowiedzi i populistycznego języka. Jednocześnie Trump z trudem wyprzedził następnego kandydata republikańskiego, Marco Rubio, również Kubańczyka i senatora z Florydy, któremu udało się otrzymać wsparcie 23% głosujących. Rubio z trójki najsilniejszych kandydatów uważany jest za najbardziej elastycznego i umiarkowanego w poglądach. Jego skok wyborczy jest sporym zaskoczeniem dla komentatorów, bo Rubio nie był brany pod uwagę jako silny kandydat Grand Old Party. Sądzono, że trzecie miejsce zajmie Jeb Bush, jednak ten poniósł sromotną porażkę i zajął dopiero szóste miejsce z wynikiem 3%.

Z wyścigu prezydenckiego wycofali się demokrata Martin O’Malley (0,6% poparcia) i republikanin, znany z konserwatywnych poglądów, Mike Huckabee (1,8% głosów).

Dodał: Łukasz Markuszewski

Jednym z problemów odnoszących się do troski o zmiany klimatyczne jest fakt, że ta troska jest powierzchowna i efemeryczna. Jak więc troska ta mogłaby się przełożyć na działanie?

Nowa poddyscyplina, psychologia komunikacji zmian klimatu stara się znaleźć metody komunikacji psychologicznie skuteczne, tak aby rozbudzać trwałą troskę o klimat, prowadzącą do postaw wobec środowiska sprzyjających działaniu. Aktualne metody, poprzez różne uwarunkowania (obniżki podatków, ekotaksy itp.) starają się zmobilizować ludzi (podmioty gospodarcze, konsumentów lub przedsiębiorstwa) do zachowań pro-środowiskowych: zmiany klimatu materializują się więc w produktach, i przyjmują wartość monetarną. Zmiana zachowania wywołana przez te działania nie jest więc zmianą „u podstaw” i w związku z tym może okazać się nietrwała, w szczególności gdy późniejsza modyfikacja polityki publicznej podważa zasadność tych zachęt finansowych. Ponadto metody te zamykają dane pytanie w logice rentowności, bez rozwinięcia prawdziwej troski o środowisko opartej na wartościach.

Wartości wpływające na troskę o zmiany klimatyczne studiuje się pośród innych wartości środowiskowych. Jako jednostki abstrakcyjne i narzędzia tworzenia myśli, wartości pozwalają przyswoić wymiar globalny zmian środowiskowych. Jeden z kierunków badań w tej dziedzinie studiuje relacje między wartościami, postawami i zachowaniami bezpośrednio związanymi z poszanowaniem środowiska, gdyż są to wartości, które przewodzą działaniami jednostki.

Badacze Suzanne Gagnon Thompson i Michelle Barton opublikowali w 1994 roku studium, w którym definiują dwa rodzaje postaw opartych na wartościach w relacji do problemów środowiskowych: ekocentryczna i antropocentryczna . Ekocentryzm dotyczy jednostek, które przypisują przyrodzie wartość dla niej samej i uważają, że musi być chroniona ze względu na swe własne wewnętrzne wartości. Przyroda ma dla nich wymiar duchowy i posiada pewną wartość bez względu na czynniki ekonomiczne i jakość życia jaką zapewnia. Antropocentryzm przeciwnie, wiąże poszanowanie środowiska z zaspokojeniem potrzeb materialnych, przyznając przyrodzie wyłącznie użytkową wartość. Wymóg ochrony przyrody jest wspólny dla obu postaw, ale z innych powodów. Pierwsza postawa częściej doprowadzi do osobistego zaangażowania w organizacje ekologiczne i w konkretne działania na rzecz ekologii. Druga postawa wpisze swe działania w ramy pozostające w zgodzie z wartościami społeczeństwa konsumpcyjnego.

W szerszej perspektywie, ekipa pod kierunkiem kalifornijskiego profesora Wesleya Schultza opracowała w 2004 roku kategorie łączące wartości, postawy, wizję świata i zachowania w stosunku do środowiska . Wyróżniają następujące postawy i wartości:

  • Egoistyczna: wartości są skupione na sobie jak i cele są zorientowane na siebie (ja, moja przyszłość, mój dobrobyt, moje zdrowie…).
  • Altruistyczna: wartości są skupione na innych (przyszłe pokolenia, ludzkość, członkowie społeczności, dzieci…)
  • Biosferyczna: wartości skupiają się na dobrostanie żyjących istot (roślin, zwierząt, fauny i flory morskiej, ptaków…)

Badacze wysuwają hipotezę, że rodzaj zaangażowania jednostki wobec środowiska zależy od tego czy osoba ta uważa się za będącą częścią przyrody, bardziej lub mniej. W teście, który stworzyli, o nazwie INS (Inclusion of Nature in Self scale – Skala przynależności do Natury) uczestnicy badania mieli wykazać stopień ich „połączenia” z przyrodą, czy dokładniej stopień ich przynależności do Natury. Badanie wykazało, że jednostka, która dostrzega swój związek z przyrodą, ma tendencje do szerszego angażowania się w to co dotyczy środowiska (wartości biosferyczne). Osoba, która mniej się utożsamia z przyrodą, może odczuwać, że kwestie dotycząca środowiska jej dotyczą, ale niepokoje tej osoby będą bardziej skierowane na problemy dotyczące jej bezpośredniego otoczenia.

Wartości środowiskowe nie tylko różnią się między poszczególny mi osobami, ale także między kulturami. Różnica ta nie ogranicza się do dychotomii między krajami zachodnimi i resztą świata, nawet wewnątrz krajów zachodu różnice kulturowe mogą być znaczące w zależności od bliskości z przyrodą.

Fakt ten może stanowić jedną z przeszkód w międzynarodowych negocjacjach dotyczących zmian klimatu, jak na przykład bardzo różne wartości w odniesieniu do czasu (orientacja na przeszłość, na teraźniejszość, na przyszłość), stosunek do hierarchii czy formy organizacji społecznej (indywidualizm / kolektywizm).

Problemy powiązane ze zmianami klimatu zawierają same w sobie wymiar czasowy. Nasze badania (ACOCLI ) nad rolą wartości w odniesieniu do postrzegania i wyobrażania zmian klimatycznych pozwoliły na pokazanie szczególnego wymiaru w poznaniu poznawczym, dokładniej na orientację czasową. Opiera się ona na zapytaniu: czy człowiek może wyobrażać sobie przyszłość i siebie w przyszłości, a jeżeli tak, to jak daleko w czasie?

Scenariusze klimatyczne używają różnych przedziałów czasowych, przewidywań krótkofalowych, średniofalowych i na 100 lat. Zadaliśmy sobie pytanie czy jednostki mogą przetwarzać poznawczo te różne skale czasu, zapytaliśmy więc uczestników badania w Paryżu, w Alpach, w Nowej Kaledonii i w Gujanie francuskiej jak wyobrażają sobie przebieg zmian w ciągu 5/10 lat, 30 lat i 100 lat. Uczestnicy paryscy, raczej dojrzali wiekowo, odpowiedzieli, że ich to nie interesuje, bo już ich nie będzie na tym świecie. Natomiast uczestnicy z Nowej Kaledonii opowiedzieli nam o zmianach w ciągu 30 lat i przekazali nam ich przepowiednie na 100 lat, lub, jeżeli nie byli w stanie, odpowiedzieli, że 100 lat to zbyt długi okres, aby udzielić przemyślanej odpowiedzi. Jednakże w żadnym wypadku nie odpowiedzieli, że ich ten problem nie interesuje pod pretekstem, że nie pozostaną tak długo przy życiu. Ta różnica w reprezentacji zmian klimatu według skali czasu jest niezwykle istotna, gdyż wskazuje na przeciwstawne wartości orientacji czasowej. Paryżanie reprezentują orientację nastawioną na dziś, skalą jest ich własne życie. Nowokaledończycy, nawet jeżeli mają trudności z przewidzeniem jak będą postępowały zmiany klimatu, posiadają ciągłą orientację zasową, między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, oraz postrzegają wydarzenia w wymiarze międzypokoleniowym.

W problematyce zmian klimatycznych i bardziej ogólnie w trosce o ochronę przyrody, rozwój wartości odgrywa pierwszorzędną rolę, aby zapewnić międzypokoleniową troskę o środowisko, będącą w stanie wyzwolić zaangażowanie ekologiczne w perspektywie

Ten artykuł jest fragmentem (konkluzje) tekstu stanowiącego zawartość „Les Notes de la FEP” #5: http://www.fondationecolo.org/activites/publications/Les-Notes-de-la-FEP-
5-Changement-climatique-de-laperception-a-l-action