„Widziałam wszystko, od zapalniczek…po nakrętki do butelek i modele samochodów. Znalazłam też zabawki”.

Według opublikowanego w ubiegłym roku raportu, do 90% ptaków morskich ma prawdopodobnie w swoich jelitach plastik, i ryzyko jego połknięcia coraz bardziej się zwiększa na skutek nieustannie wzrastającego zanieczyszczenia przemysłowego oceanów.

Autorzy studium – trójka naukowców z Australii, którzy zbadali 186 gatunków na całym świecie – stwierdzają, że ptaki morskie są szczególnie narażone na połknięcie plastiku z powodu swojego nawyku zjadania pływających obiektów, które mylą z ikrą ryb. Autorzy raportu, opublikowanego w amerykańskim czasopiśmie Proceedings of the National Academy of Sciences, przeanalizowali poprzednie dane dotyczące konsumpcji plastiku przez ptaki morskie oraz przeprowadzili ich aktualizację przy pomocy modeli komputerowych, dochodząc do wniosku, że „gdyby badania były przeprowadzane obecnie, 90% osobników miałoby w jelitach plastik”.

„Jest to liczba dość astronomiczna” – powiedziała agencji Al Jazeera współautorka badania, Denise Hardesty. „W ciągu następnych 11 lat wytworzymy ilość plastiku równą całej jego produkcji od lat pięćdziesiątych, kiedy to zaczęto produkować go na skalę przemysłową”.

W jednym opisanym w raporcie przypadku, znaleziony przez badaczy burzyk cienkodzioby miał w jelitach całą pałeczkę fluorescencyjną (glow stick) i trzy balony.

„Widziałam wszystko, od zapalniczek…po nakrętki do butelek i modele samochodów. Znalazłam też zabawki”, dodała Hardesty.

Wraz ze spodziewanym wzrostem produkcji przemysłowej nasili się również zjawisko połykania plastiku przez ptaki – w tym w niespodziewanych miejscach.

„Obszarem najwyższego spodziewanego zanieczyszczenia okazuje się być granica południowej części Oceanu Spokojnego na morzu Tasmana pomiędzy Australią a Nową Zelandią, co stanowi kontrast z poprzednią pracą określającą tę strefę, jako poddaną w niewielkim stopniu oddziaływaniom wynikającym z działalności człowieka, i o niskiej koncentracji odpadów”, stwierdza raport.

Jak wyjaśnia Hardesty, jest tak, ponieważ obszary te zamieszkuje największa różnorodność ptaków morskich. Jednocześnie inne opublikowane ostatnio raporty naukowe również pokazują, że odpady przemysłowe są źródłem ogromnej ilości zanieczyszczeń trafiających do światowych oceanów każdego roku. Samo Zjednoczone Królestwo produkuje 80 ton mikrocząstek tworzyw sztucznych tylko z  kosmetyków, a holenderska organizacja Ocean Cleanup donosi, że „Wielka Pacyficzna Plama Śmieci” może być najbardziej zanieczyszczonym obszarem morskim na świecie.

„Badałam plastik we wszystkich oceanach, ale nigdy nie widziałam obszaru tak zanieczyszczonego, jak „Wielka Pacyficzna Plama Śmieci”, powiedziała w zeszłym tygodniu główna oceanografka The Ocean Cleanup, dr. Julia Reisser.

„Za każdym razem gdy wyciągaliśmy sieci, tysiące mil od lądu, znajdowaliśmy tylko mnóstwo, mnóstwo plastiku”.

Jedną z najważniejszych i najbardziej skutecznych metod zapobiegania dalszej eskalacji kryzysu jest praca mająca na celu niedopuszczanie do tego, by plastik przedostawał się do oceanów i jego oczyszczanie, kontynuowała Hardesty. W Europie, zmniejszenie ilości cząsteczek plastiku w oceanie dzięki programowi oczyszczania i wspieraniu producentów używających materiałów podlegających recyklingowi, pomogło jednemu z wymienionych w studium gatunków – fulmarowi północnemu – zmniejszyć ilość pochłanianych mikrocząsteczek plastiku.

Autorzy raportu podsumowują, że „połykanie plastiku u ptaków morskich wzrasta, do roku 2050 będzie dotyczyło 99% wszystkich gatunków, i efektywne zarządzanie odpadami może zredukować to zagrożenie”.

Nadia Prupis

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

Artykuł opublikowany na podstawie licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 License

źródło: Common Dreams

Greenpeace, informacja prasowa, 18 lutego, 2016: Spełnia się czarny scenariusz dla Puszczy Białowieskiej: do ministra środowiska właśnie trafiają dokumenty umożliwiające wielokrotne zwiększenie wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej – aż do niemal 200 tysięcy metrów sześciennych.

W ten sposób realizowany jest plan, przed którym ostrzegali naukowcy i organizacje pozarządowe. Puszcza nie była tak zagrożona od czasów PRL. Dokumenty przygotowane do podpisu przez ministra Jana Szyszko łamią kompromis z 2012 roku opracowany na podstawie rekomendacji zespołu ds. ochrony Puszczy Białowieskiej powołanego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Aneks do tzw. Planu Urządzania Lasu lada dzień trafi do Jana Szyszko, który od dawna zapowiada wyrąb ostatniego nizinnego lasu naturalnego Europy. Przygotowane dokumenty zakładają, że z Puszczy będzie wywożone wielokrotnie więcej drzew niż zakładał kompromis uwzględniający konieczność ochrony tego wyjątkowego lasu na równi z potrzebami lokalnej ludności.

W sprawie Puszczy pycha wygrywa z argumentami naukowymi – mimo apeli i stanowisk takich instytucji jak Polska Akademia Nauk, Państwowa Rada Ochrony Przyrody, a także licznych ośrodków naukowych w kraju i za granicą, w resorcie środowiska wygrywa przekonanie, że Puszcza Białowieska to las gospodarczy, który można przeliczać na metry sześcienne drewna. Tymczasem jeśli chcemy skutecznie ochraniać las będący największym skarbem polskiego dziedzictwa przyrodniczego, musimy chronić go w całości, zachowując naturalne procesy przyrodnicze. Puszcza doskonale poradzi sobie bez interwencji człowieka. Walka z kornikiem za pomocą piły sprawdza się na terenie lasów-plantacji, jednak jest bezsensowna i nieskuteczna na terenie Puszczy Białowieskiej, co wielokrotnie zostało już udowodnione przez naukowców.

Robert Cyglicki, dyrektor Greenpeace Polska: Za planami wielokrotnego zwiększenia wycinki w Puszczy stoi ludzka pycha i błędne przekonanie, że Puszcza bez człowieka sobie nie poradzi. Pokazuje to też, że obowiązujące systemy ochrony Puszczy są niewystarczające. Cały obszar Puszczy Białowieskiej powinien zostać objęty specjalnym statusem ochronnym i wyłączony spod rygorów ustawy o lasach, które dotyczą lasów gospodarczych.

źródło: Greenpeace Polska

Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons

Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons

Za tydzień wybory parlamentarne w Irlandii. Czy Zieloni znów zasiądą w ławach tamtejszej izby niższej? (więcej…)

Puszcza Białowieska jest najcenniejszym lasem w Europie i jednym z najcenniejszych na świecie. Jej największą wartością są niewymuszone przez człowieka procesy ekologiczne oraz niezwykłe bogactwo gatunków.

Choć w swojej historii Puszcza Białowieska nie raz była na krawędzi zniszczenia za sprawą prowadzonej przez człowieka gospodarki leśne, nadal jej znaczący obszar jest lasem naturalnym o pierwotnym charakterze. Pozostałe fragmenty lasu mają wszelki potencjał, by właśnie takim lasem się stać, o ile pozostawimy je w spokoju.

Puszcza Białowieska jest jedynym polskim obiektem przyrodniczym będącym częścią światowego dziedzictwa ludzkości UNESCO i wpisanym na listę najcenniejszych obiektów przyrodniczych na świecie. Ten wyjątkowy las zasługuje na wyjątkowe przepisy ochronne, o co zabiegał między innymi zespół ekspertów do spraw Puszczy Białowieskiej Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

My także uważamy, że cały obszar Puszczy Białowieskiej powinien zostać objęty specjalnym statusem i nie powinna być tam prowadzona gospodarka leśna w myśl Ustawy o lasach, która dotyczy drzewostanów o charakterze gospodarczym. W życie tego wyjątkowego lasu nie powinien ingerować człowiek. Nie ma żadnych przyrodniczych powodów, aby wycinać tu jakiekolwiek drzewa. Puszcza może dostarczać drewno jedynie dla zaspokojenia najpilniejszych potrzeb lokalnej społeczności.

Stanowisko organizacji pozarządowych w kwestii pozyskania drewna w Puszczy Białowieskiej (pdf)

luty 2016 r.

Greenpeace
Greenmind
Pracownia na rzecz Wszystkich Istot
WWF

źródło: Pracownia na rzecz Wszystkich Istot

Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons

Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons

Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła dziś, że zamierza do czerwca br. przeznaczyć na ten cel 56 mln dolarów. Priorytetem jest opracowanie skutecznej szczepionki, jednak badania mają mieć bardziej kompleksowy charakter. Część środków zostanie przeznaczonych na kontrolę roznoszonego przez komary wirusa oraz diagnostykę. W tym momencie wirus szerzy się już w 39 krajach, dotarł również do Europy.

Obecnie naukowcy podejrzewają, że Zika ma związek z mikrocefalią u noworodków. Ich zdaniem może odpowiadać również za występowanie rzadkiego schorzenia znanego, jako zespół Guillaina i Barrego, który u osób z osłabionym układem odpornościowym może wywoływać paraliż, a w najcięższych przypadkach nawet śmierć.

Nadal wiele odpowiedzi pozostaje bez odpowiedzi, np.: nadal nie ma pewności, czy wirus przenosi się drogą płciową. Badania prowadzone przez WHO mają to wyjaśnić. Wirus Zika znany jest od dziesięcioleci. Został odkryty w Ugandzie w 1947 roku. Do niedawna uważano, że nie ma on poważnych skutków dla zdrowia. Mieszkańcy Afryki mają ciągły kontakt z wirusem i prawdopodobnie już w dzieciństwie nabierają naturalnej odporności. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda po drugiej stronie Atlantyku, gdzie wirus pojawił się niedawno. Według optymistów badania nad szczepionką potrwają tylko kilka miesięcy. Pesymiści uważają, że może to zająć nawet kilka lat.

oprac. Marcin Wrzos

Zmiany klimatu są skutkiem pewnego sposobu myślenia, które leży u podstaw gospodarki neoliberalnej. Wiara w ciągły rozwój i niewyczerpalność zasobów właśnie dogorywa i nie jest właściwie do obrony, gdy do tego zagadnienia podejdzie się globalnie.

Trwanie w ułudzie jest możliwe, jeśli zawęzi się perspektywę do jednego kraju lub kilku wskaźników ekonomicznych. Ulega jej wielu, ponieważ pragnienie utrzymania dotychczasowego modelu wzrostu jest niestety silniejsze od odpowiedzialności za wspólną przyszłość. Globalizacji uległa gospodarka, nadal niestety nie widać, by to samo stało się z odpowiedzialnością za losy planety i jej mieszkańców.

Klimat głupcze!

Zrozumienie zagrożeń i w konsekwencji podjęcie adekwatnych działań nie będzie możliwe, tak długo jak w debacie o zmianach klimatu będzie dominowała dotychczasowa szkoła ekonomii. W 1992 roku Bill Clinton wygrał hasłem „Gospodarka głupcze!” wybory prezydenckie. Wydawało się wtedy, że można gospodarkę i ekologię traktować autonomicznie. Wyrazem tego sposobu myślenia było wynegocjowanie Protokołu z Kioto. Dziś wiemy, że nie powstrzymało to zmian klimatycznych. Nie mamy wyboru, musimy zacząć patrzeć na Ziemię jako ekosystem. Zielone ruchy postulują to już od dziesięcioleci. Tylko wtedy zaczniemy dostrzegać niekorzystne zjawiska z właściwej perspektywy.

Zasoby planety, które należą do wszystkich jej mieszkańców dziś są grabione w imię opacznie rozumianej wolności ekonomicznej. Beneficjenci tego systemu zapewniają, że nieposkromiona konsumpcja surowców może stać się udziałem wszystkich. Tym kłamstwem uzasadniają okradanie nas z dóbr, które od zawsze należały do nas wszystkich. Tymczasem wbrew zapewnieniom współczesnych proroków wolnego rynku nierówności na świecie ciągle się pogłębiają. W tej chwili 4,3 miliarda ludzi żyje za mniej niż 5 dolarów dziennie. Jak wyliczyła organizacja charytatywna ActionAid w swoim raporcie z 2013 roku, bardziej realistyczną granicą ubóstwa byłoby 10 dolarów. Od 1990 roku liczba osób żyjących poniżej tego poziomu wzrosła aż o 25%.

Kurczy się za to katalog dóbr wspólnych, korporacje wchodzą aktywnie wszędzie tam, gdzie można wycisnąć chociaż odrobinę zysku. Dzieje się tak zarówno w państwach globalnej Północy jak i globalnego Południa. Oczywiście ich sytuacja jest dramatycznie odmienna. Globalna Północ zużywa coraz więcej surowców by utrzymać dotychczasowy standard życia. Jednocześnie tworzy coraz więcej tego, co John Ruskin nazywał „antybogactwem”. Określał on tym mianem niezmierzone i niezamierzone szkody wyrządzane przez rynki. Koszty „antybogactwa” przenoszone są na dobra wspólne. Korporacje zarabiają coraz więcej pieniędzy a my wszyscy mamy coraz brudniejsze powietrze, wodę i to, co dziś najistotniejsze: gwałtowne ocieplanie się klimatu.

Rozmywanie odpowiedzialności

Globalne Południe w takim samym stopniu ponosi koszty „antybogactwa”, ale niemal nie uczestniczy w podziale uzyskanego w „brudny” sposób bogactwa. Wzajemne relacje ciągle bardziej przypominają czasy kolonializmu niż równoprawne stosunki. Bogate państwa łatwiej sobie radzą z globalnym ociepleniem i czerpią z emisji CO2 niewspółmiernie większe korzyści. Na razie ignorują fakt, że ich działania prowadzą do destabilizacji sytuacji w innych częściach świata. Znacznie chętniej chcą budować mury, by odgrodzić się od problemów, niż stawić im czoło. Musimy zrozumieć, że nasz rozwój ma negatywne skutki dla państw globalnego Południa. Gwałtowne zmiany klimatu hamują ich rozwój, pogłębiają nierówności i prowadzą do problemu migracji. W ten sposób rozbiciu ulegają lokalne wspólnoty a pustkę po nich wypełniają ekstremizmy.

Państwa globalnej Północy, których działania prowadzą do zmian klimatu muszą zrozumieć, że aktualnego systemu nie da się dłużej utrzymać. Doskonale ilustruje to kryzys migracyjny, który w ostatnim czasie dotyka Europę. Ocieplanie się klimatu jest powodem suszy, która dotknęła wiele państwach afrykańskich i rejon Żyznego Półksiężyca. Był to jeden z najważniejszych powodów wybuchu wojny domowej w Syrii. Susza trwająca w latach 2006-2010 doprowadziła do dużych migracji ze wsi do miast, które nie potrafiły wchłonąć przybyszów. Z tego powodu doszło do wojny domowej i migranci pojawili się również u nas. Podobne scenariusze możliwe są również w innych państwach regionu. Migracji spowodowanych zmianami klimatu będzie znacznie więcej. Musimy być świadomi, że tak jak jej powody nie mają tylko lokalnego charakteru, tak i skutki nie mogą go mieć.

Zmian klimatu nie da się już cofnąć

Klimat będzie się przez najbliższych kilka stuleci nadal ocieplał i będzie to czynił coraz szybciej. Rachunek za dzisiejszy irracjonalny konsumpcjonizm przyjdzie nam dopiero zapłacić. Dziś jesteśmy w sytuacji, w której nie mamy już możliwości uniknięcia zmian klimatu. Badania naukowców nie pozostawiają wątpliwości. Wszystko wskazuje, że rok 2015 będzie najgorętszym rokiem w odkąd prowadzone są pomiary. Dotąd cieplej było tylko w  2014 roku…  Globalna i uśredniona temperatura na całej Ziemi w tym roku będzie wyższa od tej, z epoki przedprzemysłowej o 1 stopień. Niedługo przekroczymy również inną granicę i nie będzie to jedynie zmiana symboliczna. Stężenie CO2 w powietrzu nie będzie już spadać poniżej 400 ppm. Wszystko to oznacza, że czeka nas, co najmniej kilkaset lat ocieplania się klimatu, tego procesu nie da się już zatrzymać. Jedyne, co możemy w tej sytuacji zrobić, to zadbać by przebiegał ona jak najłagodniej. By tak się jednak stało, potrzebne jest nowe porozumienie klimatyczne.

Niestety niewiele wskazuje na to, by wystarczyło wszystkim woli politycznej na bardziej radykalne kroki. Zamiast o próbie rozwiązania niezwykle ważnego problemu, możemy mówić bardziej o festiwalach egoizmu. Bardzo dużo energii wkłada się w pomniejszanie znaczenia zmian klimatu, lub negowanie udziału w nich człowieka. Naciski korporacji, w których interesy porozumienie klimatyczne godzi najbardziej robią swoje. Politycy bardziej wsłuchują się w głosy przedstawicieli biznesu niż społeczeństwa. Dobrym przykładem jest firma Exxon, w której o negatywnym wpływie spalania paliw kopalnych na klimat wiedziano już na przełomie lat 60- tych i 70-tych. Naukowcy pracujący dla tej firmy już trzydzieści lat temu w wewnętrznej korespondencji ostrzegali przed katastrofą. Mimo tego, Exxon płacił organizacjom zajmującym się negowaniem globalnego ocieplenia i aktywnie lobbował przeciwko jakimkolwiek regulacjom w tej materii. Największe korporacje, które zarabiają na eksploatacji paliw kopalnych od wielu lat prowadzą bardzo kosztowną, ale i bardzo skuteczną politykę dezinformacji. Dlatego istnieje obawa, że nowe porozumienie klimatyczne może być tylko listkiem figowym, który ukryje rzeczywiste zagrożenia i zapewni im funkcjonowanie na dotychczasowych zasadach na wiele lat.

Egoizm nie jest dobry!

W Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej zrozumienie dla potrzeby walki z globalnym ociepleniem jest mniejsze, niż gdzie indziej. Dopiero od niedawna cieszymy się w tej części Europy z uroków społeczeństwa konsumpcyjnego. Każda przeszkoda w „pomnażania bogactwa” postrzegana jest  jako zagrożenie dla wolności. Dlatego w polskim Sejmie nie ma dziś właściwie żadnego ugrupowania, które nie chciałoby budować przyszłości kraju na węglu i innych paliwach kopalnych. Taki „zdrowy egoizm” nie jest czymś zaskakującym w regionie, w którym neoliberalne wartości podzielane są powszechnie.

W systemie, w którym wszystko ma swoją cenę, najbardziej deficytowym towarem jest demokracja. Żyjemy w świecie ekonomicznych konieczności. Nasze wybory mają być uzasadniane przez krótkoterminowe korzyści. Tylko w ten sposób zdaniem polskich elit politycznych możemy zbudować nowoczesne społeczeństwo. W energetyce inwestujemy w paliwo XIX wieku, jakim jest węgiel, blokując jednocześnie rozwój innowacyjnych technologii opartych o źródła odnawialne. Niechętnie wprowadza się zmiany, które mają ograniczać CO2. Przez lata zaniedbywany był transport publiczny, za to z wielkim rozmachem budowano infrastrukturę drogową. Cały czas przy planach na przyszłość ocieplanie się klimatu nie jest brane pod uwagę. Problem jest ignorowany, a odsetek deklarujących „niewiarę” w globalne ocieplenie ciągle rośnie. Panuje zasadniczo piękny konsensus wśród rządu, opozycji, elit ekonomicznych, kościelnych a nawet naukowych. Tylko niektóre organizacje pozarządowe głośno o tym mówią i starają się przekazać, jak groźnym zjawiskiem jest ignorowanie rzeczywistości.

Czas się obudzić!

Odejście od gospodarki opartej na paliwach kopalnych nie rozwiąże wszystkich problemów. Daleki jestem również od wiary w technologię, która ocali dotychczasowy model życia. To w nim należy szukać przyczyn zmian klimatu. Zbliżamy się do granic wytrzymałości planety, niektóre już przekroczyliśmy. Świat się zmieni na mniej przyjazne do życia miejsce. To już pewne. Trwanie w modelu, który przynosi ogromne korzyści nielicznym a którego koszty ponoszą wszyscy mieszkańcy planety byłoby nonsensem. Nie mamy wyjścia, musimy zmienić nasz sposób życia. Im wcześniej zrozumiemy, że odpowiadamy za całą Ziemie, a nie tylko małych kawałek, który wyszarpujemy innym z całą zaciekłością, na jaką nas stać, tym łatwiejsze będą zmiany. I tym szybciej skorzystamy na tym wszyscy. Klimat daje nam lekcję pokory. Ziemia jest naszym dobrem wspólnym. Od nas zależy, czy się czegoś nauczymy.

Komisja Europejska proponuje szereg działań mających na celu koordynację wspólnej polityki energetycznej. Powodem takiej koordynacji ma być zabezpieczenie Europy przed negatywnymi konsekwencjami kryzysów energetycznych i zabezpieczenie interesów Unii na zewnątrz. Jak powiedział wiceprzewodniczący KE ds. unii energetycznej Marosz Szefczovicz „Miniony rok był pełen turbulencji, trwa kryzys na Ukrainie. A wiemy, jakie skutki może mieć ten kryzys dla bezpieczeństwa dostaw energii w Europie. Nasz pakiet zwiększy odporność Europy na potencjalne zakłócenia w dostawach energii.”

Zobowiąże on państwa do solidarności w razie zakłóceń w dostawach gazu i sporządzania regionalnych planów na wypadek kryzysu. Umożliwi też KE wgląd w umowy międzyrządowe ws. gazu. Komisja proponuje wprowadzenie klauzuli solidarnościowej, zgodnie z którą w razie problemów z dostawami gazu państwo członkowskie będzie musiało zagwarantować dostawy dla podstawowych odbiorców u swego sąsiada, jak gospodarstwa domowe, szpitale czy szkoły, nawet kosztem dostaw dla swojego przemysłu.

Unia zostanie też podzielona na obszary, które mają mieć przygotowane wspólne plany na wypadek kryzysu gazowego. Polska ma się w jednym takim obszarze znaleźć z Niemcami, Czechami i Słowacją.

Dodał: Łukasz Markuszewski, na podstawie pap.pl

Na posiedzeniu Narodowej Rady Rozwoju prezydent Andrzej Duda oświadczył, że Polska potrzebuje „ofensywnej” polityki historycznej, która będzie narzędziem budowania naszej pozycji na arenie międzynarodowej.

Odwołując się do słów Józefa Piłsudskiego („Naród, który nie szanuje swojej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”) stwierdził, że „To ważne i bardzo mocne słowa, które – patrząc na otaczający nas świat – niosą w sobie wiele prawdy. (…) Nie mam wątpliwości, wszyscy to obserwujemy i wszyscy to wiemy, że w przestrzeni międzynarodowej, ogólnoświatowej, wszystkie rozsądne państwa, które rozumieją swoje potrzeby, a przede wszystkim, które mają poczucie swojej państwowości i godności, prowadzą aktywną politykę historyczną”.

Andrzej Duda wypowiedział się także za rozwojem nauczania patriotycznego w szkołach i przeciw ograniczaniu lekcji historii.

Dodał: Łukasz Markuszewski

Polska Agencja Prasowa nieoficjalnie poznała szczegóły nowego planu gospodarczego dla Polski, który wypracowuje otoczenie ministra Morawieckiego.

Opiera się ono o pięć filarów: reindustrializacja, rozwój innowacyjnych firm, kapitał dla rozwoju, ekspansja zagraniczna oraz rozwój społeczny i terytorialny. Szczegóły planu mają być omówione podczas posiedzenienia Rady Ministrów we wtorek. Jego celem jest wzmocnienie polskiego kapitału i wzrost konkurencyjności polskich firm.

Podstawą reindustrializacji mają być partnerstwo dla strategicznych działów gospodarki, Krajowe Inteligentne Specjalizacje, infrastruktura sprzyjająca rozwojowi przemysłu oraz inwestycje zagraniczne.

Innowacyjność ma być wprowadzona przez stworzenie przyjaznego otoczenia prawnego i reformę instytutów naukowo-badawczych.

Kapitał dla rozwoju ma pochodzić głównie ze źródeł unijnych. Państwo chce także wspierać krajowe firmy za pomocą dyplomacji i budowy silnej marki krajowej.  W planie są też elementy związane z e-administracją i reformą polityki energetycznej Polski.

Dodał: Łukasz Markuszewski

Światowy Program Żywnościowy (World Food Programme – WFP) ostrzega, że susza spowodowana niezwykłym zachowaniem El Nino, zjawiska pogodowego, odpowiedzialnego za klimat w strefie równikowej, może mieć bardzo poważne skutki. W tym roku przyniósł on znacznie mniej opadów deszczu w Afryce, co spowodowało największą od trzydziestu pięciu lat suszę.

Poszkodowanych przez nią ma być aż 49 milionów ludzi, głównie z Zambii, Suazi, Lesotho i Zimbabwe, gdzie zbiory opóźnione mogą być nawet o dwa miesiące. Drastycznie spadły plony kukurydzy, podstawowego zboża uprawianego w tych krajach. W Mozambiku ceny kukurydzy wzrosły o połowę, a w Malawi o prawie trzy czwarte. Może to spowodować exodus części mieszkańców tych krajów na północ i południe kontynentu, oraz do Europy.

Klimatolodzy są zdania, że zmiana w El Nino jest efektem zmian klimatycznych i w kolejnych latach takich sytuacji należy spodziewać się częściej.

Dodał: Łukasz Markuszewski

Prezydent Francji, Francois Hollande, został oskarżony o seksizm, po tym jak utworzył nowe Ministerstwo Rodziny, Dzieci i Praw Kobiet.

Prawicowa posłanka do Zgromadzenia Narodowego, Nathalie Kosciusko-Morizet, skomentowała to złośliwie tweetem: „Hollande zapomniał o szyciu i gotowaniu”. W podobnym duchu wypowiada się grupa Femen France.

Danielle Bousquet, przewodnicząca rady ds. równości płci zapytała retorycznie: „Czy nie jest to zamknięcie kobiet w stereotypowych rolach, które towarzyszyły im przez stulecia: żony i matki?”. Tymczasem nowa minister, Laurence Rosignol, zapowiedziała pod naciskiem opinii publicznej, że w dalszym ciągu będzie feministką z nowoczesną wizją rodziny i kwestii kobiet. Rosignol jest jedną z głównym działaczek kobiecych Partii Socjalistycznej.

Prezydent Hollande nie pierwszy raz popadł w tarapaty związane z dwuznacznym stosunkiem do feminizmu. Podczas kampanii wyborczej, na fali afery związanej z Dominikiem Strauss-Kahnem i oskarżeniem jego o gwałt, obiecywał, że jego rząd będzie walczył o równość płci, a sam deklarował się jako zagorzały feminista. Później jednak zdegradował urząd odpowiadający za równość płci z poziomu ministerstwa (które sam utworzył), a w kolejnych przetasowaniach gabinetowych kobiety nie obejmowały resortów siłowych. Także po niedawnych z zamachach w Paryżu redakcja Charlie Hebdo zauważyła, że w miejscach publicznych Hollande pojawiał się otoczony wyłącznie doradcami płci męskiej.

Część feministek oskarża prezydenta o cyniczną grę by przypodobać się prawicowemu lobby tradycjonalistycznemu, przed planowanymi na przyszły rok wyborami prezydenckimi. Urzędująca głowa państwa idzie póki co łeb w łeb wspólnie z prawdopodobnymi kandydatami prawicy – Nicolasem Sarkozy i Marine Le Pen.

Dodał Łukasz Markuszewski.

Awaria zbiornika gazu Alison Canyon niedaleko miejscowości Porter Ranch w stanie Kalifornia to nie tylko prawdopodobnie największy w historii wyciek metanu, lecz również dowód na zagrożenia związane ze szczelinowaniem hydraulicznym(ang: fracking – technologia stosowana przy wydobyciu gazu łupkowego). Pisaliśmy o tym miesiąc temu. Przez ten czas do atmosfery ulotniło się dodatkowe 20 tyś. ton metrycznych metanu, czyli w sumie obsługująca zbiornik korporacja Southern California Gas Company (SoCalGas) może pochwalić się wyciekiem rzędu 96 tyś. ton.

Foto: Earthworks/Flickr/Creative Commons

Foto: Earthworks/Flickr/Creative Commons

Do zamknięcia wycieku użyto cementu. Nie przeprowadzono jednak oficjalnych testów, które potwierdziłyby efektywność tego rozwiązania. W oświadczeniu spółki można przeczytać, że „udało się tymczasowo zatrzymać wyciek”. Spółka zaznacza jednak, że znalezienie bezpiecznego i trwałego rozwiązania może zająć „wiele dni”.

Mieszkańcy wskazują na to, że nie ma woli politycznej, by problemem zająć się systemowo. Jak wskazuje przypadek Alison Canyon istnieją uzasadnione obawy, że podobna sytuacja może wydarzyć się w każdej chwili w pozostałych stu kilkunastu starych zbiornikach po ropie, w których obecnie trzymany jest gaz.

Dodał: Robert Reisigová-Kielawski

Źródło: Common Dreams