Projekt 500 złotych na drugie i kolejne dziecko mimo swej prostoty jest trudny do jednoznacznej oceny. Z jednej strony dobrze, że władza za jeden z priorytetów uznaje wsparcie rodzin i jest gotowa zainwestować w to znaczne środki. Szacowany koszt przedsięwzięcia to od 15 do 21 mld złotych rocznie (w zależności od kształtu, jaki ostatecznie program przybierze). Napisałem o „inwestowaniu”, bowiem polityka rodzinna może okazać się inwestycją także w dosłownym sensie. Nie chodzi tylko o stymulowanie dzietności (bowiem potencjalny wpływ akurat tego programu na wzrost liczby dzieci wydaje się dalece niepewny), ale przede wszystkim o współtworzenie przez politykę publiczną warunków bezpieczeństwa i rozwoju dla dzieci i ich rodziców.

Na uwagę zasługuje też przyświecające autorom projektu podejście „uniwersalne”, zgodnie z którym wsparcie nie jest adresowane tylko do najuboższych, ale do dzieci ogółem, jako mechanizm motywacyjny (w założeniach zachęcający do decyzji prokreacyjnych) i kompensacyjny (świadczenie łagodzi koszty, jakie ponoszą rodziny w związku z wychowaniem dziecka). Jest to nieco inne podejście niż to, które cechowało ewolucję polityki rodzinnej od początku transformacji, a więc dążenie, by wsparcie trafiało tylko do najbardziej potrzebujących. Takie podejście widać dziś nie tylko w ustawie o pomocy społecznej, ale także w ustawie o świadczeniach rodzinnych, na gruncie której wspierane finansowo są rodziny niezamożne.

Lepiej tworzyć nowe formy czy rozwijać i rozszerzać dotychczasowe?

Doświadczenia innych krajów pokazują, że takie „uniwersalne” podejście jest uprawnione i stosowane, więc warto o nim dyskutować także u nas. Pomysł Prawa i Sprawiedliwości co prawda ową zasadą powszechności nie obejmuje rodzin z jednym dzieckiem (przewidziany jest dla nich próg dochodowy – 800 zł lub 1 200 zł w przypadku dziecka z niepełnosprawnością), a ponadto w jednej z wypowiedzi pani premier pojawiała się sugestia o możliwości wprowadzenia progu dochodowego dla wszystkich rodzin zamożnych. Ewentualne wprowadzenie kryterium nie przekreśla sensowności programu, zwłaszcza jeśli próg ustalony byłby na wysokim poziomie, pozwalającym na objęcie wsparciem nie tylko rodzin biednych, ale także tych o średnich dochodach.   Można się jednak zastanawiać – czy zamiast tworzyć nowe, odrębne świadczenie wychowawcze, nie lepiej byłoby podnieść do 500 zł kwotę obecnie wypłacanych zasiłków rodzinnych, a także znacznie podwyższyć próg uprawniający do korzystania z nich?

Bogaci zyskają więcej niż niektórzy ubożsi – czy to sprawiedliwe?

Ważniejszy jednak zarzut wobec koncepcji nowego świadczenia dotyczy harmonizacji tej formy wsparcia z niektórymi dotychczas pobieranymi przez ubogie rodziny świadczeniami z pomocy społecznej. Jeśli owo 500 zł będzie wliczane do dochodu, część ubogich rodzin pobierając je, może przekroczyć próg dochodowy z pomocy społecznej i/lub świadczeń rodzinnych, co pozbawi ich części dotychczas otrzymywanych świadczeń. Szczególnie może uderzyć to w rodziny, w których obok wychowywania dzieci sprawowana jest jeszcze opieka nad osobami niesamodzielnymi (np. starszą babcią). Po przekroczeniu, na skutek pobrania 500 zł na dziecko, odpowiedniego kryterium dochodowego do świadczeń rodzinnych  – rodzina taka może stracić 520 zł specjalnego zasiłku opiekuńczego, który przysługuje w przypadku rezygnacji z pracy z tytułu opieki nad znacznie niepełnosprawną osobą dorosłą i spełnienia kryterium dochodowego na poziomie 764 złotych na osobę.

Także tam, gdzie rodziny korzystają z usług opiekuńczych i specjalistycznych usług opiekuńczych, samo zwiększenie dochodu dzięki owym 500 zł może zwiększyć odpłatność za nie, bowiem indywidualny poziom opłat jest ustalany przez gminę w zależności od tego, o ile zostanie przekroczone kryterium dochodowe do świadczeń z pomocy społecznej. Nawet jeśli w rodzinach takich  bilans finansowych korzyści i strat okazałby się korzystny, ale w stopniu o wiele mniejszym niż 500 złotych dodatkowego dochodu, podczas gdy rodziny zamożne, i to bez dodatkowych obciążeń opiekuńczych, będą mogły skorzystać w pełni z nowego świadczenia, pojawia się pytanie, czy rozwiązanie to ma sens z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej. Nie wydaje się szczególnie sprawiedliwa społecznie sytuacja, w której korzystają wszyscy, ale ci, którym na starcie jest lepiej, w znacznie większym stopniu niż ci, którym jest gorzej.

Kwestia usług publicznych niesłusznie pomijana

Kolejna problematyczna kwestia to potencjalne koszty utraconych możliwości finansowania innych form wsparcia rodziny. Wszak program jest na tyle kosztowny, że w ogóle pod znakiem zapytania stoi możliwość pokrycia kosztów jego wprowadzenia w najbliższym roku. Tym bardziej nie jest pewne, czy władza będzie chciała (i miała ku temu zasoby), by finansować jeszcze inne instrumenty polityki rodzinnej, takie jak opieka nad dzieckiem do lat trzech, opieka przedszkolna, asysta rodzinna etc. Niepokój wynika także z tego, że w programie partii, która objęła władzę, jak i w wypowiedziach jej przedstawicieli, nie ma w ogóle wzmianki o potrzebie dalszego rozwoju usług opiekuńczych wobec bardzo małych dzieci. A to właśnie ten instrument jest głównym filarem nowoczesnej polityki rodzinnej w krajach rozwiniętych, podczas gdy transfery socjalne są raczej jej uzupełnieniem.

Rozwój usług opiekuńczych zapewne też w większym stopniu mógłby przyczynić się do promowania dzietności, bowiem pośrednio przekłada się on na możliwość powrotu kobiet na rynek pracy, a to właśnie obawa o niemożność kontynuowania drogi zawodowej jest jedną z najczęściej wskazywanych barier dla decyzji prokreacyjnych. Niemożność ta, spowodowana brakiem usług opiekuńczych, może się także przyczyniać także do ryzyka ubóstwa  w związku z brakiem dochodu z pracy jednego z rodziców. Ponadto, biorąc pod uwagę integracyjne i prorozwojowe walory objęcia tego typu usługami dzieci z różnych grup społecznych, zwłaszcza tych defaworyzowanych, zmniejsza się tym samym ryzyko ubóstwa i wykluczenia ich w przyszłości oraz reprodukcji niekorzystnego statusu społecznego.

Polityka społeczna to nie tylko wsparcie rodzin

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Dyskusja o 500 zł absorbuje niemal całą publiczną uwagę, jeśli chodzi o politykę społeczną. Nie do końca słusznie. Jest wiele innych nierozwiązanych problemów i grup wymagających pilnie podjętych działań publicznych. Nie wszystkie z nich możemy zapisać w kategorii „rodziny z dziećmi”, wobec czego nie skorzystają z nowego instrumentu. Można długo wymieniać. Niezdolne do pracy osoby schorowane i starsze, wykluczeni opiekunowie niepełnosprawnych osób dorosłych, osoby doświadczające niestabilności na rynku pracy i w sytuacji mieszkaniowej, długotrwale bezrobotni czy młodzi ludzie bez perspektyw i wsparcia, opuszczający pieczę zastępczą lub własne rodziny dotknięte dysfunkcją. Katalog ten jest otwarty i można dopisać jeszcze wiele grup do wsparcia i spraw do załatwienia. Powinniśmy o nich pamiętać i przypominać władzy, pytać, co ma im do zaoferowania i podpowiadać rozwiązania.

Foto: rozbrat.org

Foto: rozbrat.org

Dnia 27 kwietnia 2016 r. do więzienia na okres 3 miesięcy trafił Łukasz Bukowski, uczestnik poznańskiej Federacji Anarchistycznej. Wcześniej został oskarżony i skazany za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta w związku z blokadą eksmisji Katarzyny i Ryszarda Jenczów z kamienicy przy ulicy Dąbrowskiego w Poznaniu. Aktywista w proteście przeciwko polityce eksmisyjnej i postępowaniu policji odmówił poddania się karze grzywny, która została zamieniona na przymusową pracę, a ostatecznie na pozbawienie wolności. Na wezwanie policji udał się do aresztu przy ulicy Młyńskiej, gdzie został osadzony.

Łukasz Bukowski chce w ten sposób zwrócić uwagę na ciągle trwające wysiedlenia i brutalne eksmisje, jakie mają miejsce zarówno w Poznaniu, jak też w całym kraju. Odmówił zapłacenia grzywny, uznając, że stając w obronie eksmitowanych, postąpił słusznie. Chce także zwrócić uwagę na nierówne i niesprawiedliwe traktowanie lokatorów oraz na represjonowanie wszystkich tych, którzy stają w obronie praw lokatorskich.

Do eksmisji Ryszarda i Katarzyny Jenczów (poważnie chorej, od wielu lat poruszającej się na wózku inwalidzkim kobiety) doszło 25 października 2011 roku. Pomimo ewidentnej choroby pani Katarzyny sąd, orzekając o eksmisji, nie przyznał małżeństwu prawa do lokalu socjalnego. Eksmisja miała się odbyć de facto „na bruk” (do lokalu tymczasowego).

Dla przeprowadzenia wysiedlenia zmobilizowano duże siły policji, które zjawiły się na kilka godzin przed zaplanowaną eksmisją, „odcinając” dostęp do kamienicy i lokalu.  Pomimo tego ok. 70 aktywistów i aktywistek próbowało powstrzymać eksmisję. Dołączyli do nich mieszkańcy dzielnicy, ale w konsekwencji Katarzyna Jencz, z uwagi na nagłe pogorszenie stanu zdrowia, została odwieziona karetką pogotowia do szpitala wojskowego. Komornik zajął i zabezpieczył mieszkanie.

W trakcie blokady zatrzymano trzy osoby, w tym Łukasza Bukowskiego. Łukasz utrzymuje, że zarzuty naruszenia nietykalności policjanta są niesłuszne, a jego ukaranie było formą odwetu za podjęty opór społeczny. Przypomnijmy, że policja w związku z tą blokadą eksmisji postawiła także przed sądem jeszcze dwoje innych osób, zarzucając im przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu. Oboje ostatecznie zostali przez sąd uniewinnieni.

Każdego roku polskie sądy orzekają o przeprowadzeniu eksmisji w stosunku do 30–40 tys. rodzin. Komornicy dokonują 8 tys. eksmisji, nierzadko w asyście policji. Pozostała część osób pogodzona z wyrokami sądowymi dobrowolnie opuszcza swoje mieszkania. Głównym powodem eksmisji jest zadłużenie wynikające z wysokich czynszów, opłat eksploatacyjnych, niskich zarobków i niestabilnych form zatrudnienia, a także braku odpowiedniego wsparcia socjalnego. Wobec wysiedlanych lokatorów często zapadają wyroki bez prawa do lokalu socjalnego. Władze publiczne, co wynika z kontroli m.in. Najwyższej Izby Kontroli, nie respektują konstytucyjnego obowiązku dostarczenia lokali socjalnych dla osób o najniższym statusie ekonomicznym, chorych, bezrobotnych itd., a przed sądami w sprawach o eksmisje z lokali prywatnych często wnoszą, aby nie przyznawały one lokatorom mieszkań socjalnych. Sprawa Katarzyny i Ryszarda Jenczów należy do wyjątkowo bulwersujących, ukazujących bezwzględność eksmisji i obojętność wobec wysiedleń ze strony władz publicznych reprezentujących często interesy właścicieli kamienic i deweloperów.

źródło i więcej informacji: rozbrat.org

28 kwietnia Komisja Europejska oficjalnie ogłosiła, że zamierza zaskarżyć Polskę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z powodu braku wymagania odpowiedniej oceny oddziaływania na środowisko operacji szczelinowania hydraulicznego (technologia stosowana przy wydobyciu gazu łupkowego).

Oświadczenie to jest zwieńczeniem  prawie dwuletniej pracy społeczności lokalnych (przede wszystkim  rolników z Żurawlowa, którzy podczas trwającego 400 dni non-stop heroicznego protestu, blokowali rozpoczęcie  poszukiwań gazu łupkowego przez korporację Chevron ), polskich organizacji i aktywistów skupionych w nieformalnym ruchu złupieni.pl oraz europejskich organizacji ekologicznych: Friends of the Earth Europe oraz Food and Water Europe,  kwestionujących  kampanię polskiego rządu zmierzającą do rozwoju sektora gazu łupkowego w Polsce.  Rząd wprowadził  przepisy  zezwalające na wiercenia w poszukiwaniu ropy i gazu do głębokości  5 000 metrów bez przeprowadzenia wcześniej  oceny oddziaływania  na środowisko, łamiąc tym samym prawo europejskie.

Antoine Simone z Friends of the Earth powiedziała: “Kierując skargę przeciwko Polsce do ETS, Komisja Europejska wysyła jasną wiadomość, że ani kraje członkowskie ani  przedsiębiorstwa naftowe i gazowe, nie są ponad prawem. Jest to bezprecedensowa decyzja, i potwierdzenie  zagrożeń związanych ze szczelinowaniem hydraulicznym  na najwyższym szczeblu władz Unii Europejskiej.  Stanowi to dowód na to, że Komisja Europejska, jeśli tylko chce, ma możliwość interwencji dla dobra środowiska naturalnego”.

Koncesje na wydobycie i poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce zostały wydane między innymi na  Głównych Zbiornikach Wód Podziemnych, które do tej pory nie mają wyznaczonych specjalnych  stref ochronnych.

Prezeska Fundacji Strefa Zieleni, Ewa Sufin stwierdziła: „Nie jest przyjemne, gdy mój kraj jest sądzony przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości, ale woda to największe dobro jakie mamy, które musimy chronić za wszelką cenę i zostawić przyszłym pokoleniom, bo bez wody nie ma  ani sukcesu gospodarczego ani życia. Bardzo wiele osób czyniło wielkie wysiłki, aby przekonać rząd, a przede wszystkim Ministerstwo Środowiska, że fracking to bardzo niebezpieczna  technologia, szczególnie ze względu na możliwość skażenia wody,  i nie można podchodzić do niej z tak wielką nieodpowiedzialnością, tylko dla zysków. Bo gazu nie da się pić, a bezpieczeństwo energetyczne można osiągnąć ocieplając domy i korzystając z darmowego słońca i wiatru, a jak już wiercić, to po naturalne ciepło ziemi jakim jest geotermia. Tylko w ten sposób uda się utrzymać galopujące zmiany klimatu na znośnym dla ludzkości poziomie”.

„Pan minister Korolec dopiero gdy przestał pełnić swoją funkcję, publicznie przeprosił za swój szkodliwy i niebezpieczny oportunizm. Jego dzisiejszy następca, a szczególnie  wiceminister środowiska i pierwszy geolog kraju pan Orion-Jędrysek, wciąż wydają się wierzyć w łupkowe obietnice” – dodała.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości, który jest jedną z najwyższych instytucji sądowniczych w Europie,  po raz pierwszy  będzie się zajmował gazem łupkowym, i mamy nadzieję, że potwierdzi zagrożenia związane ze stosowaniem technologii szczelinowania hydraulicznego.

Według Friends of the Earth Europe, jeśli chcemy mieć jakiekolwiek szanse na uniknięcie katastrofalnych skutków zmian klimatu, Europa musi niezwłocznie odejść od paliw kopalnych i przestawić się na źródła odnawialne – szczególnie należące do, i zarządzane przez lokalne społeczności – oraz oszczędność energetyczną.

Opracował Jan Skoczylas na podstawie: Friends of the Earth Europe i Fundacja Strefa Zieleni.

W poszukiwaniu nowych trendów ekopolitycznych zaglądamy do stolicy Wielkiej Brytanii. Już 5 maja wybierać będzie swojego burmistrza i radnych. (więcej…)

Idea Europy staje się czymś więcej kiedy ludzie przekraczają niepewność i wrogość, współdziałając ze sobą ponad granicami. (więcej…)

Nasza nieustannie ocieplająca się ziemia pobiła właśnie kolejny rekord klimatyczny.

Amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna (NOAA)  ogłosiła kilka dni temu, że tegoroczny marzec był najcieplejszym marcem od czasu rozpoczęcia pomiarów w 1880 roku.

Jednocześnie był to jedenasty rekordowy pod względem globalnych temperatur miesiąc z rzędu.

Średnia temperatura marca 2016 roku była o 1,22°C wyższa od średniej dla tego miesiąca w dwudziestym wieku, co stanowi najwyższe odchylenie od średniej miesięcznej od czasu rozpoczęcia pomiarów.  Meteorolodzy Jeff Masters i Bob Henson napisali: „Jest to ogromny margines dla miesięcznego globalnego rekordu temperatury, ponieważ są one zazwyczaj przekraczane o zaledwie kilka setnych stopnia. Margines ten był zaledwie  odrobinę niższy od poprzedniego rekordu odnotowanego przez NOAA dla jakiegokolwiek miesiąca w roku, który wyniósł 1,21°C i został ustanowiony w lutym tego roku”.

Sama NOAA zauważyła, „globalne rekordy temperatur nawarstwiają się” i, że ogłaszając kolejny miesięczny rekord mogą „brzmieć jak zdarta płyta”.

Jak podała agencja Associated Press, profesor meteorologii Uniwersytetu Oklahoma, Jason Furtado powiedział: „To się staje w pewien sposób monotonne. [….] Jest to w najwyższym stopniu niepokojące….Tracimy kluczowe elementy naszego systemu klimatycznego”.

Badacz klimatu z Uniwersytetu w Melbourne powiedział dziennikarzowi the Sydney Morning Herald: „Te ekstremalne temperatury i ekstremalne  zdarzenia, w tym blaknięcie koralowców Wielkiej Rafy Koralowej, wskazują na to,  że zmiana klimatu przebiega już według najgorszego scenariusza”.

Kiedy Japońska Agencja Meteorologiczna ogłosiła tydzień wcześniej, że marzec 2016 był najcieplejszy od co najmniej 1891 roku, klimatolog i dyrektor Penn State Earth System Science Center zauważył, że dane te stanowią „ostrzeżenie, jak niebezpiecznie blisko jesteśmy od miejsca, z którego może już nie być odwrotu”, i dodał: „Uwydatnia to pilną potrzebę redukcji globalnych emisji gazów cieplarnianych”.

Gazeta Washington Post w podobnym tonie napisała, że od grudnia zeszłego roku, gdy rozmowy klimatyczne zwane COP21 zakończyły się podpisaniem porozumienia w sprawie redukcji emisji, „alarmujące wyniki badań naukowych wykazują, że powstrzymanie najgorszych  konsekwencji globalnego ocieplenia, może wymagać o wiele bardziej radykalnych działań”.

I rzeczywiście, nowa analiza, pokazuje, że nawet jeśli państwa wywiążą się z zadeklarowanych zobowiązań, do końca stulecia  klimat ociepli się o 3,5°C, przekraczając znacznie granicę uznaną za bezpieczną.

„Przemysł paliw globalnych spycha nasz klimat na skraj katastrofy szybciej niż ktokolwiek   się tego spodziewał, mamy do czynienia z kolejnymi rekordowymi temperaturami, wraz z towarzyszącymi im ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi” – powiedziała dyrektor generalna organizacji 350.org, May Boeve. „Wszyscy jesteśmy zagrożeni na skutek ocieplania się planety, więc nie mamy innego wyjścia, poza zwiększeniem pokojowych akcji bezpośrednich”.

Andrea Germanos, Common Dreams

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: Common Dreams

Artykuł udostępniony na podstawie  licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0

Premier Węgier, Viktor Orban, oświadczył, że konstytucja kraju zakazuje „islamizacji”, poprzez zapisy o zapewnieniu pielęgnowania węgierskiego dziedzictwa, kultury i języka. Takie sformułowania znalazły się w nowelizacji zatwierdzonej przez parlament pięć lat temu.

Orban powiedział, że jego rząd nie może poprzeć polityki „pływów migracyjnych”, oraz, że w celu ochrony obywateli, rząd ma prawo decydować „kto i dlaczego chce do nas przyjechać, i mamy prawo wybrać, z kim chcemy żyć, a z kim nie”.

Skrytykował jednocześnie Unię Europejską, jako zajętą „wyłącznie samoobwinianiem”, kiedy to powinna być mocarstwem światowym. Zaznaczył też, że jego zdaniem Europa zapomniała o swoim dziedzictwie i tylko Polska oraz Węgry dbają o to w Unii.

Nowelizacja konstytucji była krytykowana przez opozycję oraz organizacje pozarządowe. Amnesty International uznała, że jest ona sprzeczna z prawami człowieka w kwestii m.in. aborcji i małżeństw homoseksualnych. Jest w niej zapis o ochronie instytucji małżeństwa jako związku kobiety z mężczyzną i o ochronie życia poczętego.

Łukasz Markuszewski

Stopa bezrobocia osiągnęła w marcu poziom 10 procent, o 0,3 proc. niższy niż w lutym. Tym samym bezrobocie marcowe było najniższe od 1991 r., spośród wszystkich notowanych od tego okresu marców- informuje GUS.

Dane nastrajają analityków optymistycznie i spodziewane jest, że pod koniec roku procent zarejestrowanych w urzędach pracy spadnie do poziomu 9%. Luty i marzec są z reguły najgorszymi pod tym względem miesiącami w roku.

Po 1991 r. bezrobocie w Polsce wynosiło mniej niż 10% jedynie od maja do listopada 1998 r. (9,5-9,9%), od maja do grudnia 2008 (8,8-9,8%) oraz w drugiej połowie zeszłego roku (9,6-9,9%).

Najwyższe notowane bezrobocie w Polsce stwierdzono w lutym 2003 r., kiedy wynosiło w skali kraju 20,7%.

Łukasz Markuszewski

Wiceminister finansów, Wiesław Jasiński, poczas zorganizowanej przez PAP debaty na temat podatków, zapowiedział wprowadzenie przepisów, które ograniczą możliwość prania pieniędzy w rajach podatkowych.

Założeniem reformy ma być konieczność przechowywania przez firmy informacji o osobach fizycznych, które uzyskują korzyść z zawierania przez te firmy umów. Intencją wprowadzenia zapisu jest zebranie informacji o osobach, które zarejestrowane są w rajach podatkowych.

Jasiński ocenił, że Polska rocznie traci na praniu pieniędzy w rajach ok. 2 miliardy złotych.

Nowela ustawy o praniu brudnych pieniędzy ma być odpowiedzią Polski na nowe przepisy unijne, które ucieczkę podatkową traktują właśnie jako pranie pieniędzy.

Łukasz Markuszewski

Siedem organizacji pozarządowych zrzeszających prawników, przyrodników i aktywistów wysłało 19 kwietnia skargę do Komisji Europejskiej, zgłaszającą naruszenie prawa przez decyzję ministra środowiska Jana Szyszkę. Według prawników z ClientEarth podpisanie przez ministra Szyszkę aneksu do Planu Urządzenia Lasu dla Nadleśnictwa Białowieża, który trzykrotnie podwyższa limity pozyskania drewna, narusza artykuł 6 dyrektywy siedliskowej.

Skargę do Komisji podpisały: ClientEarth, Dzika Polska, Greenmind, Greenpeace Polska, WWF Polska oraz Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków i Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.

Minister Szyszko podpisał aneks bez przeprowadzenia odpowiedniej oceny jego skutków na chronione siedliska i gatunki, wymaganej przez prawo unijne. Minister zaakceptował wycinkę pomimo naszych ostrzeżeń, że nie została przeprowadzona odpowiednia ocena i że zmiana Planu Urządzenia Lasu będzie niezgodna z unijnym prawem – tłumaczy Agata Szafaniuk, prawniczka ClientEarth i autorka skargi. – Nie możemy zaskarżyć tej decyzji na gruncie prawa krajowego, dlatego zdecydowaliśmy się na skargę do Komisji . Mamy nadzieję, że minister cofnie się, zanim stracimy ten bezcenny las na zawsze.

Minister nie działa na korzyść Puszczy

Minister Środowiska twierdzi, że walka z kornikiem przez wycinkę ma chronić cenne puszczańskie siedliska. Jest to całkowicie błędna interpretacja – mówi przyrodnik dr. hab. Przemysław Chylarecki z Fundacji Greenmind. – Kornik nie stanowi żadnego zagrożenia dla chronionych siedlisk. A w puszczańskich grądach wręcz poprawia wskaźniki stanu ich ochrony. Co gorsza, intensywne pozyskanie drewna zagraża siedliskom i gatunkom, dla których wyznaczono ten obszar Natura 2000. Organizacje podkreślają również, że kornik jest naturalnym zjawiskiem w Puszczy Białowieskiej – pojawia się tam regularnie i las doskonale sobie z nim radzi. Na podstawie badań terenowych w Puszczy możemy jednoznacznie stwierdzić, że świerk bardzo dobrze odnawia się w tych częściach lasu, które nie zostały zamienione w uprawy leśne dodaje Dawid Kaźmierczak z fundacji Dzika Polska.

Historia lubi się powtarzać

To nie pierwszy raz, kiedy Komisja Europejska będzie zajmować się sprawą wycinki w Puszczy Białowieskiej. W 2008 roku z powodu intensywnych cięć na terenie Puszczy, Komisja rozpoczęła procedurę wyjaśniającą, tzw. EU Pilot. Udało się osiągnąć kompromis, który uwzględniał potrzeby miejscowej ludności, i w 2013 roku postępowanie zostało zamknięte –  mówi Dariusz Gatkowski z WWF Polska. Aneks podpisany w marcu przez ministra łamie wcześniejsze ustalenia. Oczekujemy reakcji Komisji i powrotu do kompromisu wypracowanego w 2012 roku.

Bruksela ostatnia deska ratunku

Sygnatariusze skargi podkreślają, że wyczerpali już wszystkie możliwe sposoby komunikacji z ministrem. Zrobiliśmy już wszystko, co mogliśmy, żeby w sprawie ochrony Puszczy Białowieskiej porozumieć się w Polsce, bez pośrednictwa zagranicznych instytucji tłumaczy Robert Cyglicki, dyrektor Greenpeace Polska. – Apelowaliśmy, słaliśmy listy, prosiliśmy o spotkania, protestowaliśmy. Wypowiadali się naukowcy, prawnicy, a 140 tysięcy Polek i Polaków podpisało apel do premier Szydło, by powstrzymała ministra Szyszko. Nic nie pomogło. Dzisiaj sięgamy po prawo Unii Europejskiej.

Kontakt:

Katarzyna Kościesza, ClientEarth, te.:733206135,kkosciesza@clientearth.org

Dariusz Gatkowski, WWF Polska, tel.: 785 851 401,

dgatkowski@wwf.pl

Przemysław Chylarecki, Greenmind, tel: 604 555 862,

pch@miiz.waw.pl

Dawid Kaźmierczak, Dzika Polska, tel: 697 583 699,

dzikapolska@gmail.com

Marianna Hoszowska, Greenpeace Polska, tel: 664 066 372,

marianna.hoszowska@greenpeace.org

źródło: Fundacja Dzika Polska

 

Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons

Foto: Frank Vassen/Flickr/Creative Commons

Kooperatywa „Dobrze” to grupa ponad 170 osób, która wspólnie prowadzi sklep ze zdrową żywnością w Warszawie, zwiększając dostęp do taniej zdrowej żywności i wspierając  drobne rolnictwo.  Obecnie zbierają pieniądze na otwarcie drugiego sklepu.

Wesprzyj Kooperatywę Dobrze. Pomóż im otworzyć drugi sklep w Warszawie!

Sklep przy ulicy Wilczej 29a powstał 2 lata temu i jest pierwszym w Polsce oddolnym,  nienastawionym na zysk sklepem spółdzielczym. Opiera się na pracy członkiń i członków, ale zakupy w nim mogą robić również klienci zewnętrzni,  korzystając z możliwości kupna wysokiej jakości żywności ekologicznej po cenach niższych niż w konwencjonalnych sklepach ze zdrową żywnością.

Sklep Kooperatywy Dobrze to nie tylko żywność, lecz również wspólnota praktykująca demokrację bezpośrednią i prowadząca działalność edukacyjną.

Wspólnie z Instytutem Globalnej Odpowiedzialności zorganizowali cykl spotkań zatytułowanych „Wartości nie tylko odżywcze”, m.in. o  TTIP,  rolnictwie na terenach okupowanej Palestyny, GMO i marnowaniu żywności, a  samodzielnie warsztat o dobrach wspólnych (the commons), jak również Ogólnopolski Zjazd Kooperatyw.

„Chcemy tworzyć praktyczną alternatywę wobec supermarketów i przemysłowego rolnictwa, ale także promować współdziałanie, przedsiębiorczość społeczną i samoorganizację. Dlatego zajmujemy się też edukacją” – mówi Anna Bień, członkini Kooperatywy.

Dlaczego nowy sklep i na co potrzebne są pieniądze?

Obecny sklep jest mały (30 m²) i powoli przestają się w nim mieścić  – wyczerpują się możliwości zwiększania ilości zamawianej  żywności, nawiązywania  współpracy z nowymi gospodarstwami rolnymi i przyjmowania nowych członków, naturalne więc, że powstał pomysł otwarcie kolejnego, większego sklepu. Na przeszkodzie stoi jednak brak funduszy.

„Nasz model przedsiębiorstwa non-profit działa sprawnie i służy wielu ludziom, dlatego chcemy go rozwijać. Prowadząc warzywniak nie generujemy jednak wystarczających dochodów, aby móc całkowicie ponieść koszt nowej inwestycji. Nie chcemy zadłużać się w bankach, dlatego naturalnym rozwiązaniem jest zwrócenie się do osób, które podzielają nasze wartości i widzą potrzebę myślenia o ekonomii, o mieście, o współpracy w nowy sposób” – mówi Nina, odpowiadająca w Kooperatywie za kontakty z dostawcami.

Na rozkręcenie nowego sklepu  – remont, wyposażenie ( m.in. kasa fiskalna, lodówki, regały  lady chłodnicze) oraz zakup towarów potrzeba ok. 40 000 złotych. W celu zgromadzenia potrzebnych funduszy  kooperatywa rozpoczęła   zbiórkę na popularnym portalu PolakPotrafi, gdzie osoby z całej Polski mogą przekazywać środki na rzecz drugiego sklepu. Do lokalnej społeczności adresowana jest akcja „Kredyt Zaufania” – emisja bonów, będących społecznościową pożyczką na remont nowego lokalu.

 „Dwa lata temu wzięliśmy sprawy w swoje ręce i otworzyliśmy pierwszy w Polsce sklep kooperatywy spożywczej! Dziś nasz sklep przy Wilczej 29a cieszy się uznaniem mieszkańców Warszawy, co daje nam impuls do rozwoju i szansę zwiększenia wpływu na nasze otoczenie” – przekonuje Kasia, koordynatorka sklepu. „Chcemy zachęcić wszystkich, którym bliskie są idee współpracy, samoorganizacji, sprawiedliwej ekonomii i zrównoważonego rozwoju aby wsparli naszą inicjatywę. To co robimy naprawdę działa!”

Wejdź na PolakPotrafi.pl i wesprzyj zbiórkę Kooperatywy Dobrze!

O Kooperatywie „Dobrze”  pisaliśmy w numerze 023 Zielonych Wiadomości z września 2015 roku: Więcej niż sklep oraz tutaj: Jedzenie jest modne, rolnicy mniej.

Zachęcamy do wsparcia tej  niezwykle pożytecznej inicjatywy!

Strona internetowa Kooperatywy „Dobrze”: www.dobrze.waw.pl, fanpage na Facebooku: www.facebook.com/kooperatywadobrze/

Minister Skarbu Państwa, Dawid Jackiewicz, na konferencji prasowej zapowiedział, że ministerstwo pracuje nad przepisami, które ograniczą wypłacanie milionowych premii dla menadżerów i szefów spółek Skarbu Państwa.

Podkreślił, że w ciągu ostatnich lat „z pełną świadomością i premedytacją” pozwalano na omijanie ustawy kominowej poprzez kontrakty menadżerskie. – Praktykowano je nagminnie, budując wynagrodzenia idące w miliony złotych, odprawy idące w miliony złotych, często konstruowane w taki sposób, że nie było wiadomo w oparciu o jakie kryteria, w sposób uznaniowy, w sposób nieadekwatny do kondycji i sytuacji finansowej danego podmiotu – ocenił Jackiewicz.

Filarami projektu mają być uzależnienie premii od osiągnięcia założonych wyników, ograniczenie wielkości odpraw, powszechność rozwiązań (objęte nim mają być spółki, gdzie państwo posiada pakiet mniejszościowy), oraz otwartość danych o premiach dla wszystkich obywateli.

Projekt ma być gotowy w ciągu dwóch miesięcy i przynieść ma 60 mln zł oszczędności.

Łukasz Markuszewski, na podstawie money.pl