Zagrożone bezpieczeństwo żywnościowe. Co fuzja Bayer-Monsanto oznacza dla Europy?

Juliette Leroux
1 sierpnia 2018

We wrześniu 2016 niemiecka grupa farmaceutyczno-chemiczna Bayer ogłosiła swój zamiar nabycia międzynarodowej korporacji Monsanto, znanej z herbicydu Roundup oraz różnych gatunków GMO.

Ta fuzja doprowadziłaby do powstania najpotężniejszej na świecie firmy w branży nasion i pestycydów oraz spowodowała poważne reperkusje w kwestii bezpieczeństwa żywnościowego i naszej zdolności do kierowania europejskiego rolnictwa w kierunku bardziej zrównoważonego i mniej toksycznego modelu.

Jeśli Komisja Europejska zatwierdzi tę fuzję (decyzja podjęta na początku kwietnia), rezultatem będzie powstanie najpotężniejszej na świecie firmy w branży nasion i pestycydów. Zapewne doprowadzi to do znacznego spadku różnorodności roślin uprawnych oraz żywności, ale też do koncentracji patentów związanych z podstawą naszego jedzenia w rękach bardzo niewielkiej liczby międzynarodowych korporacji.

Mit europejskich „małych producentów nasion”

Pośród najlepiej zakorzenionych mitów dotyczących europejskiej branży rolniczo-spożywczej znajduje się pogląd, że nasiona są produkowane głównie przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Taki obraz sytuacji od dawna jest promowany przez Komisję Europejską (a zwłaszcza przez jej Generalny Dyrektoriat ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywnościowego, DG SANTE), która twierdziła aż do 2013 r., że blisko 70 procent rynku należało do małych i średnich firm.

Później jednak, dzięki uzyskaniu metadanych alternatywnych wobec tych, których dostarcza sama branża, możliwe było odkrycie, że rzecz ma się zupełnie inaczej(1). W rzeczywistości, dzięki przejęciom, inwestycjom oraz umowom handlowym, branża nasienna jest jedną z najbardziej skonsolidowanych w Unii Europejskiej, co zostało wykazane we wstępnej analizie stworzonej przez Generalny Dyrektoriat Komisji ds. Konkurencji, badającej planowane połączenie Bayer-Monsanto.

Zjawisko to utrzymuje się w skali globalnej już od 25 lat, i ostatnio osiąga kulminację przez fuzję gigantów Dow oraz Dupont, a następnie przejęcie Syngenty przez ChemChina. W 2014 zaledwie cztery firmy – wśród nich Bayer i Monsanto – kontrolowały prawie 95 procent nasion roślinnych w UE. Ten trend objawia się nie tylko pionowo (duże firmy nasienne przejmują mniejsze), ale też poziomo.

Bayer i Monsanto to zawodnicy wagi ciężkiej w branży ochrony roślin i sprzedają dwa spośród najbardziej popularnych w UE herbicydów: glifosat oraz glufosynat amonowy. Razem będą kontrolowały 24 procent światowego rynku pestycydów i 29 procent światowego rynku nasion, wg szacunków Komisji Europejskiej.

Uderzające jest, że te same firmy (z których większość powstała z wielkich, powojennych zakładów chemicznych) zaopatrują rolników w tzw. krajach „rozwiniętych” w dużą część nakładów rolniczych: nasiona, nawozy sztuczne, pestycydy.

Należy zauważyć, że Bayer sprzedaje również produkty weterynaryjne poprzez swój dział farmaceutyczny. Równowaga sił pomiędzy jego zakładami a ich klientami jest zatem mocno zaburzona, tym bardziej że zaostrzenie przepisów mocno ogranicza obecnie posiadaną przez rolników możliwość produkowania własnych nakładów.

Prawie całkowity brak konkurencji [przeczytaj więcej nt. konkurencji i fuzji] w tej zmonopolizowanej branży powoduje wyraźny wzrost kosztów produkcji rolnej, które pomiędzy r. 2000 a 2010 podniosły się średnio o 40 procent, podczas gdy ceny na skupach (płacone rolnikom za ich produkty) zwiększyły się średnio o mniej niż 25 procent, wg Eurostatu. Brak konkurencji przyczynił się również do ogromnego spadku zróżnicowania wśród produktów.

Lawinowy spadek różnorodności plonów

Wraz z rozwojem przemysłu nasiennego różnorodność nasion sprzedawanych i wykorzystywanych przez rolników w UE, a zatem na polach i na naszych stołach, drastycznie spadła. Obecnie w tej branży wykorzystuje się tylko 137 różnych upraw (spośród 7000 udomowionych gatunków roślin), ale ta liczba nie oddaje prawdziwego stanu rzeczy. W rzeczywistości 16 producentów generuje 86 procent globalnej produkcji, a na samą kukurydzę (uprawianą głównie na pasze) idzie 45 procent wszystkich inwestycji w badania i rozwój(2).

Błędem byłoby jednak przypisanie tego trendu samej tylko koncentracji produkcji, jako że spadek różnorodności nasion po części wynika z „profesjonalizacji” branży. Inwestycja niezbędna do stworzenia komercyjnej odmiany, zarejestrowania jej w katalogu nasion, czy wręcz opatentowania, wymaga zwrotu z inwestycji, który dużo łatwiej osiągnąć dzięki gatunkom uprawianym na znacznych obszarach, takim jak kukurydza. Zjawisko to nasila się jeszcze w przypadku organizmów zmodyfikowanych genetycznie, dla których koszt opracowania wynosi przeciętnie 136 milionów dolarów(3).

Na naszych oczach zanika różnorodność plonów i różnorodność tego, co jemy, co może mieć poważne konsekwencje dla naszego bezpieczeństwa żywnościowego, zarówno w rozumieniu ilościowym, jak też jakościowym. Skupianie się na tak niewielkiej ilości roślin uprawnych grozi strasznymi konsekwencjami w przypadku pojawienia się nowej choroby czy szkodnika.

Przypadek filoksery wińca, owada, który w XIX wieku zdewastował europejskie winorośle, nie jest tak odległy. Udało się go pokonać tylko dzięki różnym odpornym gatunkom, które wciąż były uprawiane. Jest to również problem zdrowia publicznego: biofortyfikację roślin postrzega się jako nowe, magiczne rozwiązanie problemów z wartościami odżywczymi… problemów, które nie istniałyby, gdyby zróżnicowanie wśród naszego jedzenia nie spadło tak znacznie.

Alternatywę dla tego modelu stanowi system selekcji w małych gospodarstwach lub kooperatywach, który dostarcza między 80 a 90 procent nasion na świecie, dużo taniej, korzystając z kilkudziesięciu tysięcy różnych odmian uprawnych.

Źródło naszego jedzenia w rękach kilku korporacji

Systematyczne scalanie się firm z branży nasiennej prowadzi również do koncentracji patentów związanych z uprawami w rękach zaledwie paru podmiotów. Firmy w branży agro-chemicznej mają jasną strategię, często nagłaśnianą i krytykowaną przez organizacje pozarządowe, dążą do opatentowania jak największej liczby roślin i cech, również tych powstałych przez klasyczne krzyżowanie gatunków.

W 2015 Europejski Urząd Patentowy zarejestrował około stu wniosków dotyczących nasion wytworzonych przez klasyczne krzyżowanie. Pewne firmy próbowały nawet opatentować nasiona opracowane wcześniej przez ich konkurentów (lecz nieopatentowane) lub występujące naturalnie w środowisku.

Taka prywatyzacja natury jest problematyczna nie tylko z z moralnego punktu widzenia, niesie również bardziej fundamentalne zagrożenia. Patentowanie nie czyni wyjątku dla badań i rozwoju, przez co niemożliwe staje się wykorzystanie chronionych gatunków czy cech przez małe firmy nasienne lub rolników do tworzenia nowych nasion – chyba że, oczywiście, skłonni będą płacić za tę możliwość posiadaczowi patentu.

Taki podatek od innowacji niezwykle osłabia naszą zdolność tworzenia nasion przystosowanych do warunków zmieniającego się klimatu lub wymogów społecznych – szczególnie tych odnoszących się do środowiska naturalnego. W krajach rozwijających się, gdzie rolnictwo bazuje przede wszystkim na rozmnażaniu nasion przez samych rolników, ten system zagraża produkcji rolnej, kropka.

Rzadko która fuzja wzbudza tak intensywne debaty jak ta. Zła reputacja Monsanto odgrywa tu, oczywiście, pewną rolę, ale nie tłumaczy wszystkiego. Przeciw tej operacji zawiązała się niespotykana dotąd koalicja, złożona z organizacji rolniczych (europejskich i północnoamerykańskich), obawiających się pogorszenia i tak mocno już zaburzonej równowagi sił między rolnikami a koncernami chemicznymi, ale też z proekologicznych organizacji pozarządowych, które widzą w tym połączeniu środek do stworzenia „superlobbysty” na rzecz rolnictwa przemysłowego.

Stanowi ono jednak – i to przede wszystkim – zagrożenie dla naszego średnioterminowego bezpieczeństwa żywnościowego, czego władze nie powinny lekceważyć przy zatwierdzaniu lub odrzuceniu tego planu. W średnim terminie zatrzymanie dalszej koncentracji przemysłu agro-chemicznego nie wystarczy, by przeciwdziałać erozji naszych zdolności do produkcji własnego jedzenia, zarówno w rozumieniu jakości, jak też ilości.

Tak naprawdę cały system agrochemiczny trzeba przeprojektować: musi umieć się dostosować do zmian, być bardziej odporny, innowacyjny, pochłaniać mniej zasobów i wywierać mniejszy wpływ na środowisko naturalne. Musi również umożliwiać rolnikom utrzymywanie się ze swojej pracy. Oto model, który UE powinna mieć na uwadze przy reformowaniu swojej Wspólnej Polityki Rolnej [przeczytaj więcej na temat reformy], model, który nie będzie podporządkowany ambicjom agrochemicznych gigantów.

Przypisy

(1) Ivan Mammana, “Concentration of market power in the EU seed market”, 2014

(2) West et al., “Leverage points for improving global food security and the environment,” Science, 2014, p. 385

(3) Phillips McDougall Consultancy, “The cost and time involved in the discovery, development and authorization of a new plant biotechnology derived trait,” A Consultancy Study for CropLife International, September 2011, p. 14.

Artykuł „Food Security at Stake: What the Bayer-Monsanto Merger Mean for Europe?” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Wojciech Żakowicz

Zdj. Ltrlg na licencji CC BY-SA 4.0

 

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, prosimy, rozważ możliwość wsparcia Zielonych Wiadomości. Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy w stanie nadal prowadzić stronę i wydawać papierową wersję naszego pisma.
Jeżeli /chciałabyś/chciałbyś nam pomóc, kliknij tutaj: Chcę wesprzeć Zielone Wiadomości.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.