Wspólnie przeciwko zasiekom

Rafael Peral
6 lipca 2015

Wiele osób zamieszkujących kraje Maghrebu nie ma wyboru: zmuszeni są opuścić swe domy i zacząć nowe życie za granicą. Unia Europejska, zamiast traktować ich jak przestępców, powinna przygotować realistyczną politykę w tej materii, biorąc pod uwagę również perspektywę ekologiczną.

Migracje i integracja – rozbrajając mity

„(1) Każdy człowiek ma prawo swobodnego poruszania się i wyboru miejsca zamieszkania w granicach każdego Państwa. (2) Każdy człowiek ma prawo opuścić jakikolwiek kraj, włączając w to swój własny, i powrócić do swego kraju”. Te dwa paragrafy składają się na artykuł 13 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Na ich podstawie możemy stwierdzić, że odmawianie prawa do migracji jest nieludzkie. Może to wyglądać na przesadę, ale jak inaczej określić odmawianie pomocy humanitarnej ludziom uciekającym przed ekstremalną biedą, głodem czy przemocą?

Doświadczamy wycofywania się Europy z reguł, na bazie których powstała jako wspólnota – reguł kosmopolitycznej współpracy zróżnicowanych kultur, nakierowanej na budowę wspólnej przyszłości. Trwający kryzys dał paliwo nienawiści rasowej i pomógł w upowszechnieniu się mitów, którymi żywią się ksenofobiczne partie polityczne.

  • Mit korzeni, wedle którego tożsamości europejskich kultur zagraża celowa inwazja „innych”, którzy powinni bądź to ulec asymilacji i zupełnie porzucić dotychczasowe więzi ze swoją kulturą, bądź zostać poddani ostracyzmowi i izolacji. Mit ten opiera się na kłamstwie – ani bowiem nasze, ani imigranckie kultury nie są jednorodne.
  • Mit statystyczny, w którym do grona obcokrajowców wlicza się ludzi napływających z innych państw Unii, mimo iż traktat z Schengen jasno zalicza ich w obręb obywatelek i obywateli. Smutno patrzeć, gdy swobodny przepływ osób (w przeciwieństwie np. do przepływów kapitału) kwestionowany jest na bazie fałszywego postrzegania kwestii bezpieczeństwa, przyczyniającego się do wzmożenia monitoringu oraz ograniczania naszych praw i wolności.
  • Mit „nielegalności ludzi”, w którym potępia się nie działania, lecz ich sprawców i który przyczynia się do kryminalizowania samego aktu przekraczania granic. „Żaden człowiek nie jest nielegalny. Nadal mamy do czynienia z osobami, które są legalnie nielegalne – i powinny być. To wszyscy ci, którzy wyzyskują, którzy używają innych ludzi do tego, by powiększać swą władzę i bogactwa”. Powtarzam tu słowa portugalskiego noblisty José Saramago, dodając, że nie powinien być wykluczony nikt, kto ubiega się o azyl. Nie dość, że ucieczka z rodzinnych stron jest już dostatecznie traumatyczną próbą godności, to jeszcze później przyjmujemy takie osoby jak kryminalistów.
  • Mit, wedle którego w walce z „nielegalnymi migracjami” cel uświęca środki. Oznacza to przyzwolenie na obozy internowania, w których dochodzi do łamania praw człowieka i brakuje dostępu do opieki zdrowotnej, na przymusowe wydalanie z terenu Unii oraz na ściany wstydu, odgradzające hiszpańskie enklawy w Afryce Północnej – Ceutę i Melillę – przez które kraj jest regularnie skarżony w instytucjach takich jak Międzynarodowa Organizacja Pracy (ILO), Rada Europy czy ONZ. Różnica w ochronie podstawowych praw osób biednych i bogatych jest w praktyce ogromna. Dowodem na jej występowanie jest fakt, że wśród sygnatariuszy Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie ochrony praw wszystkich pracowników-imigrantów oraz ich rodzin nie znajdziemy żadnego kraju Europy Zachodniej.
  • Świat współzależności

    Zachód musi zaakceptować dwa założenia. Nie może mieć dwóch różnych koncepcji praw człowieka dla dwóch, różnych od siebie pod względem zamożności grup ludzi. Musi też pamiętać, że w świecie wzajemnych zależności nasze działania – zarówno jeśli chodzi o jednostki, jak i poszczególne państwa – mają globalne konsekwencje. Powiązane są ze sobą m.in. bieda i zanieczyszczenie środowiska. Wystarczy rzut oka i porównanie danych takich, jak Wskaźnik Rozwoju Społecznego (HDI) i ślad ekologiczny.

    Uchodźcy ekologiczni są jednak niewidoczni dla instytucji międzynarodowych – mimo iż ich szeregi mogą sięgnąć nawet ćwierci miliarda osób do roku 2050. Zauważenie ich istnienia wymagałoby przyznania, że istnieje związek między zanieczyszczeniami, zakwaszeniem oceanów, niedoborami surowców, zasoleniem gruntów ornych, pustynnieniem a głodem, problemami z dostępem do wody pitnej, utratą bioróżnorodności, niepokojami społecznymi, wojnami i migracjami.

    Działania na rzecz bardziej zielonej, kosmopolitycznej Europy wymagają pamiętania o tych powiązaniach oraz wskrzeszenia ius migrandi (prawa do migracji) i jego trzech perspektyw: prawa do pozostania w dotychczasowym miejscu zamieszkania w godnych warunkach życiowych, prawa do emigracji oraz zapomnianego dziś prawa do osiedlenia się w dowolnym miejscu. Ma to istotne znaczenie dla osób napływających do Europy z krajów Maghrebu.

    Zielona alternatywa – koniec z neoliberalizmem

    Ekopolityczne spojrzenie na relacje między Europą a krajami Maghrebu wymaga spojrzenia na problemy tego regionu z perspektywy ekologicznej. Dotychczasowe modele rozwojowe są niemożliwe do utrzymania, jeśli mamy uniknąć załamania stanu środowiska. Przyszłość Afryki Północnej nie tkwi w imitowaniu „modelu angolańskiego” – wydobycia surowców na potrzeby wielkich, realizowanych przez Chiny projektów infrastrukturalnych. Kraj ten traktuje dziś Afrykę jak rezerwuar zasobów, których potrzebuje do zaspokojenia swych rosnących poziomów konsumpcji.

    Nie ulega wątpliwości, że Afryce potrzebna jest ekonomiczna dekolonizacja. Źródła dochodów państw Maghrebu są bądź to ograniczone (gaz, ropa naftowa, żelazo, fosforyty), bądź też ściśle powiązane ze stanem środowiska (rolnictwo, turystyka, ogrodnictwo). Zorientowane na perspektywę krótkookresową modele neoliberalne czy neokeynesowskie nie są w stanie poradzić sobie z kwestią ograniczonej ilości dostępnych zasobów i nie uwzględniają pogarszającego się stanu środowiska w regionie.

    Problemy ekologiczne doświadczane w Afryce Północnej przyczyniają się do problemów społecznych, mających wpływ na gospodarkę. Susza, która dotyka Mauretanię i stwarza ryzyko niedożywienia 12 milionów ludzi, jest dowodem na kruchość obecnej równowagi. W tym samym czasie procesy pustynnienia zagrażają mauretańskim wybrzeżom – regionowi, w którym nadal można znaleźć dziewicze przestrzenie i który już dziś uzależniony jest od eksportu zbóż.

    Wydobycie gazu łupkowego w Algierii wzbudziło z kolei szerokie protesty społeczne, wiąże się ono bowiem ze zużyciem sporych ilości wody – zasobu, którego w tym kraju brakuje. Przykład ten powinien nam uzmysłowić, że myślenie o kwestiach ekologicznych w regionie obecne jest nawet wśród osób najuboższych oraz uzależnionych od kondycji sektora wydobywczego. Powinien nam również przypomnieć, że gdziekolwiek żyją ludzie narażeni na szkodliwe dla nich praktyki biznesowe, tam znajdziemy sojuszników na rzecz podnoszenia świadomości i nawoływania do zmian, które ulżą naszej planecie.

    Błędne koła

    Zdarza się nam zapominać, że przyczyny niedoborów, doświadczanych w krajach wydobywających się z kolonializmu, wywodzą się często z tamtejszych elit społecznych, grabiących zasoby, dzięki którym Globalna Północ może się rozwijać i kumulować władzę – w efekcie mamy do czynienia z „błędnymi kołami”, a więc opisanymi przez badaczy problematyki rozwojowej Darona Acemoglu oraz Jamesa A. Robinsona problemami, które napędzają kolejne problemy.

    Dla przykładu – Maroko i Algieria utkwiły w postępach na rzecz demokratyzacji, pozostając zależnymi od „silnych ludzi” u władzy, takich jak marokański król Mohamed VI czy prezydent Abdelaziz Bouteflika. Zinstytucjonalizowana korupcja oraz brak demokracji tworzą klimat braku stabilności, który uniemożliwia rządy prawa, wyklucza bowiem zmiany instytucjonalne, skazuje społeczeństwa na biedę i nierówności społeczne i czyni je żyzną glebą dla fundamentalizmu i konfliktu. Nie tworzy warunków, by uczyć o regionalnych różnicach kulturowych czy religijnych, wspierać emancypację kobiet czy powstawanie silnego społeczeństwa obywatelskiego.

    Jakby tego było mało, Libia pogrążona jest w kolejnej wojnie domowej, w związku z czym wskaźniki jakości życia w tym kraju pikują. Zapomina się o tym, gdy tylko wznawiane są dostawy ropy do Europy. Sahara Zachodnia jest nadal nielegalnie okupowana przez Maroko – w tej materii brakuje woli politycznej ze strony Hiszpanii, sprawy nie ułatwiają również napięcia między Marokiem a Algierią. Król Maroka włada kopalniami fosforytów na tym terytorium, Algieria z kolei broni jego niepodległości, powtarzając żądania narodowowyzwoleńczego ruchu Polisario. Obozy dla uchodźców w regionie, takie jak Tindouf czy M’Bera, rosną z dnia na dzień, a ich mieszkańcy czekają na rozwiązanie ich problemów, które niestety nie nadchodzi.

    Biorąc to wszystko pod uwagę, nie dziwi fakt, że projekty współpracy regionalnej takie jak Unia Arabskiego Maghrebu pozostają w wyniku regionalnych konfliktów. Maroko stara się zdystansować od Algierii i spozycjonować jako wierny sojusznik Unii Europejskiej, uczestnicząc we wspólnych projektach dotyczących bezpieczeństwa, zawierając porozumienia w dziedzinie rybołówstwa czy poprzez udział w programie wsparcia finansowego MEDA. Sytuacja ta zmusza Unię Europejską do współpracy z każdym krajem regionu osobno, co z kolei uniemożliwia wdrażanie wspólnych projektów regionalnych.

    Zachód musi słuchać i działać

    Jeśli zależy nam na współpracy z Afryką Północną, musimy zmienić sposób myślenia o polityce międzynarodowej. Współpraca wymaga wzajemności oraz zrozumienia, że w naszym interesie jest dobrobyt nie tylko we własnym kraju, ale na całym świecie. Nie tylko dla obecnego, ale i dla przyszłych pokoleń. Musimy na nowo przemyśleć dotychczasowe formuły, zmniejszyć zużycie zasobów w krajach o już wysokim śladzie ekologicznym i wdrożyć bardziej efektywne nadzorowanie przestrzegania praw człowieka w rejonach najbardziej zagrożonych ich łamaniem.

    Formuła konsensusu waszyngtońskiego, wedle którego wprowadzenie neoliberalnej gospodarki rynkowej zagwarantuje rozwój instytucji demokratycznych, okazała się błędna. Nierówne traktowanie kultur innych niż zachodnia, odmawianie im zdolności do podejmowania do dialogu i rozwiązywania problemów przypomina o europocentryzmie i utrudnia wymianę kultury i wiedzy między Północą a Południem.

    Nie można dopuścić do tego, by marzenia mieszkanek i mieszkańców Południa nadziewały się na druty kolczaste Ceuty i Melilli i tonęły w odmętach Morza Śródziemnego. Północ musi skupić się na zmniejszaniu swojego śladu ekologicznego, tworzyć kulturę wzmacniającą podmiotowość i zwiększającą świadomość ekologiczną obywatelek i obywateli, jak również domagać się uczciwego traktowania Afryki Północnej przez Europę. Cytując słowa muzułmańskiego poety z Sewilli Az-Zubaidiego „cała ziemia w swej różnorodności stanowi jedno, a wszyscy jej mieszkańcy to ludzie i sąsiedzi”. Wspólnymi siłami pozbądźmy się zasieków.

    Artykuł Cooperation to Removed the Barbed Wire: Europe and the Maghreb ukazał się w „Green European Journal” (Zielonym Magazynie Europejskim). Przeł. Bartłomiej Kozek.

    Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *