We Francji idzie nowe

Ewa Sufin-Jacquemart
26 czerwca 2012

W niedzielę 17 czerwca Francuzi nie pozostawili wątpliwości, że chcą zmiany: z 577 miejsc w nowo wybranym Zgromadzeniu Narodowym aż 343 przypadły partiom lewicowym, a Partia Socjalistyczna wraz z blisko powiązanymi z nią ugrupowaniami ma samodzielną większość (314 miejsca). Wielkim sukcesem zielonych jest zdobycie przez Europe-Écologie Les Verts 18 mandatów. Dzięki temu Zieloni będą mieć własną grupę parlamentarną, po raz pierwszy w historii Republiki Francuskiej.

Lewica bierze władzę

Uff… niby sondaże zapowiadały zwycięstwo lewicy, ale dobrze, że już jest po wszystkim i wreszcie może zacząć się coś zmieniać. Francuzki i Francuzi pokazali, że mają po dziurki w nosie prowadzonej przez Nicolasa Sarkozy’ego prawicowo-liberalnej polityki à la Bush. Oczekują więcej sprawiedliwości społecznej, innej redystrybucji dochodu narodowego, innych priorytetów. Po prezydencie „bling bling”, kochającym luksus, media people, Jet7, wakacje na jachtach miliarderów, kolacyjki w najbardziej elitarnych lokalach, Francuzi wybrali François Hollande’a, który mówi o sobie, że jest „prezydentem zwyczajnym”.

Hollande zaczął swe rządy od mocnych akcentów: na pierwsze posiedzenie rządu ministrowie przyszli piechotą, po czym podjęli pierwszą decyzję… obniżyli sobie samym wynagrodzenia o 30%, prezydentowi też. Warto przypomnieć, jak to było 5 lat wcześniej: świeżo upieczony prezydent Sarkozy podniósł sobie wynagrodzenie o 170%. Innym symbolicznym akcentem pokazującym, że idzie nowe, były hołdy złożone przez Hollande’a pod pomnikami Jules’a Ferry’ego, twórcy szkolnictwa powszechnego oraz Marii Skłodowskiej-Curie, symbolizującą kobiety, naukę i dobrze zintegrowaną imigrację.

W nowym, parytetowym rządzie (17 mężczyzn i 17 kobiet, a po zmianach 21 czerwca – 18/18) znaleźli się „przedstawiciele i przedstawicielki różnorodności” , jak się mówi o osobach wywodzących się z imigracji. Należy do nich m.in. rzeczniczka rządu i rzeczniczka ds. praw kobiet Najat Vallaud-Belkacem, pochodzenia marokańskiego, była rzeczniczka Segolène Royal podczas wyborów prezydenckich w 2007 r., najmłodsza członkini rządu.

U władzy nastąpiło odświeżenie szeregów. Premierem został Jean-Marc Ayrault, który – chociaż od wielu lat jest merem dużego miasta Nantes i deputowanym, a także szefem grupy parlamentarnej lewicy – nie był zaliczany do tzw. „słoni” Partii Socjalistycznej, czyli do pierwszego szeregu znanych i wprawionych w boju polityków jak Dominique Strauss-Kahn, Laurent Fabius, Martine Aubry czy Segolène Royal. W rządzie znalazło się też dwoje zielonych ministrów: Cécile Duflot została ministrą mieszkalnictwa, zaś Pascal Canfin ministrem delegowanym ds. rozwoju.

Wszyscy ministrowie i ministry z pierwszego szeregu (w sumie 24) musieli zyskać legitymację demokratyczną, kandydując w wyborach parlamentarnych. Dla pokonanych regułą miała być przymusowa dymisja. Wszyscy zdali egzamin, choć dla niektórych mogło to być wyzwaniem. Np. dla mało znanej Marie-Arlette Carlotti (minister ds. osób niepełnosprawnych), która dzięki odwadze i determinacji pokonała doświadczonego deputowanego i byłego ministra Renauda Museliera, zaburzając tym samym tradycyjnie prawicowy pejzaż polityczny Marsylii.

Potknięcia i porażki

Z emblematycznych figur partii socjalistycznej dwie odniosły porażkę: były zasłużony minister kultury (m.in. autor wspaniałego Święta Muzyki 21 czerwca) Jacques Lang, rzucony bez sukcesu w swoje rodzinne strony, oraz Ségolène Royal. Była kandydatka Partii Socjalistycznej w wyborach prezydenckich w 2007 r., wieloletnia partnerka życiowa nowego prezydenta Hollande’a, z którym ma czworo dzieci, została wyeliminowana z gry politycznej na poziomie narodowym przez „zdradę” partyjną ze strony kontrkandydata dysydenta z jej własnej partii, którego otwarcie poparł po pierwszej turze kandydat prawicy. Jakby tego nie było dosyć, jej następczyni u boku Hollande’a, prawicowa dziennikarka Valérie Trierveiler przyczyniła się do tej przegranej, wysyłając przez Twitter wsparcie dla kontrkandydata, co w niecałą godzinę obiegło Francję i wywołało burzę medialną. Dla Ségolène Royal porażka jest tym bardziej gorzka, że przygotowywała się ona do objęcia prestiżowej funkcji Przewodniczącej Zgromadzenia Narodowego, jako pierwsza kobieta na tym stanowisku.

Wśród prawicy i nacjonalistów też było kilka emblematycznych porażek. Najbardziej spektakularną była klęska samej Marine Le Pen, przywódczyni Frontu Narodowego, która przegrała ok. 100 głosami z nikomu nieznanym kandydatem socjalistów. Front Narodowy zdobył jednak dwa mandaty. Jeden z nich przypadł najmłodszej parlamentarzystce, 22-letniej wnuczce założyciela partii Marion Marechal-Le Pen, która ma ambicję reprezentowania w parlamencie młodego pokolenia Francuzów.

Warszawa też głosowała

Nowością tych wyborów było utworzenie jedenastu okręgów wyborczych dla Francuzów za granicą. W okręgu nr 7, obejmującym 16 krajów w Europie – od Niemiec przez Polskę po Bałkany – zwyciężył kandydat socjalistów i ekologów Pierre-Yves Le Borgn’, zdobywając 56,90% głosów. Le Borgn’, zamieszkały w Niemczech prawnik zarządzający firmą produkującą panele słoneczne, jest członkiem Partii Socjalistycznej, ale ma bardzo ekologiczny program: „Wyjście z ery atomu, transformacja energetyczna, walka ze zmianami klimatycznymi, ochrona różnorodności biologicznej i rozwój zielonej gospodarki to priorytety gospodarcze, które mi leżą na sercu. Ekologia nie jest celem ubocznym, którym zajmujemy się tylko w czasie ożywienia gospodarczego, tylko wręcz przeciwnie – kluczem do zrównoważonego rozwoju. Od tego zależy przyszłość naszej planety i życia na niej. Od tego zależą też przyszłe miejsca pracy i pakt społeczny, do którego jesteśmy przywiązani” – pisze na blogu (http://www.pyleborgn2012.eu/categories/energie-et-developpement-durable/). A ponieważ u Francuzów każdy kandydat wybierany jest razem ze swoim „zastępcą” (suppléant), który wejdzie na jego miejsce w razie rezygnacji z mandatu, warto zaznaczyć, że zastępczynią Le Borgn’ jest Pascale Seux, działaczka społeczna z Warszawy.

Nowy parlament będzie liczył 155 kobiet, czyli prawie 27% deputowanych. Jest to o 45% lepszy wynik niż w poprzednim składzie, gdzie było ich 107 (18,5%).

Ambitny program

Po wyborach parlamentarnych Hollande’owi trudno będzie szukać wymówek, gdyby rządowi nie udało się wdrożyć prezydenckiego programu wyborczego w 60 punktach. Jego partia ma bowiem władzę absolutną w kraju: komfortową większość w parlamencie, 21 regionów (na 22 istniejące), 60 z 97 departamentów oraz merostwa w dużej części wielkich miast. Program Hollande’a jest postępowy i ambitny, skierowany na wspieranie wzrostu poprzez edukację, naukę, innowację i zrównoważony rozwój, oraz na bardziej sprawiedliwą redystrybucję dochodu narodowego. Już zaczęła się jego realizacja: pierwszą reformą było przywrócenie wieku emerytalnego 60 lat i wyznaczenie górnego pułapu 450 000 € dla wynagrodzeń szefów wielkich firm, w których skarb państwa ma większość. W praktyce może to być jeszcze mniej, gdyż zarobki prezesów mają być nie więcej niż 20 razy wyższe od średniej zarobków 10% najniżej zarabiających pracowników we wszystkich tych firmach. Dla wielu prezesów, np. dla prezesa firmy energetycznej EDF, którego zarobki są dziś 63 razy wyższe od najniższej pensji w firmie, czy dla prezesa grupy Areva, produkującej elektrownie atomowe, oznacza to, że teraz ich kolej troszkę zacisnąć pasa.

Życzmy odwagi nowym władzom Francji, gdyż w dobie globalnej gospodarki rynkowej zarządzanej przez bezosobowe i tajemnicze rynki, misja tego lewicowego rządu jest niezwykle trudna. Jeśli francuskim socjalistom uda się zrealizować swój program, to może dzięki zmianom we Francji ruszy się też coś w Unii Europejskiej.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “We Francji idzie nowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *