Szkoły dla emigrantów

Ilona Dąbrowska
20 grudnia 2012

Czy dzieci emigrantów mogą uczyć się języka ojczystego? Oczywiście mogą – we własnym zakresie. Taka wizja wyłania się przynajmniej z najnowszych działań podejmowanych wokół polskiej edukacji za granicą.

Do tej pory dzieci emigrantów kształciły się w dużym stopniu w szkołach przy ambasadach. Szkoły przy polskich placówkach dyplomatycznych należą do struktury Ośrodka Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą (ORPEG), który kieruje polską i polonijną edukacją poza granicami kraju. W ich skład wchodzą głównie Szkolne Punkty Konsultacyjne (SPK). Szkoły realizują program uzupełniający (przedmioty ojczyste), z wyjątkiem Zespołu Szkół w Atenach, który prowadzi również nauczanie ramowe. W roku szkolnym 2011/2012 do szkół przy polskich placówkach dyplomatycznych uczęszczało łącznie 14,8 tys. uczniów (szkoły podstawowe – 11,1 tys., gimnazja – 2,7 tys. i licea ogólnokształcące – ok. 1 tys. uczniów), uczyło w nich 620 nauczycieli.

Ten stan rzeczy ma się teraz zmienić. Na stronach Ministerstwa Spraw Zagranicznych został zamieszczony „Plan Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą”, którego celem jest m.in. „uspołecznienie szkolnych punktów konsultacyjnych przy placówkach dyplomatycznych, wspieranie tworzenia szkół społecznych”. O powstaniu dokumentu nie zostali poinformowani kierownicy szkół polskich za granicą, a tym samym rodzice uczniów.

Co więcej – w dniach 22-24 czerwca 2012 r. w Pułtusku odbył się Zjazd Założycielski Kongresu Oświaty Polonijnej. Kongres zadeklarował przedstawicielom władzy pełną gotowość do współpracy jako partner społeczny i gotowość wchodzenia w skład Rad Oświatowych mających powstać przy placówkach dyplomatycznych. Wydawać się może, że działacze polonijni wyczuli po prostu koniunkturę pod hasłem „prywatyzacja edukacji”. Jeśli szkoły zostaną „uspołecznione”, to właśnie oni mogą stać się beneficjentami tej sytuacji.

Oznacza to, że prace nad reformą oświaty zagranicznej biegną w tempie zaawansowanym, bez wiedzy kierowników szkół przy ambasadach i rodziców uczniów. Już od kilku lat szkoły za granicą poddawane są różnym eksperymentom. Zaledwie dwa lata temu zlikwidowano ostatnie działające w Europie dzienne polskie szkoły przy ambasadach (wyjątkiem były Ateny, którym wydłużono okres likwidacji). Od tej chwili placówki rozsiane po całym świecie kształcą wyłącznie w systemie uzupełniającym. Dzieci uczą się w nich języka polskiego, wiedzy o Polsce (elementy historii, geografii i wiedzy o społeczeństwie), czasami religii. Na co dzień uczęszczają do lokalnych szkół.

Przekazanie szkół stowarzyszeniom pogłębi proces likwidacji polskich szkół za granicą. Rodzice musieliby pokryć koszty wynajmu pomieszczeń, prądu, mediów, opłacić pensje nauczycieli, dbać o wyposażenie szkoły, począwszy od kredy, papieru toaletowego, książek, przez mapy i tablice, skończywszy na stołach, krzesełkach i szafach. W wielu krajach reforma spowodowałaby likwidację placówek bez szansy nawet na „uspołecznienie”. A samo przekazywanie szkół stowarzyszeniom oznacza, że rodzice będą skazani na płacenie wysokiego czesnego.

MSZ oficjalnie nie planuje cięć w edukacji zagranicznej. Chodzi o klasyczne przesunięcie pieniędzy z jednej kupki na drugą. Dysponując od niedawna pieniędzmi na organizacje polonijne, ministerstwo zamierza wspierać finansowo i merytorycznie wszystkie inicjatywy tworzenia szkół społecznych. Chętni na taką działalność na pewno się znajdą. Póki szkoła społeczna będzie mieć finanse z budżetu, będzie tania. Szkoły społeczne przyciągną do siebie część uczniów z SPK-ów, a wówczas te będą likwidowane, bo nie będą w stanie zapewnić wymaganego minimum 7 uczniów w klasie. Kiedy SPK już nie będzie, ministerstwo będzie mogło wycofać finansowanie dla szkół społecznych i zrzucić ich utrzymanie na barki rodziców. Dlatego przedstawiciele SPK-ów podpowiadają inne rozwiązanie: stworzyć przejrzyste wymogi (kwalifikacje kadry, ramy programowe). Które szkoły społeczne je spełnią – dostałyby takie samo dofinansowanie jak SPK-i. Reszta działałaby na tych zasadach co dotychczas.

Komercjalizacja polskich szkół dotyka również polskie szkoły za granicą. Tylko w przeciwieństwie do dyskusji dotyczącej krajowych kwestii, sprawa toczy się za zamkniętymi drzwiami.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

2 thoughts on “Szkoły dla emigrantów

  • 23 grudnia 2012 at 14:40
    Permalink

    Sprawa polskich szkół przy ambasadach nie jest prosta. SPK teoretycznie skierowane są do dzieci, których rodzice czasowo przebywają za granicą i dzieci mają powrócić do kraju. SPK ma im umożliwić powrót do polskiej szkoły w kraju na takim poziomie na jakim są wiekowo. W praktyce rodzice często nie wiedzą czy i kiedy do Polski wrócą. Ponadto tym rodzicom, którzy nie mają planów powrotu do kraju też zależy na nauczanie dzieci języka polskiego i kultury polskiej, nie tylko ze względów patriotycznych, ale również aby dzieci miały dodatkowy atut na europejskim rynku pracy. Bez tych dzieci SPK może nie uzbierać wystarczającej ilości uczniów, w szczególności gdy w jednej klasie ma nie być zbyt dużej rozpiętości wiekowej i programowej uczniów, gdyż wówczas praca nauczyciela jest bardzo trudna a efekt dla uczniów ograniczony. Innym problemem jest geografia. Do SPK mogą uczestniczyć jedynie dzieci zamieszkujące w mieście, w którym znajduje się szkoła albo w jego bezpośredniej bliskości. Dla pozostałych dzieci rozwiązaniem jest nauczanie w systemie e-learning. Jednakże e-learning nie powinien stać się wyłącznym sposobem nauczania języka i kultury polskiej dla dzieci za granicą, gdyż szkoła polska pełni przede wszystkim wielką funkcję integracyjną. Byłam tego świadkiem jako konsulka w Luksemburgu. We francuskim systemie szkoły francuskie za granicą (tzw. lycée français)są płatne, ale prowadzą pełne nauczanie zgodnie z programem francuskiej szkoły. Istnieje ponadto system stypendiów finansowanych przez państwo, dla dzieci, których rodzice mają za niskie dochody aby zapłacić czesne. Nie wiem czy jest to lepsze rozwiązanie. Być może trzeba stworzyć system pośredni, zachowując nauczanie uzupełniające, SPK dla dzieci powracających do kraju, ale też tworząc system stypendiów dla dzieci uczęszczających do szkół społecznych, również wówczas, gdy rodzice nie mają sprecyzowanych planów powrotu do kraju, w szczególności gdy chodzi o dzieci pierwszego pokolenia emigrantów.

    Reply
    • 26 stycznia 2013 at 22:28
      Permalink

      Dochodza tu niewielkie liczebnie skupiska Polonii, dla ktorych SKP sa czesto jedynym „zywym” kontaktem z jezykiem polskim. Dzieci dojezdzaja na zajecia w tych punktach czesto kilkadziesiat kilometrow. One tez sa zagrozone nikwidacja mimo protestow kierownictwa i rodzicow.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *