Przychodzi pacjent do lekarza

Cecylia Łabanowska , Adam Ostolski
18 grudnia 2013

O oczekiwaniach pacjentów i lekarzy oraz o prawach pacjenta z dr Cecylią Łabanowską, socjolożką z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, rozmawia Adam Ostolski.

Adam Ostolski: Po czym poznać, że lekarz jest nastawiony na potrzeby pacjenta?

Cecylia Łabanowska: To jest lekarz, który chce pracować efektywnie dla siebie i efektywnie dla pacjenta. Przyjmuje, że pacjent jest człowiekiem świadomym i jeżeli chce rozwiązać swój problem, to lekarz jest od tego, żeby mu pomóc. Dlatego próbuje zrozumieć, na czym polega problem pacjenta, a następnie zaproponować pacjentowi sposób rozwiązania tego problemu. Są sytuacje, kiedy lekarz może powiedzieć: Proszę pana, jest tylko jeden sposób, w jaki to można zrobić. Ale najczęściej jest wiele różnych sposobów, w jakie można rozwiązywać problemy zdrowotne, przynajmniej częściowo. Lekarz może powiedzieć: Moim zdaniem najlepsze jest takie wyjście, czy to panu odpowiada? Jak nie, no to jest jeszcze takie wyjście…

AO: Rozumiem, że lekarz nastawiony na pacjenta najpierw uważnie wysłuchuje pacjenta, żeby zrozumieć jego problem, a na koniec wspólnie z pacjentem uzgadnia plan leczenia. Dlaczego nie powie mu po prostu, co jest najlepsze?

CŁ: W większości przypadków leczenie wymaga aktywnego stosunku pacjenta, bo to pacjent ma robić różne rzeczy. Oczywiście to zależy od kontekstu. W niektórych specjalnościach takie postępowanie nie miałoby sensu. Np. jeśli do lekarza trafia człowiek po wypadku, nieprzytomny, to lekarz musi robić to, co mu wiedza medyczna mówi, nie może udzielić informacji itp. Podobnie jeśli pacjent jest w głębokim szoku. Wtedy musi polegać na tym, co lekarz może mu zaproponować, a może nawet zrobić za niego.

Co innego, jeśli ktoś ma chorobę przewlekłą, żyje z tą chorobą i chodzi o to, żeby z nią żył jak najdłużej w jak najbardziej komfortowych warunkach. Żeby np. nie pojawiły się nieoczekiwane efekty uboczne obniżające gwałtownie jakość życia.

AO: A nie jest tak, że każdy lekarz musi być trochę zorientowany na pacjenta?

CŁ: W każdym lekarzu powinna być taka postawa. Są tacy, którzy są bardzo nastawieni na pacjenta nawet w stanach ostrych. Ale są też tacy, co powinni być nastawieni na pacjenta, ale działają tak, jakby to był stan ostry, czyli robią coś dla pacjenta, w imieniu pacjenta podejmują decyzje i uważają, że oni od tego są. I to jest problem zgodności postawy pacjenta z postawą lekarza…

AO: Chodzi o to, że niektórzy pacjenci mogą oczekiwać takiego nastawienia?

CŁ: Są ludzie, którzy polegają na opinii ekspertów. Uważają, że ta działka to jest tego pana, niech on podejmuje decyzje, on wie najlepiej, ja wszystko zrobię, co do mnie należy, ale ja mu wierzę w 100 proc. Ale jeśli jestem człowiekiem, który lubi kontrolować swoje życie, to będę kontrolować nawet z otwartym złamaniem.

AO: A jak to wygląda, kiedy lekarz nie jest nastawiony na pacjenta?

CŁ: Próbuje użyć „obiektywnych kryteriów”.

AO: Lekarz chyba zawsze podejmuje decyzję na podstawie danych?

CŁ: Danych, które sam selekcjonuje, to o to chodzi. Jeżeli on jest na mnie skierowany, to zbiera dane, a oprócz tego próbuje zrozumieć, na czym polega mój problem zdrowotny. Jeżeli przychodzę do lekarza, który nie pozwala mi przedstawić symptomów swobodnie tego, co mi przeszkadza, tylko przerywa mi i zaczyna mnie dopytywać… spieszy się, bo chce jak najszybciej zdobyć informacje, zbudować hipotezę, wymyślić sposób leczenia i uważa, że wtedy sprawa jest załatwiona.

AO: A nie jest?

CŁ: No jeśli mam otwarte złamanie czy złamane żebra, to wystarczy zrobić prześwietlenie… to jest obiektywne. Ale są też takie symptomy, których nie dają się tak prosto zmierzyć. Na przykład ból. Ból jest kwestią relatywną, zależy od człowieka i okoliczności… Po to są skale, gdzie pacjent ocenia swój ból od 1 do 10. Lekarz skoncentrowany na danych obiektywnych może stracić część kluczowych informacji, bo pacjent przecież nie będzie przekrzykiwał lekarza, żeby mu powiedzieć, jaki jest problem. Już nie mówiąc o tym, że symptom ważny dla lekarza w danym momencie może być mniej ważny dla pacjenta, zupełnie nie przeszkadzać mu w funkcjonowaniu. Pacjent, który trafi na lekarza zorientowanego tylko na obiektywne dane, może mieć wrażenie, że lekarz go nie słucha, nie wie, co mu tak naprawdę dolega. Między lekarzem a pacjentem nawarstwia się nieporozumienie i w efekcie diagnoza może być mniej trafna, a pacjent słabiej zmotywowany do przestrzegania zaleceń.

AO: Czy prawa pacjenta pomagają w poprawie relacji z lekarzami, czy raczej są źródłem konfliktów?

CŁ: W prawach pacjenta chodzi też o to, żeby zapobiegać różnym możliwym nieporozumieniom w stosunkach między pacjentem a lekarzem czy służbą zdrowia. Pacjent wie, czego ma prawo oczekiwać, a czego nie ma prawa oczekiwać… Są jasne reguły i to jest wielkie osiągnięcie naszej cywilizacji.

AO: Na liście praw pacjenta na stronie Ministerstwa Zdrowia pierwsze miejsce zajmuje „prawo do świadczeń zdrowotnych”. Co to znaczy?

CŁ: Ludzie myślą, że mają do wszystkiego prawo, jak są w potrzebie…

AO: A nie mają?

CŁ: Pacjent ma prawo dostępu do wszystkich świadczeń, które są w koszyku usług zdrowotnych. Jako społeczeństwo uznaliśmy, że do pewnych zabiegów pacjent ma prawo, a inne może sobie ewentualnie kupić. Leczenie złamania – tak, operacja uszu czy nosa, żeby były ładniejsze – już nie, chyba że chodzi o usunięcie skutków poparzenia.

AO: Kto decyduje o tym, jakie są nasze potrzeby zdrowotne?

CŁ: Pozornie pacjent, ale w rzeczywistości to jest bardziej złożone. Pacjent ma swoje wyobrażenie o własnych potrzebach, ale lekarz może to widzieć inaczej. A do tego jest jeszcze system ochrony zdrowia, system standardów, które mówią, co jest potrzebą zdrowotną, a co nie jest.

Przypominam sobie taką broszurkę informacyjną o prawach pacjenta wydaną w Wielkiej Brytanii po polsku jakieś 20 lat temu. Tam było napisane: przysługuje ci prawo do wizyty u specjalisty w ciągu 9 miesięcy, Narodowa Służba Zdrowia stara się, żeby to trwało krócej, ale prawo masz w ciągu 9 miesięcy. Albo: średni czas oczekiwania na taki zabieg wynosi 6 miesięcy, Narodowa Służba Zdrowia ma nadzieję, że w przyszłości będzie krótszy itd. itp. Kiedy to jest jasno wyliczone, pacjent wie, czego może oczekiwać. Jak to nie jest jasno zdefiniowane, to pacjenci uważają, że to jest niesprawiedliwe.

AO: A jak jest z prawem do informacji? Kto je ma?

CŁ: Prawo do informacji to jednak ma pacjent (śmiech). Żeby móc się racjonalnie zachowywać, człowiek musi wiedzieć, jaka jest jego sytuacja i jakie są możliwości leczenia. Musi uzyskać od profesjonalisty informację podaną w taki sposób, żeby zrozumiał.

Prawa pacjenta gwarantują nieograniczony dostęp do informacji. Można zażądać kserokopii całej dokumentacji medycznej. Wyniki badan też należą do pacjenta. A na wynikach badań laboratoryjnych mamy teraz opisane normy: jest wynik i w nawiasie informacja, że norma mieści się w takim a takim przedziale. Pacjent się może domagać każdego rodzaju informacji swoim zdrowiu. Na tym tle czasami mogą być konflikty.

AO: Lekarze nie chcą udzielać informacji?

CŁ: Zazwyczaj jakiejś informacji lekarz udziela, szkopuł w tym, czy ta ilość jest zgodna z oczekiwaniami pacjenta. Pacjent jest w sytuacji gorszej, bo nie ma wiedzy medycznej, często nie wie, jakie pytanie postawić. Dopiero jak zdobędzie już jakąś wiedzę, to wie, o co pytać. Pierwsze pytania pacjenta są zasadnicze: czy to się da wyleczyć, jak długo trwa leczenie, czy potem będzie można wrócić do pracy… Kwestie, które dotyczą codziennego życia i funkcjonowania. Niektórzy pacjenci mają znacznie większe zapotrzebowanie na wiedzę, bo wiedza na temat choroby i możliwości leczenia jest dla nich sposobem na radzenie sobie z sytuacją. Ale są też tacy, którzy nie chcą tej informacji.

AO: I co wtedy?

CŁ: Niektórzy pacjenci przyjmują postawę: mnie to nie interesuje, niech pan mi powie, co ja mam robić. Rzeczy w tym, żeby lekarz miał pewność, że pacjent nie potrzebuje więcej informacji. Lekarze nastawieni na pacjenta często pytają, czy chciałby się jeszcze czegoś dowiedzieć. Gorzej jeśli pacjent się dopytuje, a lekarz mówi, że to nie jest jego sprawa. To sytuacja konfliktowa.

Prawo do informacji dotyczy również niekorzystnych rokowań. Jeśli pacjent nie powie wyraźnie, że sobie nie życzy takich informacji, to lekarz powinien ich udzielać. Ale jeśli pacjent jest w szoku, nie percypuje, to lekarz powinien informacji udzielać stopniowo w zależności od tego, co pacjent chce wiedzieć i ile informacji jest w stanie przyjąć.

AO: A czy członkowie rodziny mają prawo do informacji o stanie zdrowia pacjenta?

CŁ: Tylko pod warunkiem, że pacjent im udzieli pozwolenia. Podmiotem tego prawa nie jest rodzina, tylko pacjent, który może scedować to prawo na kogokolwiek. To nie musi być rodzina. Teraz mamy procedury, w dokumentach trzeba wskazać, kto jest upoważniony do informacji o stanie zdrowia pacjenta za jego życia oraz po śmierci. Co jest ważne, jeśli ktoś chce wystąpić do sądu w przypadku np. błędu medycznego.

AO: A w sytuacjach zagrażających życiu, gdy pacjent jest nieprzytomny?

CŁ: W takim przypadku prawo do informacji ma rodzina, a ściślej mówiąc – osoba, która jest tzw. faktycznym opiekunem pacjenta. Czyli jak ktoś ma męża czy żonę, z którą od 10 lat nie mieszka, ale za to mieszka z kimś innym, to prawo do informacji przysługuje wówczas właśnie tej osobie.

JAKIE SĄ PRAWA PACJENTA?

  • prawo pacjenta do świadczeń zdrowotnych
  • prawo do informacji
  • prawo pacjenta do tajemnicy informacji z nim związanych
  • prawo pacjenta do wyrażenia zgody na udzielenie świadczeń zdrowotnych
  • prawo do poszanowania intymności i godności pacjenta
  • prawo pacjenta do dokumentacji medycznej
  • prawo pacjenta do zgłoszenia sprzeciwu wobec opinii albo orzeczenia lekarza
  • prawo pacjenta do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego
  • prawo pacjenta do opieki duszpasterskiej
  • prawo pacjenta do przechowywania rzeczy wartościowych w depozycie

Więcej: Poznaj swoje prawa

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *