Profilaktyka nam się należy

Aleksandra Kaszak , Kacper Leśniewicz
12 września 2013

Ok. 90% polskich sześciolatków ma próchnicę. Co z tym zrobić? Z Aleksandrą Kaszak, stomatolożką, rozmawia Kacper Leśniewicz.

Kacper Leśniewicz: 20% najmłodszych Polaków ma wadę zgryzu, która jest wadą nabytą. Co wpływa na to, że ten odsetek jest tak wysoki?

Aleksandra Kaszak: Są dwa typy wad zgryzu: wady wrodzone i wady nabyte. Wady nabyte mogą wynikać przykładowo ze złego ułożenia dziecka do snu, podawania smoczka czy też nieodpowiedniej pozycji w czasie karmienia butelką, kiedy to opieramy butelkę o brodę dziecka. Uważam, że więcej niż 20% ma wadę nabytą. Obserwując małe dzieci, widzę, że w większości przypadków jest coś do zrobienia.

KL: Z badań wynika, że aż 60% matek dzieci do lat 3 nie było ani razu z dzieckiem u stomatologa.

AK: Pod tym względem jako społeczeństwo jesteśmy niedoedukowani. Dlatego chcę zacząć uświadamiać rodziców już na poziomie szkół rodzenia. Rodzice nie wiedzą, że pierwsza wizyta u stomatologa powinna odbyć się, kiedy dziecko ma ok 1,5 roku. Jest to odpowiedni czas na przyzwyczajenie dziecka do stomatologa i tego, że ktoś zęby ogląda. Gdy przychodzi mama z trzylatkiem, którego boli ząb, to na oswajanie poprzez zabawę jest już zdecydowanie za późno. Rodziców trzeba zacząć edukować od samego początku.

KL: Częstość nasilenia próchnicy jest uzależniona od stanu wiedzy społecznej?

AK: Tak. Im bardziej wyedukowani rodzice, tym dziecko ma bardziej zadbane zęby. Zdarza się, że przychodzą do mnie rodzice ze swoimi dziećmi i ja im tłumaczę, co jest nie tak z zębami ich pociech, czym często bywają zaskoczeni. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że w tym wieku trzeba dbać o zęby dziecka. Nikt im nie powiedział, że od momentu pojawienia się pierwszego zęba trzeba ten ząb myć, a o higienę jamy ustnej dbać od momentu urodzenia.

KL: Czy zachodzące przemiany społeczno-gospodarcze, w tym organizacja służby zdrowia, odgrywają tutaj jakąś rolę? Pamiętam ze swojej szkoły fluoryzację oraz to, że był dentysta.

AK: Teraz w szkołach nie ma ani dentysty, ani fluoryzacji. Zdarza się, że w przedszkolach prywatnych jest fluoryzacja, natomiast nie ma czegoś takiego jak fluoryzacja powszechna. Uważam, że fluoryzacja jest bardzo ważna i zalecam ją pacjentom bez względu na wiek. Nie ma w szkołach dentysty. Kiedyś był dentysta i pielęgniarka, teraz tego nie ma. Oczywiście wiąże się to z tym, że NFZ redukuje koszty. Parę lat temu był jeszcze kontrakt na dzieci, od kilku lat nie ma takiego osobnego kontraktu. Oprócz organizacji służby zdrowia ważnym czynnikiem jest styl życia.

KL: Co się zmieniło?

AK: Kiedyś np. skórka od chleba była w standardzie. Teraz rodzice skórek od chleba nie dają, bo dziecko nie chce, narzeka, że musi gryźć. W pokoleniu naszych dziadków czy rodziców produkty spożywcze nie były tak przetworzone, jak dziś. Oni musieli je gryźć. Teraz wszystko jest papkowate, przemielone. Dzieci nie mają wyrobionego instynktu gryzienia. Poprzez gryzienie twardych rzeczy masujemy dziąsła i podniebienie, co wpływa na ich właściwy rozwój i zęby mają warunki, żeby wyrosnąć. Teraz dzieci ssą palce czy gryzą ołówki, co jest związane ze stresem. Wady zgryzu na tle nerwowym mają charakter nabyty.

KL: Czy możemy jakoś temu przeciwdziałać? Co robić?

AK: Państwo mogłoby odgrywać większą rolę. Powinny być większe nakłady na służbę zdrowia. Stomatolog jest w szkołach potrzebny, ponieważ nie każdy rodzic ma czas, żeby pójść z dzieckiem do gabinetu. Dawniej pani przychodziła do klasy i mówiła „ten i ten dzisiaj idzie do dentysty”. Natomiast teraz część ludzi nie ma pieniędzy i nie chodzi do dentysty, a cześć po prostu nie ma czasu. Państwo znacznie obcięło wydatki na profilaktykę. Trzeba pamiętać, że łatwiej jest zapobiegać niż leczyć. Zwłaszcza że próchnica, a wtórnie także wady zgryzu, wpływają na cały organizm. Coraz częściej mówi się o związku stanu zdrowia zębów z chorobami serca, płuc czy układu trawiennego.

KL: W szkołach mamy automaty ze słodyczami. Dzieci są poddawane indoktrynacji fastfoodowej. Widać skutki?

AK: Próchnica u naszych dzieci jest na dramatycznie wysokim poziomie. Można śmiało powiedzieć, że ok. 90% polskich sześciolatków ma próchnicę. Co jest prawdziwym dramatem, bo to są dzieci i za taki stan zębów w większości odpowiadają rodzice. A stan zębów mlecznych ma wpływ na to, jakie będą stałe zęby. Mam wielu pacjentów w wieku 70 lat, którzy mają swoje zęby. Wątpię, abyśmy my w tym wieku mieli swoje. Nie było tyle słodyczy, czipsów, chrupek… Chrupki i czipsy oblepiają się na zębach i stanowią doskonałą pożywkę dla bakterii próchnicotwórczych. Są to jedne z najbardziej szkodzących zębom pokarmów. Nie twierdzę, że należy zabraniać dzieciom spożywania słodyczy, ale należy je racjonalnie ograniczać i pamiętać o higienie jamy ustnej.

KL: Możemy jakoś przeciwdziałać temu wypracowując prozdrowotne postawy?

AK: Brat mojej chrześnicy ma 6 lat. Pierwszego dnia, kiedy przyszedł z przedszkola, przyniósł kawałek czekoladki. On nie wiedział co to jest, bo u niego w domu tego nie jedzą. Więc da się dbać o zdrowe zęby dzieci, tylko trzeba wymagać dużo od rodziców. Rodzice często nie są świadomi, że szkodzą własnym dzieciom.

KL: W jaki sposób rodzice mogą pomóc dziecku?

AK: Przede wszystkim powinni sami dawać przykład. Słyszę, że dziecko jest jeszcze małe, nic nie rozumie, a jak będzie starsze, to zaczniemy je wychowywać. To ja się pytam, kiedy jest starsze? Kiedy jest odpowiedni czas na rozpoczęcie nauki dobrych nawyków? Musimy przyzwyczajać dzieci do dbania o własne zdrowie już od najmłodszych lat.

KL: Mamy duży problem z profilaktyką, do której nie przykładamy odpowiedniej wagi. Może powinniśmy się domagać zmian jako społeczeństwo?

AK: Powinniśmy stanąć na stanowisku: profilaktyka nam się należy. Wydaje mi się, że można wymagać od dyrektorów szkół, bo od tego zależy zdrowie naszych dzieci. Część obowiązków została zrzucona na szkoły. My jako całe społeczeństwo powinniśmy zmieniać to myślenie, bo nasze zdrowie w dużej mierze zależy od nas samych.

KL: Jak wygląda kwestia stanu zdrowia zębów u najmłodszych w innych krajach?

AK: Mam doświadczenia z Niemiec, gdzie dzieci do 18. roku życia mają profilaktykę gwarantowaną przez państwo. Tam każde ma bezpłatną profilaktykę dwa razy do roku. Nasz NFZ refunduje zabieg profilaktyczny raz w roku i dodatkowo wycenia go bardzo nisko, co sprawia, iż zabieg ten jest nierentowny dla gabinetów stomatologicznych. Uważam, że profilaktyka może nam bardzo zaprocentować. Oszczędzamy na niej, a potem musimy leczyć nie tylko próchnicę, ale także związane z nią choroby układu krwionośnego.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Profilaktyka nam się należy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *