Praca, technologie i wyzwania dla lewicy

Mady DelvauxStehres , Laurent Standaert
14 sierpnia 2018

Wszyscy zdają się zgadzać z tym, że czeka nas rewolucja technologiczna. Brakuje jednak przekonujących odpowiedzi na związane z nią wyzwania.

Mady Delvaux-Stehres, socjalistyczna eurodeputowana z Luksemburga, optuje za europejską polityką przemysłową, nowym systemem edukacyjnym oraz krytycznym podejściem do tego, w jaki sposób myślimy o robotach i sztucznej inteligencji.

Laurent Standaert: Jakie widzisz powiązania między kwestią przyszłości pracy a postępami robotyzacji oraz sztucznej inteligencji?

Mady Delvaux-Stehres: Najczęstszą reakcją na ten temat – zarówno w Parlamencie Europejskim, jak i w kontaktach ze „zwykłymi ludźmi”, jest zwrot „nie chcę robotów, bo zabiorą nam pracę”.

Doświadczenia poprzedniej rewolucji przemysłowej i jej osiągnięć technologicznych pokazują, że podejście to po trosze fantazja. Owszem, jedne miejsca pracy ulegały zniszczeniu, ale powstawały również inne – nawet jeśli procesowi temu towarzyszyły napięcia społeczne.

Głównym wyzwaniem musi być zapewnienie godnego życia ludziom, nie zaś spełnianie zachcianek tego czy innego przemysłu, który ma być jedynie narzędziem w służbie ludzkości.

Aktualna rewolucja przemysłowa przyczyni się do zmian w wielu dziedzinach życia, czego już zresztą jesteśmy świadkami. Jakościowa różnica polega tym razem na tym, że maszyny zastępują nie tylko pracę fizyczną, ale również (w postaci sztucznej inteligencji) tę umysłową, wykonywaną w sektorze usług. W przyszłości to nie praktykanci będą drążyć setki stron spraw sądowych – będą to robić za nich algorytmy.

Czy jednak powstanie dostatecznie dużo nowych miejsc pracy, by zrekompensować te utracone?

To ważne pytanie, na które trudno dziś o odpowiedź. Łatwo stwierdzić, gdzie będzie mniej miejsc pracy – trudniej jednak stwierdzić, w których sektorach pojawią się te nowe. W porównaniu do poprzedniej rewolucji przemysłowej cykle innowacji i produkcji są dziś znacznie szybsze.

W jaki sposób radzić sobie z taką zmianą, dbając jednocześnie o to, by za burtą pozostało możliwie jak najmniej osób? W każdym z takich cykli pojawiają się zwycięzcy i przegrani – w jaki jednak sposób możemy zagwarantować odpowiednią siatkę zabezpieczeń społecznych dla tych, którzy ją potrzebują?

Jakie kwestie są zatem najważniejsze w świecie gwałtownych zmian technologicznych?

Nierówności! To z nich wywodzą się pytania o ochronę socjalną i o edukację – dwa sektory o kluczowym znaczeniu. Po pierwsze, musimy zerwać powiązanie pomiędzy zatrudnieniem i siecią zabezpieczeń społecznych. Po drugie, musimy promować model edukacji przez całe życie. To szczególnie skomplikowana kwestia, jako że mówimy tu o systemie edukacyjnym opartym na innych niż do tej pory zasadach.

W jaki sposób powinny wyglądać te zmiany?

Edukacja powinna stanowić źródło inspiracji – uczyć kreatywności, pobudzać wyobraźnię i pozwalać rozumieć technologię. To jednak sektor, który ma trudności ze zmianą samego siebie i który ciągnie w dół nadmierna biurokracja.

W jaki sposób, poza tymi ograniczeniami, możemy uczyć kreatywności? Czy każdy chce – i jest w stanie – brać udział w takim systemie? Kiedy popatrzymy się na statystyki dotyczące nauki przez całe życie to widać wyraźnie, że najbardziej korzystają na nim osoby już wysoko wykształcone. Musimy odwrócić ten trend, pytanie o to, w jaki sposób to zrobić.

Komisja Europejska pracuje nad przygotowaniem matrycy zróżnicowanych w zależności od poziomu wykształcenia umiejętności, pozwalającej na zmapowanie zdolności przydatnych w dobie obecnej rewolucji technologicznej. To ważne działanie, jako że staramy się zdefiniować umiejętności, potrzebne do włączenia w systemy edukacyjne.

W debacie tej często kończymy na stwierdzeniu, że musimy nauczyć ludzi programowania. Nie uważam, by była to odpowiednia odpowiedź na te wyzwania. Nie każdy musi posiąść tę umiejętność, nie każdy musi bowiem zostać programistą.

Wraz ze wzrostem oczekiwanej długości życia oraz zmianami w podejściu do pracy musimy zacząć wyobrażać sobie system, w którym po zakończeniu nauki można będzie do niej powrócić.

W wielu krajach – w tym w Luksemburgu – powszechne jest przekonanie, że po zdobyciu odpowiedniego wykształcenia nauka się kończy i już się do niej nie wraca. Nie sądzę, by tego typu podejście miało być skuteczne.

Trendy edukacyjne zdają się odzwierciedlać te, widoczne na rynku pracy. Czy automatyzacja i robotyzacja przyczynią się do wzrostu nierówności?

Tego typu obawy są uzasadnione – nie tylko, jeśli chodzi o edukację, ale również dochody i poziom bogactwa. Trudno mi sobie wyobrazić, kto bez reform miałby zapewnić osobom zagrożonym wykluczeniem dostęp do korzyści, wynikłych z upowszechniania się sztucznej inteligencji.

Dostrzegam spore korzyści z upowszechniania się robotów czy sztucznej inteligencji, na przykład w ochronie zdrowia. Kto jednak zapewni do nich dostęp ogółowi populacji? Systemy zabezpieczeń społecznych coraz trudniej jest finansować, a ich powiązanie z zatrudnieniem okazuje się problemem, z którym będziemy musieli się mierzyć w przyszłości.

W większości przypadków rządy w Europie wciąż czerpią istotną część swoich dochodów z opodatkowania pracy.

Eksperci i realizowane przez nich badania nie przynoszą jednoznacznej odpowiedzi na kluczowe pytanie – o to, czy zmiany technologiczne oznaczać będą mniejszą, taką samą czy większą ilość miejsc pracy, a to przecież kluczowa kwestia. Ludzie bez przerwy dyskutują o trudnościach w finansowaniu systemów emerytalnych, ochrony zdrowia czy wsparcia dla osób bezrobotnych. Opodatkowanie płac oznacza, że im mniej miejsc pracy, tym większe czekają nas problemy.

Wszystko to w sytuacji, gdy redukowane jest opodatkowanie przedsiębiorstw czy kapitału. To szaleństwo!

W trakcie swojej kariery politycznej stykałam się ze sporą ilością innowacyjnych pomysłów podatkowych, koniec końców realizowane są jednak zachowawcze pomysły. Przykładem jest tu podatek VAT – po pierwsze już bowiem istnieje, po drugie zaś podwyższenie stawki nie wydaje się tak bardzo bolesne. Musimy myśleć o innych źródłach finansowania – jest to jednak temat tabu na szczeblu europejskim.

Opodatkowanie leży w kompetencjach państw członkowskich, przez co Unia Europejska staje się obszarem konkurencji podatkowej pomiędzy poszczególnymi krajami. Członek Unii, który decyduje się na wprowadzenie nowego podatku szybko może wpaść w paranoiczne przekonanie, że nie będą one dostatecznie konkurencyjne dla inwestorów w porównaniu z ich sąsiadami.

Wspomniałaś o podatku od robotów…

O rety, co za koszmar! Zapis na jego temat pozostał w treści mojego raportu dla Parlamentu Europejskiego.

Dlaczego uważasz go za koszmar?

Przemysł grzmiał, że zahamuje on innowacje. Nie jest to zupełnie bezpodstawna obawa. Przede wszystkim jednak należy zadać sobie pytanie o to, jak zdefiniować robota. To ważne, by (nie tylko w kwestiach związanych z opodatkowaniem) dokonywać użytecznych klasyfikacji. Zautomatyzowany odkurzacz to nie to samo co autonomiczny samochód, dron czy robot chirurgiczny.

Jeśli założyć, że roboty to nowi „robotnicy”, wówczas ich czytelna definicja staje się kluczowa.

Wracając do podatków… Jeśli nie podatek od robotów, wówczas widzę spory potencjał w podatku od transakcji finansowych. Możemy wyobrazić sobie najróżniejsze formy opodatkowania – rzeczywistość jest jednak niestety taka, że nawet w Parlamencie Europejskim nie ma szczególnego apetytu na podjęcie na ich temat dyskusji.

Niezależnie od kategoryzacji robotów czy sztucznej inteligencji to czy ich postęp nie zmusza nas do zerwania powiązania między zabezpieczeniami społecznymi a zatrudnieniem ludzi w tradycyjnie rozumianych miejscach pracy?

Jak już wspomniałam takie też jest moje zdanie – dyskusja na ten temat dopiero nas jednak czeka.

Badania wskazują na to, że najbardziej zagrożone automatyzacją i robotyzacją miejsca pracy znajdują się na wschodzie UE. Co to oznacza dla nierówności – i to nie tylko wewnątrz poszczególnych krajów, ale również między nimi?

Wspomniane nierówności między poszczególnymi państwami członkowskimi są znane. Niepokoją nas one już dziś, istnieje również istotne ryzyko ich pogłębienia. Problemem ten jest dobrze rozpoznany, brakuje nam jednak wiarygodnej odpowiedzi na to wyzwanie. Europejskie fundusze strukturalne są tu kroplą w morzu potrzeb.

Z drugiej strony warto pamiętać, że sztuczna inteligencja może być dla poszczególnych państw dobrą okazją do skoncentrowania swojego know-how w specjalizujących się w temacie regionach. Komisja Europejska wspiera to podejście za pomocą programów, takich jak wsparcie paneuropejskiej sieci hubów innowacji cyfrowych.

Kwestia nierówności pomiędzy państwami członkowskimi pośrednio łączy się z inną kwestią, która pojawiła się w twoim raporcie. Czy potrzebna jest nam europejska polityka przemysłowa?

Nie mamy tak naprawdę wielkich, europejskich czempionów – co najwyżej te narodowe. Nie jestem ekspertką od polityki przemysłowej, wydaje mi się jednak, że chęć zapobiegnięcia powstawaniu monopoli czy silnych konglomeratów wewnątrz Unii Europejskiej nie pomaga obecności Unii na szczeblu globalnym. Tylko duże, europejskie przedsiębiorstwa będą w stanie konkurować z podmiotami z Chin czy Stanów Zjednoczonych. Idea ta traktowana jest dziś jednak w Europie traktowany niczym herezja.

Nasze małe firmy są dziś wykupywane przez inwestorów z dwóch wspomnianych przeze mnie krajów, a nie przez podmioty z Europy.

Belgijska firma z sektora robotyki, którą miała przyjemność niedawno odwiedzić, nie była w stanie znaleźć w Europie kapitału na swój rozwój – otrzymała za to dobrą ofertę ze strony Chińczyków. Wywodząca się z tego kraju firma Midea kupiła niemieckiego giganta Kuka. Z podobnych powodów przejęci przez japońską grupę SoftBank zostali twórcy robota Nao – start-up Aldebaran Robotics.

Czy kwestie gospodarki cyfrowej staną się tematem przyszłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego?

Duże państwa członkowskie rozwijają swoje strategie i wzywają do działania Komisję Europejską, zatem kwestie technologiczne mogą pojawić się w trakcie kampanii. Szerzej zakrojona, angażująca społeczeństwo debata publiczna wciąć jednak przed nami. Choć dyskutuje się dziś o kwestiach ochrony danych czy o skandalu wokół Facebooka, to istotne zmiany systemowe nie pojawiają się na stole po to, by nie wystraszyć elektoratu.

Czy kwestie technologiczne nie są przypadkiem problemem dla europejskiej lewicy? Czy nie postrzega ich ona przypadkiem jako antypracowniczych?

To dyskusja, którą sama miałam niedawno w swojej partii. Mam na ten temat swoje zdanie. Uważam, że partie lewicowe powinny być otwarte na nowoczesność i przyszłość. Nie możemy być przeciwnikami technologii. Musimy przejąć nad nią kontrolę i uczynić z niej narzędzie w służbie pracowników, spójności społecznej oraz walki z nierównościami. Jeśli tego nie zrobimy, wówczas konserwatyści wykorzystają ją przeciwko większości społeczeństwa.

Czy mamy w Europie do czynienia z jakimiś punktami wspólnymi, jeśli chodzi o lewicowe podejście do technologii?

Nie. Ubolewam nad jej nieufnością wobec zmian. Uwaga skupia się na pojedynczej kwestii – znikają miejsca pracy, zatem musimy być przeciwko niej. Nie jest to jednak przekonująca odpowiedź.

Artykuł „Touchy About Technology: Jobs and the Challenge for the Left” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek.

Zdj. LSAP na licencji CC BY 3.0

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.