Okiełznać system finansowy

Benoît Lechat
1 kwietnia 2014

Nauczki z poprzednich kryzysów wydają się dziś zapomniane; sektor finansowy nie przestaje rosnąć – a wraz z nim zagrożenie, jakie stanowi dla gospodarki i planety. Zieloni muszą skupić swą energię i pomysłowość na tym, by go okiełznać.

W r. 1726 Jonathan Swift opublikował słynną powieść „Podróże Guliwera”. Mówi się, że inspiracją dla twórcy było pęknięcie bańki finansowej Kompanii Mórz Południowych, w którą zainwestował sporo pieniędzy i która to bańka skłoniła fizyka Izaaka Newtona do stwierdzenia, że „potrafię wyliczyć ruch gwiazd, ale nie ludzkie szaleństwo”. Przybycie Lemuela Guliwera na wyspę Liliputów oraz jego pojmanie przez jej małych mieszkańców wydaje się metaforą nagłego pogorszenia sytuacji autora, zaś sama powieść – satyrą na ciemne strony XVIII-wiecznego, angielskiego społeczeństwa, które doświadczyło tego wczesnego krachu finansowego.

Trzysta lat później zmagamy się ze skutkami kolejnego kryzysu finansowego – i nie możemy być pewni, że udało się nam „ujarzmić olbrzyma” i zabezpieczyć się przed powtórką dramatycznej sytuacji, w jaką globalna gospodarka weszła w roku 2007. Jak informuje think tank Finance Watch, przez ostatnie 5 lat podążaliśmy typową trajektorią cyklu kryzysu, z której nie wyrwały nas pewne zmiany w systemie regulacji sektora finansowego. Wydaje się zatem, że nie pora jeszcze na optymizm.

W siódmym numerze „Green European Journal” pokazujemy, że uregulowanie tego sektora jest nie tylko absolutnym priorytetem, ale też jest w zasięgu naszych możliwości – i że w procesie tym Zieloni mogą odegrać kluczową rolę.

Istnieją liczne powody do tego, by uznać regulację sektora finansowego za sprawę najwyższej wagi. Po pierwsze – i nie sposób tego pominąć – wzrost populizmu w Europie może być po części wytłumaczony szeroko rozpowszechnionym przekonaniem, że podatnicy płacą za bezmyślne działania finansistów, zaś politykom brak chęci czy zdolności do utrzymania sektora w ryzach i wprowadzenia efektywnych regulacji.

Walka z rajami podatkowymi jest tu dobrym przykładem. Nawet jeśli udało się w tej kwestii osiągnąć pewien postęp (także dzięki pracy Zielonych w Parlamencie Europejskim), to nadal można zrobić więcej w sprawie olbrzymich ilości pieniędzy, które poukrywane są w tych rajach, przez co państwa nie mają potrzebnych im do funkcjonowania zasobów, a w Europie rośnie poczucie niesprawiedliwości.

Po drugie, obecny kryzys ekonomiczny ma również katastrofalne skutki ekologiczne. Skłonił on rządy wielu krajów do odłożenia na później ekologicznej transformacji naszych gospodarek i powrotu do niezrównoważonego wykorzystywania zasobów takich jak gaz łupkowy czy węgiel. Doprowadził również do skurczenia się możliwości kredytowania procesu zazieleniania gospodarki.

To prawda, że Zieloni mają konkretne pomysły na to, w jaki sposób można pomóc sektorom zielonej gospodarki oraz małym i średnim przedsiębiorstwom w przezwyciężeniu tego problemu. Będą one jednak mogły być wdrożone tylko wtedy, gdy przekona się ludzi, że kryzys finansowy ma swoje korzenie w rosnących nierównościach, niezrównoważonych wzorcach konsumpcji oraz deregulacji sektora finansowego. Nie przywiązaliśmy należytej uwagi do pokazania wymiaru ekologicznego kryzysu oraz do powiązania bańki finansowej z bańką węglową.

Po trzecie, trwanie, albo co gorsza powtórka z systemowego kryzysu i jego katastrofalnych konsekwencji społecznych sprawiłaby, że rozwiązania problemów byłyby trudniejsze do wprowadzenia. Polityczna większość, niezbędne do ich przeprowadzenia, skurczyłaby się, podobnie jak i przestrzeń do ewentualnej współpracy. Częścią zielonej polityki nie jest myślenie w kategoriach „im gorzej, tym lepiej” (dla szans na bardziej radykalne działania).

Paradoks i tragedia naszej obecnej sytuacji polega na tym, że wszelkie działania, mające na celu poskromienie finansowego giganta mają problem – ich polityczna legitymacja jest odwrotnie proporcjonalna do wykonalności. Nie z powodów zasadniczych, lecz wskutek politycznej koniunktury. Dzisiejsza większość, będąca podporą europejskich rządów i instytucji, zasklepiona jest w paradygmacie ekonomicznymi, który sprowadził na nas kryzys. Nachyla również ucha na głosy lobbystów, reprezentujących sektor bankowy.

Sprawą zasadniczej wagi staje się zatem wspieranie alternatywnych głosów, skupiających się wokół organizacji pozarządowych w rodzaju Finance Watch czy Tax Justice Network. Równie istotne jest to, by ruch ekologiczny zaczął podnosić kwestie związane z sektorem finansowym. Zielone fundacje polityczne mają zasoby, umożliwiające im stworzenie alternatywnych modeli ekonomicznych oraz inicjowanie debat na temat elektryzujących propozycji, opracowywanych chociażby w ramach kampanii na rzecz umorzenia długu czy w ramach sieci „pozytywnych pieniędzy”.

Wyzwanie poskromienia sektora finansowego pokazuje, jak bardzo będzie ważna obecność silnej grupy Zielonych w kolejnej kadencji Parlamentu Europejskiego.

Tekst „Let’s tame the giant!” ukazał się w „Green European Journal” jako artykuł wstępny w numerze o zielonych pomysłach na regulację sektora finansowego. Przeł. Bartłomiej Kozek.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.