Graffiti Wall Street

Mniej pracy, mniej konsumpcji, lepsze życie?

Igor Matutinović
27 lutego 2013

Co oznacza debata na temat granic wzrostu w kraju takim jak Chorwacja? W dwie dekady po odzyskaniu niepodległości w następstwie rozpadu Jugosławii Chorwacja wciąż doświadcza gospodarczych i politycznych problemów. Czy jest szansa na transformację w kierunku spadku gospodarczego? A jeśli tak, to jak miałoby to wyglądać?

Najnowsze badania wskazują, że ludzkość przekroczyła już zdolności planety do dostarczenia ilości zasobów wystarczającej choćby do podtrzymania obecnej populacji i poziomu rozwoju społeczno-ekonomicznego. Nasza aktywność gospodarcza już nadwerężyła – albo niebezpiecznie się do nich zbliża – granice wytrzymałości kilku systemów podtrzymujących życie na Ziemi, w tym klimatu. Przekonanie, że nieskończony wzrost i równowaga ekologiczna nie są możliwe do pogodzenia, towarzyszy nam od czasu pierwszych prac Hermana Daly’ego. Historyczne badania „efektu odbicia” (rebound effect) wskazują, że wprowadzane w życie innowacje technologiczne przy wytwarzaniu energii i produkcji dóbr materialnych nie mogą zagwarantować dematerializacji gospodarek państw uprzemysłowionych, ani też w istotny sposób zmniejszyć emisji gazów cieplarnianych. W środowiskach naukowych coraz częściej mówi się dziś, że rozwiązaniem problemu niezrównoważonego rozwoju nie jest technologia, ani też wolny rynek, lecz masowa zmiana w zachowaniach społecznych.

W świecie zamieszkanym przez 7 miliardów ludzi, naznaczonym drastycznymi nierównościami materialnych warunków życia, wydaje się logiczne, że kraje wysoko rozwiniętego Zachodu mogłyby rozważyć zmniejszenie swojego śladu ekologicznego, aby umożliwić miliardom ludzi wydobycie się z nędzy. Cóż jednak właściwie znaczy taka redukcja? Serge Latouche, jeden z ważniejszych teoretyków spadku gospodarczego, sugeruje obniżenie poziomu produkcji dóbr materialnych przez Zachód do poziomu z lat 60 i 70. XX w. Możliwe to jego zdaniem będzie wyłącznie w obrębie „postwzrostowego społeczeństwa”, opierającego się na zupełnie innej logice niż obecne, skupionego na poprawie jakości życia przy mniejszej ilości pracy i konsumpcji. Czy model ten może być atrakcyjny dla kraju takiego jak Chorwacja?

W r. 1990 Chorwacja dość jednogłośnie opowiedziała się za polityczną niepodległością i przejściem do gospodarki kapitalistycznej. Jugosłowiański socjalistyczny model samorządu robotniczego w ciągu ostatniej dekady istnienia tego państwa stracił zdolność do generowania wzrostu, przez co wydaje się, że ludzie byli gotowi „przehandlować” mniejszą ilość pracy i konsumpcji za obietnicę powrotu do wzrostu gospodarczego i szybkiej poprawy materialnych warunków życia.

Zamiast tego czekała na nich toksyczna mieszanka wojny i fatalnie przeprowadzonej prywatyzacji, która w ciągu dekady doprowadziła do zniszczenia co najmniej 100 tysięcy miejsc pracy i skurczyła krajową bazę przemysłową do poziomu, który do dziś jest niższy niż przed transformacją. Po dekadzie umiarkowanej odbudowy światowy kryzys gospodarczy i największa od II wojny światowej recesja doprowadziły do nawrotu problemów. W ciągu 3 lat od r. 2008 realny PKB zmniejszył się w Chorwacji o 7,2%, a produkcja przemysłowa spadła o 12%. Stopa bezrobocia sięgnęła 18%, a wskaźnik ten w wypadku młodych jest jeszcze wyższy, przez co konsumpcja gospodarstw domowych obniżyła się o 10%. Te negatywne trendy utrzymują się w r. 2012. Dług publiczny osiągnął poziom 45% PKB, a zadłużenie zagraniczne – 103% PKB. Czy w takich warunkach podejście „mniej pracy, mniej konsumpcji” może być politycznie do przyjęcia, przy założeniu, że Chorwacja zachowa demokratyczny system polityczny i kapitalistyczne instytucje?

Spadek gospodarczy – powrót do niestabilności?

Nie potrzeba wiele wyobraźni, by odpowiedzieć, że nie. Jeśli obecny słaby wzrost będzie się utrzymywał, kraj nie będzie w stanie obsłużyć swojego długu zagranicznego, zdobyć nowych kredytów na rynkach finansowych, a możliwość importu energii i żywności – by wspomnieć o samych podstawach – może spaść do nieakceptowalnych społecznie poziomów. Wraz ze zmniejszaniem się produkcji, sprzedaży oraz zatrudnienia rosnąć mogą problemy z utrzymaniem odpowiedniej jakości funkcjonowania usług publicznych – od siatek zabezpieczeń społecznych przez system emerytalny i edukacyjny po obronę narodową. Gdyby obecny poziom i struktura bezrobocia miały się utrzymywać dłużej, byłoby niemożliwością utrzymanie spokoju społecznego – kraj musiałby szykować się na rozruchy uliczne i na wzrost popularności ekstremistycznych sił politycznych.

To ostatnie zagrożenie nie powinno być lekceważone. Od czasu rozpadu Jugosławii obywatelki i obywatele Chorwacji przeszli przez niespokojny okres, który oznaczał dla nich utratę bezpieczeństwa zatrudnienia, zubożenie klasy średniej, niesprawiedliwy i pełen korupcji proces prywatyzacyjny oraz bezprecedensowy wzrost nierówności dochodowych. Wojna oraz potransformacyjny kryzys lat 90., a także obecna, trwająca już 4 lata recesja podmywają tkankę społeczną i wystawiają cierpliwość wyborców na ciężką próbę. Oczekiwania lepszego życia dla wielu się nie zmaterializowały, a młode pokolenie, tak jak rówieśnicy z Serbii, Bośni i Hercegowiny, a ostatnio Grecji i Hiszpanii coraz bardziej irytuje się brakiem pracy i wizji lepszego jutra.

Niezależnie od swoich wewnętrznych problemów społeczno-ekonomicznych Chorwacja znajduje się w kruchym otoczeniu międzynarodowym. Porozumienia z Dayton – by podać przykład – nie doprowadziły do stworzenia stabilnej politycznie i gospodarczo Bośni i Hercegowiny. Niedawne wybory prezydenckie w Serbii, które przyniosły zwycięstwo prawicowym nacjonalistom, pokazują, że kraj ten nie osiągnął jeszcze politycznej stabilności, a sytuację dodatkowo pogarszają narastające trudności ekonomiczne. W takim oto kontekście wzrost gospodarczy, nawet jeśli nie unosi wszystkich łodzi, wydaje się jedyną – nawet jeśli chwilową – możliwością kupienia czasu na umocnienie się tkanki społecznej, politycznej stabilności i demokracji – tak w Chorwacji, jak i w jej bliskim sąsiedztwie.

Poza kwestiami politycznymi, wizja skurczenia się przeciętnego materialnego poziomu życia, który osiągnięty został w pierwszej dekadzie XXI w., wydaje się nie do zaakceptowania przez większość społeczeństwa. Przecież zerwanie z „socjalizmem z ludzką twarzą” było w dużej mierze uzasadnianie chęcią zbliżenia poziomu konsumpcji do tego znanego u kapitalistycznych sąsiadów, Austrii i Włoch. Chorwacja nie jest tu wyjątkiem – jaki inny kraj dawnego bloku wschodniego wspierałby koncepcję kurczenia się jego przeciętnego poziomu życia?

Z drugiej strony można się zastanowić, po co kraj tak mały jak Chorwacja, której wpływ na stan zasobów naturalnych, zużycie energii czy klimat pozostaje niewielki, miałby podejmować jakiekolwiek kroki zmierzające w stronę zmniejszenia ilości pracy i konsumpcji? Środowisko przyrodnicze kraju jest w całkiem niezłym stanie w porównaniu do reszty kontynentu, zaś większość Chorwatów ma inne niż redukowanie swojego wpływu na przyrodę priorytety. Niedawny sondaż opinii publicznej wskazał, że jedynie 2% ankietowanych uważa ekologię za najważniejszy problem kraju. Chorwacja będzie wstępować do Unii Europejskiej w lipcu 2013 r., a co za tym idzie – uczestniczyć w jej decyzjach politycznych i instytucjonalnych. A czy UE rozważa taką opcję jak spadek gospodarczy?

Co może zadziałać w Chorwacji

Z teorii systemów możemy postawić hipotezę, że społeczeństwo kapitalistyczne jest niedojrzałym systemem, który będzie akumulował aż do czasu, gdy zostanie powstrzymany przez negatywne sprzężenie zwrotne z systemem wyższego rzędu – ze środowiskiem naturalnym. Dopiero wraz z przeżyciem szoku związanego z tym sprzężeniem społeczeństwa kapitalistyczne będą dokonywać radykalnych przewartościowań, dzięki którym możliwe będą całościowe instytucjonalne reformy ekonomiczne. Tego typu spontaniczna zmiana światopoglądowa jest warunkiem zaistnienia nowego społeczeństwa, w którym lepsze życie może być osiągnięte przez zmniejszenie obciążenia pracą oraz konsumpcji, przynajmniej na uprzemysłowionym Zachodzie.

W międzyczasie Chorwacja może zrobić sporo innych rzeczy. Przede wszystkim warto wspomnieć, że kraj importuje dziś ponad połowę potrzebnej mu żywności. Tymczasem 56% jego powierzchni zajmują grunty rolne. Niestety są one słabo wykorzystywane – odłogiem leży 900 tys. hektarów ziemi, co stanowi niewiarygodne 70% oficjalnie zarejestrowanych gruntów (1,3 mln hektarów). Nawet wykorzystywana ziemia jest używana nieefektywnie – wielkość przeciętnego gospodarstwa rodzinnego wynosi tylko 1,9 hektara. Niewykorzystywana dziś ziemia stanowi wielki potencjał m.in. dla rolnictwa organicznego, jako że leżąc odłogiem może być ona w mniejszym stopniu skażona chemią, przez co łatwiej uzyskać na niej będzie można stosowny certyfikat jakości. Wiążąc ze sobą ziemię dostępną dla upraw, możliwość wykorzystywania funduszy unijnych oraz otwierający się wielki rynek – od zastępowania importowanej żywności aż po eksport do innych krajów UE – widzimy wielkie pole dla względnie zielonego wzrostu. Nie chodzi tu tylko o zmiany w uprawach, takie jak inwestowanie w nawadnianie w obliczu zmian klimatycznych, ale też o strukturalne przekształcenia całego sektora i zatrudnienie młodych, wykształconych talentów. Naturalnym efektem obrania takiej strategii byłby również wzrost branży przetwórstwa żywności.

Inną szansą dla rozwoju kraju jest gospodarka leśna. 48% terytorium Chorwacji jest zalesione, większość tego terenu w sposób naturalny. To bogactwo może być wykorzystywane w zrównoważony sposób przez szereg branż: od przetwórstwa drewna przez przemysł meblarski, budownictwo aż po energetykę odnawialną. Rozwój klastrów przemysłowych wokół lasów mógłby stworzyć tysiące nowych miejsc pracy przy wydobyciu, przetwórstwie i tworzeniu energii z biomasy.

Chorwacja za pomocą importu zaspokaja dziś 80% swoich potrzeb energetycznych. Poza biomasą leśną nie brakuje niewykorzystywanych do tej pory możliwości w pozyskiwaniu jej z wiatru czy słońca. Skorzystanie z tych możliwości może oznaczać miejsca pracy oraz mniejsze uzależnienie od energii spoza kraju.

Ten krótki i siłą rzeczy niepełny przegląd pokazuje, że istnieją niebagatelne możliwości dla tworzenia miejsc pracy i wzrostu gospodarczego w zielonej gospodarce. To, czy będą one wykorzystywane, zależy w dużej mierze od umiejętności zachęcania przez decydentów do podejmowania stosownych inwestycji, oraz od przedsiębiorców, którzy byliby skłonni je realizować. Na dziś wydaje się, że wybór między brakiem wzrostu a względnie zielonym wzrostem gospodarczym jest dość jasny. W chwili obecnej potrzeba nam nie mniej, ale więcej pracy i konsumpcji, by poprawić jakość życia obywatelek i obywateli.

Artykuł „De-growth: can Croatia afford less work and less consumption?” ukazał się w „Green European Journal”. Przeł. Bartłomiej Kozek.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *