Kręte ścieżki celtyckiego tygrysa (część II)

Bartłomiej Kozek , Michelle Murphy
26 czerwca 2015

Jak to się stało, że niegdyś kwitnąca irlandzka gospodarka popadła w tarapaty? Druga część rozmowy o polityce gospodarczej Irlandii i jej skutkach.

Czytaj też pierwszą część wywiadu

Bartłomiej Kozek: Irlandia w ostatnich latach przeszła przesz szereg cięć budżetowych. Które z nich miały największy wpływ na jakość życia w kraju?

Michelle Murphy: Decyzja o tym, jak duży udział w procesie naprawczym będą miały cięcia wydatków publicznych i podwyżki podatków. Decyzja, by na każde euro w podwyżce opodatkowania przypadały dwa euro cięć, oznaczała że najbiedniejsze 10% gospodarstw domowych straciło 12,2% swojego dochodu rozporządzalnego (tj. po odjęciu podatków i otrzymaniu świadczeń socjalnych), podczas gdy najbogatsze 10% – niemal 15%. Tak duże straty w budżetach najuboższych są świadectwem kiepskich wyborów politycznych, dokonywanych przez ówczesny rząd.

Decyzja o tym, by cięcia wydatków traktowane były bardziej priorytetowo niż podwyżki podatków, sprawiła, że usługi publiczne są dziś w Irlandii pod dużą presją, a osoby z niepełnosprawnościami, starsze, dzieci czy bezrobotni zostali nieproporcjonalnie dotknięci tą polityką. W tym samym czasie sektor korporacyjny właściwie nie pomógł w procesie odbudowy irlandzkiej gospodarki, co powoduje pewien dyskomfort, gdy pamięta się o roli sektora finansowego w rozpętaniu tego kryzysu. Nie spowodowały go przecież osoby o najniższych dochodach – a to one zmuszone zostały do poniesienia jego kosztów.

BK: Jaka była rola instytucji europejskich w trakcie spowolnienia gospodarczego? Jak oceniasz ich działania względem Irlandii? Czy nadal obwiniane są one za pogorszenie warunków życia i demontaż państwa dobrobytu?

MM: Program cięć i zaciskania pasa został narzucony przez Trojkę – Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny (EBC) oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Uzasadniały swoje podejście tym, że ich zdaniem rządy państw członkowskich prowadziły luźną politykę budżetową i bezmyślnie się zadłużały. Dane nie potwierdzają jednak tych twierdzeń. Cięcia były wymuszane fałszywymi przesłankami i utrudniły wychodzenie gospodarki na prostą. Etycznie niedopuszczalne jest to, że ich ciężar padł przede wszystkim na osoby biedne i najbardziej narażone na ubóstwo.

Finanse publiczne państw członkowskich UE (z wyjątkiem Grecji) do 2008 r. trzymały się w ryzach kryteriów konwergencji Paktu Stabilności i Wzrostu. W 2007 r. średnia deficytów budżetowych 27 państw członkowskich wynosiła 0,9% PKB – znacznie mniej niż maksymalny limit 3%. Pozycja fiskalna Hiszpanii czy Irlandii drastycznie pogorszyła się w 20 08 r.z powodu pęknięcia bańki w sektorze nieruchomości, nadymanej przez słabe regulacje sektora bankowego oraz niezrównoważony rozwój budownictwa komercyjnego.

BK: Jak powinna była wyglądać alternatywna polityka?

MM: Trafna analiza sytuacji przyznałaby, że kryzys roku 2008 został spowodowany przez sektor finansowy oraz sposoby, na jakie wpływał on na realną gospodarkę. Powinna ona wiązać się ze stworzeniem i wdrożeniem na szczeblu unijnym regulacji tegoż sektora I zapewnienie jego odpowiedzialnego działania. Wśród nich można wymienić między innymi wprowadzenie opodatkowania transakcji finansowych, likwidację rajów podatkowych, walka z fałszerstwami oraz unikaniem opodatkowania czy też oddzielenie od siebie bankowości detalicznej oraz inwestycyjnej. W kwestiach tych zrobiono jednak niewiele.

Zamiast tego – szczególnie od r. 2010 – mogliśmy zaobserwować rosnące skupianie się na fałszywym twierdzeniu, jakoby kryzys spowodowało nieodpowiedzialne zarządzanie finansami publicznymi.

UE skupiła się zatem przede wszystkim na wzmocnieniu nadzoru nad finansami publicznymi I wprowadzeniu drakońskich mechanizmów sankcji na wypadek niezrealizowania postawionych przed krajem celów. Pakt fiskalny, który stał się częścią unijnych traktatów, znacząco ograniczył możliwości wychodzenia z kryzysów oraz osiągnięcia wysokiej stopy zatrudnienia siły roboczej. EBC, KE oraz rada ds. ekonomicznych i finansowych (ECOFIN) twierdziły, że nadrzędnym priorytetem musi być “odzyskanie zaufania rynków”.

W efekcie społeczne cele polityk publicznych stały się głównym przedmiotem zainteresowania w trakcie kryzysu zadłużenia. Usługi publiczne oraz wspierająca je infrastruktura miały zostać drastycznie ograniczone, a zaoszczędzone środki wesprzeć dalszą dominację sektora finansowego, którego działania nierzadko były na granicy prawa i któremu udało się odzyskać (czasem nawet w całości) środki, którymi spekulował.

Europejscy przywódcy zawiedli, jeśli chodzi o wspieranie krajów w najgorszej sytuacji ekonomicznej. Zostały one zmuszone do tzw. wewnętrznej dewaluacji – sektor finansowy był chroniony, ale usługi takie jak ochrona zdrowia czy emerytury padały ofiarą cięć, pozwalano na gwałtowny wzrost bezrobocia czy wręcz zachęcano do emigracji osób w wieku produkcyjnym – choć rzecz jasna żaden rząd do tego się nie przyzna.

BK: Jedną z kwestii, którą poruszyłaś, jest niski poziom opodatkowania korporacji – zarówno niska stawka bazowa, jak i możliwości dalszych ulg, z którego Irlandia zresztą słynie. Dlaczego kolejne rządy tak bardzo upierają się przy zachowaniu status quo i jakie są jego skutki gospodarcze oraz społeczne?

MM: Jako Social Justice Ireland stoimy na stanowisku, że opodatkowanie firm to przede wszystkim kwestia sprawiedliwego system podatkowego. Rozdźwięk między utrzymującymi się na niskim poziomie stawkami korporacyjnymi a wzrostem opodatkowania, obserwowanym w czasie kryzysu w niemal wszystkich pozostałych dziedzinach był widoczny gołym okiem. Z perspektywy społecznej jest niezwykle ważne, by firmy wnosiły swój wkład finansowy do skarbca państwa, w którym działają i z inwestycji którego korzystają.

Uważamy również, że sprzeciw wobec podnoszenia efektywnej stawki podatku CIT ma istotne skutki społeczne i ekonomiczne – przyczynia się np. do wzrostu opodatkowania pośredniego (takiego jak VAT), które ma charakter regresywny, czyli mocniej uderza w osoby słabsze.

Sugerowanie, że podatki w jakimś kraju powinny wzrosnąć, nie budzi z reguły pozytywnych odczuć. Ludzie myślą przede wszystkim o własnych dochodach i ewentualnych wzrostach stawek PIT, nie zaś o szerszej bazie podatkowej. Propozycje tego typu bywają również odrzucane jako rzekomo wpływające negatywnie na wzrost gospodarczy czy konkurencyjność danego kraju.

Tezy te nie znajdują jednak potwierdzenia w międzynarodowych badaniach porównawczych. Okazuje się, że na konkurencyjność – przynajmniej zdaniem Światowego Forum Ekonomicznego – wpływają za to niedostateczne inwestycje publiczne w sektorach takich jak edukacja, badania i rozwój czy dostęp do szerokopasmowego Internetu. Niskie podatki nie są tu istotną kwestią – w przeciwieństwie do efektywnych inwestycji publicznych.

BK: Znów zatem muszę spytać o alternatywę, jaką proponujecie…

MM: Uważamy, że w ramach Unii Europejskiej powinno dojść do porozumienia w sprawie minimalnej efektywnej stawki podatku CIT – jego zalążkiem mogą się stać dyskusje wokół wspólnej, skonsolidowanej bazy podatków korporacyjnych (CCCTB). Uważamy, że powinna ona zostać ustawiona znacznie poniżej aktualnej średniej stawki dla 28 państw członkowskich (22,9% w roku 2014), ale powyżej aktualnej stawki irlandzkiej (12,5%). Stawka bazowa 17,5% i minimalna stawka efektywna na poziomie 10% powinny być odpowiednie.

Reforma tego typu umożliwi zachowanie konkurencyjności naszemu krajowi, a jednocześnie przyniesie dodatkowe przychody do publicznego skarbca. Gdyby taka stawka obowiązywała już w roku 2014, przychody z CITu byłyby wyższe o 1-1,8 mld euro, co biorąc pod uwagę sytuację społeczno-ekonomiczną kraju byłoby znaczącą kwotą.

Choć Irlandia powinna zostać krajem o niskich podatkach, nie może nie być w stanie ponosić wydatków niezbędnych dla społeczeństwa, jego spójności oraz utrzymywania się w europejskiej normie inwestycji ekonomicznych, społecznych oraz infrastrukturalnych. Aktualne potrzeby (finansowanie samorządów, naprawa i utrzymanie infrastruktury kanalizacyjnej, potrzeby zdrowotne i emerytalne starzejącego się społeczeństwa), a także te przyszłe (obsługa zadłużenia oraz przyszłych zobowiązań emerytalnych) wskazują na to, że ogólny poziom opodatkowania w naszym kraju będzie musiał wzrosnąć w najbliższych latach – to fakt, z którego powinni sobie zdawać sprawę tak politycy, jak i całe społeczeństwo.

BK: Obecny chadecko-socjaldemokratyczny rząd wprowadza opłaty za korzystanie z wody. Dlaczego sprawa ta budzi tak wiele emocji i jakie będą skutki wdrożenia tej polityki – szczególnie dla najsłabszych grup społecznych?

MM: Wprowadzenie tego system nie może pogarszać sytuacji najuboższych gospodarstw domowych. Niestety, aktualnie wdrażany system nie uwzględnia uwag, jakie podnoszono w trakcie konsultacji społecznych, w których również uczestniczyliśmy. Płaska stawka za użytkowanie nie wspiera działań na rzecz oszczędzania wody, nie uwzględnia dodatkowych potrzeb osób z niepełnosprawnościami, nie wiemy też, jak wysokie będą opłaty w przyszłości.

Nie mamy również powodów sądzić, że powołana do życia instytucja Irish Water będzie miała dostatecznie dużo środków, by utrzymać wodociągi w odpowiedniej kondycji, czekamy też na to, czy zda test Eurostatu na wiarygodną korporację rynkową.

Nasze stanowisko jest następujące – osoby z ubogich gospodarstw domowych muszą mieć darmowy dostęp do wody, umożliwiający zaspokojenie ich potrzeb. Powinny liczyć na wsparcie i na określoną ilość wody przyznawaną im bez opłat. Każde gospodarstwo domowe powinno otrzymywać minimalne dzienne przydziały wody na każdego domownika oraz być poddane systemowi rosnących opłat wraz z przekroczeniem wspomnianego limitu. Przydziały powinny być zwiększone dla osób o niskich dochodach, pracujących biednych oraz osób starszych – grupy te powinny móc liczyć na łagodniejsze wzrosty opłat wraz z rosnącym zużyciem wody.

Opłaty za wodę mogą być wprowadzone dopiero wtedy, gdy Irlandia będzie mieć system wodociągowy odpowiedni do stojących przed nim zadań, a nie tracący niemal 50% transportowanej wody z powodu przecieków, w sytuacji, gdy jakość zarządzania tym zasobem jest nierówna. Zanim wprowadzone zostaną opłaty, potrzebne są inwestycje w naprawę i modernizację całego systemu.

Poza wspomnianym powyżej zabezpieczeniem środków na rzecz wspierania niezamożnych gospodarstw domowych musimy pamiętać, że woda to dobro publiczne. Instytucje publiczne powinny zapewniać środki finansowe, umożliwiające inwestowanie w efektywne użytkowanie wody. Przychody z wprowadzenia opłat powinny być zabezpieczone na rzecz wspierania uboższych gospodarstw domowych oraz trwałego, zrównoważonego rozwoju z poszanowaniem środowiska.

BK: Innym budzącym emocje tematem jest opodatkowanie nieruchomości. Wiele organizacji społecznych w Irlandii twierdzi, że w obecnej formie nie jest ono sprawiedliwe i preferuje podatek od wartości gruntu. Czym różną się te dwie formy opodatkowania i dlaczego ta druga opcja miałaby być bardziej sprawiedliwa?

MM: Choć cieszymy się, że doszło do poszerzenia bazy podatkowej o opodatkowanie własności, sądzimy, że ta druga opcja byłaby lepsza. Prowadziłaby ona do bardziej efektywnego użytkowania gruntów i wspierała np. bardziej racjonalne planowanie przestrzenne.

Podatek gruntowy jest dobrym rozwiązaniem zarówno z punktu widzenia efektywności, jak i sprawiedliwości – nie dałoby się bowiem przenieść do innego miejsca, by uniknąć jego płacenia. Byłoby to rozwiązanie bardziej stabilne niż chociażby opłata skarbowa, zależna od utrzymania oraz poszerzania skali transakcji finansowych – przenosiłoby bowiem ciężar opodatkowania na nieruchomości. Miałby również inne skutki, jeśli chodzi o efektywność działania – zapewniałby rozwój dziś opuszczonych terenów i zniechęcał do spekulacji na gruntach.

Podatek tego typu jest również bardziej sprawiedliwy. Wysoka wartość gruntów w irlandzkich miastach jest przede wszystkim skutkiem aktywności społecznej i ekonomicznej ich mieszkanek i mieszkańców. Co więcej, ich wysoka wartość jest ściśle powiązana z inwestycjami infrastrukturalnymi, które realizowane były w ich otoczeniu. Spora część z nich była opłacana z kieszeni podatników. Można zatem uznać, że istotna część korzyści z tej wysokiej wartości powinna służyć całemu społeczeństwu, a nie tylko właścicielom gruntów za pomocą odpowiedniego system podatkowego – wszak mogli oni w niewielkim lub zgoła żadnym stopniu finansować działania, które przyczyniły się do takiej a nie innej wartości posiadanego przez nich majątku.

BK: Jakie reformy na rzecz poprawy spójności społecznej oraz zmniejszania poziomu wykluczenia społecznego Social Justice Ireland rekomendowałaby irlandzkiemu rządowi? Czy ich realizacja w świetle ograniczonych dochodów budżetowych jest w ogóle możliwa?

MM: Reformą, na którą byłoby miejsce już w przyszłorocznym budżecie i która mogłaby się przyczynić tak do zwiększenia przychodów nawet do poziomu 34,9% PKB, jak i zwiększenia sprawiedliwości systemu podatkowego, byłby przegląd systemu ulg podatkowych.

Najnowsze, pochodzące z 2012 r. dane mówią o 62 ulgach nakierowanych na różne grupy – od zwykłych zarobkujących aż po inwestorów kapitałowych i produkcję filmową. Ich istnienie skutkuje 15,8 mld euro rocznie niewykorzystanych przychodów.

Mimo to w ostatnich latach wprowadzano kolejne ulgi, tym razem skierowane do wysoko zarabiających menadżerów w międzynarodowych korporacjach, ale również mające wspierać badania i rozwój, produkcję filmową czy termorenowację starszych budynków na terenach miejskich. Co do większości z nich brak nam danych (lub jest ich bardzo mało) szacujących ich koszt, efekty redystrybucyjne czy sensowność wcielania ich w życie. Proponujemy zatem, by rząd monitorował koszy i korzyści ze wszystkich aktualnych oraz nowych propozycji tego typu.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *