Grecja: kryzys żywnościowy a społeczeństwo

Kostas Loukeris
18 lipca 2013

Jeśli jesteś tym, co jesz, to kim jesteś, kiedy nie jesz? Kryzys gospodarczy w Grecji zmusza ludzi do ponownego przemyślenia swojego związku z pożywieniem – z obiecującymi skutkami.

Kiedy po raz pierwszy w życiu wybrałem się do Europy zachodniej w latach 80. XX w., między innymi zaskoczył mnie fakt, że warzywa i owoce wyglądały tam przepięknie, ale były pozbawione smaku. Miały idealny geometrycznie kształt, a kolory jakby wyczarowane przez malarzy. Po latach członkostwa w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej greckie warzywa również poprawiły swój kształt i kolor, ale utraciły swój smak. Czasy, w których można było wywąchać fikuśnie ukształtowanego ogórka z odległości paru metrów, minęły bezpowrotnie. Dziś większość z nich wygląda tak, jakby produkowane były przemysłowo. Niegdyś sezonowe owoce i warzywa stały się dostępne cały rok dzięki szklarniom, pozbawione smaku i oczywiście znacznie droższe.

Utracona kultura

Po niemal 30 latach integracji europejskiej Grecja nie jest już krajem rolniczym – stała się uzależniona od importu żywności. W sklepach znaleźć możemy cytryny z Argentyny, cebulę z Egiptu i pomarańcze z Maroka. W tym samym czasie mnóstwo niezebranych cytryn marnuje się w Atenach i w innych miastach. Podczas gdy „dieta śródziemnomorska” podbiła stoły na całym świecie, Grecy przestali w niej gustować. By pokazać skalę tego zjawiska, warto wspomnieć, że jeszcze niedawno wskaźnik nadwagi wśród dzieci w skali globu wyższy był jedynie w USA.

Trwający kryzys zdaje się zmieniać zwyczaje żywieniowe w kraju. Wraz ze wzrostem bezrobocia do poziomu 30% oraz liczby dzieci żyjących w biedzie do 400 tysięcy, pożywienie stało się istotnym problemem życia codziennego. Szeregi „nowych biednych” rosną tu z dnia na dzień. Nie powinniśmy dać jednak ulegać uczuciu bezradności – inicjatywy mające stworzyć przeciwwagę dla zaciskania pasa również wyrastają jak grzyby po deszczu. Wzmocnieniu ulegają więzi rodzinne i społecznościowe, podobnie jak poczucie solidarności.

Społeczeństwo odpowiada

W Grecji rozkwitają organizacje non profit dostarczające żywność potrzebującym. Jedna z nich – Boroume, co oznacza „możemy” – skupiła pod swą egidą przeszło 200 producentów żywności, 25 hoteli oraz 650 wolontariuszy. Jedzenie, które w innych warunkach trafiłoby na śmietnik, uznane za niedostatecznie świeże albo bliskie terminu przydatności do spożycia, przekazywane jest ludziom w potrzebie. Boroume pomaga dziś nawet 6 tysiącom ludzi w Atenach, dostarczając 5 tysięcy porcji żywności tygodniowo. W tym celu współpracuje z władzami samorządowymi, szkołami oraz szeregiem fundacji pomagających potrzebującym.

Pewna znana sieć radiowo-telewizyjna przekonała większość greckich supermarketów oraz grecki kościół prawosławny do zachęcania ludzi, by ofiarowywali jedzenie, leki, a nawet zabawki. Gdy klientki i klienci zbliżają się do wyjścia ze sklepu, pyta się ich o chęć przekazania części produktów, które właśnie zakupili. Jak do tej pory dzięki tej inicjatywie udało się zgromadzić 1,7 tysięcy ton żywności! Archidiecezja ateńska, dysponująca siecią 3 tysięcy wolontariuszek i wolontariuszy, codziennie dostarcza potrzebującym 10 tysięcy porcji żywności, nie zważając na ich wyznanie czy pochodzenie.

Tak zwane „społeczne spożywczaki” otwierane są jeden za drugim przez samorządy, kościoły, organizacje pozarządowe, polityczne czy grupy aktywistek i aktywistów. Niepełne rodziny, bezrobotni, osoby starsze, emeryci, których emerytury topnieją z każdym pakietem „pomocowym” dla kraju, znajdują się w gronie osób korzystających z tego typu inicjatyw.

Grecy bliżej ziemi

„Ruch ziemniaczany”, mający na celu odnowienie więzi między osobami produkującymi a konsumującymi żywność z pominięciem pośredników, wykroił przestrzeń dla różnego rodzaju sieci dostawczych. Mieszkanki i mieszkańcy Grecji zdali sobie sprawę z tego, że internet oferuje im olbrzymią, do tej pory niewykorzystaną przestrzeń do „robienia biznesu” w odmienny niż do tej pory sposób. Podam przykład – kupuję fasolę i inne rośliny strączkowe poprzez sieć, stworzoną przez moich przyjaciół. Wczoraj udało mi się kupić 10 kilogramów ekologicznych pomarańczy za niską cenę – w przeciągu kilku dni mają pojawić się w Atenach.

Coraz więcej osób, za pomocą poczty pantoflowej, zaczyna włączać się w tego typu inicjatywy, łącząc je z przekazem politycznym. Stanowi on kontrę dla piewców neoliberalizmu, twierdzących, że „wolny rynek” wszystko załatwi. Powinni byli wiedzieć, że tak się nie stanie. Wśród politycznej elity Grecji nie brakuje osób zainteresowanych utrzymaniem dominującej roli tutejszych karteli spożywczych. Żaden dotychczasowy rząd nie wyraził zainteresowania podjęciem walki z nimi, nie były one również obiektami zainteresowania Trojki.

Również miejskie rolnictwo stało się w Atenach popularnym zajęciem. Opuszczone przestrzenie na terenie aglomeracji są dziś używane przez sąsiadów i przyjaciół, którzy sadzą na nich i troszczą się o swoje sezonowe warzywa. Tradycyjne greckie nasiona są dostępne, najczęściej za darmo, dzięki oddolnym inicjatywom rolnym. W tym samym czasie na nowo odkrywana jest wiedza rolnicza przodków. Coraz więcej ludzi nabywa wiedzę o lokalnych odmianach, rolnictwie organicznym, staje się świadomych potrzeby rezygnacji z pestycydów i z nadużywania chemikaliów.

Wspierając lokalną gospodarkę

Obserwować również możemy ponowne „unarodowienie” nawyków żywieniowych. Greckie flagi pojawiają się na opakowaniach wielu wytworzonych w kraju produktów. Ich kupowanie wielu Grekom kojarzy się z utrzymywaniem miejsc pracy czy wspieraniem gospodarki kraju. Towarzyszy temu coraz częściej obojętność, a nawet wrogość wobec produktów zagranicznych, szczególnie tych od naszych „dobroczyńców”. Czasy kosmopolitycznego nastawienia greckich konsumentek i konsumentów odeszły w przeszłość. Ogromna większość odpowiada na podkreślanie przez Europę greckiej odrębności zachowując się jak… odrębny naród. Dziś na greckich stołach króluje sałatka grecka!

Ubożejąca gwałtownie Grecja odczuwa efekty zaciskania pasa, jednocześnie odrzucając to „lekarstwo”. Wiemy już dobrze, że nic nie będzie tu już przypominać kraju, jaki znaliśmy do niedawna – i że nasze doświadczenie jest doświadczeniem nie tylko krajów europejskich południowych peryferii. Czasy bogactwa i konsumpcjonizmu ustąpiły czasom wołania o „chleb powszedni”.

Pewna antyczna przypowieść opowiada o tonącym człowieku. Kiedy śmierć zaglądała mu już w oczy, wołał do bogini Ateny, by ta uratowała go z niedoli. Przechodzący brzegiem świadek zdarzenia zatrzymał się i odpowiedział na jego wołanie – „prosząc Atenę o pomoc, nie przestawaj poruszać rękoma”. Dziś, w Grecji, wiemy już, że musimy poruszać rękoma i pływać. Powoli, ale konsekwentnie wcielamy tę wiedzę w życie.

GEJ LOGO (220x220)Artykuł „Poverty, food and citizens' responses in Greece” ukazał się w „Green European Journal”. Przeł. Bartłomiej Kozek.

zp8497586rq

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.