Wzrost gospodarczy w Europie już był

Aurélie Maréchal
29 stycznia 2013

Cięcia budżetowe czy wzrost, cięcia budżetowe dla wzrostu, a może dla innego rodzaju wzrostu? To był jeden z najważniejszych sporów w Europie w r. 2012. Co jednak, jeśli dalszy wzrost jest niemożliwy? Skoro ani wzrost, ani spadek gospodarczy nie są dziś do utrzymania, potrzebujemy czegoś innego. Aby to „coś innego” było faktycznie trwałe, musimy poważnie potraktować fizyczne zarówno ograniczenia naszej planety, jak i potrzebę bardziej egalitarnego społeczeństwa.

Między zaciskaniem pasa a „zielonym wzrostem”

W ostatnich latach kraje Unii Europejskiej doświadczają bardzo niskiego wzrostu PKB, który osiąga nawet wartość negatywną. Według danych Eurostatu realny wzrost PKB dla wszystkich 27 krajów UE wyniósł 0,3% w r. 2008, zaś –4,3% w r. 2009. Następnie podniósł się do poziomu 2% w 2010 r. i 1,5% w 2011 r., jednak obecnie przewiduje się, że dla 2012 r. wyniesie 0%. Biorąc pod uwagę wysokie wskaźniki bezrobocia (od ok. 7% w 2008 r. do 9% w 2009 r., sięgające w 2012 r. już 10% w UE-27) oraz zwiększony poziom ubóstwa (w 2010 r. 23% ludności było zagrożone ubóstwem), wygląda na to, że kryzys mocno w nas uderza. Jak dotąd jedynym rozwiązaniem były programy oszczędnościowe. Musimy oszczędzać, bo nie mamy wyboru, bo wydaliśmy za dużo, bo nie ma wzrostu.

Chociaż zaciskanie pasa przedstawia się jako jedyne krótkoterminowe rozwiązanie, plan średnioterminowy zakłada wyjście z kryzysu na drodze powrotu do wzrostu. Skoro jednak powszechnie już przyjmuje się, że wzrost gospodarczy nie przynosi ze sobą automatycznie sprawiedliwości społecznej i zrównoważonego rozwoju, musimy „odnieść się do wad naszego modelu wzrostu i stworzyć warunki zaistnienia innego rodzaju wzrostu – inteligentniejszego, bardziej zrównoważonego i włączającego”. To motto podsumowuje cele strategii Europa 2020 (EU2020) i jest dość reprezentatywne dla obecnego dyskursu i kierunków polityki, podzielanych przez większość aktorów politycznych w Europie, nawet wśród Zielonych. W ramach EU2020 ta strategia osiągania wzrostu ma nam pozwolić osiągnąć 5 głównych celów w dziedzinie zatrudnienia, innowacji, edukacji, redukcji ubóstwa oraz klimatu/energii. Przy ich realizowaniu opieramy się na szeregu inicjatyw, od badań i polityki innowacji po plany cyfryzacji, edukację, promowanie nowych umiejętności dla nowych miejsc prac itd.

Są jednak powody, by wątpić w potencjalną skuteczność tej strategii – i wszelkiej strategii stymulowania wzrostu. Mimo iż w kilku obszarach daje się dostrzec pewien postęp (np. nacisk na wydajność surowców), strategia EU2020 oraz ogólna filozofia za nią stojąca bardzo przypominają swoją poprzedniczkę: Strategię Lizbońską. Została ona przyjęta przez Komisję Europejską w 2000 r. i miała na celu uczynienie z Unii Europejskiej w ciągu 10 lat „najbardziej konkurencyjną i dynamiczną gospodarką świata opartą na wiedzy, zdolną do utrzymania trwałego wzrostu gospodarczego, z większą liczbą lepszych miejsc pracy oraz większą spójnością społeczną”. Innymi słowy, inteligentny, zrównoważony i włączający wzrost. Do r. 2010 nie osiągnięto większości z tych celów. Nie osiągnięto głównego celu zwiększania zatrudnienia do poziomu 70% (w 2008 r. było to 66%, podczas gdy w 2000 r. 62%). Nie udało się też zwiększyć udziału wydatków na badania i rozwój do 3% PKB (wzrósł on minimalnie: z 1,8% w 2000 r. do 1,9% w 2010 r.).

Patrząc dalej w przeszłość, znajdziemy jeszcze więcej powodów do wątpienia w skuteczność strategii stymulowania wzrostu. Np. warto odnotować, że z pozoru wysoki dziś poziom bezrobocia, wynoszący 10%, nie jest charakterystyczny jedynie dla naszych czasów kryzysu. Średnia stopa bezrobocia w Unii Europejskiej wynosiła 8% dla lat 80., 9,4% dla lat 90. i 8,6% dla okresu od 2000 do 2010 r., przy czym przez kilka lat z rzędu utrzymywała się na poziomie ponad 10%. Kryzys czy nie, stymulowanie wzrostu czy nie, bezrobocie już od pewnego czasu stanowi strukturalny problem Unii Europejskiej.

Korelacja między światowym wzrostem PKB (bln dol., linia szara) a emisją CO2 (mln Kt, czarne punkty) w latach 1960-2010
Korelacja między światowym wzrostem PKB (bln dol., linia szara) a emisją CO2 (mln Kt, czarne punkty) w latach 1960-2010

Jeśli z kolei spojrzymy na kwestie związane ze środowiskiem, mimo złożoności powiązań wyraźnie widać, że wzrost gospodarczy i towarzyszące mu efekty (zmiana wzorów konsumpcji, zmiana technologiczna, zwiększony handel itp.) stanowią jedną z głównych przyczyn degradacji środowiska. Najlepiej znaną tego ilustracją jest bardzo silna korelacja między wzrostem gospodarczym a emisjami gazów cieplarnianych. Jak podkreśla IPCC, główną przyczyną zmiany klimatu jest działalność człowieka, szczególnie zużycie paliw kopalnych – kluczowy czynnik wzrostu PKB w XX w. Warto zauważyć, że ta zależność obowiązuje zarówno w czasach boomu – wyższemu wzrostowi towarzyszy wyższy poziom emisji, jak i w czasach kryzysu – poziom emisji na świecie zmniejszył się jedynie po największych zapaściach gospodarczych: Wielkim Kryzysie w 1929 r., kryzysach naftowych z lat 1974 i 1979 oraz kryzysie finansowym 2008–2009 (Tapia Granados J. i in., Climate change and the world economy: short-run determinants of atmospheric CO2, „Environmental Science & Policy”, t. 21, sierpień 2012, s. 50–62).

Wzrost już był

Uporczywe bezrobocie, degradacja środowiska i ogólne trudności w osiągnięciu celów polityki wskazują już, że stawianie na wzrost gospodarczy nie działa tak, jak się uważa. Co istotniejsze, opieranie się na wzroście jako sposobie rozwiązania naszych problemów jest niemądre, gdyż nie możemy sobie już pozwolić na taką drogę. Istnieje kilka sposobów wskazania na to, co na dłuższą metę stymuluje i zapewnia wzrost gospodarczy. Biorąc pod uwagę niektóre z najistotniejszych faktów i wyliczeń, musimy przyznać, że w Europie główne czynniki stymulujące wzrost (praca, kapitał i zasoby naturalne) są co najmniej dysfunkcjonalne, jeśli nie martwe. Silnik napędzający wzrost się zepsuł i nie jest to tymczasowy skutek kryzysu, lecz raczej wyraz głębszych zmian strukturalnych.

W uproszczeniu, wzrost gospodarczy ma działać następująco: poprawa produktywności, tzn. zdolność do produkowania więcej przy niższym wkładzie kapitału i pracy (dzięki innowacjom technologicznym i społecznym) pozwala na wyższy poziom produkcji przy niższych kosztach. Z jednej strony generuje to zysk, który (częściowo) jest reinwestowany w celu zwiększenia ogólnej zdolności produkcyjnej gospodarki. Z drugiej strony cena produktów może zostać zmniejszona bądź płace mogą wzrosnąć, co pozwala na wyższą konsumpcję, która stymuluje gospodarkę, czyli wzrost PKB. Jednakże podstawy tej „miłej i przyjemnej” dynamiki zostały w ostatnich dziesięcioleciach podważone.

Jeśli chodzi o pracę, to mimo iż produktywność w powojennej Europie stale rośnie, zyski z wydajności nie zostały wyrównane proporcjonalnym wzrostem płac, co zmniejszyło jednostkową siłę nabywczą. Z kolei po stronie kapitału udział płac w wartości dodanej stale maleje, podczas gdy zyski zostają przechwycone przez kapitał finansowy (tworzenie tzw. „wartości akcjonariuszy”), i nie są inwestowane w realną gospodarkę (znana trend „finansjalizacji”). W połączeniu z regresywną polityką fiskalną przyczynia się to do powstania strukturalnego bezrobocia oraz wzmożenia nierówności. Co więcej, zmiany demograficzne jeszcze bardziej osłabiają rynek pracy, wywierając presję na systemy emerytalne. Między 1960 a 1980 r. odsetek populacji w wieku produkcyjnym pozostawał na stabilnym poziomie 55–57%, jednak potem zaczął spadać do wartości 49% w 1986 r., a w ostatnim czasie 48%.

Wydawałoby się, że wystarczy lepiej podzielić wytworzone bogactwa, reinwestować środki w realną gospodarkę i stymulować konsumpcję, by przywrócić wzrost na pełne obroty. Redystrybucja z pewnością stanowi ważną część rozwiązania, ale nie możemy dłużej opierać się na produktywizmie i konsumeryzmie. Nasz kapitalistyczny system gospodarczy nie rozwinął się tak, jak przewidywał to Keynes w latach 30. XX w. Keynes wierzył, że logiczną konsekwencją rosnącej produktywności będzie redukcja czasu pracy. Ale zamiast proporcjonalnego zmniejszenia wymiaru pracy (i wzrostu wynagrodzeń), zyski produktywności zostały wykorzystane do zwiększenia produkcji w pogoni za ideą, że „im więcej, tym lepiej”. Rozwój kultury konsumpcyjnej pozwolił na to, by gospodarka zachowała tę produktywistyczną filozofię. Tak więc nawet jeśli stajemy się bardziej „zieloni” i „sprawiedliwi”, zdanie się na wzrost oznacza oparcie się na nigdy niekończącym się zwiększaniu ogólnego poziomu produkcji i konsumpcji towarów i usług. Można powątpiewać, czy taki powinien być ogólny cel społeczności ludzkiej. Ale jest to również problematyczne z innego powodu: gdyż produktywizm osłabia inny obszar stanowiący napęd samego wzrostu – zasoby naturalne.

Pomimo niedawnych trendów „dematerializacji”, charakterystycznych dla tzw. społeczeństwa wiedzy, wzrost gospodarczy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej opiera się dziś na zasobach naturalnych. W skali światowej wydobycie i zużycie zasobów jest dziś 8 razy większe niż w 1900 r., przy czym największy ich wzrost zanotowano w okresie tuż po II wojnie światowej. Oznacza to, że rezerwy zasobów i energii są w nieuchronny sposób uszczuplane. Co prawda, staliśmy się jednocześnie wydajniejsi w sposobie ich zużycia dla celów produkcji gospodarczej. W Europie potrzeba dziś ok. 30% mniej surowców i energii do wyprodukowania jednej jednostki ekonomicznej wartości dodanej niż w r. 1990. Jednakże ogólne podniesienie poziomu produkcji i konsumpcji towarów i usług (czyli skala naszej aktywności gospodarczej) w dużej mierze zniwelowało zyski wydajności. Mówiąc inaczej, jesteśmy w stanie uniezależnić wzrost gospodarczy od zużycia energii i zasobów w kategoriach względnych, ale nie w kategoriach bezwzględnych. I – jak błyskotliwie dowodzi Tim Jackson w książce Prosperity without growth. Economics for a finite planet (Londyn 2009) – nie będzie łatwe odwrócenie tego trendu.

Wreszcie, nawet jeśli niektóre z podanych wyżej argumentów wymagałyby zniuansowania i dalszej dyskusji, w praktyce okazuje się, że większość napędów stymulujących wzrost PKB już nie działa, za czym stoi ewolucja samego wzrostu. Średni wzrost dla krajów UE w latach 60. wyniósł 4,8%, następnie w latach 70. spadł do 3,4%, w latach 80. do 2,3%, a w latach 90. do 2%, podczas gdy w dekadzie po r. 2000 wyniósł 1,5% (kalkulacje własne na podstawie danych Banku Światowego). Ten ogólny trend potwierdza większość prognoz, nawet prognozy Komisji Europejskiej, które przewidują, że wzrost w najbliższych dziesięcioleciach wyniesie od 1 do 1,5%. Dlaczego więc, skoro rozpoznajemy ten nieuchronny trend niskiego/zerowego wzrostu, nadal opieramy naszą przyszłość na scenariuszach, które zakładają poziom wzrostu niespotykany od dziesięcioleci? Złote lata sześćdziesiąte to odległa przeszłość, której powrót jakoś się nie zapowiada.

Inne drogi dla Europy

I co wobec tego? Skoro wzrost, nawet zielony, włączający czy inteligentny, stał się niemożliwy, co teraz? Czy Zieloni powinni poprzeć zaciskanie pasa? Nie, ponieważ zwolennicy zaciskania pasa pod pretekstem skąpych zasobów (monetarnych) narzucają politykę, która zwiększa nierówności i biedę, jednocześnie nie rozwiązując problemów związanych ze środowiskiem. Natomiast narzucenie radykalnej polityki „spadku gospodarczego” jest nie do pomyślenia w społeczeństwie wzrostu, w którym obecnie żyjemy. Ale tak długo, jak będziemy trzymać się wzrostu, nie dostrzegając, że napędzające go czynniki już nie działają, skazani jesteśmy na porażkę. Dlatego musimy twórczo zastanowić się nad tym, jak przekształcić te zepsute mechanizmy wzrostu w nowe, działające mechanizmy czegoś innego. Aby to „coś innego” było faktycznie trwałe, musimy poważnie potraktować fizyczne zarówno ograniczenia naszej planety, jak i potrzebę bardziej egalitarnego społeczeństwa.

Nie wchodząc zbytnio w szczegóły, przedstawiam 5 wielkich kroków, jakie należy podjąć jednocześnie:

1. Dzielić się bogactwem. Jeśli nie możemy już mieć większego ciastka, trzeba się nim podzielić. Kryje się za tym wprowadzenie bardziej progresywnej polityki fiskalnej, w tym przełamanie tabu związanego z dochodem maksymalnym i przeniesienie obciążeń podatkowych z pracy na kapitał i zasoby naturalne. W Unii Europejskiej rezygnacja z zasady jednomyślności w sprawach fiskalnych ma podstawowe znacznie dla progresywnej harmonizacji i zakończenia fiskalnej konkurencji między poszczególnymi krajami. Przyniesie też więcej dochodów państwu, a więc będzie sprawiedliwszym niż zaciskanie pasa sposobem zapewnienia zdrowych finansów publicznych.

2. Dzielić się pracą. Skoro produktywizm i konsumeryzm nie spełniają swojej funkcji, postępy w zwiększaniu produktywności pracy powinny służyć zredukowaniu i podzieleniu jej wymiaru, co da wszystkim więcej wolnego czasu, a także przynajmniej częściowo rozwiąże problem bezrobocia. Należy jednak zauważyć, że musi to być połączone z lepszą dystrybucją bogactwa i władzy między pracą a kapitałem, w innym razie może być niekorzystne dla najsłabszych. Co więcej, w pewnych sektorach wskazane może okazać się zmniejszenie produktywność pracy, zwłaszcza w dziedzinie edukacji i opieki, gdzie potrzeba więcej pracy ludzkiej, by zapewnić właściwą jakość usług.

3. Przekierować wszystkie zyski finansowe na inwestycje w gospodarkę realną w celu wprowadzenia ekologicznej transformacji. Aby lepsza redystrybucja bogactwa i pracy służyła trwałemu i zrównoważonemu rozwojowi społeczeństwa, władza i ranga sektora finansowego musi być znacząco zredukowana, np. przez wprowadzenie podatku od transakcji finansowych, rozdzielenie działań bankowych, zakazanie wszelkich produktów finansowych, które nie dowiodły swej pożyteczności dla gospodarki realnej, zakończenie kultury premii itd. Należy zainwestować wszystkie pieniądze w zieloną transformację realnej gospodarki. Będzie ona wymagała także odpowiednich programów edukacyjnych i szkoleniowych.

4. Zmniejszyć ogólny poziom produkcji i konsumpcji. Jak widzieliśmy, efektywne wykorzystanie energii i zasobów naturalnych jest ważne, ale biorąc pod uwagę istnienie absolutnych ograniczeń w dostępności zasobów oraz biologicznych możliwości Ziemi, a także „efekt odbicia” (rebound effect, polega on na dalszym zwiększeniu zużycia zasobów mimo wzrostu produktywności ich wykorzystywania – przyp. tłum.), musimy również „przeskalować w dół” naszą gospodarkę. Np. zamiast promować samochody elektryczne, trzeba stworzyć całościową wizję mobilności, która w kategoriach absolutnych i we wszystkich dziedzinach zredukowałaby wpływ człowieka na środowisko. Należy także zakończyć wyścig nadmiernej konsumpcji. Zakłada to potrzebę zniesienia nierówności, które – jak pokazują Richard Wilkinson i Kate Pickett w książce Duch równości – wzmagają konkurencję i zazdrość między ludźmi.

5. Eksperymentować z lokalnymi alternatywami, które tworzą odporne na wstrząsy systemy poza rynkiem i logiką wzrostu. Należy rozwijać liczne propozycje – od banków spółdzielczych po ekomiasta (transition towns), od współprodukcji online po lokalne waluty. Jest to konieczne, by wykazać możliwość pokojowej zmiany, opartej na zasadach przeciwnych niż te, które wspierają logikę wzrostu: współpraca, dzielenie się i równość zamiast rywalizacji, indywidualizmu czy merytokracji.

Oczywiście stworzenie czegoś innego nie jest łatwe. Powyższe 5 punktów może wyglądać trochę jak lista życzeń, musi zmierzyć się z różnymi ograniczeniami i wyzwaniami. Po pierwsze, potęga sektora finansowego i opór z jego strony, ale także opór niektórych sektorów przemysłu i związków zawodowych, które niechętnie podchodzą do zmiany, mają spory wpływ na wyznaczanie priorytetów badań i polityki, jak również na kierowanie strumienia inwestycji. Po drugie, brak europejskiej solidarności i wizji federalizmu stanowi poważny hamulec dla niezbędnych reform fiskalnych. Po trzecie, retoryka, jaką się posługują te siły, podbiła nasze wyobrażenia we wszystkich dziedzinach życia społecznego tak skutecznie, że potrzeba stoczyć poważną walkę na polu dyskursu.

Prawdopodobnie największym wyzwaniem jest fakt, że nawet ci, którzy są przekonani, że wzrost nie działa i nie jest już dłużej możliwy, nie mają magicznej recepty na to, czym go zastąpić. Nie wiemy tak do końca, jak makroekonomia tego nowego systemu będzie działać bez wzrostu, czy jak będziemy finansować siatkę społecznych zabezpieczeń. Pamiętajmy, że strategie wzrostu wykuwały się w działaniu, przeszły test w prawdziwym życiu, a nie w laboratoriach. Niepotrzebny nam klucz, aby zacząć budować dom. Nasiona alternatyw już wypuszczają pączki, tak więc zacznijmy je testować na większą skalę, zanim będzie za późno.

Artykuł „No growth? In search of another path for Europe” ukazał się pierwotnie w „Green European Journal”. Przeł. Katarzyna Sosnowska.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Wzrost gospodarczy w Europie już był

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *