Konstrukcja symbolu euro

Euroobligacje: czym są i dlaczego nie będą działać

James Meadway
8 sierpnia 2012

Rynki chętniej nabywałyby obligacje silnej instytucji europejskiej niż słabszych członków strefy euro. Brak jednak centralnego europejskiego organu władzy, zdolnego zagwarantować ich skuteczność.

Mimo impasu w rozmowach między Angelą Merkel a François Hollandem idea wprowadzenia euroobligacji wciąż tli się w głowach polityków. Wśród przywódców europejskich jej zwolennikiem stał się ostatnio Mario Monti, premier Włoch i technokrata, który twierdzi, że nawet Angela Merkel wkrótce zostanie przekonana do tego pomysłu.

Sama idea jest w swej istocie bardzo prosta. Zamiast zmuszać różne kraje strefy euro do zaciągania pożyczek poprzez emisję obligacji krajowych, centralny europejski urząd emitowałby obligacje dla członków strefy euro. W teorii pozwoliłoby to różnym krajom strefy zaciągać pożyczki obciążone tą samą stopą procentową. Dotychczas, przez większą część istnienia euro, nikt się tym szczególnie nie martwił. Rynki, na których sprzedaje się obligacje, beztrosko zakładały, że obligacje emitowane przez państwa strefy euro są tak samo (lub prawie tak samo) bezpieczne bez względu na to, czy emituje je, powiedzmy, Grecja, czy Niemcy. Obowiązywało założenie, że niemożliwe jest, by któreś z tych państw mogło okazać się niewypłacalne, a więc ryzyko udzielania pożyczek uważano za minimalne.

Sytuacja zmieniła się diametralnie od wybuchu kryzysu zadłużenia pod koniec 2009 r. Grecja jest zasadniczo wykluczona z prywatnych rynków obligacji, mierzy się z astronomicznymi kosztami obsługi zadłużenia.Tymczasem rentownoć obligacji emitowanych przez Hiszpanię, Portugalię i Włochy pnie się nieustannie w górę. Euroobligacje w teorii przezwyciężyłyby ten problem. Rynki chętniej nabywałyby obligacje silnej instytucji europejskiej niż słabszych członków strefy euro.

Dwie przeszkody

Ale właśnie dlatego euroobligacje nie będą działać w praktyce. Pierwsza przeszkoda ma charakter bezpośredni i wiąże się z uwarunkowaniami polityki krajowej. Hiszpania i inne kraje południa Europy mogą z radością przywitać spadek stóp procentowych wskutek wprowadzenia euroobligacji. Ale nie Niemcy. Państwo niemieckie ponosi niskie koszty obsługi długu, ponieważ uważa się ich obligacje (zwłaszcza w porównaniu do innych krajów strefy euro) za obarczone bardzo małym ryzykiem. Ta przewaga zniknie w momencie, gdy wszyscy będą ponosić wspólne ryzyko pożyczek w strefie euro. Rentowność niemieckich obligacji z pewnością wzrośnie. A na to rząd Angeli Merkel nie może pozwolić.

Druga przeszkoda jest bardziej zasadnicza. Rządy mogą pożyczać ogromne sumy od prywatnych kredytodawców, ponieważ mają możliwość podwyższania podatków. Pożyczkodawcy (tj. ci, którzy nabywają obligacje) wiedzą, że przyszłe wpływy podatkowe pokryją długi wraz z odsetkami. Są więc gotowi pożyczać. Siła obligacji opiera się na sile państwa i stabilności jego finansów. Gdy państwo jest postrzegane przez rynki jako słabe bądź finansowo niepewne, wówczas kompensowane jest to przez wzrost oprocentowania. To dlatego rynki obligacji są tak nieuleczalnie konserwatywne. Wynika to z ich strachu.

Euro nie posiada centralnego organu, który mógłby podnieść podatki i wydatkować przychody. Składa się z 17 różnych państw, które zgodziły się na używanie tej samej waluty. Ale nie ma centralnego rządu. Organ mający emitować obligacje w imieniu 17 państw nie byłby tak silny, jak organ centralny będący w stanie nakładać podatki i wydatkować przychody. Byłby tylko tak silny, jak porozumienie pomiędzy 17 członkami. W momencie, gdy siła takiego porozumienia zostałaby poddana w wątpliwość, euroobligacje nie mogłyby efektywnie funkcjonować. Siła tego zobowiązania zależy ostatecznie od europejskich potęg, szczególnie Niemiec, które zgodziłyby się je poprzeć. To oznacza z kolei, że europejskie potęgi zgodziłyby się na końcu poręczyć długi reszty strefy euro. Nie ma jednak przekonujących powodów, by sądzić, że to rozwiązanie sprawdzi się w obliczu kryzysu. Czy np. Niemcy rzeczywiście zgodziłyby się poręczyć całość długu Włoch (1,3 bln euro), gdyby istniało zagrożenie, że okażą się one niewypłacalne? Jest wątpliwe, czy Niemcy mają finansową zdolność ku temu, nawet gdyby chciały.

Projekt euroobligacji byłby skuteczny, tylko gdyby udało się przetransferować możliwość nakładania podatków i rozporządzania wydatkami na organ centralny – „unię fiskalną”. Trudno jednak przypuszczać, że jak królik z kapelusza pojawi się nagle wśród państw strefy euro spontaniczna zgoda na zasypanie głębokich podziałów. Jeżeli mamy przywoływać cokolwiek przypominającego „euroobligacje”, to grozi nam niebezpieczeństwo, że będzie to jedynie marny środek tymczasowy. Przyczyny leżące u podstaw finansowego kryzysu Europy nie zostałyby nawet dotknięte.

Rozwiązania

Przyczyny kryzysu pozostają wciąż takie same: bezwzględny pęd do wdrażania programów oszczędnościowych, nadmiar złych długów, zbyt dużo bankrutujących banków. Pierwszy krok ku zakończeniu kryzysu to: skończyć z zaciskaniem pasa, zatrzymać i odwrócić wdrożone samobójcze programy cięć w wydatkach publicznych; umorzyć niespłacalne długi tak te zaciągnięte przez państwa (Grecja), jak i podmioty indywidualne oraz firmy (Hiszpania); pozwolić upaść prywatnym bankom, a jeśli zajdzie taka potrzeba – znacjonalizować je i zrekapitalizować. Aby zapobiec zszerzeniu się finansowej paniki, konieczne będzie wprowadzenie ścisłych ograniczeń przepływu kapitału. Trzeba też podjąć zdecydowane i radykalne wysiłki, aby odwrócić narastającą koncentrację bogactwa w Europie. Dla państw na południu Europy, szczególnie dla Grecji, oznacza to konieczność opuszczenia strefy euro.

Na razie jednak możemy spodziewać się kolejnego cyklu nieudanych szczytów oraz skazanych na porażkę inicjatyw europejskich ważniaków kierujących się doskonale nam już znanym wzorem. Wyjście z kryzysu wymaga realnego zerwania z przeszłością. Nadzieję, że to się uda, można wiązać z rosnącymi w siłę ruchami przeciw zaciskaniu pasa.

Artykuł „Eurobonds: what they are and why they won’t work” ukazał się na stronie New Economics Foundation 25 maja 2012 r. Dziękujemy NEF za zgodę na przedruk. Przeł. Piotr Kozak. Ilustr. MARCIN N, Wikimedia Commons.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *