Dwa fronty Europy

Bartłomiej Kozek
28 sierpnia 2015

Walka o przyszłość kontynentu toczy się dziś na dwóch jego krańcach. Podejście Unii Europejskiej do konfliktu w Ukrainie oraz negocjacje nad układem handlowym ze Stanami Zjednoczonymi mogą na lata zdefiniować jej miejsce w świecie.

W konflikcie u naszego wschodniego sąsiada część środowisk lewicowych widzi w nim narzędzie walki z mającym inspirować się antypolskim banderyzmem rządem w Kijowie. Inni stanowczo oponują przeciwko takim twierdzeniom, apelując, by niechęć do amerykańskiego imperializmu nie oznaczała przyzwolenia dla destabilizujących działań Rosji w regionie.

Jakie było zdanie przepytywanych przez Marcela Kwaśniaka na Zielonej Szkole Letniej w Białowieży panelistów?

Niepokoje na wschodzie

Wasyl Baicym, zielony radny okręgu łuckiego, przypominał o europejskich aspiracjach wielu obywatelek i obywateli swojego kraju. Trudno jego zdaniem takich aspiracji nie mieć, skoro jeszcze do niedawna zaangażowanie polityczne oznaczało nierzadko zainteresowanie tamtejszych służb bezpieczeństwa.

Wspominał również doświadczenia Majdanu, gdzie „ginęły zarówno osoby silnie zaangażowane w protest, jak i takie, które przyszły tam na 15 minut”. Jego zdaniem kolejne tego typu wydarzenie w najbliższym czasie nie da się zupełnie wykluczyć.

Komentował również nadzieje, jakie część komentatorów pokłada w odeskich rządach byłego prezydenta Gruzji, Michaela Saakaszwilego. Wedle jego przekonania walka z korupcją jest istotną potrzebą społeczną – pozostaje jednak pytanie, czy są to jego rzeczywiste intencje.

Duchy przeszłości

Zbigniew Marcin Kowalewski, publicysta miesięcznika „Le Monde Diplomatique” zdecydował się na pokazanie szerszego tła historycznego sytuacji u naszego wschodniego sąsiada. Przypomniał, że doświadczył on podwójnego ucisku kolonialnego – zarówno rosyjskiego, jak i polskiego, o czym często zapominamy, promując wizję realizowania w regionie „idei jagiellońskiej”.

– Zachodnia Ukraina była dla Polski tym, czym Algieria dla Francji – powiedział publicysta, co jego zdaniem uzasadnia kontynuowanie przez Warszawę piłsudczykowskiego sojuszu z antyrosyjskimi elitami naddnieprzańskimi w opozycji do wschodniej Galicji.

Tłumaczył również, że w Kijowie dopiero od ćwierćwiecza na serio można dyskutować o historii kraju, w tym również tych jej aspektów, które strona polska uznaje za kontrowersyjne. – Najbardziej tragicznymi wydarzeniami z historii stosunków polsko-ukraińskich powinni zajmować się historycy, a nie komisje sejmowe – podsumował.

– Bohaterowie jednych narodów są ciemiężcami innych – poza Francją i Polską trudno na przykład znaleźć inny kraj Europy, gdzie dobrze myśli się o Napoleonie – komentował członek redakcji „Zielonego Magazynu Europejskiego”, Edouard Gaudot.

Zwracał on uwagę na odejście pokoleń, dla których projekt integracji europejskiej był obietnicą pokoju czy spełnieniem „europejskiego snu”. Dziś na Unię Europejską (w niej samej, bo już np. nie na Ukrainie) patrzy się głównie przez pryzmat nakładanych na państwa narodowe ograniczeń.

– To nie Europa ma problem. Problemem są europejscy liderzy. To przez nich znaleźliśmy się w dołku – komentował, czyniąc wyraźne aluzje do wdrażanej między innymi wobec Grecji polityki cięć i zaciskania pasa.

Zarysował również alternatywę, przed którą stać ma Unia – albo czekać nas będzie dalsza demokratyzacja jej instytucji, albo skończymy w autorytarnej strukturze federalnej, w którym silniejsi gracze wymuszać będą na słabszych realizacje swoich oczekiwań.

Kowalewski, komentując rolę UE w konflikcie na Ukrainie, skrytykował zepchnięcie Polski przez Niemcy i Francję na boczny tor rozmów o przyszłości tego kraju. Zauważył również, że obecny prezydent kraju, Petro Poroszenko, miał powiedzieć niedawno, że Ukraina potrzebuje nie socjaldemokracji, lecz Thatcher i Reagana. Zagrożenie przejęciem siedziby związków zawodowych w Odessie przez Saakaszwilego może oznaczać z kolei, że ma on inne od deklarowanych intencje.

Fot. Robert Kielawski dla Fundacji Strefa Zieleni

Drugi front

Zielona Szkoła Letnia nie mogła się obyć bez dyskusji na temat negocjowanego przez Stany Zjednoczone oraz Unię Europejską transatlantyckiego porozumienia handlowego – TTIP. Dla jego zwolenników jest ono szansą na przyspieszenie gospodarcze Europy oraz zdobycie lepszej pozycji w globalnym wyścigu ze wschodzącymi gospodarkami. Jego przeciwnicy nie podzielają tego optymizmu i wskazują m.in. na ryzyko obniżania się standardów społecznych i ekologicznych.

Stephanie Roth z inicjatywy #StopTTIP w rozmowie z Robertem Kielawskim pokazała je na przykładzie innej umowy tego typu, zawartej z Kanadą. CETA miała przyczynić się m.in. do obniżenia unijnych ambicji w zakresie walki z zanieczyszczeniem powietrza – wszystko z powodu faktu, że Kanada eksportuje ważne dla jej gospodarki roponośne piaSki bitumiczne.

Andrzej Nowakowski, ekspert do spraw rolnictwa, przywołał poruszający europejską opinię publiczną przykład chlorowania kurczaków – amerykańskiej praktyki, która nie jest stosowana w Unii Europejskiej i stanowi jeden z symptomów rosnącej chemizacji rolnictwa.

Zdaniem Nowakowskiego już dziś obserwujemy „mrożący” wpływ negocjacji ws. TTIP na unijną legislację, chociażby w kwestii zakazywania umieszczania kolejnych substancji chemicznych w żywności. – Opór wobec TTIP nie jest wyrazem antyamerykanizmu, lecz walki o oddanie władzy w ręce ludzi zamiast wielkich korporacji – podsumował.

Oddolna mobilizacja

Roth opowiadała o inicjatywie zbiórki podpisów pod Europejską Inicjatywą Obywatelską przeciwko podpisaniu porozumienia handlowego z USA. – Na naszych oczach rodzi się prawdziwie europejski ruch społeczny. Nasza inicjatywa pomaga przełamać marazm w społeczeństwach, w których nie brakuje sceptycyzmu wobec TTIP – mówiła zaznaczając, że wśród przeciwników porozumienia znaleźć można ludzi o bardzo różnych poglądach, ze… zwolennikami wolnego handlu włącznie. Istotną rolę w zbiórce podpisów odegrać miały m.in. związki zawodowe, obawiające się otwarcia furtki do dalszego prywatyzowania usług publicznych.

Inicjatywa została odrzucona przez Komisję Europejską. Nie oznacza to jednak, że aktywistki i aktywiści zamierzają porzucić swe wysiłki – decyzja KE została zaskarżona przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości.

– Protesty jeszcze przed ratyfikacją mają sens. Przecieki dają nam przedsmak tego, co nas czeka. Warto się oburzać, nim będzie za późno. Gdy umowa zostanie podpisana, do jej wypowiedzenia potrzebna będzie zgoda kilkunastu parlamentów państw członkowskich – puentowała Roth.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *