Czy zaciskanie pasa pomogło krajom bałtyckim?

James Meadway
6 września 2012

Zwolennicy drakońskich oszczędności chętnie powołują się na przykład krajów bałtyckich. W latach 2008-2009 Łotwa, Litwa i Estonia znalazły się wśród krajów najmocniej dotkniętych przez kryzys. Ale następnie ostro odbiły się od dna. Czy to znaczy, że zaciskanie pasa pomogło im wyjść na prostą?

Nowy raport Levy Economics Institute Austerity that never was? The Baltic states and the crisis kwestionuje skuteczność programów oszczędnościowych wprowadzonych przez Łotwę, Litwę i Estonię.

Entuzjaści polityki drastycznych cięć budżetowych chętnie powołują się na przykład krajów bałtyckich. W latach 2008-2009 Łotwa, Litwa i Estonia znalazły się wśród krajów najmocniej dotkniętych przez światowy kryzys gospodarczy. W ciągu zaledwie roku wskaźnik PKB spadł na Litwie o 17%, w Estonii o 20%, a na Łotwie o 25%. Ale to, czym ekscytują się wyznawcy zaciskania pasa, jest fakt, że następnie ostro odbiły się od dna. Przeciętny wzrost PKB w tych trzech krajach wyniósł w r. 2011 6,3%.

Każdy z tych krajów wprowadził po r. 2009 drastyczne programy oszczędnościowe, narzucając cięcia wydatków publicznych rzędu 8-9% PKB. Ale w przeciwieństwie do doświadczeń reszty świata wszystkie trzy gospodarki wykazały odtąd oznaki poprawy. A więc zaciskanie pasa daje efekty, pod warunkiem, że jest dostatecznie surowe.

Uważny czytelnik mógł zauważyć, że jeśli dana gospodarka kurczy się o 25%, a następnie rośnie o 5,5%, to ciągle jeszcze daleka droga choćby do punktu wyjścia – co najmniej parę lat. Niezależnie jednak od tego, opowieść o pożytkach z oszczędności nie trzyma się kupy.

Rainer Kattel i Ringa Raudla wskazują na trzy powody tego faktu. Po pierwsze wszystkie trzy kraje bazują na potężnych transferach funduszy z Unii Europejskiej. W przypadku Estonii stanowią one 20% narodowego budżetu. Byłoby bardzo dziwne, gdyby taka masa wpompowanych w gospodarkę pieniędzy nie przyniosła jakichś rezultatów.

Po drugie w krajach bałtyckich w ciągu ostatnich czterech lat miała miejsce masowa emigracja, zwłaszcza młodzieży. Wszystkie trzy kraje mają najwyższe w EU wskaźniki emigracji: np. Litwę opuściły w ciągu ostatniego roku 24 osoby na 1000 mieszkańców. Zmniejszyło to oczywiście krajowy wskaźnik bezrobocia. Skoro jednak ludzie mają swobodę wyjazdu i poszukiwania pracy, gdzie chcą, to trudno uznać emigrację za wymowne poparcie dla rządu. Zamiast protestować, wielu – jak podkreślają Kattel i Raudla – wybiera wyjazd z kraju.

Po trzecie wszystkie trzy kraje są bardzo ściśle powiązane ze stosunkowo dobrze prosperującymi sąsiadami. W latach 2008-2009 kraje skandynawskie przeżyły jedynie płytką recesję, zaś Polska nie doświadczyła jej w ogóle. Podczas boomu w państwach bałtyckich rozwinął się przemysł „enklawowy” – parę wielkich spółek powiązanych ściśle z pobliskimi dużymi państwami kapitalistycznymi, jak Szwecja i Finlandia. Po krachu utrzymywały one wzrost napędzany eksportem, który wrócił obecnie do czasu sprzed kryzysu. Niewiele ma to wspólnego z zaciskaniem pasa, wiele natomiast ze szczęśliwym położeniem geograficznym.

Żaden z tych czynników nie ma charakteru trwałego. W 2015 r. wyschnie strumień funduszy unijnych. Emigracja nie może trwać w nieskończoność. A że strefa euro nie wykazuje oznak ogólnego ożywienia, eksport do krajów sąsiednich to strategia dość ryzykowna.

Zaciskanie pasa wiele kosztowało społeczeństwa krajów bałtyckich. Chodzi nie tylko o emigrację. Płace realne spadły w ciągu ostatnich kilu lat przeciętnie o 15%. Nie ma jednak mocnych podstaw, by sądzić, że długo się będą cieszyć tym „sukcesem”.

Artykuł The myth of successful Baltic austerity ukazał się pierwotnie na stronie New Economics Foundation. Dziękujemy NEF za zgodę na przedruk. Przeł. Irena Kołodziej.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *