Czy mamy już dosyć?

Bartłomiej Kozek
23 grudnia 2011

Czy do postulatów odejścia od wzrostu gospodarczego na rzecz gospodarki bezwzrostowej można stosować określenie „zrównoważony rozwój”? Trzeba zadać sobie pytanie, czym jest rozwój i czy pojęcie to musi być tożsame z nieustającym pędem do wzrostu produkcji i konsumpcji. W ostatnich latach – a już szczególnie od początku obecnego kryzysu ekonomicznego – coraz prężniej rozwija się ruch, postulujący, by państwa rozwinięte przestały dążyć do dalszego zwiększania wielkości swoich gospodarek. W jego obrębie toczy się dyskusja na temat niezbędnych przemian w różnych sektorach życia społecznego i gospodarczego. Zmiany te dają nadzieję na zerwanie z dotychczasowym modelem gospodarki opartej na bańkach i kryzysach.

„Ekonomia bez wzrostu” – już sam ten termin może budzić opory. Jesteśmy przyzwyczajeni sądzić, że tylko coraz większa produkcja i konsumpcja może prowadzić do wzrostu dobrobytu, zachowania i tworzenia miejsc pracy czy też do zapewnienia komfortowego życia. Lektura opublikowanych przez New Economics Foundation materiałów pokonferencyjnych pod znamiennym tytułem „Enough Is Enough” przekonuje, że aktualny model ekonomiczny nie spełnia tych zadań. Nawet, jeśli mamy pewne opory co do idei rezygnacji ze wzrostu gospodarczego, nie możemy być obojętni na fakty. Przez setki lat sfera działalności gospodarczej człowieka była znacznie mniejsza od ziemskiej biosfery, jednak od czasu rewolucji przemysłowej gwałtowny jej wzrost, połączony z innymi zjawiskami, jak eksplozja demograficzna, zaczął być większy niż zdolności ekosystemów do regeneracji. Twórcy klasycznej ekonomii, jak Adam Smith czy John Stuart Mill, przewidywali, że w pewnym momencie musi dojść do jej stabilizacji na określonym poziomie, Smith wręcz określał ramy czasowe wzrostu industrialnego na 200 lat, po upływie których wzrost liczby ludności będzie ciągnął w dół płace, wystąpi zjawisko niedoboru surowców naturalnych, a społeczny podział pracy przestanie być efektywny. Wiele osób sądzi, że z taką właśnie rzeczywistością mamy do czynienia teraz.

Dalszy wzrost staje się coraz bardziej problematyczny. Wedle badań naukowych ludzkość już dziś nadwerężyła ponad miarę 3 z 7 możliwych do wymierzenia limitów regeneracyjnych planety – zmiany klimatu, cykl obiegu azotu oraz straty bioróżnorodności. Wzrost PKB per capita nie przyczynił się do zwiększenia poczucia szczęścia, nie rozwiązał też problemów związanych chociażby z bezrobociem czy nierównościami. Zdaniem panelistek i panelistów uczestniczących w forum ruchu na rzecz gospodarki bezwzrostowej w Leeds same zmiany technologiczne – choć potrzebne – to za mało, by zredukować ślad ekologiczny człowieka. Ich propozycje obejmują 13 sektorów życia, w których można wprowadzić zmiany, dzięki którym możliwe będzie przejście do nowej gospodarki, zaspokajającej nasze potrzeby bez nadwerężania środowiska.

Nie będę tu streszczał wszystkich pomysłów z konferencji, raz bowiem, że jest ich sporo, a dwa, że warto poznać je samodzielnie. Ze swej strony powiem o tych najbardziej dla mnie ciekawych. W kontekście rynku pracy jako remedium na ewentualne problemy transformacyjne proponuje się skracanie czasu pracy i zapewnianie większej możliwości zróżnicowanego jego rozmieszczania nie tylko w tygodniu, ale w całym życiu. Powołano się na przykład holenderski – tam, w wyniku porozumienia się w r. 1982 rządu, związków zawodowych oraz organizacji pracodawców, stworzono możliwość bardziej elastycznego układania godzin pracy. Można też pozostawać nawet przez 3 lata poza rynkiem pracy, poświęcając ten czas na przykład na prace społeczne, kształcenie zawodowe czy też po prostu odpoczynek. Osoba decydująca się na ten krok może zawczasu, kiedy jeszcze pozostaje w pracy, odkładać na specjalny fundusz pieniądze dające zabezpieczenie materialne w okresie pozostawania bez zatrudnienia. Dzięki takim działaniom Holandia utrzymuje niski wskaźnik bezrobocia (ok. 4%), znajduje balans między elastycznością rynku pracy a odpowiednim poziomem zabezpieczeń socjalnych, a także ma jeden z najniższych wskaźników długości tygodnia pracy wśród krajów OECD. Podobne, a nawet idące dalej rozwiązania proponuje ruch na rzecz bezwzrostowej gospodarki.

Inną kwestią, o której pisze Molly Scott Cato, rzeczniczka Partii Zielonych Anglii i Walii ds. ekonomii, jest system monetarny. Mniej więcej od lat 80. XX wieku wzrost podaży pieniądza, do tej pory skorelowany ze wzrostem produktu krajowego Wielkiej Brytanii, zaczął tworzyć warunki do rozwoju systemu ekonomicznego opartego na wirtualnych pieniądzach i realnym długu. Możliwość tworzenia pieniędzy z niczego przez prywatne banki powinna zostać wyeliminowana poprzez stopniowe dojście do stuprocentowego pokrycia zobowiązań instytucji finansowych w ich rezerwach, zaś oszczędzanie i inwestowanie powinno zostać rozdzielone. Dla wspierania lokalnych społeczności rozwijać się powinny lokalne systemy walutowe, pozwalające na zachowanie przez nie swoich kapitałów i zmniejszające ślad węglowy (promują one bowiem kupowanie lokalnych produktów), z kolei dla stabilizacji sytuacji w skali globalnej niezbędne ma być stworzenie neutralnej waluty międzynarodowej, możliwej do powiązania na przykład z emisjami gazów cieplarnianych.

Powyższe pomysły to tylko niewielki wycinek bardzo interesującej intelektualnie publikacji. Jej autorki i autorzy zaznaczają, że nie wymagają od czytelników stuprocentowego zgadzania się z poglądami w niej zawartymi. Sami prezentują w każdym dziale wnioski i otwarte pytania z dyskusji warsztatowych, gdzie widać pewne zróżnicowanie opinii co do konkretnych rozwiązań, mających doprowadzić do stworzenia gospodarki wolnej od pogoni za wzrostem. Nie pozostają obojętni na fakt, że wiele krajów na świecie nadal musi zrobić jeszcze wiele, by zapewnić godne życie swoim obywatelkom i obywatelom, co będzie oznaczało, że kraje rozwinięte będą musiały przekazać im pewną część swojego kawałka tortu, zwanego globalną gospodarką. Choć może to brzmieć utopijnie, to jest to próba znalezienia odpowiedzi na rzeczywiste wyzwania, przed którymi stoimy jako ludzkość, podczas gdy wiara w możliwość dalszego nieograniczonego wzrostu ma coraz mniejsze pokrycie w rzeczywistości.

Artykuł ukazał się na blogu Zielona Warszawa.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Komentarze do “Czy mamy już dosyć?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *