5 kroków do zielonego budżetu

MollyScott Cato
7 kwietnia 2014

Istnieje alternatywa dla polityki zaciskania pasa – to zielona polityka budżetowa, łącząca zrównoważony rozwój i sprawiedliwość społeczną. Pięć wskazówek do zbudowania takiego budżetu przedstawia Molly Scott Cato, rzeczniczka Partii Zielonych Anglii i Walii ds. gospodarki.

Krok 1: Skończmy z obsesją wzrostu

Stawianie w centrum polityki gospodarczej wskaźników czysto ilościowych, bez jakiegokolwiek odniesienia do jakości, oznacza katastrofę z punktu widzenia jakości życia. Więcej przestępstw, więcej pracy, więcej konsumpcji – wszystko to składa się na wskaźnik PKB, ale niekoniecznie przyczynia się do społecznego szczęścia.

Nawet gdybyśmy wzięli zapewnienia kanclerza skarbu George’a Osbourne’a, że chodzi mu o „budżet dla wzrostu”, za dobrą monetę, jest oczywiste, że zmniejszenie wskutek jego decyzji dochodów osób korzystających z zasiłków oznaczać będzie spadek popytu. Z kolei proponowane przez niego „reformy po stronie podaży”, a mianowicie „ograniczenie praw pracowniczych”, służą raczej celom politycznym niż gospodarczym. Przyjaciele Osborne’a z Konfederacji Brytyjskiego Przemysłu (CBI) bez wątpienia będą uradowani, ale – jak wskazuje Urząd Odpowiedzialności Budżetowej – wpływ tych zmian na wzrost gospodarczy będzie bliski zeru.

Krok 2: Zrównoważony rozwój wymaga sprawiedliwej dystrybucji bogactwa

Jeśli dzięki rezygnacji z nastawienia na wzrost ciastko przestaje się powiększać, to większy nacisk musimy położyć na to, jaki rozmiar mają poszczególne kawałki. W czasach, gdy wzrost napędzany był przez sektor finansowy, można było odsuwać kwestię sprawiedliwej dystrybucji, ale teraz, gdy epoka wzrostu się kończy, dalsze bogacenie się multimilionerów zakłada spadek dochodów po stronie biednych.

Dlatego właśnie zielona ekonomia traktuje zrównoważony rozwój i sprawiedliwą dystrybucję jak dwie strony tej samej monety. Dla zielonych ekonomistek i ekonomistów sprawiedliwość społeczna i dzielenie się zasobami na skalę narodową i globalną jest sprawą o kluczowym znaczeniu.

Zamrażając wysokość zasiłków na trzy lata, brytyjski rząd pokazał, że jego zdaniem to biedni i najbardziej zagrożeni wykluczeniem powinni zapłacić za gospodarczą katastrofę spowodowaną przez elity. Skurczenie się gospodarki wskutek jego chybionej polityki ekonomicznej oznacza, że biednym przypadnie jeszcze mniej, podczas gdy podatki płacone przez korporacje są coraz bardziej obniżane: rok temu 26%, dziś już ledwie 21%. Osborne chełpi się, że Wielka Brytania ma dziś najniższe podatki od dochodów korporacji wśród wszystkich zachodnich gospodarek. Dla porównania w USA jest to 40%, we Francji 33%, w Niemczech 29%.

Kanclerz skarbu zaprasza tym samym wielki biznes, by za pół darmo korzystał z infrastruktury i usług, na które zrzucamy się my wszyscy. Jednocześnie gwałtowna obniżka podatków oznacza, że ludziom potrzebującym wsparcia ze strony państwa rząd będzie mocniej przykręcał śrubę.

Krok 3: Zachęty do odpowiedzialności

Polityka fiskalna Torysów nie tylko zachęca biznes do działania bez jakiejkolwiek społecznej odpowiedzialności, lecz także jednostki – do życia tak, jakby przyszłość nie była ważna. Podczas gdy rosną ceny transportu publicznego i pogarsza się jego dostępność, kanclerz skarbu umizguje się do kierowców, likwidując podatkowe mechanizmy mające zachęcać do mniejszego zużycia paliwa.

Zielony kanclerz skarbu dałby wyraźny sygnał, że koszt poruszania się samochodem lub samolotem będzie rosnąć, a rząd będzie zachęcać ludzi do prowadzenia bardziej zrównoważonego stylu życia. Pieniądze uzyskane w ten sposób skierowane będą na poprawę transportu publicznego. W Londynie najmłodsze pokolenie nie postrzega już samochodu jako oznaki wolności, własne cztery kółka przestały kojarzyć się z byciem na topie.

Krok 4: Inwestycje na okres przejściowy

Chociaż dla zielonych ekonomistów wyrażenie „zielony wzrost” to oksymoron, jesteśmy świadomi, że potrzebujemy inwestycji w sektory, które zapewnią nam możliwość przejścia do bardziej zrównoważonej przyszłości.

Zainwestowanie w masowe ocieplanie budynków pomogłoby złagodzić problem bezrobocia, a przy tym zmniejszyć umieralność z powodu niedostatecznej ochrony przed zimnem i zredukować emisje dwutlenku węgla. Strategiczne pobudzanie i wspieranie rozwoju zielonych technologii mogłoby stworzyć podstawy dla nowych miejsc pracy wymagających wysokich kwalifikacji. Jednak konserwatywno-liberalny rząd zawodzi pod tym względem na całej linii. Niedawny raport Green European Foundation wskazuje, że Wielka Brytania to jeden z zaledwie dwóch europejskich krajów, w których sektor zielonej gospodarki w rzeczywistości się skurczył. Drugim jest Grecja.

Krok 5: Mniej konkurencji, więcej współpracy

Polityka Torysów oznacza zachęcania zarówno jednostek, jak i korporacji do tego, by działały samolubnie. Tymczasem badania pokazują, że to organizacje oparte na wzajemnej pomocy okazały się odporne na gospodarcze wstrząsy, przyczyniając się zarazem do budowy szczęśliwszego społeczeństwa. Kooperatywy nie podlegają presji wytwarzania zysku dla swoich udziałowców, dzięki czemu mogą inwestować swoje nadwyżki w zielone innowacje. Przykład rewolucyjnego rozwoju farm wiatrowych w Danii pokazuje, ile mogą zdziałać ludzie, jeśli wspierające państwo zachęca ich do tworzenia zrównoważonych i odpornych systemów energetycznych.

Przed wyborami w 2010 r. David Cameron zapowiadał, że jego rząd będzie „najbardziej zielonym rządem w dziejach Wielkiej Brytanii”. W miarę tego, jak te zapewnienia zajmują swoje miejsce w kronikach zdradzonych obietnic, musimy z całą mocą podkreślać, że istnieje alternatywa dla polityki zaciskania pasa. To zielona polityka budżetowa, łącząca zrównoważony rozwój i sprawiedliwość społeczną. Droga do trwałego rozwoju może zacząć się od pięciu wymienionych kroków.

Artykuł Greening the Treasury ukazał się w piśmie „Green World”.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *