Fot: © Ardiles Rante / Greenpeace

Przyroda a zmiany klimatu – kto winien, kto traci

Marta Jermaczek-Sitak
24 grudnia 2015

Kiedy piszę ten tekst, południowo-wschodnia Azja ogarnięta jest ogromnym pożarem, który już teraz nazywany jest największą dotychczas katastrofą ekologiczną i ekonomiczną XXI wieku. Przyczyną jest gospodarka człowieka i wypalanie lasów (zwykle nielegalne) pod rolnictwo, przede wszystkim uprawy oleju palmowego – jednego z bardziej powszechnych składników stosowanych w przemyśle spożywczym i kosmetycznym. Choć pożary w tej części świata pojawiały się co roku, jednak zwykle na początku października przychodziły deszcze i gasiły je – w tym roku z powodu anomalii El Nino deszcze przyszły kilka tygodni później i wiele wskazuje na to, że będą słabsze niż zwykle.

Klęska pożarów dotknęła 28 mln mieszkańców Indonezji, Malezji, Tajlandii, Filipin, Borneo i Sumatry, kilkadziesiąt osób zginęło, wiele cierpi z powodu rekordowych zanieczyszczeń powietrza, mieszkańców okolic objętych pożarami lub zadymionych ewakuowano. Jednak pożary dotykają nie tylko ludzi. Orangutan – to słowo w lokalnym języku oznacza „człowiek lasu”, „osoba lasu”. Wystarczy spojrzeć na twarze orangutanów, ich mimikę, sposób życia, relacje między osobnikami, opiekę nad młodymi, aby stwierdzić z całą pewnością, że to nasi najbliżsi krewni – i rzeczywiście tak jest, bliżej na drzewie filogenetycznym są tylko szympansy i goryle. Można powiedzieć, że są prawie ludźmi. Lasy południowo-wschodniej Azji to ich dom. Orangutany od wielu lat należą do najsilniej zagrożonych gatunków, jednak tegoroczny pożar doprowadzi prawdopodobnie do zagłady większości dzikiej populacji. Ludzie lasu nie wrócą już do domu, nawet ci którzy przeżyją – nie mają już dokąd wracać.

Dramat lokalnych społeczności, wymieranie orangutanów i wielu innych gatunków – to ogromny problem, jednak nie wyczerpuje on rozmiaru zniszczeń. Większość płonących lasów to lasy bagienne, mokradła położone na ogromnych złożach torfu. Torf to szczątki roślinne, a więc węgiel magazynowany na tych terenach przez dziesiątki tysięcy lat. Płonące torfowiska oznaczają uwalnianie do atmosfery ogromnych ilości gazów cieplarnianych, nie tylko dwutlenku węgla, ale także metanu Ilości te już teraz znacznie przekraczają roczną emisję dwutlenku węgla krajów rozwiniętych, w tym Niemiec i USA. Efekt cieplarniany zaczyna nabierać charakteru reakcji łańcuchowej – zmiany klimatu generują pożary i susze, które z kolei przyczyniają się do uwalniania jeszcze większych ilości węgla. Zmiany powodowane globalnym ociepleniem będą postępowały więc dużo szybciej, niż dotychczas prognozowano.

Pożary w rejonach tropikalnych to tylko jeden z przykładów na lawinowo postępujące zmiany. Innym mogą być torfowiska Syberii, najrozleglejsze torfowiska świata, skupiające w sobie blisko 40% światowych zasobów torfu, który po spaleniu lub rozłożeniu uwalnia do atmosfery węgiel magazynowany przez setki tysięcy, a nawet miliony lat. Obecnie torfowiska te akumulują węgiel, ograniczając efekt cieplarniany. Niestety, teren ten jest bogaty w złoża ropy naftowej i gazu ziemnego, których eksploatacja nasiliła się w ostatnich latach – a wraz z nią degradacja torfowisk i uwalnianie węgla. Dodatkowo teren ten pokryty jest tzw. wieczną zmarzliną, warstwą trwale zmrożonego gruntu o głębokości od kilkudziesięciu metrów do nawet 1,5 km. W wyniku globalnego wzrostu temperatury, najsilniej odczuwanego w rejonach wokółbiegunowych, wieczna zmarzlina zaczyna stopniowo rozmarzać. Lokalne skutki to walenie się budynków, nieprzejezdność dróg (na Alasce liczba miesięcy w roku, kiedy możliwe jest podróżowanie przez tundrę skróciło się z 7 do 3 miesięcy), uszkodzenia linii kolejowych czy gazociągów budowanych na wiecznej zmarzlinie, obecnej na tych terenach od milionów lat. Do funkcjonowania w tych warunkach przystosowana jest też przyroda, rozmarzanie twardej warstwy zmrożonej ziemi powoduje masowe przewracanie się drzew, ale także wymieranie gatunków, kiedy tundra zamienia się w grzęzawisko lub step. Skutki globalne to stopniowe uwalnianie setek miliardów ton metanu i dwutlenku węgla związanych w wiecznej zmarzlinie, pozostających w niej jeszcze od czasów plejstocenu. Im więcej gazów cieplarnianych, tym cieplej w rejonach podbiegunowych, tym szybsze rozmarzanie wiecznej zmarzliny, tym większe kolejne dawki gazów cieplarnianych…

Ocieplenie klimatu to nie tylko susze, powodzie i tajanie wiecznej zmarzliny. Topnienie górskich lodowców już teraz prowadzi do klęsk suszy w zlewniach zasilanych (szczególnie w porze suchej) wodą płynącą z gór. Woda z lodowców w Himalajach jest warunkiem funkcjonowania rolnictwa w najludniejszych krajach Azji, zasilając w porze suchej takie rzeki jak Jangcy, Huang He, Ganges, Indus, Brahmaputra czy Mekong. Dorzecza tych wielkich rzek dostarczają 25% światowych plonów. A przecież woda jest również podstawą przemysłu czy energetyki, nie wspominając o bezpośrednich potrzebach ludzi. Kraje te już teraz doświadczają ekstremalnych susz, a zużycie wody rośnie. Podobne znaczenie mają lodowce w Andach dla krajów Ameryki Południowej, takich jak Peru, Boliwia czy Ekwador. Zasilają one rzeki dostarczające wody dla milionów ludzi żyjących po zachodniej stronie gór. Wiele lodowców w Andach już zniknęło (choćby lodowiec Chacatlaya, który zniknął ostatecznie w 2009 r.), większość stopi się w ciągu najbliższych 20-30 lat. Karczowanie lasów w Amazonii w połączeniu z globalnymi zmianami klimatu powoduje też ogólne zmniejszenie opadów w regionie (choć zdarzają się też katastrofalne powodzie). Brak wody to również brak energii elektrycznej – połowa produkcji prądu w Peru, Boliwii i Ekwadorze pochodzi z energetyki wodnej.

Nie ma wątpliwości, że zmiany klimatu, wywołane działalnością człowieka, gwałtownie przyspieszają w ostatnich latach, prześcigając dotychczasowe prognozy. Wymieranie gatunków, przystosowanych do ściśle określonych warunków środowiska, jest obecnie 100-1000 razy szybsze niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich milionów lat. Zmiany te będą miały dramatyczne skutki również dla ludzi, co można zauważyć już teraz, kiedy znaczna część Afryki i Azji przestaje się nadawać do zamieszkania na skutek suszy (i spowodowanych nią wojen), a miliony ludzi migrują tam, gdzie mają nadzieję znaleźć lepszy los – również do Europy. Za suszą i głodem wędrują pożary i wojna, wkraczają do naszego wygodnego świata. Czy możemy jeszcze coś zmienić? Zmian klimatu nie można już zatrzymać, trudno powiedzieć, czy można je spowolnić, z pewnością można przestać je przyspieszać – ale to wymaga współpracy na poziomie globalnym, podobnie jak przygotowanie się na solidarne ponoszenie ich kosztów i minimalizowanie strat. Czy taka współpraca jest jeszcze możliwa?

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *