Ziemia widziana z Apollo 17

Mięso: zjadamy naszą przyszłość

Artur Jagódka
10 lipca 2013

28 lutego 1981 r. wskutek porozumień sierpniowych w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej wprowadzono reglamentację mięsa, które od tej pory dostępne miało być wyłącznie na kartki. Mimo wszystko dieta przeciętnego Polaka w powojennej Polsce, już na początku lat 80. opisywana przez periodyki takie jak „Polityka” czy „Świat Kobiet”, obfitowała w tłuszcze zwierzęce i mięso. Po wprowadzeniu reglamentacji konsumpcja mięsa przypadająca na statystycznego obywatela spadła z 73 kg w skali roku do 53 kg (w roku 1984), niemniej pożądanie mięsa silniejsze było niż wszelkie trudności związane z jego nabyciem, skoro – jak opisuje Instytut Żywności i Żywienia – „mięso królowało na PRL-owskich stołach”.

Aby zrozumieć fenomen tego pożądania, musimy cofnąć do okresu przedwojennego, kiedy to mięso było synonimem luksusu, mniej więcej do r. 1945 dostępnego dla wyższych warstw społecznych. Artykuł spożywczy o magicznych niemalże walorach, dający siłę, witalność i zdrowie, zakorzenił się w polskiej kulturze i kuchni, wypierając inne składniki diety, takie jak zboża i ziemniaki. O sile tego mitu przekonałem się sam w drugiej połowie lat 90., gdy – głównie z pobudek etycznych – zrezygnowałem z jedzenie mięsa. Zarówno najbliższa, jak i nieco dalsza rodzina oraz znajomi łapali się za głowę z przerażenia zmieszanego z kompletnym niezrozumieniem.

Czasy się zmieniły, terminy takie jak wegetarianizm czy weganizm nie budzą już popłochu, ani nawet zdziwienia, w każdym większym polskim mieście jest spory wybór jarskich restauracji i barów, a w osiedlowym sklepie można kupić roślinne zastępniki mięsnych i mlecznych potraw. Ci, którym bliskie są idee takie jak prawo zwierząt do życia, zdrowe odżywianie czy zmniejszanie swojego konsumenckiego wkładu w degradację środowiska, mają pewne powody do optymizmu. Niemniej w skali globalnej zmiany te są co najmniej niedostateczne.

W Polsce średnie spożycie mięsa na osobę zbliża się dziś do 75 kg rocznie. Spoglądając nieco szerzej, przeciętny mieszkaniec świata w r. 1950 zjadał ok. 8 kg mięsa rocznie, w r. 2011 było to już ok. 16 kg. Dodajmy do tego wzrost liczby ludzi na Ziemi z 2,5 miliarda do 7 miliardów, a globalny wzrost konsumpcji mięsa wyniesie 600%. Pomijając aspekt etyczny – zwierzęta cierpiące w trybach machiny przemysłowej hodowli i uboju – niepokojący jest fakt zużycia światowych zapasów żywności oraz gruntów rolnych zużywanych jako materiał na pasze. W kontekście lokalnych kryzysów żywnościowych, spowodowanych m.in. przez zmiany klimatu i towarzyszące im reperkusje (susze, powodzie, huragany itp.), opieranie diety na tak mało optymalnym produkcie jak mięso wydaje się co najmniej nierozsądne.

Można wyróżnić kilka obszarów, w których konsumpcja mięsa (a często również innych produktów pochodzących z hodowli zwierząt, jak mleko czy jaja) odciska swoje piętno:

Wylesienie: tylko w ostatnich 40 latach 40% terenów lasów tropikalnych w Ameryce Środkowej zamieniło się w pastwiska. Biorąc pod uwagę rosnące zapotrzebowanie na mięso (związane z rosnącą liczbą mieszkańców planety), niebawem nie starczy nam lasów.

Degradacja terenów zielonych, czyli wyjaławianie ziemi służącej jako pastwiska.

Zużycie czystej wody: woda pitna, element niezbędny do życia, deficytowy w niektórych obszarach naszego globu, jest nadmiernie zużywana przez masowe hodowle zwierząt. Przeciętny mieszkaniec USA opierający swoją dietę na mięsie zużywa ok. 16 000 litrów wody dziennie, osoba stosująca dietę wegańską potrzebuje niespełna 1 200 litrów. Na wyprodukowanie mąki niezbędnej do upieczenia bochenka chleba zużywamy 550 litrów wody, na wyprodukowanie 100 gram mięsa wołowego potrzeba 7 000 litrów (wg raportu Komisji ONZ ds. Zrównoważonego Rozwoju).

Konsumpcja energii: do wyprodukowania 1 kalorii z mięsa potrzebujemy 28 kalorii z paliw (najczęściej kopalnych), do wyprodukowania 1 kalorii ze zbóż potrzebujemy tylko 3,3 kalorii z paliw. Na zużycie energii wpływ będzie miała „żarłoczność” procesu produkcji, transportu oraz magazynowania.

Globalne ocieplenie: skoro wspomnieliśmy o efekcie cieplarnianym, warto również uświadomić sobie, jak niekorzystny jest wpływ produkcji mięsa na stan ziemskiej atmosfery. Według „Scientific American” wyprodukowanie 1 kg mięsa przyczynia się do ocieplenia klimatu 57 razy bardziej niż produkcja ziemniaka.

Kwestii etycznych związanych z zabijaniem zwierząt celowo tu nie poruszam, zdaję sobie bowiem sprawę, że mają one bardziej subiektywny charakter niż przytoczone fakty ekonomiczne i ekologiczne. Niemniej ważne jest, byśmy zdawali sobie sprawę, że hodowla przemysłowa wymusza bardzo często nieludzkie warunki, w jakich oczekują śmierci zwierzęta trafiające na talerz.

Jak wskazuje raport brytyjskiej Izby Gmin, znaczne zmniejszenie spożycia mięsa ma ogromne znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa żywieniowego w krajach rozwijających się. Tak więc rozglądając się pośród modnych wegetariańskich i wegańskich knajpek, przerzucając sterty wegańskich produktów w lokalnym sklepie, czy wreszcie (i przede wszystkim) wąchając świeże, pachnące owoce i warzywa z lokalnych upraw, pamiętajmy, że – jakkolwiek górnolotnie i patetycznie by to brzmiało – jako konsumenci mamy moc decydowania o losach świata i jego mieszkańców.

Źródła: (1) Is Meat Sustainable?, (2) How Meat Contributes to Global Warming, (3) The world is approaching Peak Meat, producing 7 times more than in 1950, (4) Kryzys lat 80. w polskiej kuchni, (5) Eat less meat for greater food security, British population urged.

zp8497586rq

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.