Warszawska Karta Miejska

Pasażer ma prawo do prywatności

Katarzyna Szymielewicz
11 listopada 2010

Dlaczego prawo do prywatności traktowane jest jako luksus, za który trzeba zapłacić? Rozmowa z Katarzyną Szymielewicz, prawniczką, założycielką Fundacji Panoptykon.

Od stycznia b.r. obowiązują w Warszawie nowe karty miejskie. Fundacja Panoptykon, której jesteś założycielką, protestowała przeciw ich wprowadzeniu. Dlaczego?

Chodzi o obowiązkową personalizację kart miejskich, które są jedynymi dopuszczalnymi nośnikami dla biletów długookresowych. A więc zmusza się nas do podawania danych osobowych ZTM, który następnie przetwarza je w bazie zawierającej informacje o wszystkich pasażerach (w tym PESEL) . ZTM twierdzi, że nikogo do podawania danych nie zmusza. Faktycznie, można wciąż używać biletów krótkookresowych albo kupić miesięczny na okaziciela na obydwie strefy za prawie dwukrotną cenę biletu imiennego… My byśmy jednak woleli, żeby pasażerowie, którzy chcą dane osobowe zachować dla siebie, nie byli dyskryminowani.

Na czym polega ta dyskryminacja?

Prawo do prywatności traktowane jest jako luksus, za który trzeba zapłacić. To ograniczenie prawa do prywatności nie ma uzasadnienia w charakterze usługi wykonywanej przez ZTM. Żeby nas bezpiecznie przewieźć metrem czy autobusem, zarządzający transportem naprawdę nie musi wiedzieć, kim jesteśmy i jak się nazywamy. Być może potrzebuje wiedzieć, ile osób i w jaki sposób korzysta z transportu miejskiego, żeby lepiej zarządzać tym systemem. Jednak w tym celu wystarczy przypisać każdej karcie unikalny numer. Nie trzeba łączyć numeru karty z danymi osobowymi. Wystąpiliśmy więc przeciwko nowym kartom miejskim, żeby obronić prawo do anonimowego korzystania z transportu publicznego.

Czy wasz protest przyniósł efekty?

Odnieśliśmy małe sukcesy, ale wojny nie wygraliśmy. Obowiązkowa personalizacja jest faktem. Po naszych pierwszych publikacjach na ten temat, m.in. w „Rzeczpospolitej”, problemem zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. Ten ostatni wydał decyzję nakazującą ZTM zmianę polityki przetwarzania danych. ZTM musiał odstąpić od przechowywania w bazie zdjęć pasażerów, gromadzenia danych na temat miejsca zamieszkania oraz informacji z czytników kart lokalizujących pasażerów. Bo i te informacje początkowo były przez ZTM zbierane! A zatem udało się wyeliminować chociaż te najbardziej rażące zagrożenia dla prywatności.

Gorzej było na froncie politycznym. Po kilku miesiącach rozmów z radnymi różnych opcji udało się wprowadzić pod obrady Rady Miasta projekt zmiany uchwały o personalizacji. Chcieliśmy uznania praw osób, które chcą korzystać z transportu miejskiego anonimowo, czyli na dotychczasowych zasadach. Walczyliśmy o jedno dodatkowe zdanie w uchwale, które pozwalałoby na równoległe korzystanie z tzw. starych kart miejskich. Jest to technicznie możliwe i nic miasta nie kosztuje. Projekt nie został nawet poddany pod głosowanie, ponieważ prezydent miasta zaopiniowała go negatywnie.

Pełen sukces byłby, gdyby…

Gdyby obowiązkowa personalizacja kart miejskich została uznana za działanie bezprawne. Mogłoby się to stać dzięki decyzji GIODO, ewentualnie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Obydwa organy naszym zdaniem miały podstawy do takiej decyzji, która zamknęłaby drogę do podobnych działań także władzom innych miast. Sukcesem byłaby też zmiana uchwały Rady Miasta zgodnie z naszą propozycją. Efekt byłby w praktyce taki sam: ci, którzy chcą, korzystaliby z komunikacji miejskiej na dotychczasowych zasadach, a zatem przywrócony zostałaby wybór.

A jak sądzisz, dlaczego się nie udało?

Odnieśliśmy wrażenie, że założenia projektu „personalizacja” były od początku nie do ruszenia. Nikt z radnych PO – głównej siły sprzeciwiającej się pozostawieniu pasażerom możliwości wyboru – nie podał nam racjonalnego argumentu, który uzasadniałby ten opór. Sądzę, że władze miasta potraktowały to jako przedsięwzięcie flagowe. Żadna plama na tym projekcie nie powinna się była pojawić. Mimo horrendalnych opóźnień, chaosu, dezinformacji i niedostosowanych technologicznie automatów ZTM nie był skłonny przyznać, że projekt wymaga reformy.

Dlaczego GIODO i UOKiK nie przychyliły się do naszych argumentów prawnych? Podejrzewam, że przeważyły także względy polityczne. Jest wielu prawników, niezależnych od nas, którzy nie zgadzają się z oficjalną linią interpretacji prawnej w tym sporze. Jednak gdyby GIODO podważył legalność obowiązkowej personalizacji w Warszawie, tym samym podważyłby podstawy do podobnych praktyk w całej Polsce. I kilka własnych decyzji, które zapadły w podobnych sprawach na korzyść władz miejskich. A to jest niewątpliwie trudne.

——-
Fundacja Panoptykon działa na rzecz ochrony praw człowieka, w szczególności prawa do prywatności, wobec zagrożeń związanych z rozwojem społeczeństwa nadzorowanego.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *