Miejscowość daleko od szosy

Wioleta Krysiak
16 września 2014

Praca od 10.00 do 18.00 – nie wchodzi w grę, może od 6.00 – też nie dasz rady, szkoła w weekend – chyba żartujesz. Nie masz samochodu – sama jesteś sobie winna. I tak ciesz się, że masz te kilka autobusów, mogło być gorzej.

Jak to u mnie było

Bolimów to gminna wieś w wojewódzkie łódzkim, przypomina trochę małe miasteczko. Pozornie bez trudu można zaspokoić podstawowe potrzeby: zrobić zakupy, iść do lekarza, ukończyć szkołę.

Jednak, aby znaleźć pracę, odwiedzić specjalistkę, zdecydować się na inną szkołę – trzeba się stąd wydostać.

I tu pojawia się problem – komunikacja zbiorowa jest na tragicznym poziomie. Autobusy zostały dopasowane do godzin szkolnych, dlatego nie uświadczysz żadnego wczesnym rankiem czy wieczorem Taki model uniemożliwia np. dojazdy do pracy, a co za tym idzie, odcina wielu osobom możliwość jej zdobycia. W weekendy jest jeszcze gorzej, nie ma żadnych połączeń.

Sytuacja gminnej miejscowości jest i tak komfortowa, niektóre wioski pozbawione są całkowicie dostępu do komunikacji zbiorowej. Czasami trzeba pokonać kilka kilometrów, aby dojść do najbliższego przystanku autobusowego. Praktycznie nie istnieje też połączenie między mniejszymi wsiami a wspomnianym Bolimowem. Odwiedzenie urzędu gminy czy wizyta u lekarza to często duży problem, szczególnie dla starszych osób.

To się nie opłaca

To krótki opis tylko jednej gminy, jednak ta sytuacja dotyczy całego kraju. Komunikacja zbiorowa w małych ośrodkach praktycznie nie istnieje. Od kiedy zaczęła się liczyć „opłacalność”, ceny zaczęły rosnąć, a liczba połączeń spadać. A przecież komunikacja publiczna nie służy do przynoszenia zysku, ma ona zaspokajać potrzeby.

Spółki PKS przynoszą straty, nie jest to żadną tajemnicą. Rolą samorządów powinno być takie ich finansowanie, aby nie dochodziło do likwidowania połączeń. Posługując się neoliberalnym językiem – jest to inwestycja w przyszłość. Prof. Zbigniew Taylor w swoich badaniach wskazuje na konsekwencje odcięcia od komunikacji zbiorowej w mniejszych miejscowościach. Pogorszony dostęp do miejsc pracy, ograniczony dostęp do edukacji, ogólna degradacja takich ośrodków.

Są przecież pociągi

Idealnym środkiem komunikacji zbiorowej jest pociąg, chyba wszyscy się z tym zgodzimy. Niestety, nie wszystkie miejscowości mają dostęp do infrastruktury kolejowej. Także jej posiadanie nie zapewnia dojazdu pociągu, każdego roku likwidowane są dziesiątki linii kolejowych.
W samym 2013 r. „wyłączono z ruchu” (co w praktyce oznacza likwidację) 90 odcinków linii kolejowych, co daje 2 tysiące kilometrów połączeń.

Nietrudno się domyślić, że najbardziej ucierpiały na tym małe miasta oraz wioski. Szczególnie biorąc pod uwagę, że nawet jeśli linia istnieje, często obsługuje się tylko pociągi dalekobieżne.

Prywatny bus cię dowiezie

Rozwiązaniem nie jest prywatna komunikacja zbiorowa. Podobnie jak z prywatnymi szpitalami, to nie jest rozwiązanie problemu i może przynieść więcej złego niż dobrego. Kontrole prywatnych przewoźników pokazują, że gdy liczy się zysk – bezpieczeństwo zostaje na drugim planie. Kierowcy są przemęczeni, autobusy przeładowane, jeździ się zbyt szybko, aby zrobić jak najwięcej kursów. Poza tym omija się te mniej atrakcyjne trasy. Tam, gdzie nie da się zarobić, busa na będzie.

Przesiądź się w samochód

Sprawa ma także wymiar ekologiczny. Sytuacja zmusza osoby zamieszkujące małe miasta i wsie do zakupu samochodów. To jedyna możliwość dojazdu do pracy, szkoły, zrobienia zakupów… normalnej egzystencji. I nie są to ekologiczne auta. Na wsi zarejestrowane są głównie stare i tanie samochody. Jak wskazuje GUS, rolnicy są drugą (po przedsiębiorcach) grupą, która jest zmotoryzowana. Auto jest w ponad 90% gospodarstw domowych, choć średnio dochód na osobę wynosi niewiele ponad 1000 zł.

W małym mieście czy na wsi brak samochodu oznacza wykluczenie, co nie jest tak oczywiste w dużych ośrodkach. Emeryci i renciści, grupa często w największym stopniu potrzebująca sprawnego środka transportu, jest jednocześnie tą, która najczęściej auta nie posiada. Dlatego obowiązkiem samorządów powinno być zapewnienie im mobilności.

Będzie lepiej?

Gdy miejscowość znajduje się blisko większego ośrodka – już dużo wygrywa. Tak jest się np. w przypadku gminy wiejskiej Lubin czy gminy Kołbaskowo (obok Szczecina). W obu przypadkach kursy w małych miejscowościach obsługuje komunikacja miejska. Takie rozwiązanie to porozumienie samych gmin. Ważne, że nie są to sporadyczne kursy. W Kołbaskowie można liczyć na dojazd z i do Szczecina do późnych godzin nocnych w regularnych odstępach.

Trudniej jest w miejscowościach na uboczu, oddalonych choćby od powiatowych miast. Tu ratunkiem mogą być fundusze unijne. W ramach Funduszu Rozwoju Regionalnego UE jest gotowa na inwestowanie w rozwój i modernizację transportu publicznego.

Każda mała miejscowość zaczyna być z definicji – wybaczcie określenie – Polską B. Nie można pozwolić, aby magiczne słowa „opłacalność” i „zysk” sprawiły, że setki tysięcy osób będą poszkodowane. Priorytetem samorządów w mniejszych ośrodkach powinno być zapewnienie mieszkańcom i mieszkankom dostępu do taniej i ekologicznej komunikacji zbiorowej.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

3 thoughts on “Miejscowość daleko od szosy

  • 16 września 2014 at 06:54
    Permalink

    Część tego problemu rozwiązano we Francji wprowadzając tzw. „transport na żądanie”. Zamiast robić o wyznaczonych godzinach linie busów w godzinach gdy zazwyczaj nikt busem nie jedzie, publikuje się numer telefonu przewoźnika, do którego trzeba po prostu zadzwonić, aby po nas przyjechał, jak taksówka tylko za cenę biletu na tej trasie. Poleca się zadzwonić dzień wcześniej, wtedy bus będzie o godzinie która jest dla nas dogodna. W przypadku dojazdu do pracy nawet jednego mieszkańca, de fakto bus dostosowuje swoje godziny do godzin pracy danego mieszkańca. I tyle.

    Reply
  • 16 września 2014 at 16:42
    Permalink

    W Krakowie też tak jest (pilotażowy projekt na części przedmieść). Przy dzisiejszej technologii zrobienie takiego systemu nie jest wcale trudne. Musi być tylko wola uznania, że mobilność jest prawem każdego i należy mu ją zapewnić – w postaci usługi wtedy, kiedy potrzebuje, a nie pociągów regionalnych dostosowanych do godzin pracy.. kolejarzy, a nie biur;-)

    Reply
  • 6 października 2014 at 14:50
    Permalink

    W Krakowie transport na rządanie nazywa się Telebus- kursuje obsługując zabudowę rozproszoną. Pytanie ile więcej dopłaca do tego pasażer, gdyż eksploatacja małego nieekonomicznego przy takim obłożeniu autobusu(na ok 15-20miejsc), w cenie ok 3zł/bilet + dopłatę miasta, wychodzi drożej niż taksówki. http://www.mpk.krakow.pl/pl/tele-bus/jak-zamowic-i-skorzystac-z-tele-busa/

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.