Green House

Zielone społeczeństwo, zielone obywatelstwo

Bartłomiej Kozek
12 sierpnia 2011

Jak powinna wyglądać zielona polityka społeczna? O co chodzi w ekologicznym obywatelstwie? Bartłomiej Kozek omawia nowe publikacje brytyjskiego think tanku Green House.

Dzięki wyborczemu sukcesowi Caroline Lucas, pierwszej reprezentantki Zielonych w Izbie Gmin, ekopolityka zaczęła być bardziej widoczna w politycznym krajobrazie Wielkiej Brytanii. Idąc za ciosem, powołano niedawno nowy think tank Green House.

Green House w dużej mierze tworzony jest przez członkinie i członków Partii Zielonych Anglii i Walii, ale także przez ludzi z innych partii. Jest wśród nich np. Michael Meacher, poseł Partii Pracy od 1997 r. i minister środowiska w latach 1997–2003, czy Simon Thomas, zajmujący się kwestiami ekologicznymi w walijskiej partii Plaid Cymru. Instytutem kieruje Rupert Read, Zielony radny w Norwich i filozof badający związki między strukturami myślowymi a życiem kulturalnym i politycznym. Tak szerokie grono ma za zadanie czuwać nad tym, by prezentowane przez think tank opinie odzwierciedlały wspólne wartości, takie jak walka ze zmianami klimatu, sprawiedliwa transformacja w kierunku bardziej ekologicznego społeczeństwa i gospodarki czy też poszerzanie demokracji. Już pierwsze dwa raporty think tanku prezentują wizję dalece wykraczającą poza to, co można przeczytać w programach wyborczych.

Zielone społeczeństwo dobrobytu

Autorka opracowania Mutual Security in a Sustainable Economy: A Green Approach to Welfare, ekonomistka Molly Scott Cato polemizuje z dominującymi przekonaniami o roli zabezpieczeń społecznych. Debaty, jakie toczą się na temat zabezpieczeń społecznych i ich reformy, nie dają się jej zdaniem sprowadzić do technokratycznego sporu o poszukiwanie najlepszych rozwiązań. Chodzi w nich o dużo bardziej fundamentalne różnice aksjologiczne. Autorka wskazuje to na szeregu historycznych przykładów. W systemie Lloyda-George’a polityka społeczna była przede wszystkim narzędziem zwiększania produktywności siły roboczej. Inny sens miały pragmatyczne działania bojącego się społecznej rewolty Churchilla. Jeszcze inaczej działała zaś model Beveridge’a, dla którego pomoc bliźniemu stanowiła moralny obowiązek wbudowany w protestancką etykę. Odmiennie będzie działał model, w którym za zaspokajania potrzeb socjalnych odpowiedzialne jest państwo, inaczej zaś taki, w którym zadanie to spada na samorząd albo sieć lokalnych stowarzyszeń.

Jaki typ myślenia o polityce społecznej byłby najbardziej zielony? Zdaniem autorki potrzeba nam więcej myślenia o społeczeństwie jako o społeczności skupionej wokół wspólnego celu. W modelu tym istotną rolę odgrywają prawa ekologiczne, takie jak równy dostęp do zasobów. Rolą opartej na takich założeniach polityki społecznej byłoby skupienie się na redystrybucji zasobów (zarówno naturalnych, jak woda, jak i wytwarzanych przez człowieka, jak pieniądze), jako sposobie na zmniejszenie rozwarstwienia między poszczególnymi ludźmi i wspólnotami lokalnymi. Kreowanie dobrobytu odbywałoby się w obrębie zielonej ekonomii, której podstawą byłoby zakwestionowanie produktywistycznego paradygmatu wzrostu gospodarczego jako źródła bogactwa.

Życie społeczne w obrębie zdolności planety do regeneracji wymaga m.in. zwiększenia roli ekonomii nieformalnej, zwanej także ekonomią opieki, jako że spora część czynności wykonywanych w jej obrębie mieści się w zakresie niepłatnej pracy domowej czy wolontariatu w lokalnej społeczności. Krótsze godziny pracy i większa elastyczność czasu pracy pod kontrolą pracowników pomogłaby w ponownym znalezieniu równowagi między życiem zawodowym a czasem wolnym, co jest coraz większym problemem nie tylko w Europie Zachodniej. Wszystko to oznacza, że ludzie z jednej strony częściej niż do tej pory będą opuszczać formalny rynek pracy, z drugiej zaś – dłużej na nim pozostawać.

Polityka społeczna nastawiona na wypychanie ludzi za wszelką cenę na rynek pracy nawet wówczas, gdy nie ma ofert pracy, po prostu nie zdaje egzaminu. Dlatego Molly Scott Cato wraca do idei minimalnego dochodu gwarantowanego. To świadczenie, które miałoby przysługiwać bezwarunkowo każdej i każdemu z nas i w ten sposób zastąpić większość dotychczasowych form pomocy finansowej, przyczyniając się do redukcji aparatu biurokratycznego. Zdaniem autorki takie świadczenie, w przeciwieństwie do obecnego modelu, nie karałoby osób, które chcą uczestniczyć w życiu społecznym inaczej niż poprzez pracę najemną, np. prowadząc działalność polityczną, badania naukowe lub organizując integrację lokalnej społeczności. Zmniejszyłoby także nacisk na poszukiwanie pracy poniżej kwalifikacji, pozostawiając czas na indywidualną samorealizację i budowę więzi społecznych. Lokalne waluty czy odbudowa całej infrastruktury rzemieślniczej, związanej z przejściem ekonomicznego środka ciężkości z kupowania nowych produktów na naprawę już używanych, pomogłyby w podtrzymaniu żywotności regionalnego życia gospodarczego. Zmniejszyłby się też ślad węglowy, np. dzięki promowaniu lokalnej żywności.

Wśród innych postulatów dotyczących zmian w brytyjskiej polityce społecznej autorka wymienia m.in. zniesienie wieku emerytalnego na rzecz wprowadzenia uniwersalnej emerytury, która przysługiwałaby po przekroczeniu 60. roku życia. Jej stopniowy wzrost wraz z wiekiem łagodziłby rosnące koszty utrzymania zdrowia. Innym pomysłem jest ponowne włączenie do programów edukacyjnych nauki praktycznych czynności życiowych, takich jak gotowanie czy naprawy sprzętu domowego. Pozwoliłoby to zwalczyć wyuczoną bezradność oraz zmniejszyć zapotrzebowanie na kupowanie nowych rzeczy.

Ekologiczny republikanizm

Nad innymi kwestiami pochyla się politolog Andrew Dobson w publikacji Sustainability Citizenship. Autor analizuje przemiany w postrzeganiu relacji między państwem, społeczeństwem i rynkami, które zaszły po II wojnie światowej i mają wpływ na postrzeganie ekologii przez polityków głównego nurtu. Przejmowanie rosnącej części życia społecznego i ekonomicznego przez rynki kosztem państwa doprowadziło do depolityzacji sfery publicznej, w której coraz mniej spraw jest przedmiotem dyskusji. Proces ten odzwierciedla przejście w dziedzinie ochrony środowiska od strategii command and control (narzucania przez państwo norm i wymogów prawnych) do systemu bodźców finansowych oraz działań kierowanych na podświadomość (ang. nudge) już nie tyle obywateli, co konsumentów.

Bodźce finansowe, mające kształtować pożądane zachowania, jak np. zmniejszenie ilości samochodów w centrach miast, mogą jeszcze być uzasadnione przez skalę zagrożeń ekologicznych. A ponieważ można na ich temat dyskutować, istnieje dla nich miejsce w demokratycznej przestrzeni publicznej. Natomiast działania skierowane na podświadomość są zdaniem Dobsona szczególnie groźne. Do ich opisu używa pojęcia „libertariańskiego paternalizmu” – zachowania iluzji wyboru przy jednoczesnym wymuszeniu oczekiwanego zachowania. W tej kategorii mieszczą się działania analogiczne do odpowiedniego projektowania supermarketu w celu zwiększenia zysków, takie jak ustawianie większych koszy na odpady recyklizowane niż na nieposortowane. Tego typu działania zbliżają się do technokratycznego zarządzania i w praktyce likwidują szansę na inną postawę wobec problemów ekologicznych – obywatelskie zaangażowanie.

To właśnie w obywatelskim zaangażowaniu, „ekologicznym republikanizmie”, widzi Dobson szansę na realną zmianę społeczną. Ta nie nastąpi, jeśli jedynym sposobem zapobiegania problemom ekologicznym będzie kupowanie określonych zachowań konsumenckich. Pozwoli to na odejście od paternalizmu i przeniesienie ośrodka ciężkości w trójkącie państwo-rynki-społeczeństwo w stronę obywatelstwa. Zielona obywatelka/obywatel uznaje równowagę między sferą ekologiczną, społeczną i ekonomiczną za podstawową wartość, jaką kieruje się w swoim życiu i której oczekuje od państwa. Nie tylko nie kieruje się egoizmem, ale poczuwa się do solidarności, wykraczającej poza granice państwa, gatunku oraz swojego pokolenia. Zauważa, że prywatne wybory życiowe mają wpływ na ekosystem oraz że same działania rynku nie przyczynią się do uratowania planety. Takiej postawy nie da się wytworzyć, uznając ekologię za kwestię czysto techniczną, w której problemy można rozwiązać za pośrednictwem odgórnych zarządzeń, bez debaty na temat celu, do którego dążymy oraz wykorzystywanych środków.

Green House planuje jeszcze w tym roku wydać kilka nowych raportów, wśród których ma się znaleźć m.in. dokument na temat aktualnego kryzysu żywnościowego, analiza możliwości uniknięcia przyszłych kryzysów bankowych oraz raport o nauczce, jaką Zieloni mogą wyciągnąć z udziału irlandzkiej Partii Zielonych w prawicowym rządzie. Na naszych oczach narodził się nowy, prężny ośrodek zielonej myśli.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

6 thoughts on “Zielone społeczeństwo, zielone obywatelstwo

  • 15 sierpnia 2011 at 11:06
    Permalink

    Mamy calkiem niezle doswiadczenie co do „social engineering”. Wg pewnych 19. wiecznych teorii, praktyka miala byc rajem na Ziemi, sprawiedliwosc spoleczna miala panowac, demokracja, praca miala byc z powrotem „ludzka” (w przeciwienstwie do alienacji pracownika i pracy). Wiele obiecywano, stworzono systemy i panstwa, gdzie raj mial byc tuz za rogiem, a „szkodnicy”, „hamulcowi postepu”, „sabotazysci”, „z odchyleniem”, „wyznajacy idee poprzedniej epoki” byli przyczyna, ze raj ow nie nadchodzil.
    Tworcy tej idei tez byli naukowcami. Jeden mial bogatego tate, sponsorowal drugiego. Obydwaj nalezeli do elit intelektualnych.

    Bardzo bylbym ostrozny w wiare, ze racjonalne i oswiecone elity sa w stanie zaprojektowac i wprowadzic w zycie system, w ktorym panowac bedzie racjonalizm i szczescie. Przyklady pokazuja, ze konczy sie to dyktatura, bieda, rozlewem krwi, pozbawieniem wolnosci.
    Prosze zerknac na eugenike. Prosze zerknac na Kambodze – system, ktorym rzadzili doktorzy po Sorbonie, o ile mnie pamiec nie myli. Prosze popatrzec na krolestwo Korei Polnocnej – tam tez ponoc panuje raj na Ziemi. Czy najnowsza historie naszego wschodniego sasiada. Czy tez tego z Zachodu.

    Warto wiec przygladac sie proponowanym rozwiazaniom, i sprawdzic, jakie warunki musza byc spelnione, aby obietnice staly sie rzeczywistoscia.

    Polecam nowa ksiazke Francisa Fukuyamy o tworzeniu systemow politycznych; to tak, aby na zimno spojrzec na zagadnienie ksztaltowania spoleczenstw i ich organizacji.

    A praktycznie, z inzynierskiego punktu widzenia, mozna by sie przyjrzec ekonomii i postulowanemu stylowi zycia.
    Uwazam, ze spoleczenstwo powinno byc solidarne (najbardziej pasuje mi model skandynawski): pokolenia powinny sie wspierac – edukacja i opieka zdrowotna dla dzieci/mlodziezy (z podatkow od pracujacych), godne emerytury/opieka zdrowotna (z podatkow) dla seniorow, sensowne programy edukacyjne/ubezpieczenia zdrowotne (czesciowo z podatkow) dla pracujacych czy chwilowo nie pracujacych.
    Mysle, ze jest spora grupa ludzi, ktorzy nie beda chcieli pracowac, jesli zapewnione beda mieli srodki utrzymania. Nawolywania do ich swiadomosci niewiele dadza. Jak to rozwiazac? Mialem taki problem ze studentami – byla populacja, ktora nie chciala sie uczyc (i nie byla to wina profesorow, bo wiekszosc sie uczyla, dla siebie i dla swojej przyszlosci). I to nie tylko polski problem.

    Ci, ktorzy beda pracowali, i placili na tych „zyjacych inaczej” – jak oni sie beda czuli? Murzyni 21. wieku? Bo przeciez ktos musi wypracowac dobra i uslugi, ktore maja dotrzec do dzieci, seniorow, do pracujacych, i do tych, ktorzy nie maja ochoty na spoleczne zachowania (po prostu, beda egoistycznie myslec o wlasnym rozwoju).

    A inzyniersko…
    Problem jest, ze Europa ma jakies 600mln ludzi, Polska 40mln. Wiekszosc mieszka w miastach. Wszyscy zalezymy od cywilizacji i technologiii – i to nie chodzi o przyjemnosci, ale o przezycie.
    Pewne istniejace dzisiaj czy wlasnie proponowane rozwiazania techniczne nie sa skalowalne w gore.
    Czysta woda – jak ja zapewnic miastom duzym i malym (energia elektryczna, pompy, zbiorniki wodne, stacje uzdatniania, kontrola jakosci, siec dyystrybucyjna) – tego nei zrobi grupa sasiadow; jest to do zrobienia zapewne w malej wiosce.
    Energia elektryczna – 24/7/365 – w miescie….
    Cieplo – 24/7/365 – w miescie….
    Grupy spolecze pewnie beda sie organizowaly uzywajac social networks – jak zapewnic owe sieci telekomunikacyjne (energia elektryczna, sprzet telekomunikacyjny, utrzymanie tego 24/7/365, mikroprocesory, pamieci, oprogramowanie, caly sprzet) – tez grupa sasiadow to zrobi? Lacznie z pre-fabami?
    Specjalizowana opieka zdrowotna – szpitale, scanery rentgenowskei, MRI, cale laboratoria – tez male grupy ludzi to zapewnai? Zaprojektuja? Skonstruuja? Wezma za to odpowiedzialnosc?
    Co z farmacja? Tylko ziola nam zostana? Porzadne laboratorium do rozwoju lekow to kilkaset osob…
    Ksztalcenie – uniwersytety – na oczekiwana skale? Tez grupka ludzi to zrobi?
    Gdzie ludzie beda mieszkali? Kto wyprodukuje materialy budowlane? Tez grupka sasiadow?
    Jedzenie: w latach 50-60-70 na pewno w Polsce byla tylko BIOLOGICZNA zywnosc. Prosze zapytac rodzicow, jaka byla ona droga (w Europie zreszta tez). Bo produkcaj byla nieefektywna (stare metody, brak nawozow, brak nowoczesnych roslin, metod upraw). Jak ma wygladac produkcja zywnosci dla 2mln Warszawy?

    Wiele z propozycji pasuje do spoleczenstwa Amiszy, mysle…
    Tyle, ze ich spolecznosc jest raczej mala, w porownaiu z 40mln.
    Panstwo zakaldacie przemiany swiadomosci, ktore przeksztalca ludzi w Amiszy (tzn., wierzacych i robiacych to, co religia nakazuje). Czy na pewno celem waszym jest stworzenie spoleczenstwa wierzacego (czy opartego na religii)?
    I fizycznie, ile osob pomiesci proponowany przez was Raj? Tutaj na pewno Malthus zapuka do drzwi…

    Reply
  • 15 sierpnia 2011 at 16:13
    Permalink

    Pytanie, bardzo podstawowe, brzmi – czy stać nas na biznes jak zwykle? Patrząc na załamanie się 3 z 9 cykli życiowych (nie tylko emisje CO2, ale też utrata bioróżnorodności – casus wymierania pszczół się tu kłania, oraz cyklu obiegu azotu w atmosferze) nie mam zamiaru martwić się tym, czy opisywane w artykule pomysły są inżynierią społeczną czy nie. Zaniechanie jakiegoś działania, a nawet pozornie technokratyczne działanie takie jak budowa mostu również wpływają na ludzkie zachowanie, tak jak obowiązek zapinania pasów czy to, co zostanie położone na półce sklepowej.

    Przywoływanie Mathusa jest w tym wypadku chybione – to raczej brak działania będzie prowadził do przeludnienia ziemi, dalszych katastrof ekologicznych oraz klęsk demograficznych. Z Fukuyamą również nie będę dyskutował, miał przyjemność raz już pomylić się z końcem historii więc nie jest dla mnie atrakcyjnym intelektualistą, tak jak z dystansem traktuję nawrócenie Sachsa.

    Żywność ma być przede wszystkim zdrowa i bezpieczna, a hodowla żywności w miastach nie jest niczym nadzwyczajnym – projekty, zarówno naziemne, jak i szklarnie na dachach budynków, rozkwitają w tak różnych państwach, jak Niemcy i Kuba. Idea jest prosta – więcej niezależności, mniej monopoli supermarketów, więcej czasu na życie (stąd postulat oderwania polityki społecznej od rynku pracy) i na samodzielną produkcję i naprawę wielu rzeczy, które wyrzucane dziś do śmieci, pogłębiają zapaść ekologiczną świata, jednocześnie przynosząc niewielką lub zgoła żadną korzyść społeczną. Wiele z tego typu projektów to już dziś realizowane, oddolne inicjatywy (takie jak lokalne waluty, prowadzące do kupowania lokalnych produktów i zmniejszające zapotrzebowanie na nie tylko finansowo, ale i ekologicznie kosztowny import), i nie są to inicjatywy wielkich intelektualistów.

    To oczywiste, że ekonomia nigdy nie będzie w pełni lokalna, zarówno z powodu zmian technologicznych, jak i ekonomicznej oraz ekologicznej nieopłacalności. Nie widzę jednak powodu, dla którego lokalne/regionalne społeczności miałyby np. nie być w stanie osiągnąć samowystarczalności albo przynajmniej większej niezależności w materiałach budowlanych czy energii, albo żeby spożywały truskawki z okolicy, a nie importowane z Chin. To raczej kontynuacja ścieżki dotychczasowego rozwoju tworzy warunki do tego, by zamiast kontrolowanej transformacji stopniowo zaciskała się na naszych społeczeństwach pętla długu i uzależnienia od paliw kopalnych, a to tylko czubek góry lodowej, w skład której wchodzi olbrzymia dominacja Chin w sektorze rzadkich surowców, używanych do wielu nowoczesnych technologii.

    Nie widzę powodów, dla których większa lokalizacja miałaby sprawić, że państwo nie miałoby inwestować w edukację uniwersytecką czy badania medyczne – żaden z dotychczas prezentowanych przeze mnie dokumentów nie jest pisany z perspektywy anarchistycznej.

    Reply
  • 15 sierpnia 2011 at 19:17
    Permalink

    Czyli oswiecona dyktatura jest naszym zbawieniem :)
    Coz, elity (nomenklatury) byly i beda.

    Pewnie o koncu historii czegos Pan nie zrozumial, mysle. Dawno czytalem, i nie sadze, by zielona demokracja byla systemem spolecznym, ktory umknal Fukuyamie. Tak dla rozrywki, warto przejrzec jego nowa ksiazke.

    Pan uwaza, ze biznes jak zwykle… A przeciez wcale w gospodarce i w systemach spolecznych nie ma statyzmu. Pojawiaja sie nowe technologie, na przyklad, zmieniaja zycie. Pan wie jak wygladaly Slask czy Zaglebie Ruhry w latach 70.tych? I jak sie zmienily, bo ludzi zaczelo byc stac na ochrone srodowiska?
    Prosze Pana, Malthus prawdopodobnie tak bardzo sie nie mylil – przy braku postepu technicznego i braku innowacyjnosci ludziom zaczyna brakowac zywnosci, i latwiej jest zabrac sasiadowi, czy tez wprowadzic kartki. Postep technologiczny (i spoleczny) chroni nas – na szczescie – przed glodem i chorobami. Prosze popatrzyc na Egipt i kraje Afryki Pln. – stagnacja w rozwoju ekonomicznym sprowadza biede, ktora wypycha mlodziez, nie widzaca perspektyw i warunkow do zycia, na ulice.

    Prosze Pana, napisalem o SKALI roznego rodzaju rozwiazan. Nie wiem w jakim budynku Pan mieszka. Moj ma 10 pieter, 75 mieszkan. Mysli Pan, ze tam mozna zywnosc dla tych 200+ ludzi wyhodowac, na caly rok???? Prosze Pana, ogrodki przydomowe w miastach to widzialem na filmach pokazujacych glod w Korei Pln.

    Kto Panu kaze kupowa zywnosc czy inne towary w supermarketach? Jesli wielu ludzi zdecyduje sie na sklepy osiedlowe, to bedzie OK. I widze nawet, ze sieci handlowe wykupuja owe sklepy. Zakazac tego? Dofinansowac mum&pap?

    Pan tak wiele wyrzuca na smietnik? Tak wiele Pan kupuje? Ja i moi znajomi raczej jestesmy ostrozni (co ie jest zbyt dobre dla producentow i ich pracownikow).
    Mijam polki z truskawkami, nie kupuje. Pewnie gdyby mnie dziecko prosilo, to kupilbym (jesli by nas jeszcze bylo stac).
    Ale podkreslam jeszcze raz, tania zywnosc jest mozliwa dzieki nowoczesnym metodom produkcji, transportu, przetwarzania i przechowywania. Zas ostatni etap dystrybucji – supermarkety – czasami przyczyniaja sie do obnizki cen, czasami nie. Ale mam wrazenie, ze jest tam taniej (prawdopodobnie jest wyzysk pracownikow, i dostawcow – ale tutajk mozemy glosowac portfelem, a istnieje tez cos takiego jak system prawny – i pewne rzeczy powinny byc bezlitosnie egzekwowane – tzn. lamanie praw pracowniczych).

    Mysle, ze wiele rzeczy mozna produkowac lokalnie, uslugi tez mozna realizowac lokalnie. Ale moim punktem bylo – co da sie zrobic bez wprowadzenia – czy utrzymanoa – wysokiej organizacji spoleczenstwa i specjalizacji. Ktore kosztuja. Pan nie za bardzo odpowiedzial, raczej wymienil szczytne hasla i idee. A tak realnie – myslal Pan o tych technokratycznych wymaganiach?

    Co do dlugu i systemu finansowego – zgadzam sie z Panem. Banki sa za duze, zeby upasc. System jest poza kontrola, zabawa naszym zyciem, w zasadzie. Ale, bez udzialu w tej grze nie bedzie zielonych subsydiow, niestety. Pan ma swiadomosc tego? Pan laskawie zwroci uwage, jakie instytucje finansowe wspieraja zielona energie. I zarabiaja na subsydiach niezle pieniadze. W USA dofinansowanie kukurydzy (na bioetanol) to minimum 6bln $$$ rocznie. Wielkie banki inwestycyjne tez maja niezle udzialy w tych technologiach… Jesli wyjdziemy z petli dlugu, co z tymi inwestycjami? Ale wiekszosc pieniedzy i tak jest gdzie indziej lokowana/relokowana. Prawdziwe pieniadze splywaja na konta klasy politycznej… I czesc (czasami nie takie znow ochlapy) trafiaja do konsultantow, grup nacisku, badaczy produkujacych zamowione raporty :). Pracuje w konsultingu (tez), wiec wiem, o czym pisze.

    Mam nieco inna opinie o paliwach kopalnych, i o feasibility tzw. green energy. Ale to spojrzenie inzyniera, nie speca od SocialEngineering. Pan sie zapyta siebie samego, dlaczego UE nie popycha jedynej czystej technologii nuklearnej – thermonuclear fussion. Przy nakladach 50bln-100bln euro i 50% szans na sukces strata to 25-50bln. Zysk – energia prawie za darmo i bez CO2 ( :) ) – na ile to oszacujemy (roczny rynek energii to 5 trylionow USD) – 1000bln*50% = 500bln. Rachunek ryzyka pokazuje Panu, jakie powinny byc decyzje w stosunku do projektu ITER… (Pan popatrzy, ile kosztuje nas kryzys finansowy i droga energia).

    Co do inwestycji w edukacje i badania medyczne – mowimy o SKALI, znowu. calego systemu edukacyjnego, badan medycznych, produkcji aparatury medycznej. I tak jestesmy „lokalni” w stosunku do szpitali w USA :)…. Czy Niemiec. Do jakiego stopnia i jak chcialby Pan to „zlokalizowac”?

    Pan podaje przyklad Kuby – czy Pan uwaza, ze tam jest tak przyjemnie? To moze powinnismy wrocic gdzies tak do roku 1970 i glebokiego PRL? To chyba porownywalne sytuacje, jesli chodzi o poziom zycia, o wyzywienie, i nie tylko. Koledzy opowiadali o glodnych Wietnamczykach, plynacych do polskich statkow na redzie Hajfongu, w 1986. Sprzedawali wszystko, lacznie z corkami, za jedzenie. Koledzy doktoranci wysylali z Polski rodzinom jedzenie, podstawowe leki, witaminy. A mieli lekarzy, niezly klimat…

    Nie stawiam tezy o anarchii. Stawiam teze o mysleniu zyczeniowym i chciejstwie. O jedynie slusznych ideach, ktore moga byc realizowane za kazda cene, bo grozi nam katastrofa, i tuz za rogiem jest raj.

    I nie jestem zadnym liberalem oszalalym. Libertynem, moze. Na PoliticalCompass.org mialem wynik (-7,-8). Pan sie tam testowal, dla ciekawosci?

    Reply
    • 15 sierpnia 2011 at 20:35
      Permalink

      Wie Pan, ja absolutnie nie ingeruję w to, czy jest Pan liberałem czy nie, ile Pan w tym momencie śmieci czy nie, bo mnie to zwyczajnie nie obchodzi, nie jestem osobą, która jest instytucją zamierzającą wdrażać zielone technologie etc. Nie napisałem żadnej apologii Kuby (dziwnym trafem ominął Pan kwestię rozwoju hodowli warzyw w Niemczech – jak rozumiem najłatwiej wytykać słabostki autorowi tekstu, ale własne pomijać milczeniem). Dla ciekawości – okolice mojego Political Compass to również plus minus -8, więc argumentowanie z tego narzędzia również uważam za chybione. Podobnie ze śmieciami, których dziwnym trafem tak dużo nie produkuję i nawet je recyklizuję.

      Akurat w Polsce finansowych możliwości do pozyskiwania pieniędzy na Zielony Nowy Ład – bardziej progresywna stawka podatkowa, zróżnicowanie stawek podatków między małymi a dużymi przedsiębiorstwami, cofnięcie dotacji dla kościoła, stopniowe przesuwanie subsydiów energetycznych na energię odnawialną, promowanie zwiększenia środków unijnych na efektywność energetyczną i na OZE – to tylko kilka źródeł, o których można przy tej okazji mówić. To żadne myślenie życzeniowe, wystarczy popatrzeć na ceny ropy i na fakt, że w ostatnich latach odkrywanych są złoża, które nie zastępują poziomu eksploatacji tych dotychczasowych, by poważnie się zaniepokoić. Zmiana technologii wydobycia na bardziej zielone – jak najbardziej chwalebna – również wspierana była legislacją publiczną, którą można nazwać „inżynierią społeczną” promowaną przez „wiedzących lepiej” – i jakoś dziwnym trafem mnie to nie wzrusza, poziom zachorowań na choroby spowodowane niską jakością powietrza na Śląsku czy w Warszawie jest nadal dużo za duży.

      Ponieważ nasze perspektywy znacząco się różnią, pozwalam sobie pozostać przy swojej. Pan ma prawo do swojej. Nie widzę w tej różnicy problemu, ale mało prawdopodobne, by za pomocą czepiania się np. wizji lokalizacji i założenia, że wszystko chciałbym hodować/produkować w przydomowym ogródku (tak jakby wspieranie budowy szklarni, które mogłyby dać ludziom żywność przez jakąś część roku, było bez sensu, bo nie daje żywności przez cały rok) można było nawiązać jakikolwiek dialog na temat rzeczywistości. Jeśli ja stosuję chciejstwo, to argument z „głosowania portfelami” przy decydowaniu się na zakupy również za chciejstwo można uznać, bo dziwnym trafem aktualnie ludzi bardziej niż prawa pracownicze interesują tanie zakupy. I znowuż – propozycja przestrzegania praw pracowniczych i kontroli – jak najbardziej moim zdaniem słuszna – zbliża nas do „niebezpiecznej inżynierii społecznej”, wszak niemało mamy w sieci zwolenników tezy, że przecież każdy może wypowiedzieć umowę i pracować gdzie indziej. A że miejsc pracy brakuje? Cóż, bywa… Nie jest to perspektywa, która jest mi bliska.

      Reply
  • 15 sierpnia 2011 at 22:38
    Permalink

    Panie Bartlomieju,
    Mysle, ze milo byc na PC.org w sasiedztwie Dalaj Lamy :). Tnie czepialem sie Pana ani w tym miejscu, ani w innym. Jedynie chcialem ubiec watpliwosci co do przekonan ekonomiczno-spolecznych :), moich.

    Pan strescil poglady dwojga aktywistow – to w kontekscie owych pogladow zadalem pare pytan i pozwolilem sobie na pare komentarzy.

    Co do Kuby i Niemiec, i szklarni, Mysle, ze jest roznica. Ludzie w Niemczech hoduja rsliny przy domu, bo wierza (i nawet wiedza), ze sa one zdrowe; ale maja mozliwosc pojscia do sklepu i kupienia swiezych warzyw (nb. w dawnym NRD wlasnie swiezych warzyw w latach 80. by Pan za Boga nie kupil, mimo ze mieso mieli bezkartkowe). Czyli ludzie maja wybor. Zas na Kubie – nie ma organizacji lokalnej, ani centralnej, ktora byanie zapewnic ludziom ow wybor. Hoduja warzywa, bo to jedyny sposob by je miec na stole. Fakt niby ten sam – male szklarnie – a wydaje mi sie ze powod calkiem rozny. I o ile niemiecki przyklad jest trafiony, to przyklad kubanski wg mnie pokazuje na niedostatki systemu z dominujaca ideologia (z nieco niehumanitarnym obliczem).

    Nie zaliczam dbania o srodowisko do SocEngineering, Pan wybaczy. To racjonalne dzialanie, na ktore niestety stac tylko nieco rozwiniete spoleczenstwa, bo to niestety kosztuje. Ale placimy te cene, bo nie chcemy zyc w brudzie i zanieczyszczeniach. Biedakow na to nie stac, a ich elity wybieraja czyste miejsca do zycia.

    Wie Pan, tuz przed kryzysem w 2008 przem analize, w ktorej napisano, ze dobra cena ropy to jakies 80 USD, i ze zapewnia ona i godziwy zysk, i fundusze na poszukiwania nowych zloz. Wtedy ceny szybowaly powyzej 160USD, tuz po kryzysoe skrobaly 40-50. Shell mial nadzwyczajny ZYSK, jakies 12 mld Euro. Starczylo na wykup ABN AMRO od Belgow. Ceny ropy sa nakrecane przez banki inwestycyjne, i panstwowe firmy naftowe, powyzej poziomow dyktowanych dostepnoscia ropy i kosztami wydobycia. Ale nie wydaje mi sie, bysmy tak szybko mogli zapomniec o ropie.

    Prosze Pana. Dla mnie myslenie zyczeniowe i chciejstwo to przekonywanie ludzi (przez omawianych przez Pana autorow), ze pewne rozwiazania techniczne (jak OZE) rozwiaza problemy energetyczne swiata. Ze nowa organizacja spoleczenstwa zostanie wprowadzona bezbolesnie i z samymi profitami, i ze poprawi to zycie ludzi; uwazam, ze to teza, ktora nalezaloby dowiesc przed wprowadzeniem w zycie, byc moze autorzy takich programow powinni jasnym jezykiem napisac, jak chca to zrobic, jakie beda koszty i kto ma te koszty poniesc. I kto ma byc z tych kosztow zwolniony.
    Pewne rozwiazania OZE sa bardzo drogie, i takiomi pozostana, bo takie mowia prawa fizyki. Alokacja srodkow w takie obszary to zabieranie srodkow z innych dziedzin.
    Cytowani przez Pana autorzy proponuja zmiany rewolucyjne w spoleczenstwach. Poziom emocji jest dosyc wysoki, wiec pewnie bedziemy mieli do czynienia z rewolucja. To sa zwykle niemile czasy.

    Model socjaldemokracji skandynawskiej (mimo regulacji) jakos bardziej mi odpowiada. Nowy Zielony Lad to wg mnie Pain Without Gain (bo te drobiazgi technokratyczne pozostawia sie na „damy sobie z tym rade”, i nie mowi sie ludziom bezposrednio, jaka droga ma wiesc do tego Ladu).

    Reply
  • 19 sierpnia 2011 at 12:01
    Permalink

    Wiesz, WAM (ojejku, a może i ja powinnam mówić „pan”? Tak mi jakoś ta internetowa demokracja na mózg padła…:) )

    …a więc: wiesz, WAM, a ja myślałam, że Zielony Nowy Ład jest akurat bliski socjaldemokracji skandynawskiej. A w każdym razie z nią niesprzeczny. Mylę się?

    Zarzucasz Kozkowi, że (za omawianymi autorami) twierdzi, iż „nowa organizacja spoleczenstwa zostanie wprowadzona bezbolesnie i z SAMYMI profitami” (podkr. moje). Po czym sam konkludujesz, że Zielony Ład to „pain WITHOUT gain” (podkr. jw). No cóż, nawet jeśli prawdą byłoby, że Kozek dostrzega wyłącznie korzyści proponowanych zmian (a tak chyba nie jest), to ty dostrzegasz wyłącznie straty. Przyganiał kocioł garnkowi?

    W rzeczywistości, jak wiemy, chodzi o WAŻENIE zysków i strat, i te pierwsze – wg mnie – zdają się w koncepcji ZNŁ przeważać.

    I jeszcze pytanie do Ciebie: która to technologia odnawialna nigdy nie potanieje, „bo tak mówią prawa fizyki”? Na razie, o ile mi wiadomo, tanieją wszystkie, i to w szybkim tempie – zwykły efekt upowszechnienia.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *