Z punktu widzenia świadczeniobiorcy

Peter Beresdorf
1 października 2013

Moje życie obejmuje 12 lat w charakterze odbiorcy świadczeń w zakresie ochrony zdrowia psychicznego oraz 7 lat na zasiłku socjalnym. Choć często mówię, że nikomu nie życzyłbym takich doświadczeń, chyba że najgorszemu wrogowi, to miały one ogromny, a pod wieloma względami pozytywny wpływ na moje życie.

Właśnie dlatego określam się jako odbiorca świadczeń i od dawna działam w stosownych organizacjach, zwłaszcza Shaping Our Lives, krajowej organizacji i sieci odbiorców świadczeń. Nie dlatego, że określenie „odbiorca świadczeń” wyczerpuje to, czym jestem, lecz dlatego, że podobnie jak dla wielu innych, było to dla mnie doświadczenie kluczowe, które wiele mnie nauczyło.

Nauczyło mnie między innymi, jak wielka jest waga tego, co nazywa się obecnie współtworzeniem bądź współprodukcją (co-production) lub – jak wolałbym to nazywać – robieniem różnych rzeczy razem – w przeciwieństwie do sytuacji, w której ja robię je dla innych lub inni robią je dla mnie. Pozwólcie, że to wyjaśnię.

Czytaj również artykuł Julii Slay o współtworzeniu.

Po pierwsze trzeba powiedzieć, że współtworzenie nie jest bynajmniej pomysłem nowym, niemniej rzadko stosuje się tę zasadę w praktyce. Nierówność i systemy hierarchii zdają się, niestety, przenikać nasze życie, czy mówimy o edukacji, czy o zatrudnieniu, polityce, a nawet – w niektórych przypadkach – o relacjach osobistych.

Większość swego życia przeżyłem w Battersea. Dziś ta dzielnica Londynu jest niestety skrajnie rozwarstwiona: niektórzy są bardzo biedni, inni bardzo zamożni, zaś tych pomiędzy jest niewielu. Nie zawsze jednak tak było. Battersea było kiedyś ojczyzną radykalizmu, socjalizmu, feminizmu i wczesnych form emancypacji czarnych. Właśnie dlatego nadal mamy ulicę Wolności i ulicę Reformy.

Jedna z lokalnych postaci to afro-karaibski Irlandczyk John Archer, który w r. 1913 został pierwszym czarnym burmistrzem w Londynie. Shapurji Saklatvala, pochodzący z Indii komunista, został w r. 1922 posłem do Izby Gmin z okręgu Północne Battersea. Ale być może najważniejszym mottem Rady Dzielnicy Battersea w związku ze współtworzeniem było: „Nie dla ciebie, nie dla mnie, ale dla nas”.

Mimo to, historycznie rzecz biorąc, rządy, samorząd, świadczeniodawcy, organizacje dobroczynne itd. zdają się mieć trudności z robieniem różnych rzeczy na płaszczyźnie równościowej. Zbyt wiele w ich działaniu elementów paternalizmu i protekcjonalności, postaw typu „wiem lepiej” i „ekspertów”, narzucających innym swoje rozwiązania. Smutne to, że jedną z ostatnich rzeczy, jakie – zanim dzielnica została wchłonięta przez Wandsworth – pozostawiła po sobie w spadku Rada Battersea, była budowa antyspołecznego, izolującego i nieprzyjaznego osiedla wieżowców, niedopasowanego do potrzeb miejscowych rodzin i dzieci.

Nic dziwnego więc, że nasze ruchy odbiorców świadczeń walczyły i walczą o coś innego. Chcemy uczestniczyć w dyskusjach i podejmowaniu decyzji. Chcemy, by słuchano nauki płynącej z doświadczeń naszego życia i by wiedza oparta na doświadczeniu była ceniona tak samo jak ekspercka.

Są pierwsze jaskółki zmiany. Język ruchu na rzecz współtworzenia jest jednym z przejawów tej tendencji. Jest to jednak proces powolny i pomimo całej retoryki wciąż, niestety, zbyt często jest tak, że to inni ludzie podejmują kluczowe decyzje co do naszego życia – czy mówimy o służbie zdrowia, reformie systemu pomocy społecznej czy systemie edukacji. Dzieje się tak niezależnie od tego, czy polityka rządu nastawiona jest bardziej na państwo czy na rynek. A wiemy, że takie podejście jest nieefektywne i marnotrawcze.

Zamiast tego – słuchajcie ludzi, którzy są odbiorcami świadczeń. Upewnijcie się, że dyskusje i proces podejmowania decyzji są maksymalnie dostępne i włączające, tak by usłyszano najróżniejsze głosy i punkty widzenia. Przede wszystkim zaś – poddajcie plany współtworzenia bezlitosnej próbie praktyki. Odbiorcy świadczeń i ich organizacje zawsze muszą być obecne w ciałach podejmujących decyzje. Dopiero wtedy będziemy mieli szansę, by gdzieś dojść – gdy będziemy robić to razem.

Artykuł „What co-production means to me as a service user” ukazał się na stronie New Economics Foundation. Przeł. Irena Kołodziej.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *