Ukryte koszty pracy

Marcelina Zawisza
2 maja 2013

Młodzi ludzie mają coraz większy problem z uzyskaniem umowy o pracę mimo świadczonego stosunku pracy. Pracodawcy uważają, że mogą różne typy umów stosować naprzemiennie, w zależności od własnego zapotrzebowania i możliwości, co niestety mija się z prawdą i polskim prawem.

Kiedy zatrudnienie na umowę cywilnoprawną jest niezgodne z prawem? Wtedy, gdy występuje stosunek pracy w rozumieniu art. 22 Kodeksu pracy. Oznacza to, że pracownik jest podporządkowany kierownictwu pracodawcy, praca wykonywana jest osobiście przez niego, czynności są powtarzane w określonych odcinkach czasowych, a praca jest wykonywana w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę. Resort pracy podał, iż problem umów cywilnoprawnych dotyczy 600 tys. osób, czyli 3,7 proc. wszystkich zatrudnionych. Ile ich jest naprawdę? Jak bardzo są szkodliwe?

Kwestia liczb

Od niedawna zmienia się sposób postrzegania umów cywilnoprawnych w naszym kraju, chociaż reakcja mediów na doniesienie MPiPS, że na umowy cywilnoprawne zatrudnionych jest 600 tys. pracowników, pokazała, że problem łamania prawa pracy nie jest – w ich mniemaniu – aż tak istotny. Używano takich sformułowań jak „to zaledwie 3,7 proc.” czy „tylko 600 tys. osób” i „margines zatrudnionych”. Czy liczby podane przez resort pracy są zbliżone do rzeczywistości? Można w to wątpić, wczytując się chociażby w Sprawozdanie Głównego Inspektora Pracy z działalności Państwowej Inspekcji Pracy za rok 2011. Według raportu „w 22,9 tys. podmiotów objętych kontrolą pracę wykonywało ponad 818 tys. osób, w tym 207 tys. w ramach umów cywilnoprawnych oraz ponad 12 tys. prowadzących na własny rachunek działalność gospodarczą”.

Z liczb podanych przez GIP wynika, że co czwarty pracownik w kontrolowanych przez PIP podmiotach miał umowę cywilnoprawną. Warto zauważyć, że dane te są niepełne, ponieważ nie ma w Polsce obowiązku kontroli wszystkich podmiotów zatrudniających pracowników. W przypadku napłynięcia zgłoszenia niezadowolonego pracownika PIP ma obowiązek przeprowadzenia kontroli, jednak sposób, w jaki dobiera pozostałe przedsiębiorstwa, których działania weryfikuje, nie jest do końca jasny. Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2011 r. w Polsce aktywnie działało 1 mln 951 tys. przedsiębiorstw. Jeżeli przeprowadzono kontrole w niecałych 23 tys., wniosek nasuwa się sam. Problemem jest jednak to, że pod kątem legalności zatrudnienia nie skontrolowano wszystkich umów cywilnoprawnych, a jedynie 34 tys. z 207 tys.. Według raportu GIP aż 13 proc. z nich zostało zawartych w warunkach, w których powinna zostać zawarta umowa o pracę. W stosunku do 2010 r. liczba zakwestionowanych umów wzrosła o 15%.

Podane wyżej liczby pokazują, że zarówno dane przedstawione przez ministerstwo, jak i dane podane przez GIP zapewne są zaniżone i należy mieć wobec nich krytyczny stosunek. Tak naprawdę ciężko jest oszacować, ile osób w Polsce posiada umowy cywilnoprawne, a jeszcze trudniej stwierdzić, ile z nich ma je mimo własnej woli i wbrew obowiązującemu prawu. NSZZ Solidarność, która od jakiegoś czasu zajmuje się problemem nieprawidłowego zatrudniania, podnosi jeszcze problem przymusowego samozatrudnienia, zatrudnienia niepełnego (np. jednej ósmej/szesnastej etatu) czy śmieciowego zatrudnienia na etat i również włącza je do kategorii umów śmieciowych. Wobec dużo szerszej kategorii ich szacunki są dużo mniej optymistyczne niż państwowe, Solidarność przyznaje, że problem śmieciówek może dotyczyć nawet 4 mln osób.

Kwestia społeczna

W Sprawozdaniu GIP za rok 2011 jasno stwierdza się, iż narastające zjawisko zawierania umów cywilnoprawnych w warunkach charakterystycznych dla stosunku pracy stanowi poważny problem. Dlaczego Państwowa Inspekcja Pracy i związki zawodowe podjęły się w ostatnim czasie walki z tym zjawiskiem? Powodów jest wiele. Jednym z nich jest ograniczony lub uniemożliwiony dostęp do systemu zabezpieczenia społecznego, drugim niestosowanie przepisów Kodeksu pracy, gdyż w rozumieniu prawa zatrudnieni na umowy cywilnoprawne nie są pracownikami.

Jakie niesie to konsekwencje? Pracując na „śmieciówkach”, pracownik pozbawiony jest urlopu wypoczynkowego, składek na przyszłą emeryturę, stabilności i bezpieczeństwa zatrudnienia (można zwolnić go w każdej chwili), stażu pracy (praca na umowy zlecenie i umowy o dzieło nie jest wliczana w staż pracy), pensji minimalnej, prawa do wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych, późniejszego prawa do zasiłku dla bezrobotnych czy świadczeń zdrowotnych.

Jedną z wielkich bolączek jest brak zwolnienia chorobowego. Pracownik, który nie dostanie zapłaty za okres choroby, nie będzie chciał brać wolnego w pracy, jednocześnie narażając siebie na pogorszenie zdrowia, a innych pracowników i potencjalnych klientów na zarażenie chorobą. Dodatkowo, nie narażając się na utratę dochodów, nie jest w stanie zaopiekować się chorymi członkami swojej rodziny. Pracodawcy działają tutaj przeciwko sobie, gdyż nie od dziś wiadomo, że zdrowy i wypoczęty pracownik jest bardziej wydajny. Osoba zatrudniona na umowę cywilnoprawną nie może normalnie zaplanować życia, gdyż w każdej chwili wisi nad nią groźba zwolnienia. Nic więc dziwnego, że młodzi na śmieciówkach mają problem z podejmowaniem decyzji o posiadaniu dzieci czy kupnie mieszkania. Pracownik, który nie posiada stabilności zatrudnienia w obawie przed utratą pracy często musi godzić się na poniżające traktowanie.

Ponadto umowy cywilnoprawne odbierają prawo do zrzeszania się, uniemożliwiają obronę przed Sądem Pracy czy utrudniają wzięcie kredytu. Nie będzie przesadą, jeżeli napiszę, że całkowicie dezintegrują życie człowieka, który w ten sposób, wbrew własnej woli i prawu, jest zatrudniony.

Kwestia kosztów

Łamanie prawa usprawiedliwia się najczęściej „wysokimi kosztami pracy”. Karol Kaczmarski ze świętokrzyskiego Lewiatana w wypowiedzi dla kielce.gazeta.pl podkreśla, że gdyby w Polsce były niższe koszty pracy, pracodawcy nie musieliby sięgać po śmieciówki. Tyle że np. w ostatnim zestawieniu Eurostatu na 30 badanych krajów Polska zajmuje… 26. miejsce. Za godzinę pracy płaciło się w Polsce 7,1 euro. Dla porównania średnia unijna wynosi 23,1 euro. Przekonanie, że koszty pracy są wysokie, jest mitem, nieznajdującym potwierdzenia w danych.

Rzeczywistość niestety wygląda tak, że po raz kolejny mamy do czynienia z uspołecznieniem kosztów i prywatyzacją zysków. To my, jako całe społeczeństwo, cierpimy z powodu umów śmieciowych, które powodują degradację pracy i uniemożliwiają młodym ludziom zdobycie życiowej stabilności. Korzyści czerpią z tego ci, którzy łamiąc prawo i uprzedmiotawiając pracownika mogą sobie pozwolić na większy zysk. Problem nie dotyczy tylko pracownika, dotyczy również jego rodziny i najbliższego środowiska, a także systemu ubezpieczeń społecznych (mniej środków na ochronę zdrowia, niższe emerytury). To ukryte koszty śmieciowej pracy, które koniec końców ponosi całe społeczeństwo.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

3 thoughts on “Ukryte koszty pracy

  • 2 maja 2013 at 09:30
    Permalink

    Jako wolnorynkowy libertarianin wolę pracować na umowę zlecenie niż umowę o pracę. Załóżmy, że pracodawca ma przeznaczone na mnie środki w wysokości 3000zł. Zatrudniąc mnie na umowę o pracę kwota brutto to 2550zł czyli na rękę dostałbym 1810zł. W tej samej sytuacji lecz na umowę o pracę dostałbym do ręki 2500zł ponieważ nie muszę odciągać składek do ZUS czyli Zakładu Utylizacji Szmalu. Odkładając 10% dochodów przez 30-35 lat zakładając roczną stopę zwrotu 5% przy procencie składanym jestem niezależnym finansowo emerytem ! ZUS marnuje ogromne ilości pieniędzy a wpływa do niego nie 10 a prawie 20% ubruttowionego wynagrodzenia (składki pracownika+część która płaci pracodawca)

    Reply
  • 17 maja 2013 at 16:44
    Permalink

    A ja tam wolę bym poniżana na umowie cywilnoprawnej i nie mieć stabilności finansowej i szansy na dzieci, bo do ręki dostaję więcej pieniędzy, które pracodawca na mniej przeznaczył;) Swoją drogą nie do końca wiem o co chodzi z tym poniżaniem, ale widać autor artykułu musiał wiedzieć, co pisze. Podobnie jak autor sprawdził jakie jest procentowe obciążenie składkami i podatkami w pozostałych krajach europejskich, skoro stwierdził, że te koszty są takie niskie w porównaniu do reszty. Zastanawia mnie tylko dlaczego rosnąca liczba ludzi chce pracić np. zdaniem autora większe składki i podatki w innych krajach (np. Wielkiej Brytanii czy Cyprze) zamiast płacić „niższe” w Polsce… A może po prostu ten artykuł jest śmieciowy i pisany przez osobę, która nie dość, że nie sprawdza danych, to pisze w oparciu o swoją (nawet ciężko to tak nazwać) psedo-wiedzę.
    Ja tam wolę wyzyskiwanie i niemożność zorganizowania sobie mojego życia na umowie śmieciowej:) Jakoś mi z tym dobrze.

    Reply
  • 19 maja 2013 at 11:19
    Permalink

    A od kiedy pracodawcy płacą na umowach „śmieciowych” więcej niż na umowach o pracę? Pracodawca różnicę chowa do swojej kieszeni a nie do kieszeni pracownika. Pracownik często też nie otrzymuje nawet gwarantowanej płacy minimalnej, bo na umowie zlecenie czy o dzieło minimum się nie należy. To, co pracodawca może, to niekoniecznie musi, a skoro nie musi, to nie daje. Pracownik = śmieć.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *