Samobójstwa na wsi – ciemna strona polskiej modernizacji

Katarzyna Dębska , Maria Jarosz , Maciej Kassner
21 lipca 2015

W PRL było bardzo mało samobójstw na wsi. Dziś jest ich tam najwięcej. Dlaczego? Z prof. Marią Jarosz rozmawiają Maciej Kassner i Katarzyna Dębska.

Maciej Kassner: Dlaczego socjolog bada śmierć samobójczą? Czy samobójstwa mówią nam coś ważnego o społeczeństwie, w którym żyjemy?

Maria Jarosz: Samobójstwa, a ściślej śmierć samobójcza, uważana jest przez socjologów za wskaźnik kondycji społeczeństwa. Tak jest już od ponad stu lat, od czasów Emila Durkheima. I już od kilkudziesięciu lat ten punkt widzenia na śmierć samobójczą jest powszechny w Europie.

U nas niekoniecznie, bo u nas o samobójstwa się pyta się wyłącznie psychiatrów. A psychiatrzy – w dużym uproszczeniu to mówię – uważają, że jeżeli człowiek popełnił samobójstwo, to nie jest w pełni sił psychicznych. Ja nie potrafię powiedzieć, dlaczego określony człowiek z określonymi cechami w określonym środowisku popełnił samobójstwo, a inny człowiek z podobnymi cechami tego nie zrobił. Po prostu nie wiem. Natomiast jako socjologa interesuje mnie śmierć człowieka funkcjonującego w określonym środowisku społecznym. Z tej perspektywy śmierć samobójcza jest ważnym wskaźnikiem dezintegracji społecznej.

Katarzyna Dębska: Jak to się stało, że zaczęła pani badać samobójstwa?

MJ: Samobójstwa zainteresowały mnie jeszcze w PRL-u. Po tym, jak obroniłam doktorat, przez ponad półtora roku byłam bezrobotna, aż w końcu na początku lat 70. znalazłam się w Głównym Urzędzie Statystycznym. Tam właśnie zainteresowałam się śmiercią samobójczą. Chciałam opublikować tekst na temat samobójstw. Wtedy publikacja takiego artykułu wymagała zgody ministra spraw wewnętrznych. Napisałam do prezesa GUS-u pismo, że chcę dane o samobójstwach opublikować. Po jakimś czasie przyszła odpowiedź z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, że dane o samobójstwach nie były, nie są i nigdy nie będą publikowane.

A ja mam podły charakter. Miałam wtedy ksywę „Mańka-nie-daj-się”. Kiedy to pismo zobaczyłam, zaczęłam sięgać do źródeł i na poważnie zajmować się tym tematem. I stąd się wzięło moje zainteresowanie samobójstwem.

KD: Kto w Polsce popełnia samobójstwa?

MJ: Wskaźniki samobójstw są odwrotnie proporcjonalne do wielkości miejscowości: najwyższe na wsi, nieco niższe w małych miasteczkach, jeszcze niższe w średnich miastach, a najniższe w wielkich aglomeracjach. Najczęściej odbierają sobie życie dwie grupy zawodowe: bezrobotni i rolnicy. W PRL-u było bardzo niewiele samobójstw na wsi, to się w ogóle nie liczyło. Natomiast już pod koniec lat 80. rolnicy zaczęli wysuwać się na czoło grup zawodowych dokonujących samozniszczenia.

To się zaczęło od naszej zmiany ustrojowej. Kiedy ponad sto lat temu Emil Durkheim pisał o samobójstwach, to dowodził, że jest to zjawisko szczególnie charakterystyczne dla miasta ze względu na to, że tam właśnie następują gwałtowne zmiany społeczne związane z procesami industrializacji i urbanizacji. Czy to znaczy, że jego teoria się nie sprawdza? Otóż nie, sprawdza się, tylko, że to, co kiedyś miało miejsce w miastach, teraz dzieje się na wsi.

MK: Samobójstwa są najbardziej powszechne wśród grup, które najbardziej ucierpiały w wyniku transformacji?

MJ: Tak, ukułam nawet takie pojęcie – wykluczeni z życia. Na wykluczenie składa się wiele czynników. Po pierwsze, dostęp do lekarza jest na wsi gorszy niż w mieście. Na wsi dużo częściej niż w mieście mamy do czynienia z chorobami nieleczonymi. Po drugie, problemy ze znalezieniem pracy. Żeby dostać odpowiednią pracę, trzeba mieć poparcie. No więc ludzie, którzy tego poparcia nie mają, pracy nie znajdują i w konsekwencji żyją krócej. Po trzecie, problemy ze zdobyciem wykształcenia. Badania pokazują, że dzieci pochodzące z rodzin biednych, niewykształconych na ogół nie awansują. Nawet jeżeli cała rodzina złoży się na to, żeby dziecko gdzieś studiowało, to nie dostaje się ono na wyższe studia do dobrych uczelni, ale do takich, w których się płaci i po których znowu nie ma pracy.

W PRL-u przyznawano punkty za pochodzenie. Wtedy na pierwszym roku studiów wyższych był zawsze z reguły co drugi student z rodziny inteligenckiej, ale co piąty, szósty z rodziny robotniczej, a co trzynasty, czternasty z chłopskiej. Ale to się skończyło w połowie lat 60. A teraz na studiach wyższych znajdzie się najwyżej jeden student z rodziny rolniczej na całym roku. W rezultacie człowiek, który ma dzisiaj 20 lub 30 lat i jest niewykształcony – a przeważnie to się wiąże z pochodzeniem ze wsi – będzie żył 10-12 lat krócej od swojego rówieśnika z wyższym wykształceniem z lepszego środowiska.

MK: Wieś została najmocniej zmieniona pod wpływem transformacji oraz integracji z Unią Europejską. Skutki reform Balcerowicza na wsi były tragiczne. Zamknięto PGR-y, na wsi panowało masowe bezrobocie, pojawił się problem nożyc cenowych, czyli niekorzystnej relacji cen wyrobów rolnych do cen produktów przemysłowych. Sytuacja zaczęła się zmieniać na lepsze dopiero w wyniku integracji z Unią Europejską, kiedy na wieś popłynął nowy strumień pieniędzy. Pojawia się pytanie, czy wysoki wskaźnik samobójstw na wsi to odłożony w czasie efekt reform Balcerowicza? A może jest raczej tak, że samobójstwa popełniają ci, którzy nie załapali się na proces modernizacji finansowany pieniędzmi z UE?

MJ: Myślę, że i jedno, i drugie. Po pierwsze, w latach 90. ludzie dużo oczekiwali. Im większe oczekiwania, tym rozczarowanie jest potem większe. Drugą przyczyną jest to, że rolnicy zaczęli funkcjonować w nowej rzeczywistości. Nie przywykli do tego, że państwo się nie zajmuje różnymi sprawami, chociażby zdrowiem. Transformacja stworzyła nowy status i nowe wymagania. U nas to stało się bardzo szybko, podczas gdy na Zachodzie podobne przemiany były rozłożone w czasie.

Statystyki pokazują, że samobójstwa są częstsze w biedniejszych regionach – na ścianie wschodniej i wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z fenomenem ludzi „źle urodzonych”. Na człowieka wpływa przecież nie tylko to, co się dzieje w społeczeństwie, ale również sytuacja rodzinna. Najgorzej jest tam, gdzie się dziedziczy biedę i niemożność.

Dotacje unijne nie są lekarstwem na taką odziedziczoną, utrwaloną biedę. Modernizacja wsi ma charakter selektywny, dotacje kierowane są głównie do najzamożniejszych grup jej mieszkańców. Mówi się, że jest wspaniale, bo są pieniądze z Unii Europejskiej. Tylko że z tymi pieniędzmi bywa różnie. Często rolnicy biorą pożyczki, których potem z różnych względów nie mogą spłacić. I nagle okazuje się, że wszystko można utracić. Wzorem dla polskiego mężczyzny, a już zwłaszcza rolnika, jest macho, silny, zdecydowany, pewny siebie mężczyzna. Polscy mężczyźni uważają, że to oni powinni wziąć odpowiedzialność za rodzinę, a kiedy w którymś momencie nie potrafią sobie z tym poradzić, to odbierają sobie życie.

KD: W popkulturze pojawiają się takie diagnozy, że dla rolników, dla mężczyzn żyjących na wsi problemem jest znalezienie partnerki. Nie tylko, żeby była odpowiednia, ale żeby po prostu była. Pojawiają się takie programy, jak „Rolnik szuka żony”. Myśli pani, że samotność może być przyczyną samobójstw?

MJ: Może być. Ale nie po prostu samotność, ale nagłe osamotnienie. To działa nie tylko na wieś, miasto, to działa w ogóle w Polsce. Przy nagłym osamotnieniu – tzn. wdowieństwie albo rozwodzie – czterokrotnie częściej samobójstwo popełnia osoba, która została sama, czterokrotnie częściej niż osoba zamężna albo osoba samotna. Do tego rodzaju samobójstw, zakończonych zgonem, dochodzi w pierwszym roku nagłego osamotnienia.

KD: Co możemy zrobić, żeby ograniczyć liczbę samobójstw?

MJ: Temat samobójstw ciągle pozostaje nieobecny w przestrzeni publicznej. Nikt się tym nie zajmuje. A przecież śmierć samobójcza jest bardziej powszechna niż śmierć w wyniku wypadków drogowych. W zapobieganiu samobójstwom ważna jest przede wszystkim poprawa sytuacji społeczno-gospodarczej. To jest problem potomków ludzi z PGR-ów
i innych wykluczonych, problem rosnących nierówności społecznych. Na to należałoby zwrócić większą uwagę, żeby pomóc tym ludziom. Nie tylko po to, żeby uniknąć samobójstw.

MK, KD: Dziękujemy za rozmowę.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

4 thoughts on “Samobójstwa na wsi – ciemna strona polskiej modernizacji

  • 23 lipca 2015 at 20:22
    Permalink

    A kto powiedział że Unia miałaby w czymkolwiek wsi pomóc. Bo poszło nieco dotacji i zrealizowano nieco inwestycji ze środków unijnych, niewspółmiernie i tak w porównaniu ze strumieniem, który trafił do miast? Znoszenie barier celnych między krajami i otwieranie się rynków zawsze w pierwszej linii uderza w rolników, którzy muszą konkurować z tańszą, subsydiowaną żywnością z zachodu, produkowaną w bardziej zmodernizowanych farmach lepiej dostosowanych do potrzeb neoliberalnej gospodarki stojącej na wielkich sieciach handlowych. Wejście do Unii to okres upadku małych gospodarstw i przetwórni.

    Reply
    • 25 stycznia 2016 at 14:41
      Permalink

      Pisaliśmy też o tym. Polecam autorów: Marcina Wrzosa, Izę Zygmunt, Ninę Bąk i Jakuba Roka.

      Reply
  • 25 stycznia 2016 at 13:04
    Permalink

    Zostaliśmy pozbawieni realnej spółdzielczości i przetwórstwa. Nie liczmy na Unię. Polscy rolnicy sami potrafią sobie poradzić z tanią produkcją i znalezieniem dobrych rynków zbytu, ale są grupy, dla których nie jest to korzystne (pośrednicy, logistyka, przepływ pieniędzy przez banki, etc.)

    Reply
  • 25 września 2017 at 19:20
    Permalink

    Na wsi doszło do ogromnego rozwarstwienia społecznego. Tak jak wspomniano w tekście pieniądze „unijne” nie trafiły do wszystkich, lecz do wybranych. Bardzo często do ludzi bez kręgosłupa moralnego i jakich kolwiek skrupułów kombinatorów. Wielu rolników którzy nie byli dość „przedsiębiorczy” zostało przysłowiowymi „dziadami” ponieważ nie było ich stać na sprzęt czy inwestycje, na które ci przedsiębiorczy dostawali pieniądze z unijnego wora. To zrodziło problemy ze znalezieniem zbytu na produkowaną przez nich żywność, często bardzo zdrową i smaczną, ze znalezieniem pracowników, z poczuciem pogłębiającej się przepaści.
    Najgorsze jest to że żywność produkowana przez takich „biznesmanów” jest coraz mniej zdrowa i smaczna, bo najważniejszy jest dla nich zysk. Temat rzeka…

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.