Pielęgniarki nie dadzą się uciszyć

Iwona Borchulska
15 września 2015

Pielęgniarki po raz kolejny walczą o podwyżki i godne warunki pracy. Mijają lata, a warunki ich pracy nie ulegają istotnym zmianom na lepsze – i to mimo zapewnień kolejnych rządów.

2010: podwyżki widmo

Ustawa z dn. 22 października 2010 r. o zmianie ustawy o zakładach opieki zdrowotnej nałożyła na kierowników samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej, w okresie od 22 grudnia 2010 r. do 31 grudnia 2012 r., obowiązek przeznaczania nie mniej niż 40% wzrostu kontraktu z NFZ na wzrost wynagrodzeń dla pracowników.

Co najmniej 3/4 tych środków kierownik samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej przeznaczyć miał na wzrost wynagrodzeń osób wykonujących zawód pielęgniarki albo położnej w tym zakładzie. Rozwiązanie to zakładało ewentualne (nie we wszystkich przypadkach, nie we wszystkich ZOZ-ach, nie dla wszystkich pracowników) jednorazowe wypłaty dodatków podyktowanych wzrostem kontraktu z NFZ.

Jedynie nieliczne zakłady opieki zdrowotnej otrzymały te pieniądze.

Przepis przestał obowiązywać już w roku 2012, nie tylko nie zmieniając sytuacji płacowej pielęgniarek i położnych, ale konfliktując je z pracodawcami. Gdyby dyrektor SPZOZ „zapomniał” o wywiązaniu się z obowiązku wypłat dodatkowej jednorazowej kwoty dla pracowników, wynikającej ze wzrostu kontraktu z NFZ, można było zgłosić ten fakt do PIP lub do organu założycielskiego SPZOZ, samemu dopominając się wypłaty należnej latami kwoty.

2012: normy na papierze

Kolejny nietrafiony efekt wieloletnich prac resortu zdrowia to rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie sposobu ustalania minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych w podmiotach leczniczych niebędących przedsiębiorcami, podpisane 28 grudnia 2012 r. przez Bartosza Arłukowicza.

Powstanie rozporządzenia było efektem usilnych starań środowiska pielęgniarek i położnych. Bardzo rozczarował nas jego ostateczny kształt, którego treść nijak ma się do opiniowanego przez nas projektu. Zaprotestował przeciwko niemu Związek Powiatów Polskich, powołując się na badania Marka Wójcika, wedle którego wymagałby on zatrudnienia wielu dodatkowych pielęgniarek. Według wyliczeń eksperta miałoby to kosztować system 2 miliardy złotych. Te 2 miliardy zrobić miały na Donaldzie Tusku ogromne wrażenie.

Po raz kolejny środowisko pielęgniarek i położnych poczuło się oszukane i zlekceważone przez resort zdrowia. Złamana została konstytucyjna zasada poprawnej legislacji – stronie społecznej przedstawiono do akceptacji projekt odmienny od zaproponowanego, nie informując jej o tym. Do kosza wyrzucono trzyletnią pracę Zespołu ds. Opracowania Sposobu Ustalania Norm Zatrudnienia Pielęgniarek i Położnych.

Już sam tytuł rozporządzenia dał furtkę zarządzającym coraz liczniej przekształcanych w spółki szpitali do nieprzestrzegania wskazanych w rozporządzeniu norm.

Naszym zdaniem – które w tym roku podzielił zresztą Rzecznik Praw Obywatelskich, domagając się wskazania, czy i jak minister zdrowia zamierza rozwiązać problem zapewnienia odpowiedniej liczby personelu pielęgniarskiego i położnych w podmiotach leczniczych – normy zatrudnienia powinny dotyczyć wszystkich podmiotów leczniczych, których działalność finansowana jest ze środków publicznych. Zgodnie z zasadą solidarności społecznej wszyscy pacjenci powinni mieć zagwarantowaną właściwą jakość, bezpieczeństwo i równy dostęp do ochrony zdrowia.

Takie rozwiązanie niestety nie wynika wprost z przepisów rozporządzenia. Uzyskanie interpretacji zobowiązującej wszystkich świadczeniodawców (również tych będących przedsiębiorcami) do spełnienia wymogów wskazanych w rozporządzeniu o minimalnych normach było reakcją naszego związku na rażące naruszenia bezpieczeństwa pacjentów poprzez redukowanie personelu pielęgniarskiego i położniczego na dyżurach – przede wszystkim w placówkach niepublicznych.

Minimalne normy zatrudnienia personelu pielęgniarskiego i położniczego mamy dziś głównie na papierze. W szpitalach brakuje pielęgniarek i położnych. Liczy się nie pacjent, a pieniądz. Szpital staje się nie miejscem dostępu do opieki zdrowotnej (konstytucyjnie gwarantowanej każdemu obywatelowi), lecz rynkiem zbytu usług najlepiej opłacanych przy kontraktowaniu.

2015: powtórka z rozrywki

8 września, a więc dwa dni przed zapowiadaną od dawna ogólnopolską manifestacją pielęgniarek i położnych przed siedzibą Sejmu, minister zdrowia podpisał rozporządzenie w sprawie ogólnych warunków umów o udzielenie świadczeń opieki zdrowotnej, określające m.in. mechanizmy otrzymywania przez świadczeniodawców dodatkowych środków finansowych na świadczenia opieki zdrowotnej udzielane przez pielęgniarki i położne.

Skutkuje to możliwością wprowadzenia podwyżek wynagrodzeń dla pielęgniarek i położnych w ramach umowy z NFZ od września 2015 r. w kwocie średnio 300 zł na etat – oczywiście brutto (zatem ok. 1 zł/h) i nie do pensji zasadniczej, a w formie dodatku.

Czytelnym sygnałem, że Ministerstwo Zdrowia nie zmierza udzielić gwarancji wzrostów wynagrodzeń, jest zapis na str. 138 Rekomendacji. Na rok 2017 na wzrosty wynagrodzeń dla pielęgniarek i położnych będzie zaplanowana kwota w wysokości około 1,5 mld. złotych, ale tylko jeśli planowane przychody z tytułu składek na ubezpieczenie zdrowotne w roku 2017 w porównaniu do roku 2016 będą umożliwiały takie zwiększenie.

Czas na gwarancje konkretnych kwot, a nie na ogólne, puste i nic nieznaczące obietnice „podjęcia wszelkich możliwych działań”.

Zgodnie z założeniem rozporządzenia decyzja co do wzrostu wynagrodzenia należy do dyrektora podmiotu leczniczego – w uzgodnieniu z reprezentacją pielęgniarek i położnych z zaleceniem uwzględnienia jako kryteriów doświadczenia, umiejętności oraz kompetencji. Podobnie jak w latach 2010-2012 o tym, kto dostanie podwyżki, ostatecznie zdecyduje dyrektor placówki.

Wszystko wskazuje na to, że to nasza niedawna manifestacja zdopingowała Ministerstwo Zdrowia do pracy nad szybkim podpisaniem dokumentu „Zabezpieczenie społeczeństwa w świadczenia pielęgniarskie i położnicze. Rekomendacje i ich realizacja”, gwarantującego pielęgniarkom i położnym podwyżki (rażąco zaniżone względem oczekiwań naszego środowiska).

Działania Ministra Zdrowia odczytujemy jako próbę wprowadzenia zamętu i wyciszenia środowiska pielęgniarek i położnych. Oczekiwanie od OZZPiP podpisania Rekomendacji w brzmieniu przygotowanym przez ministerstwo odbieramy jako próbę wprowadzenia w błąd naszej organizacji związkowej.

Ministerstwo Zdrowia nie stwarza żadnych mechanizmów, które zapewnią stały i stabilny wzrost wynagrodzeń naszej grupy zawodowej, a w konsekwencji uatrakcyjnienie wykonywania zawodu.

Różnice zdań pomiędzy OZZPiP a Ministerstwem Zdrowia dotyczą m.in. niewystarczającej wysokości kwot, które MZ i NFZ chcą przekazać na wzrosty wynagrodzeń, nieobjęcia wzrostem wynagrodzeń całej naszej grupy zawodowej, braku trwałości dokonanych wzrostów wynagrodzeń poprzez odmowę zapisów, że mają to być wzrosty wynagrodzeń zasadniczych, a nie tylko czasowe dodatki do wynagrodzeń.

Wątpliwości można mnożyć. Brak gwarancji pewności i trwałości uzyskania wzrostów wynagrodzeń, brak określenia w sposób jednoznaczny wysokości minimalnego wzrostu wynagrodzenia każdej pielęgniarki i położnej, za to pozostawienie przez MZ całkowitej swobody w podziale otrzymanej kwoty przez pracodawców…

Wiemy, czego chcemy. Nie damy się uciszyć.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *