Głodnyś boś biedny, biednyś boś głupi

Magdalena Wach
21 marca 2012

Co wspólnego mają ze sobą kwestie żywieniowe, edukacja i inwestycje? Otóż całkiem sporo. Szczególnie gdy dotyczą dzieci. W Polsce, zaliczanej do krajów rozwiniętych, odnotowujemy stale wzrastający odsetek zagrożonych ubóstwem wśród dzieci i młodzieży. Między r. 2008 a 2010 wzrósł on z 22% do 30%.

Światowy kryzys stanowi pretekst do oszczędzania na polityce społecznej i opiece. W efekcie nie buduje się nowych żłobków i przedszkoli oraz wprowadza się w gminach „racjonalizację kosztów” poprzez zamykanie szkół, bądź w wersji łagodnej – szkolnych kuchni i stołówek. W tym roku planuje się likwidację około 800 szkół w całym kraju, a w samej tylko Warszawie zwolnienie 190 kucharek. Tłumaczy się to tym, że w wyniku niżu demograficznego prowadzenie tych placówek nie będzie się gminom opłacać.

W tym kontekście ciekawa będzie opłacalność pokrywania kosztów utrzymania nowych, wspaniałych i zapewne bardzo kreatywnych inwestycji, takich jak orliki, świetliki czy astrobazy. Obiekty te będą bowiem utrzymywane ze środków własnych gmin, których budżety są coraz bardziej okrojone. W przypadku świetlików, których budowa ma pochłonąć około 2 mld zł, koszt rocznego utrzymania jednego świetlika to 200 tys. zł. Niezależnie od tego, jak zasadna może wydawać się potrzeba placówek tego typu i jak bardzo mogłyby one wpłynąć na rozwój naszych dzieci i kształtowanie ich świetlanej przyszłości, kontrowersyjny jest pomysł budowania nowych obiektów, bez korzystania z istniejącego w gminach zasobu lokalowego, choćby w postaci budynków zamykanych szkół.

Warto wrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Każdego roku z gmin wraca do budżetu centralnego ok. 10 mln zł z programu „Pomoc państwa w zakresie dożywiania”. Niestety nie wynika to z faktu, że nie ma już w Polsce głodnych i niedożywionych dzieci (w 2011 r. było ich 130 tys.), lecz z tego, że wielu gmin nie stać na wkład własny w wysokości 40%.

Z jednej strony mamy ogromne wydatki na inwestycje takie jak orliki, świetliki i astrobazy. Z drugiej ciągle pogarsza się jakość i dostępność usług edukacyjnych: szkoły są zamykane bądź łączone w zespoły, zwiększa się liczebności klas, zamyka się szkolne stołówki. Tendencje te wiążą się z pokutującym przekonaniem, że wzrost gospodarczy bezpośrednio związany z nowymi inwestycjami przyczyni się do redukcji biedy i wykluczenia społecznego.

Protesty społeczne przeciw planom zamykania szkół pokazały, co jest dla obywateli naprawdę ważne. Otóż ważne są sprawy zupełnie podstawowe i wydawałoby się w XXI w. niepodważalne, takie jak dostęp do edukacji czy możliwość spożywania przez dzieci ciepłych posiłków w szkołach. Likwidacja szkolnych stołówek wzbudza zdecydowany sprzeciw rodziców, bo to na nich przerzucane są koszty. A rosnące koszty wykluczają z jedzenia posiłków ogromną grupę dzieci z rodzin ubogich, których rodzice nie zapłacą 8 zł za jeden obiad (catering jest nawet do 4 razy droższy niż obiad ugotowany w szkolnej stołówce).

Tymczasem outsourcing żywienia w szkołach i zwalnianie szkolnych kucharek są coraz częstsze. Ograniczą one dostęp do posiłku najbardziej potrzebującym dzieciom, ponieważ pula środków na dożywianie ubogich nie wzrasta. Myślenie w kategoriach racjonalizacji kosztów sprawia, że zupełnie zapominamy o tym, że bieda dzieci to mi.n. efekt bezrobocia i braku skonsolidowanej opieki społecznej oraz że istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że dzieci z rodzin ubogich, które ze względu na trudniejsze warunki rozwoju będą miały ograniczone możliwości zdobycia lepszego wykształcenia i wyrwania się z kręgu biedy, odziedziczą ją po swoich rodzicach, zwiększając w przyszłości statystyki Eurostatu i podnosząc koszty opieki społecznej.

Od wielu lat podkreśla się wagę edukacji w rozwoju cywilizacyjnym, zachwala się tzw. boom edukacyjny, a tymczasem wielka liczba młodych ludzi pozbawiona jest możliwości zaspokojenia elementarnych potrzeb. Nie jest bowiem tajemnicą, że niedożywione dziecko, którego organizmowi nie dostarcza się niezbędnych do prawidłowego rozwoju substancji odżywczych, osiąga słabsze wyniki w nauce, często opuszcza zajęcia lub kończy edukację zbyt wcześnie. Idealna byłaby sytuacja, w której wzorem innych krajów europejskich wszystkie dzieci w szkole wspólnie jedzą posiłki, co sprzyja budowaniu podstawowych dla istnienia społeczeństwa obywatelskiego więzi społecznych.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *