Równość na nowo odkryta

Benoît Lechat
19 lutego 2013

Dlaczego Zieloni muszą na nowo odkryć i przemyśleć ideał równości w kontekście kryzysu ekologicznego i gospodarczego? I jakie wyzwania się z tym wiążą?

Towarzyskość zamiast równości?

Od czasu pojawienia się na scenie politycznej w latach 70. XX w. ruchy i partie Zielonych nie zwracały zbyt wiele uwagi na ideały równości. André Gorz i Ivan Illich, pionierzy rodzącej się ekologii politycznej, podkreślali, że równość zbyt często wiązana jest z materializmem i, co za tym idzie, z „indywidualizmem zazdrości”, opierającym się na konsumeryzmie i ciągłym porównywaniu się z innymi. Woleli mówić o ideałach autonomii i towarzyskości (conviviality), propagując model ekonomiczny opierający się na samorządności, współpracy i wzajemności zamiast na własnym interesie.

Dla wielu Zielonych równość pozostawała wartością kojarzoną z socjaldemokracją i komunizmem – ideologiami głęboko uwikłanymi w produktywizm. Produktywizm zaś, bez względu na to, czy napędzał go „wolny rynek”, czy upaństwowiona gospodarka planowa, uznawany był przez Zielonych za jedną z głównych przyczyn katastrofy ekologicznej.

Zieloni woleli zatem promować samostanowienie oraz solidarność wewnątrz- i międzypokoleniową, równoznaczną z wolnością wyboru oraz trwałym, zrównoważonym rozwojem. Trzydzieści lat później musimy chyba zrewidować naszą wizję równości, jeśli chcemy na poważnie zająć się rozwiązaniem kryzysu ekologicznego i gospodarczego. Jakie są główne powody tej rewizji i z jakimi wyzwaniami się ona wiąże?

Nierówności – przyczyna i skutek kryzysu

Jak zwracaliśmy uwagę w drugim numerze „Green European Journal”, rosnące nierówności nie są jedynie skutkiem trwającego kryzysu gospodarczego – stanowią również jedną z jego głównych przyczyn. Od czasu, gdy neoliberalne dogmaty zapanowały w polityce większości krajów uprzemysłowionych, zapewnienie poziomu konsumpcji charakterystycznego dla zachodniego stylu życia było możliwe jedynie za pomocą narastającego zadłużenia prywatnego i publicznego.

Tzw. „reformy strukturalne” oraz deregulację systemu finansowego i standardów socjalnych uznano za najbardziej efektywny sposób na zagwarantowanie rozwoju ekonomicznego. Doprowadziło to do skurczenia się udziału płac w europejskim PKB, a także – jak pokazuje raport OECD „Divided we stand: why inequalities keep rising” z grudnia 2011 r. – do wzrostu nierówności zarówno w większości krajów rozwiniętych, jak i pomiędzy nimi.

Względny spadek udziału płac w PKB rekompensowany był za pomocą łatwiejszego dostępu do prywatnego kredytu, który podtrzymywał przy życiu bańki finansowe w krajach takich jak Irlandia czy Hiszpania. Brak regulacji w sektorze finansowym szedł ramię w ramię z brakiem dostatecznych regulacji socjalnych i fiskalnych w strefie euro i w wielu zachodnich gospodarkach poza nią.

Solidarność pod presją

W teorii sprawiedliwości Johna Rawlsa pewien poziom nierówności wewnątrz danego społeczeństwa jest uznawany za akceptowalny tak długo, jak tylko przyczyniać się będzie do poprawy sytuacji osób najuboższych. Tyle że to, z czym mamy do czynienia w Europie w ostatnich dekadach, pokazuje coś zgoła innego. Wprowadzane w imię walki z bezrobociem oraz troski o konkurencyjność europejskiej gospodarki w zglobalizowanym świecie „reformy strukturalne” bezpośrednio pogorszyły położenie najgorzej sytuowanych członków społeczeństwa.

Proces ten uległ dalszemu wzmocnieniu poprzez konkurencję między systemami zabezpieczenia społecznego, które pozostały w gestii poszczególnych państw członkowskich. Europejska solidarność znalazła się w obliczu niespotykanej dotąd presji, związanej z napięciami między krajami udzielającymi kredytów a zadłużonymi, ale też między klasą średnią a osobami pobierającymi świadczenia socjalne. Tłumaczyć to może sukces partii populistycznych z lewa i z prawa, karmiących się rosnącym poczuciem niesprawiedliwości.

Konsumpcja na pocieszenie

Jest jeszcze jedna, szczególnie niepokojąca z zielonego punktu widzenia kwestia: wzrost nierówności społecznych nie tylko jest niesprawiedliwy i stanowi zagrożenie dla spójności społecznej, ale też jest jednym z głównych motorów niezrównoważonych zachowań konsumpcyjnych. Przykładem jest „zakupoterapia” (consolation consumerism), za pomocą której osoby w gorszym położeniu próbują kompensować sobie poczucie wykluczenia, kupując (często na kredyt) produkty, które powstały w nieekologiczny sposób.

Trudno wyobrazić sobie, by jedyną odpowiedzią na ten problem miała być zmiana tych nawyków, bez odwrócenia rosnących nierówności, które je napędzają. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie przekonanie wyzutych z marzeń ludzi, aby porzucili konsumpcyjne aspiracje w imię zmniejszenia swojego śladu ekologicznego. Zmniejszenie nierówności dochodowych musi wiązać się z redefinicją dobrobytu, który powinien w znacznie mniejszym niż obecnie stopniu być oparty na sile nabywczej dóbr materialnych, bardziej zaś skupiać się na dostępie do dóbr publicznych.

Społeczna akceptacja nierówności

Istnieje sporo powodów, dla których warto zmniejszać nierówności dochodowe i zwiększać dostęp do dóbr publicznych – i niewiele partii mieniących się postępowymi temu zaprzecza. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że nie jest to prosta sprawa, i to nie tylko z powodów technicznych. Chodzi tu nie tylko o reformy podatków, o walkę z rajami podatkowymi czy o ponowną regulację sektora finansowego. To przede wszystkim kwestia polityczna i społeczna. W większości krajów Europy brak dziś politycznej większości na rzecz zmniejszenia nierówności. I niewiele wskazuje na to, by miało się to w najbliższym czasie zmienić.

Dlaczego? Jak wskazuje Pierre Rosanvallon, wzrost nierówności przez ostatnie 30 lat był społecznie i politycznie legitymizowany, z przyzwoleniem progresywnych sił politycznych, powołanych do tego, by z nim walczyć. Upadek komunizmu przyczynił się do zniknięcia „reformizmu strachu”, który po II wojnie światowej skłaniał wiele rządów do rozwoju państwa opiekuńczego. Ale niebagatelną rolę odegrały również przemiany kapitalizmu i społeczeństwa. Przejście od fordowskiego modelu produkcji do „kapitalizmu kognitywnego”, które pokryło się czasowo z narodzinami zielonej polityki, podmyło społeczno-kulturowe fundamenty redystrybucji.

W nowej gospodarce kreatywność wiązała się silnie z indywidualizmem i prawem do bycia „jednakowo różnym” w przeciwieństwie do jednorodności i solidarności mas robotniczych z pierwszej rewolucji przemysłowej. Rosnąca wrażliwość na dyskryminację nie była w stanie zastąpić rozpadających się mechanizmów redystrybucji. Równość coraz bardziej traktowani jako relację między jednostkami, nie zaś cechę samego społeczeństwa, co znajdowało swoje odzwierciedlenie w nowych teoriach sprawiedliwości.

Federalistyczne jajko i solidarna kura

Jeśli chcemy na nowo uprawomocnić dążenie do równości, musimy za wszelką cenę uniknąć wpadnięcia w jałową nostalgię za narodowymi państwami dobrobytu. Potrzeba nam dziś wzmocnienia równości i solidarności zarówno w poszczególnych państwach w Europie, jak i między wszystkimi Europejczykami i Europejkami. Zmusza nas to do refleksji nad sposobem odbudowania poczucia demokratycznej przynależności do wspólnej społeczności, bez szowinizmu i wykluczania innych na bazie np. ich cech narodowych bądź etnicznych.

Dla wielu europejskich federalistów był to jeden z celów integracji kontynentu. Obecny kryzys strefy euro odsłonił grzech pierworodny jej konstrukcji: stworzenie wspólnej waluty bez wspólnej polityki fiskalnej i społecznej oraz możliwości dużych transferów między poszczególnymi państwami członkowskimi. Debata tocząca się dziś w Europie nie skupia się wyłącznie na skali owych transferów, które pozostają bardzo niskie w porównaniu do Stanów Zjednoczonych. Powinna ona wiązać się również z koniecznością wypracowania systemu transferowego między wszystkimi państwami strefy euro. Systemy socjalne państw członkowskich są dziś bowiem uwikłane w walkę konkurencyjną między poszczególnymi gospodarkami strefy, więc możliwości zwiększania przez nie transferów społecznych pozostaną ograniczone.

„Federalistyczny tygrysi skok”, o który apelują w imię ocalenia europejskiego projektu Daniel Cohn-Bendit i Guy Verhofstadt, nie zdobędzie szerszego poparcia społecznego, jeśli nie towarzyszyć mu będzie wzmocnienie poczucia solidarności – tak międzypaństwowej, jak i międzyludzkiej. Stworzenie europejskiego państwa opiekuńczego może brzmieć utopijnie, jest to jednak długofalowa wizją, którą powinniśmy krok po kroku realizować. Jajo federalizmu może być zniesione tylko przez kurę solidarności. To dwie strony tego samego medalu – budowy europejskiego społeczeństwa, opartego na trwałości i równości, obywatelstwie i wzajemności.

Artykuł „For a Green reconquest of equality” ukazał się w „Green European Journal”. Przeł. Bartłomiej Kozek.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *