Emerytalny pat

Agnieszka Grzybek
6 marca 2011

System emerytalny oparty na indywidualnym oszczędzaniu skrojony jest pod tradycyjny model kariery zawodowej mężczyzny. W ferworze debaty o OFE zwyciężył dogmatyzm. O sens reformy, która solidarność międzypokoleniową zastąpiła indywidualną maksymalizacją zysku, nikt nie pyta. Mało kto ma odwagę przyznać, że wyklucza ona wiele osób i funduje im ubóstwo na starość. Przede wszystkim kobietom.

Jej twórcy tłumaczą, że nie wszystkie założenia zostały spełnione przez kolejne rządy. Nie zreformowano KRUS, nie zrównano wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, zastopowano prywatyzację, która miała być głównym źródłem finansowania reformy. Jednym słowem, to politycy skrewili.

Na bok odsuwa się pytanie, czy obowiązujący od 1999 r. system zapewni przyszłym emerytkom i emerytom godną starość. Czy będą w stanie opłacić czynsz, jedzenie, lekarstwa, podstawowe usługi? Czy oszczędzanie w II filarze się opłaci? Czy po długim i wytężonym życiu zawodowym stać nas będzie na wakacje pod palmami? A przecież takimi właśnie obrazkami zachęcano ludzi (tych, którzy mogli wybierać) do przekazywania części składek do prywatnych funduszy. Mieliśmy uwierzyć w magię rynku.

Tymczasem ruszyły pierwsze wypłaty z OFE. Pierwsza emerytka otrzymała z II filara emeryturę w wysokości 23,65 zł miesięcznie. To dlatego, że miała najniższe wynagrodzenie i za krótko oszczędzała na prywatną emeryturę. Bo w nowym systemie o wysokości świadczeń decyduje staż pracy i wysokość zarobków. Szansę mają młodzi, przedsiębiorczy i świetnie uposażeni. System premiuje indywidualną rzutkość, wyabstrahowaną z realiów rynku pracy. Kto zarabia mniej, ma więcej przerw w pracy czy to z powodu bezrobocia czy trudności w znalezieniu zatrudnienia, albo dlatego, że zajmuje się dziećmi, pracuje krócej albo w niepełnym wymiarze godzin, na umowy zlecenia i o dzieło, nie ma co liczyć na kokosy. Tak się składa, że tym kimś są głównie kobiety.

Odejście od systemu ubezpieczeń społecznych opartego na solidarności międzypokoleniowej najboleśniej uderzyło w kobiety. Dawniej okresy opieki nad małym dzieckiem traktowano jak okresy pracy. Dlatego różnica w wieku emerytalnym kobiet i mężczyzn nie wpływała radykalnie na wysokość świadczeń: różnica wynosiła 4 punkty procentowe. Dziś są to okresy nieskładkowe. Emerytury kobiet są niższe od emerytur mężczyzn średnio o ok. 30%, a w przyszłości będą jeszcze niższe. Z przeprowadzonych symulacji wynika, że w 2020 r. stopa zastąpienia (czyli relacja emerytury do ostatniego wynagrodzenia) w przypadku emerytur kobiet będzie wynosiła 31%, a mężczyzn – 59%. Policzmy zatem: przy wynagrodzeniu 2000 zł brutto będzie to odpowiednio 620 zł i 1180 zł.

Mimo tych alarmujących wieści, które od czasu do czasu chyłkiem przemkną przez media, pomysł, aby zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, nie cieszy się akceptacją. W badaniach CBOS z kwietnia 2010 r. poparło go 25% ankietowanych ubezpieczonych w nowym systemie, przeciw było 71%, w tym aż 82% kobiet. Wcześniejsze przechodzenie kobiet na emeryturę traktuje się jako swoistą rekompensatę za podwójny etat – w pracy płatnej i w domu. Mówi się też, że kobiety potrzebne są rodzinie: mają zająć się wnukami, schorowanymi rodzicami. Trudno się zresztą temu dziwić, skoro brakuje publicznych żłobków i przedszkoli czy usług związanych z opieką nad osobami starszymi. W takim układzie babcia staje się prawdziwą wyręką dla wielu rodziców, których nie stać na prywatną opiekunkę do dziecka. A nieodpłatna praca kobiet podporą wielu gospodarstw domowych, na które państwo przerzuciło koszty związane z reprodukcją i opieką.

Kwestia emerytur jest ściśle powiązana z rynkiem pracy i całościową polityką społeczną państwa. System emerytalny oparty na indywidualnym oszczędzaniu skrojony jest pod tradycyjny model kariery zawodowej mężczyzny, pracującego nieprzerwanie przez 40 lat. Tymczasem w Europie coraz częstsze jest nietypowe zatrudnienie. W ramach cięć kosztów pracy ludzi zmusza się do akceptacji umów cywilnoprawnych. Mają coraz dłuższe przerwy w zatrudnieniu. Ok. 30% kobiet w Unii Europejskiej w wieku produkcyjnym jest nieaktywna zawodowo lub zmuszona pracować w niepełnym wymiarze, bo nie mają z kim zostawić dzieci. Wiele kobiet pracuje w zawodach nisko opłacanych, bo tak się składa, że te związane z opieką są najniższej wyceniane. Choćby chciały, nie mają jak oszczędzać. Prywatne fundusze emerytalne karzą kobiety za płeć. Ponieważ statystycznie żyją one dłużej, muszą płacić wyższe składki na ubezpieczenie, choć przecież o długości życia nie decyduje tylko płeć, lecz styl życia, warunki pracy, ubóstwo, zdrowie i stres.

Modernizując system emerytalny, warto powrócić nie tylko do modelu opartego na solidarności międzypokoleniowej, lecz także budować go w oparciu o solidarność między płciami. Ta solidarność będzie wymagała nie tylko zrekompensowania kobietom okresów opieki nad dzieckiem i uznania ich za normalny okres pracy, lecz przede wszystkim naprawdę równego podziału obowiązków, większego zaangażowania mężczyzn (np. poprzez wydłużenie urlopów ojcowskich), bardziej sprawiedliwej wyceny prac związanych z opieką i zniesienia nierówności płacowych. Samo zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn problemu nie rozwiąże.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *