Budżet ma płeć

Wojciech Kłosowski
10 marca 2009

Budżet miejski rzadko bywa sexy, ale zawsze jest gender. Jest płciowy w tym znaczeniu, że definiuje szanse ludzi każdej z płci. I na razie najczęściej definiuje je bardzo nierówno, wręcz pogłębia istniejące różnice.

Nierówne traktowanie w wydatkach budżetów samorządowych potrzeb kobiet i mężczyzn jest praktyką o tyle powszechną, co trudną do zaobserwowania. Żadne przepisy prawa nie różnicują przecież dostępu kobiet i mężczyzn do usług czy obiektów publicznych a więc pozornie wydatki budżetu są „płciowo neutralne”. Tymczasem dokładniejsze badanie bud­żetu pod kątem uwzględniania w nich potrzeb każdej z płci pokazuje inny obraz.

Przeanalizujmy prosty przykład: W naszym mieście postanowiono ułatwić dojazd mieszkańców do Urzędu Miasta. Zadanie polega na wybudowaniu parkingu za półtora miliona zł oraz na przeniesieniu przystanku autobusowego przed siedzibę Urzędu (to z kolei będzie kosztować czterysta tysięcy zł). Gdzie tu nierówność płci? Sprawdźmy: badanie prowadzone w ciągu trzech miesięcy wykazuje że: wśród klientów dojeżdżających do urzędu samochodem osobowym 72% to mężczyźni, a 28% kobiety. Wobec tego inwestycja w parking będzie w 72% zaspokajała potrzeby mężczyzn a 28% potrzeby kobiet. Z kolei osoby dojeżdżające autobusem miejskim, to 59% kobiety i 41% mężczyźni, a więc  inwestycja w przeniesienie przystanku autobusowego przed Urząd  w 41% działa na rzecz mężczyzn i 59% na rzecz kobiet. Teraz podliczmy.

  • Razem na rzecz mężczyzn będzie wydane: 1 080 tys. + 164 tys. = 1 244 tys. zł.
  • Natomiast na rzecz kobiet będzie wydane: 420 tys. + 236 tys. = 656 tys. zł

Skąd wzięła się w tym przypadku taka (zapewne niezamierzona!) nierówność w traktowaniu potrzeb każdej z płci? Wyjaśnienie jest dość proste: to utrwalony stereotyp społeczny sprawia, że te sprawy, w których częściej uczestniczą mężczyźni, wydają się „ważniejsze”, „istotniejsze”. Mają one pozór wyższej rangi, większej powagi. Toteż te dziedziny życia społecznego i te elementy infrastruktury, z których intensywniej korzystają mężczyźni, są przez decydentów samorządowych zwyczajowo lub nawykowo lepiej finansowane. Nie ma co zresztą zganiać wszystkiego na polityków: jak głęboko tkwi w nas ten stereotyp, widać w wielu naszych budżetach domowych. Czy nie jest tak, że w naszym budżecie domowym bez dyskusji umieszcza się spory wydatek na kolejny gadżet dla faceta, ale w tym samym miesiącu kolejny raz odkłada się na później wydatek na usprawnienie kuchni? Tradycyjne podziały ról przekładają się na tradycyjne hierarchie ważności wydatków: GPS do samochodu, którym pan domu dojeżdża do pracy na sąsiedniej ulicy, jest stokroć ważniejszy, niż naprawa zepsutej zmywarki.

Nie dziwmy się więc, że tę głupawą zasadę przenoszą decydenci z domu do budżetów publicznych: ze stu dyscyplin sportu, jakie mogliby uprawiać i jakim mogliby kibicować mieszkańcy naszego miasta, decydenci wybierają oczywiście piłkę nożną, tę najbardziej zdominowaną przez mężczyzn dyscyplinę – przytulne gniazdo skorumpowanych działaczy i faszystowskich kiboli. Na to pójdą wszystkie pieniądze na sport. Bo „każdy facet musi obejrzeć mecz”.

Przełamywaniu tego absurdalnego stereotypu służy właśnie gender budgeting: analizowanie wydatków budżetowych pod kątem zaspokajania potrzeb każdej z płci. Planując wydatki warto po prostu sprawdzać, na kogo wydajemy ile pieniędzy.

Potrzebne jest jeszcze istotne wyjaśnienie: może się wydawać, że opisywana metoda gender budgeting zakłada w sposób nieuprawniony trwałość podziału ról społecznych pomiędzy kobiety i mężczyzn (a nawet konserwuje ten podział). Np. skoro kobiety obecnie częściej są obciążone opieką nad małymi dziećmi, to wydatki na przedszkole uzna się w tej metodzie za inwestycję w potrzeby kobiet (co byłoby przecież nieprawdą).

Odpowiedź jest następująca: praktyka pokazuje, że zdecydowane dofinansowanie dziedzin, które dotychczas były głównie obszarami aktywności kobiet, podnosi atrakcyjność tych dziedzin, ich prestiż. I wówczas rośnie szansa, że częściej będą pojawiać się w nich mężczyźni. Na świetnie wyposażonym placu zabaw z atrakcyjnymi grami i urządzeniami sportowymi, jakoś chętniej w roli opiekunów dzieci pojawiają się ojcowie. I bardzo dobrze! Właśnie o to chodzi, żeby budżet sprawiedliwszy płciowo wpływał następnie na równiejsze zaangażowanie kobiet i mężczyzn w poszczególne dziedziny życia.

Sam budżet nie jest przecież magicznym narzędziem zmieniającym postawy i poglądy ludzi. On tylko tworzy zachętę do zmiany postaw. A żeby taka zmiana następowała, budżetowi genderowemu musi towarzyszyć cała lokalna polityka prorównościowa.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *