Zieloni i Piraci – sojusznicy czy rywale?

Bartłomiej Kozek
4 maja 2012

Warszawscy Zieloni zainaugurowali działanie nowej siedziby na Marszałkowskiej 1 zorganizowaną 20 kwietnia debatą z cyklu Zielone Horyzonty Polityki. W dyskusji uczestniczyli: Ulrike Lunacek, Josef Winkler, Katarzyna Szymielewicz i Józef Halbersztadt. Temat: „ACTA i co dalej?”.

Piracka fala?

Prowadzona przez Adama Ostolskiego dyskusja skupiła się na dwóch wątkach: kolejnych zagrożeniach dotyczących inwigilowania internetu przez rządy i korporacje oraz politycznych sukcesach rosnących w siłę Partii Piratów. Takie tematy w swoim wstępnym wystąpieniu zarysował prowadzący: „ACTA to nie pierwszy i nie ostatni etap walki z lobby własności intelektualnej – pamiętajmy, że kilka lat temu walczyliśmy z patentami na oprogramowanie. Tym razem mobilizacja przeciw ACTA była tak duża m.in. dlatego, że parę dni wcześniej w wyniku akcji amerykańskich służb zamknięty został popularny serwis MegaUpload, będący źródłem wielu popularnych seriali. Ludzie poczuli, że naprawdę mogą stracić coś, co było dla nich tak naturalne, jak powietrze i dobrze wiedzieli, co to znaczy”.

„Protesty przeciwko ACTA wydają się nam reaktywne, nastawiona na obronę status quo, bo nie ujawniła się przy ich okazji alternatywna wizja urządzenia świata i społeczeństwa” – kontynuował Ostolski. – „Tymczasem takie alternatywy powstają. W Parlamencie Europejskim pracuje nad nimi m.in. dwójka europosłów szwedzkiej Piratpartiet, zasiadających we wspólnej frakcji z Zielonymi. Ciekawe stało się zastąpienie «zielonej fali» przez «falę piracką» – to świeża polityczna siła, której popularność zmusza nas do zastanowienia się nad formą wspólnych relacji między dwiema ideologiami politycznymi, które powstały w podobny sposób – wychodząc od ruchów społecznych – i które wiele wydaje się łączyć”.

Rywale

Do tez Ostolskiego odniósł się Josef Winkler, wiceprzewodniczący frakcji Zielonych w niemieckim Bundestagu: „Piraci to niemiecki fenomen, wynikający z łatwości wejścia do parlamentu oraz zdobycia medialnego zainteresowania. Należy pamiętać, że kolejna partia w parlamencie oznacza mniej miejsc dla pozostałych, w tym dla Zielonych. Może również utrudnić tworzenie stabilnych większości parlamentarnych. W wyborach do Landtagu w Nadrenii Północnej-Westfalii, które odbędą się 13 maja br., Piraci mogą pokrzyżować szanse na uzyskanie większości przez czerwono-zieloną koalicję, której do tej pory brakowało do niej jedynie 1 mandatu. W efekcie może to oznaczać utworzenie «wielkiej koalicji» CDU i SPD”.

„Według sondaży 80% głosujących na Piratów wybiera ich, by dać nauczkę innym partiom” – ciągnął Winkler. – „Dla Piratów internet jest tym, czym dla nas środowisko. Nigdy nie będziemy mieć w tym temacie tak silnej jak oni pozycji, zostaje nam modernizowanie naszego przekazu. Nie zgadzamy się z nimi w fundamentalnej dla nas sprawie: niewielkiej obecności kobiet w ich formacji, do której dorabiają ideologię, jakoby przyszło nam żyć w «społeczeństwie postgenderowym». Nadal nie mają również stanowiska w sporej ilości spraw”.

Ulrike Lunacek, zielona eurodeputowana z Austrii, dodała do dyskusji wymiar europejski: „W Europarlamencie mamy dziś dwójkę Piratów: Christiana Engströma i Amelię Andersdotter. Są bardzo aktywni w sprawach związanych z internetem, ale ich praca poza tym tematem nie jest szczególnie widoczna. Po sukcesie w wyborach do PE Piraci nie weszli do szwedzkiego parlamentu. Nadal też pozostają rywalami naszych koleżanek i kolegów z szwedzkich Zielonych”.

Lunacek mówiła także o sytuacji w Austrii: „Zieloni w Austrii, którzy zasiadają w parlamencie od 25 lat, coraz bardziej widziani są jako część establishmentu, co ułatwia Piratom zadanie. Pierwszy sukces Piraci odnieśli jednak dopiero niedawno: w wyborach do rady miasta Innsbruck zdobyli niemal 4% głosów, co przełożyło się na 1 mandat. W tym samym czasie nam udało się zdobyć aż 19% głosów. Co ciekawe, wybrany do rady miasta pirat… został wyrzucony ze swojej partii kilka tygodni wcześniej i startował «pod piracką banderą» bez zgody kierownictwa ugrupowania. Gdy analizowaliśmy ich wyniki, okazało się, że poparcie zdobywają w dużej mierze w okręgach głosujących zwykle na skrajną prawicę”.

Wokół ACTA

Katarzyna Szymielewicz, prezeska zajmującej się ochroną praw obywatelskich w społeczeństwie nadzorowanym Fundacji Panoptykon, skupiła się na temacie ACTA: „Walka z ACTA nie jest jeszcze wygrana. Przewaga przeciwników tego traktatu w Parlamencie Europejskim jest chwiejna i wynosi dziś ok. 30 głosów. Może ona się skurczyć, szczególnie, jeśli głosowanie zostanie przełożone na przyszły rok w oczekiwaniu na opinię Trybunału Sprawiedliwości. W Parlamencie Europejskim oprócz Piratów najlepiej rozumieją problemy wolności w internecie właśnie Zieloni”.

„Jeśli chodzi o protesty przeciw ACTA, wydaje mi się, że to był ruch jednej sprawy, który załamał się, gdy tylko Donald Tusk ogłosił zmianę stanowiska polskiego rządu” – kontynuowała. „Zdecydowana większość protestujących nie chciała brać udziału w dyskusjach nawet na bardzo powiązane tematy, takie jak reforma prawa autorskiego. ACTA była symbolem zagrożenia, pod który każdy podkładał swoje własne lęki. Nie dało się przewidzieć, że w ciągu 2 dni stanie się to rozgrzewającym do czerwoności tematem, a oglądalność naszej strony wzrośnie o 1000%. ACTAwiści nie mają na chwilę obecną wizji pozytywnej zmiany i chęci przejścia od indywidualnego protestu do wspólnej pracy”.

Józef Halbersztadt z Internet Society Poland, poruszył z kolei wątek praw niematerialnych i ich roli we współczesnym świecie: „Mamy problem z własnością intelektualną w świecie globalizacji i neoliberalizmu. ACTA jest etapem utwardzania systemu przewagi koncernów nad twórcami i użytkownikami, zmieniając balans sił na korzyść tych pierwszych. Sądzę, że sprawa ACTA jest wygrana, ale znaczenie tej umowy zostało przeszacowane. Nadal bowiem trwają prace nad idącymi w tym samym kierunku rozwiązaniami legislacyjnymi. Problemem jest tu nieprzejrzystość procesów tworzenia prawa w różnych ciałach międzynarodowych, w tym tych tworzących Unię Europejską. Dlatego musimy domagać się większej demokracji i przejrzystości. Zieloni w Parlamencie Europejskim są do monitoringu tego typu inicjatyw przygotowani, nie są jednak niestety główną rozgrywającą siłą polityczną w Brukseli”.

Sojusznicy

W dalszej dyskusji Magdalena Mosiewicz, była przewodnicząca polskich Zielonych, zaprezentowała odmienną od gości zza granicy perspektywę patrzenia na ruchy społeczne: „Naszym problemem jest to, że rządzący dziś w Polsce mają zupełnie inne pojęcie wolności. Ich zdaniem mamy wolność, bo nie ma cenzury, nie zamyka się w więzieniach za działalność polityczną, jest system wielopartyjny. Dla młodych przykładami represyjności państwa jest to, że nie mogą napić się piwa w parku czy zapalić marihuany, że ponoć liberalna władza chce ograniczyć dostęp do antykoncepcji poprzez «klauzulę sumienia» dla aptekarzy. Za buntami w rodzaju tych przeciw ACTA stoją realne emocje i gniew, który nie zniknie. Wolę, by gniew młodych, prawicowo nastawionych facetów zagospodarowała Partia Piratów niż skrajna prawica. Nie mają programu we wszystkich kwestiach? Pobrzmiewa tu ten wyższościowy ton, który kojarzy się z Unią Wolności. Tam też dziwiono się, dlaczego ludzie nie głosują na «mądrych»”.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *