Fot. A. Radovanovic

#Zatrzymać Lex-Szyszko

Redakcja , Aleksandra Zienkiewicz
25 maja 2017
W grudniu 2016 roku w Sali Kolumnowej uchwalono zmiany w Ustawie o ochronie przyrody, które w znaczący sposób liberalizowały zasady wycinki drzew. Rozmawiamy z wrocławską aktywistką Aleksandrą Zienkiewicz, przewodniczącą Stowarzyszenia Ochrony Drzew „miastoDrzew”, która koordynowała walkę o wprowadzenie społecznych zmian do noweli tej ustawy.

Redakcja: Jakie były najważniejsze zmiany?

Aleksandra Zienkiewicz: Do tej pory przepisy dotyczące wycinania drzew były w każdym miejscu Polski takie same. Deweloperzy i inne podmioty gospodarcze musiały kalkulować, czy opłaca im się wyciąć drzewa, czy może lepiej jakieś zostawić. Tę sytuację mocno zmieniła grudniowa nowelizacja. Dla inwestorów wprowadzono ułatwienia:

– zwiększono obwody drzew, które można usuwać bez zezwolenia (z 35 cm na 100 cm dla topoli, wierzb, klonu jesionolistnego, klonu srebrzystego, kasztanowca zwyczajnego, robinii akacjowej oraz platanu klonolistnego i z 25 na 50 cm dla pozostałych gatunków; dodatkowo zmieniono wysokość mierzenia tych obwodów – z 5 cm nad gruntem do 130 cm, gdzie drzewo zawsze ma mniejszy obwód);

– obniżono maksymalną stawkę za wycinkę o ponad 200 zł;

– podwyższono obwody drzew, za których wycięcie należy zapłacić (z 50 i 75 cm w zależności od gatunku do 80 i 120 cm).

– dano gminom możliwość dowolnego dalszego liberalizowania zasad gospodarowania drzewami – aż do zupełnej rezygnacji z opłat lub wręcz do zupełnej rezygnacji z konieczności uzyskiwania zezwoleń.

W takim maksymalnym zakresie z ustawy skorzystała gmina Chełmiec w województwie małopolskim. Tam należy uzyskać zezwolenie jedynie dla drzew o wymiarach największych pomników przyrody (ponad 10 m w obwodzie). Prawdopodobnie żadne takie duże drzewo na obszarze tej gminy nie rośnie. Te przepisy dawały inwestorom możliwość nacisku na gminy.

To jednak nie wszystko. Nowelizacja dała rolnikom możliwość przywracania gruntów do użytkowania rolniczego bez konieczności uzyskania zezwolenia z urzędu gminy, a także zniosła konieczność uzgadniania
z Regionalnym Dyrektorem Ochrony Środowiska zamiaru wycięcia drzew alejowych. De facto pozwalała więc na ich niekontrolowane wycinki, podobnie jak to miało miejsce w połowie pierwszej dekady XXI w., gdy przepisy zmienił SLD (wycięto wtedy setki kilometrów cennych zadrzewień pod pretekstem zwiększania bezpieczeństwa drogowego).

Sztandarową zaś zmianą, podkreślaną przez projektodawców, było zniesienie konieczności uzyskiwania zezwoleń na wycięcie drzew przez osoby fizyczne na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą. Miało to dać ludziom wolność i uwolnić ich od przymusu „płaszczenia się przed urzędnikiem”, by mogli wyciąć drzewo na swojej działce. Głównym argumentem za zniesieniem zezwoleń dla osób fizycznych było to, że większość decyzji w tych sprawach była pozytywna. Partia rządząca posługiwała się nim w sposób wyjątkowo cyniczny, w ogóle nie odnosząc się do faktu, że sama konieczność wystąpienia o zezwolenie powodowała, że wiele osób z tego rezygnowało i po prostu drzew nie wycinało. Skutki usunięcia tej bariery można było zobaczyć po 1 stycznia w całej Polsce – osoby fizyczne zaczęły wycinać nawet bardzo duże drzewa, wiele o wymiarach pomnikowych lub zbliżonych, przepis ten posłużył również jako wytrych dla deweloperów – osoby fizyczne bez opłat usuwały drzewa, a inwestor na tym korzystał.

Red: Jaki, w Twojej ocenie, zmiany te miały wpływ na środowisko naturalne?

A.Z.: Organizacje pozarządowe, w tym stowarzyszenie „miastoDrzew”, które reprezentuję, już w grudniu alarmowały, że skutki zmian przepisów dla środowiska mogą być opłakane. Niestety, nie pomyliliśmy się
w tej ocenie. Negatywne skutki ustawy zmusiły Prawo i Sprawiedliwość do jej poprawienia.

Oczywiście skalę strat środowiskowych i krajobrazowych trudno oszacować, skoro nagle tak wiele drzew można usunąć bez zezwolenia, czyli bez wiedzy gminy. Nawet Ministerstwo Środowisko nie umiało przedstawić skutków wprowadzenia nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, przyjętej w grudniu. Można jednak wysnuć hipotezę, że wycina się teraz więcej niż to miało miejsce przy starych przepisach, właśnie ze względu na usunięcie barier proceduralnych. Każda wycinka ma przede wszystkim wymiar lokalny, zmniejsza się bowiem zasięg oddziaływania usług ekosystemowych dostarczanych przez drzewa (pochłanianie zanieczyszczeń, pochłanianie nadmiaru wody opadowej, regulowanie temperatury powietrza, zmniejszanie siły erozji, szczególnie na terenach rolniczych).

Red: Kiedy podjęliście pierwsze działania na rzecz zmiany ustawy? Co was do tego skłoniło?

A.Z.: W lutym, gdy coraz więcej doniesień medialnych potwierdzało, że Polacy ochoczo chwycili za piły, jako przedstawicielka Stowarzyszenia Ochrony Drzew „miastoDrzew” przystąpiliśmy z Maćkiem Słobodzianem z wrocławskich Zielonych oraz ekspertami z Instytutu Drzewa do opracowania pożądanych zmian w ustawie. Początkowo chcieliśmy przedstawić je w formie petycji, którą najpierw rozpatrzyłaby sejmowa Komisja ds. Petycji. Jednak niedługo potem prezes Kaczyński zapowiedział zmianę ustawy, więc nasze pomysły dopasowaliśmy do pierwotnego projektu nowej nowelizacji PiS. By zwiększyć szansę na pochylenie się nad nimi, skupiliśmy się na trzech obszarach, które uznaliśmy za najważniejsze: konieczności zgłoszenia zamiaru wycinki przez osoby fizyczne i możliwości sprzeciwu wobec wycinki przez organ samorządowy, przywróceniu uzgodnienia z RDOŚ dla planów wycięcia alei oraz zmniejszeniu powierzchni krzewów i obwodów drzew, które można wycinać bez zezwolenia i obniżeniu wysokości mierzenia tych obwodów ze 130 cm na 5 cm nad gruntem.

Red: Jakie działania podjęliście? W jaki sposób udało Wam się przekonać posłów do proponowanych przez Was zmian? Co, według Ciebie, było kluczowe? Jakie argumenty?

A.Z.: Nasze propozycje przedstawiłam na sejmowej Komisji Ochrony Środowiska 7 marca jako przedstawicielka Kongresu Ruchów Miejskich, który zdecydował się poprzeć wypracowane przez nas zmiany. Podkreślałam, że nowe przepisy powinny zapobiegać nadużywaniu prawa i nadmiernym wycinkom. Moja obecność na tamtym posiedzeniu okazała się kluczowa – już tego samego dnia dowiedzielismy się, że kwestia sprzeciwu wobec wycinki przez organ samorządowy zostanie do nowelizacji włączona. Wkrótce okazało się także, że przywrócone zostanie uzgodnienie z RDOŚ dla planów usunięcia alei. Przedstawiciele Kongresu Ruchów Miejskich byli też obecni na kolejnych posiedzeniach sejmowej Komisji Ochrony Środowiska – reprezentował ich Jan Mencwel ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Na jednym z posiedzeń był także obecny nasz ekspert z Instytutu Drzewa – dr inż. Piotr Tyszko-Chmielowiec.

Trafiliśmy na odpowiedni moment – w partii rządzącej panowało przekonanie, że projekt nowelizacji trzeba poprawić, dlatego zrezygnowano z jego czytania 7 marca. Dzięki temu zyskaliśmy czas, by posłowie mogli się dogłębniej zapoznać z naszymi propozycjami. Nowa wersja nowelizacji część z nich już zawierała. Trzeba podkreślić, że tamten projekt zawierał też inne pozytywne zmiany, np. konieczność prowadzenia przez organ jawnego rejestru zgłoszeń, czy uchylenie możliwości liberalizacji zasad wycinki przez gminy. Niestety, nie zdecydowano się na obniżenie obwodów drzew, które można wycinać bez konieczności uzyskania zezwolenia, a jawny rejestr zgłoszeń po którymś czytaniu został usunięty.

Red: Jakie problemy napotkaliście po drodze?

A.Z.: Okazało się, że w toku prac nad ustawą usunięto bądź zmieniono wiele przepisów, co według nas spowodowałoby, że prawo nie byłoby efektywne. Dodatkowo, wśród kilku przypadków, w których organ może wnieść sprzeciw wobec wycinki, nie znalazły się gminne formy ochrony przyrody, a jedynie te wyższego rzędu (jak park narodowy, rezerwat czy park krajobrazowy). Niosło to zagrożenie, że urząd nie będzie mógł zapobiec wycince drzew będących siedliskiem chronionych gatunków albo rosnących na terenie użytku ekologicznego. A możliwości ukarania sprawcy za złamanie zakazów w stosunku do form ochrony przyrody są niewielkie – stosowana jest głównie kara grzywny wynosząca do 500 zł i dodatkowo angażująca organ. Wydawało się więc, że kluczowa powinna być możliwość zapobieżenia takim wycinkom. Dlatego też napisaliśmy list do senatorów – najpierw z Komisji Środowiska, a później do wszystkich – z naszymi poprawkami do nowelizacji (poza kwestią rozszerzenia katalogu przypadków, w których organ może wnieść sprzeciw, o gminne formy ochrony przyrody, poruszyliśmy takie tematy, jak: wydłużenie czasu na przeprowadzenie oględzin z 14 do co najmniej 21 dni, przywrócenie zapisu o obowiązku prowadzenia jawnego rejestru zgłoszeń, przywrócenie zapisów dotyczących ochrony krzewów na działkach osób fizycznych, zmianę zasady mierzenia obwodów drzew z wysokości 130 cm na wysokość 5 cm i obowiązek uwzględnienia informacji o obwodzie drzewa w zgłoszeniu).

Red: Jak uważasz, jakie będą dalsze losy społecznej poprawki?

A.Z.: Senatorowie, niestety, nie pochylili się nad kwestią gminnych form ochrony przyrody. Wprawdzie senatorka PO, Jadwiga Rotnicka, wniosła taką poprawkę, ale senatorska większość ją odrzuciła.
Natomiast częściowo przyjęli w zapisach ustawy wysokość mierzenia obwodu drzewa na wysokości 5 cm zamiast 130 cm, a także wydłużenie czasu na dokonanie oględzin przez organ z 14 do 21 dni, co postulowaliśmy. Ku naszemu zaskoczeniu senator PiS Robert Mamątow zgłosił poprawkę dotyczącą… obniżenia obwodów drzew, które można usuwać bez zezwolenia (i zgłoszenia) prawie dokładnie w takim brzmieniu, jakie proponowaliśmy posłom w marcu. Bardzo nas ta zmiana ucieszyła, bo dzięki niej ocaleje przynajmniej część kilkudziesięcioletnich drzew, które za sprawą nowelizacji grudniowej można było bez żadnej kontroli wycinać.

Nowa wersja ustawy o ochronie przyrody powinna zacząć obowiązywać na początku czerwca.

Aleksandra Zienkiewicz –przewodnicząca wrocławskiego Stowarzyszenia Ochrony Drzew „miastoDrzew”, aktywistka ruchów wrocławskich ruchów miejskich.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *