Demonstracja Solidarności

Silniejszy bierze wszystko

Piotr Ostrowski
15 sierpnia 2011

Niełatwo ocenić minione 4 lata z perspektywy związków zawodowych. Z jednej strony był to okres trudny, choć z drugiej – od początku polskiej transformacji miałbym problemy ze wskazaniem okresu, który charakteryzowałby inny przymiotnik

I tak źle, i tak niedobrze

Jednym z elementów programu ekipy PO (zresztą nie tylko tej formacji) była reforma finansów publicznych, polegająca głównie na redukcjach budżetowych po stronie wydatków. Punktem wyjścia dla polityki zaciskania pasa miała być racjonalizacja systemu emerytur, w tym znaczące zmniejszenie liczby korzystających z możliwości przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Likwidacja emerytur pomostowych miała na celu włączenie znaczących grup pracowniczych w szeregi pracujących do 60/65 roku życia. Argumenty polityków rządzącej koalicji, ale także sporej części opozycji zorientowane były na niesprawiedliwość obecnych rozwiązań w odniesieniu do tych pracujących, którzy na wcześniejszą emeryturę nie mogą sobie pozwolić. Niebagatelne znaczenie nadawano w debacie kosztom tych „przywilejów” w kontekście deficytu budżetu państwa. Nie po raz pierwszy kluczowym sojusznikiem rządu okazały się media głównego nurtu.

Racje związków zawodowych, przedstawiane przez rząd wyłącznie jako ochrona partykularnych interesów kosztem reszty społeczeństwa, skupiały się na ochronie praw nabytych oraz twardych wynikach badań ochrony pracy, wskazujących na potrzebę skrócenia lat pracy dla osób pracujących w szczególnych warunkach i w zawodach o szczególnym charakterze. Faktem jest, że centrale związkowe nie potrafiły zmobilizować znaczącej ilości demonstrantów przed Sejmem, a więc pokazać, że nie jest to walka o „wąską grupę uprzywilejowanych”, ale w perspektywie całościowej polityki rządu – realne zagrożenie dla wszystkich pracujących. Rząd PO-PSL pokazał jednak swą antyzwiązkową determinację.

Potwierdziło się, że zawsze można krytykować związki zawodowe, niezależnie od poziomu, na jakim podejmują one swoje działania. Gdy prowadzą działania zorientowane na obronę praw swoich członków, oskarża się je o partykularyzm i brak szerszej perspektywy. Gdy podejmują działania szersze, obejmujące ogólniejsze problemy społeczno-gospodarcze wskazuje się, że to populistyczne politykowanie, które powinno (zawsze dla dobra samych związków zawodowych) ustąpić wąsko rozumianej obronie interesów własnych członków. I tak źle, i tak niedobrze.

Spór o płacę minimalną

Najbardziej jaskrawo swoją siłę ekipa rządowa pokazała w 2010 r. podczas dyskusji na forum Komisji Trójstronnej nad wysokością płacy minimalnej na rok 2011. W efekcie dwustronnych negocjacji między stroną związkową a organizacjami pracodawców zaproponowano płacę minimalną na poziomie 1408 zł brutto. Nie zadowalała ona związkowców (od dłuższego czasu postulujących jej wzrost do poziomu 50% średniego wynagrodzenia), ale została przyjęta jako rozwiązanie kompromisowe. Ekipa rządowa nie zaakceptowała jednak tego porozumienia, uznając, że wprowadzi rozwiązania mniej korzystne dla pracowników. Obecny poziom płacy minimalnej – 1386 zł brutto, został przyjęty przez rząd jednostronnie, z pominięciem dialogu społecznego. Co ciekawe, swoje oburzenie takim działaniem rządu wyrazili także pracodawcy, wskazując, że w znacznym stopniu to oni będą ponosić koszty wprowadzenia rozwiązań dotyczących płacy minimalnej na poziomie wyższym (o zaledwie 22 zł brutto).

Przykład ten, jak i wiele innych, jak choćby wybiórcze (probiznesowe) potraktowanie tzw. pakietu antykryzysowego wynegocjowanego przez organizacje pracodawców i reprezentatywne związki zawodowe – wskazuje na niewielkie przywiązanie przez rząd do reguł partnerstwa charakteryzującego dojrzały dialog społeczny. Mamy raczej do czynienia z fasadą dialogu, a same instytucje dialogu traktowane są jako narzędzie legitymizacji wyłącznie własnych decyzji. Na marginesie warto zauważyć, że premier lubi często podkreślać zasługi rządu polskiego w sytuacji kryzysu, jednocześnie istniejącym kryzysem uzasadniając potrzebę utrzymania niekorzystnych dla pracowników rozwiązań pakietu antykryzysowego. Jednym słowem: raz kryzys jest, a raz go nie ma – w zależności od bieżącej potrzeby.

Cud Tuska

Wydaje się, że w niepamięć odszedł jaskrawy konflikt pomiędzy OPZZ a NSZZ „Solidarność”. Raczej powinniśmy mówić o konkurencyjności, w coraz mniejszym stopniu ugruntowywanej świadomością o własnej odrębności. Brak dostrzegalnych różnic deklarują szczególnie młodzi związkowcy. Do lamusa należy odłożyć także bezpośrednie zaangażowanie w politykę partyjną. Oczywiście pojawiają się nadal próby współpracy z partiami politycznymi. W obrębie klubu SLD funkcjonuje nieliczny Zespół Posłów Związkowych OPZZ, który mimo trudności stara się realizować w miarę od klubu niezależną politykę ukierunkowaną na program związkowy. Warto pamiętać także, że Piotr Duda wygrał wybory w „Solidarności”, podkreślając niezwykle ostro niezależność polityczną.

Zbliżeniu stanowisk dwóch największych central sprzyjał z pewnością klimat walki ze wspólnym wrogiem. Liderzy OPZZ i „Solidarności” lubią podkreślać, iż to jeden z cudów Donalda Tuska, które obiecywał przed wyborami. Istotnym katalizatorem jest współpraca międzynarodowa. Wspólne manifestacje w Berlinie, Brukseli, Pradze czy Budapeszcie, projekty czy szkolenia skutecznie chłodzą niedawne emocje, i to po obu stronach. Ta współpraca zmaterializuje się 17 września we Wrocławiu podczas eurodemonstracji przy okazji spotkania ministrów finansów UE.

W kierunku ruchu społecznego

Demonstrowanie własnej siły przez rządzącą koalicję i świadome ignorowanie partnerstwa społecznego, tak irytujące związkowców i sprawiające, że często czują się bezsilni, może okazać się wyłącznie próbą wytrzymałości materiału. Doświadczenia węgierskie i słowackie, gdzie rządzący dość szybko i brutalnie zmienili prawo na niekorzyść pracowników, ignorując elementarne zasady dialogu społecznego, mogą dla polskich neoliberałów stanowić atrakcyjny przykład. Niewątpliwie zwycięstwo PO w kolejnych wyborach może oznaczać poważne ograniczenie praw związkowych. W grę wchodzi likwidacja tzw. etatów związkowych, a nawet wyprowadzenie związków poza zakład pracy. Pierwszy etap, w postaci rugowania przedstawicieli związków zawodowych z rad nadzorczych, ma miejsce tu i teraz.

Przed związkami zawodowymi stoi potrzeba współpracy z organizacjami równie silnie kontestującymi politykę społeczno-gospodarczą rządu PO-PSL. Zorientowanie się na kampanie oparte na szerszych koalicjach obywatelskich są dla związków dobrym kierunkiem. Zaangażowanie się OPZZ chociażby w zeszłoroczny Europride, czy włączenie się tej centrali w działalność Polskiego Forum Społecznego są tego wyrazem.

Tekst ukazuje się w ramach cyklu Polska po 4 latach PO. Zapraszamy do lektury i dyskusji!

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *