Polityczny głos ruchu klimatycznego

Bas Eickhout
17 lutego 2015

Populizm odwołuje się do ludzkich uczuć, do serca, nie tylko umysłu. Zieloni mają tendencję do celowania w umysł, ale wszyscy wiemy, że największe ruchy wyszły od serca. Bas Eickhout w rozmowie z „Zielonym Magazynem Europejskim”.

Europa zostaje z tyłu

Zielony Magazyn Europejski (ZME): Jak oceniasz obecny stan międzynarodowych negocjacji klimatycznych?

BE: Ciekawe jest to, że Europa jest coraz mniej siłą napędową tego procesu, a staje się coraz bardziej jego hamulcowym. A przynajmniej jest takie niebezpieczeństwo. Najciekawsze zmiany widać w Chinach, gdzie, jak się wydaje, rząd chiński wprowadzi twarde regulacje na elektrociepłownie zasilane węglem, np. w postaci bardzo ostrych standardów emisji. Najwyraźniej jest to jednak wywołane rosnącym zanieczyszczeniem powietrza, a nie samym problemem zmian klimatycznych. Jednak będzie to miało niesamowity wpływ na negocjacje, gdyż jeśli Chiny rzeczywiście zaostrzą standardy emisji, mogą obiecać to na forum międzynarodowym i kompletnie zmienić dynamikę negocjacji. W porównaniu ze szczytem klimatycznym COP15 w Kopenhadze w 2009 r. największa zmiana dotyczy właśnie stanowiska Chin oraz tego, że Europa jest wewnętrznie podzielona i niezdolna do bycia liderem w polityce klimatycznej.

ZME: Skąd wynika ta zmiana w europejskim podejściu do tematu? I jaki wpływ może mieć na nią nowy Parlament i Komisja?

BE: Cóż, myślę, że jeszcze zobaczymy, ale możemy wymienić kilka powodów, dla których rola Europy się zmienia. Pierwszym jest oczywiście kryzys ekonomiczny, kryzys waluty euro, który zupełnie zdominował uwagę i działania państw członkowskich i polityków, tak że klimat nie jest priorytetem, lecz raczej czymś, co trzeba odłożyć.

Po drugie, kraje Europy Środkowej, którym przewodzi Polska, silniej włączyły się w negocjacje, ale niektóre z nich zaczęły prowadzić je w bardziej negatywny sposób.

Trzecim powodem jest bardziej ogólna niechęć państw członkowskich do tego, by obdarzyć Unię silnym mandatem w sprawach klimatu i energii. Najsilniej to widać na przykładzie Wielkiej Brytanii. Np. mówi ona o klimacie, ale nie chce wspominać nawet o zasobach odnawialnych lub efektywnym wykorzystaniu zasobów. Naciska na jednomyślność w decyzjach dotyczących polityki klimatycznej, co coraz silniej ogranicza „Brukselę”. Holandia i Francja także przesuwają się na te pozycje, przyjmując bardziej eurosceptyczne stanowisko. Wszystko to razem prowadzi Europę do nieruchawości w negocjacjach klimatycznych, co – niecały rok przed szczytem klimatycznym w Paryżu – nie dodaje otuchy.

ZME: Czy mocniejsze stanowisko Chin albo większy nacisk ze strony sojuszów państw rozwijających się może ożywić proces negocjacyjny? Czy to zbyt optymistyczna wizja?

BE: Zaczynam odczuwać większy optymizm w sprawie globalnych negocjacji niż w sprawie europejskich. Stany Zjednoczone są obok Chin wielkim graczem. Tam naprawdę widać, że coraz więcej ruchów społecznych działa coraz aktywniej na rzecz klimatu. Wystarczy wspomnieć marsz klimatyczny we wrześniu 2014 r., w którym udział wzięły setki tysięcy ludzi. Z perspektywy europejskiej można uznać, że to nie był wielki sukces, na pewno jeśli chodzi o liczby. Wydaje się, że w Stanach ruch Occupy przesunął swoje zainteresowania na kwestie klimatyczne, z podobnym przesłaniem – o równości i rozczarowaniu polityką i żądaniem od polityków, by coś zrobili. Chociaż system polityczny jest bardzo spolaryzowany, co wszystko utrudnia, wydaje się, że debata na temat klimatu zmienia się i ten ruch społecznych nabiera rozpędu. Wraz z ostatnimi wydarzeniami w Chinach i w innych krajach rozwijających się, sprawia wrażenie, że coś się zadzieje się w Paryżu.

Zasypywanie różnic: Zieloni i ruchy społeczne

ZME: Co twoim zdaniem powinni zrobić Zieloni, by stworzyć lepsze relacje z tymi ruchami i wykorzystać ich siłę, by zmobilizować więcej ludzi?

BE: Jeśli skupimy się tylko na klimacie, to trudno będzie zyskać dużo uwagi w Europie, z powodu sytuacji gospodarczej. Ale jeśli skoncentrujemy się na debacie o kwestii energetycznej, kluczowe jest to, że pójście w stronę źródeł odnawialnych powoduje także dawanie społeczeństwom siły, by mogły kontrolować własne dostawy energii.

W tym miejscu nasze idee łączą się w ruchami społecznymi. Chodzi o oto, że źródła odnawialne są tym, co prowadzi do decentralizacji naszych dostaw energii, a więc także demokratyzacją energii. Ten argument sprawi, że ludzie zaczną działać i nabiorą entuzjazmu. I mamy tu pozytywne przesłanie, nad którym my, Zieloni, pracujemy, by uczynić tę kampanię bardziej częścią ruchu społecznego, a nie tylko samego ruchu na rzecz klimatu.

ZME: Jakie są twoim zdaniem nowe trendy i narzędzia, chociażby media społecznościowe lub kampanie cyfrowe, które mogłyby być użyteczne dla wspierania ruchów społecznych?

BE: W tej chwili mamy tyle ruchów społecznych, pracujących nad różnymi sprawami, ale one wszystkie są sfrustrowane z powodu elit politycznych, które raczej nie rozumieją, dlaczego ludzie tracą wiarę w politykę. Postrzegają politykę jako coś kierowanego przez wielki biznes i wielkie korporacje, które są bezpośrednio powiązane z politykami po to, by sterować ich agendą, podczas gdy ludzie tracą wpływ. Można zobaczyć to w tym, że wiele organizacji pozarządowych działa w kwestii umowy TTIP, w kwestii finansowania, regulacji bankowych itd., a także na rzecz klimatu.

Musimy ściślej połączyć te siły, gdyż mają one różne cele, ale wspólne troski. Zieloni teoretycznie są magnesem, który może je zjednoczyć, ponieważ jesteśmy jedną z nielicznych sił politycznych, która nadal dostrzega potencjał polityki globalnej i która chce zmienić system na drodze politycznej.

Nie jesteśmy antypolityczni, wierzymy w polityczne rozwiązania, ale jednocześnie nie jesteśmy częścią politycznego mainstreamu. W tym sensie Zieloni mają wyjątkową pozycję i mogą stanowić siłę łączącą politykę z ruchami społecznymi. Oczywiście, można to zrobić częściowo za pomocą mediów społecznościowych, ale w tym obszarze jest już dużo działań i jakoś musimy wzmocnić związek z Zielonymi jako politycznym głosem ruchów społecznych. Chociaż możemy czuć się zawiedzeni i preferować świat bez polityki, ostatecznie większość ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że nadal potrzebujemy politycznej reprezentacji i Zieloni aspirują do tej roli. Myślę także, że jest to część tendencji ku bardziej nowoczesnemu sposobowi robienia polityki, w którym coraz mniej chodzi o członkostwo w partii politycznej.

Klimat frustracji

ZME: W ostatnim numerze „Zielonego Magazynu Europejskiego”, dotyczącym demokracji zajmowaliśmy się kwestią tego, że ludzie nie stracili zainteresowania polityką, ale znajdują nowy sposób zaangażowania. Czy Zieloni stracili łączność z działaniami oddolnymi. A jeśli tak, jak możemy je odzyskać?

BE: Częściowo je straciliśmy. Oczywiście Zieloni odnieśli wielkie sukcesy dzięki aktywności na poziomie politycznym, co jest dobre, gdyż jak to mówię, wierzymy w zmianę na drodze rozwiązań politycznych, ale należy także być ostrożnym, by nie stać się częścią systemu politycznego, który tak bardzo irytuje ludzi. Myślę, że na pewno w niektórych krajach Zieloni nie są już postrzegani jako „partia innego rodzaju”, lecz jako jedna z partii politycznych. I częściowo z tego powodu tracimy łączność, ale także – i jest to problem większy – dlatego że ludzie tak bardzo rozczarowali się polityką. Nie tracą zainteresowania, ale tracą wiarę – nie w politykę, w tych, którzy się ją kreują. I w tym kontekście rozczarowania trudno jest skłonić ich, by zaufali ponownie jakiejś partii politycznej.

Co ciekawe, wielki sukces odniosła holenderska fundacja na rzecz klimatu, która zaczęła kupować panele słoneczne z Chin i sprzedawać je w Holandii, ale bez opierania się na jakichkolwiek politycznych schematach dotowania – bo ludzie tam byli rozczarowani polityką i chcieli raczej „zrobić to sami”. Gdy wzięli udział w marszu klimatycznym, chociaż początkowo nie chcieli tam polityków, ostatecznie zrozumieli, że potrzebują głosu politycznego i wtedy zaprosili mnie na scenę. Uznałem to za wielki sukces Zielonych w tym sensie, że w końcu organizatorzy przełamali własny opór i połączyli się z politykami, i na szczęście byli nimi Zieloni. To nasze największe wyzwanie: jak przezwyciężyć opór wobec polityki. Pytanie za miliard dolarów brzmi: czy Zieloni mogą stać się tą siłą. Myślę, że tak, myślę, że jesteśmy do tego najlepiej predysponowani, ale jak to osiągnąć?

ZME: Zieloni są często krytykowani za to, że w swoich kampaniach politycznych opierają się na statystykach. Myślisz, że „populizm z właściwą polityką w tle” byłby potencjalnie dobrą strategią?

BE: Populizm odwołuje się do ludzkich uczuć, do serca, nie tylko umysłu. Zieloni mają tendencję do celowania w umysł, ale wszyscy wiemy, że największe ruchy wyszły od serca.

Możesz to więc nazwać populizmem, ale jak powiedziałem, największą różnicę stanowi to, że nie jesteśmy antypolityczni, nie mówimy „pieprzyć system” i nie rezygnujemy z wszelkiej polityki. Nasz ruch mówi „będziemy twoim głosem politycznym”. Musimy dotrzeć do ludzkich serc i dlatego musimy więcej mówić o ich prawach, o demokratyzacji. Dając ludziom możliwość wypowiedzenia się o twojej energii. To rodzaj symbolu, który umacnia ludzi w ich prawach. Myślę, że musimy odwołać się do odruchów serca i że to jest kluczowe.

Perspektywa na Paryż 2015

ZME: W listopadzie w Paryżu odbędzie się kolejny szczyt klimatyczny. Czy uważasz, że masowa mobilizacja wpłynie na jego rezultat? Czy będzie to zależeć od targów między negocjatorami?

BE: Mobilizacja jest potrzebna, ale wcześniej. Jeśli będzie tylko ostateczny marsz w Paryżu, nie będzie on miał dużego wpływu na negocjacje, bo przywódcy będą się starali zrobić jak najwięcej wcześniej i zachować ostatnie decyzje polityczne na szczyt w Paryżu, a wtedy pracuje się już na mniej lub bardziej ustalonym schemacie. Dlatego właśnie Zieloni są potrzebni – z jednej strony, powinniśmy stanowić głos dla tego, co dzieje się na ulicy, a z drugiej strony musimy być obecni, by mieć wpływ na negocjacje.

Obecnie, w naszej pracy parlamentarnej, uważamy, że kwestia zależności energetycznej naprawdę politycznie posuwa sprawy do przodu. To nie jest może coś, co wypchnie ludzi na ulice, ale mogłoby przynajmniej zapewnić Unii bardziej istotne miejsce w negocjacjach, z lepszymi perspektywami na sukces w Paryżu. Dla mnie są to dwie odmienne strategie. Jedna kieruje się na ludzi, i musi być obecna teraz w Paryżu, ale także poza nim, gdyż wszyscy wiemy, że paryskie ustalenia będą tylko umową początkową.

ZME: Jaką rolę może w dyskusji o energii odegrać taki lokalny ruch jak “Zielone Miasto”?
BE:
Miasta są często ściślej związane z tym, czego ludzie chcą, niż politycy postawieni wyżej i dlatego właśnie Grupa Zielonych w Parlamencie Europejskim, ale także Europejska Partia Zielonych, staramy się nawiązać kontakt z tymi „Zielonymi Miastami”, które wychodzą z inicjatywą i w których, najczęściej, Zieloni są dobrze reprezentowani.

Poparcie dla nich jest ważne, bo obok formalnych negocjacji, które mogą utknąć na procentach i tekstach prawnych, na poziomie miejskim działania są bardzo obiecujące i mogą one wiele zmienić, dzięki temu, że będą stawać się neutralne energetycznie, węglowo itd., niezależnie od formalnych celów. Jest to także częścią naszej kampanii, jak również kontaktowanie się z naszymi zielonymi radnymi, których mamy sporo w całej Europie.

ZME: Na czym twoim zdaniem Zieloni w europarlamencie powinni się skoncentrować w najbliższych miesiącach, by wynik wiążącego porozumienia był jak najlepszy?

BE: Powinna to być kombinacja tych rzeczy, o których mówiliśmy. Nie osiągniemy sukcesu na poziomie europejskim, jeśli państwa członkowskie i partie krajowe nie będą nas wpierać, dlatego ściśle współpracujemy z EPZ, która jednocześnie stara się zaktywizować radnych lokalnych.

Po drugie, naprawdę koncentrujemy się na pozytywnej kampanii wokół dania ludziom kontroli nad wytwarzaniem energii. Chcemy pokazać ludziom pracującym nad projektami OZE, że nie są sami, że to się dzieje w całej Europie, pokazać, że zmiana energetyczna jest możliwa.

Po trzecie, mamy pracę parlamentarną, pracę polityczną nad tym, by więcej polityków stanęło po naszej stronie. Koncentrujemy się na powiązaniu problemu zmian klimatycznych z polityką bezpieczeństwa energetycznego, by pokazać, że te dwa tematy są pokrewne.

Myślę, że zbierając razem te trzy aktywności, stworzymy kampanię, którą następnie spróbujemy powiązać z organizacjami pozarządowymi, które działają, a następnie – mam nadzieję – z większym ruchem, który sprawi, że Europa stanie się siłą napędową, a nie hamulcowym zmian.

Artykuł Greens can be the political voice of the climate movement ukazał się w „Green European Journal” (Zielonym Magazynie Europejskim). Przeł. Katarzyna Sosnowska.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.