zieloni piraci

Czy sukces Piratów powinien niepokoić Zielonych?

Lynn Tabak
25 października 2011

Abordaż co najmniej piętnastu Piratów na pokład parlamentu Berlina postawił Zielonych w niezręcznej sytuacji. Utracili znaczną część swojego elektoratu na rzecz przybyszy, którzy wstrząsnęli sceną polityczną tak, jak dokonali tego Zieloni w latach 80. Czy to znak, że Zieloni stracili kontakt z oczekiwaniami swoich wyborców – czy raczej zyskali nowego sprzymierzeńca?

Z podniesionymi żaglami, z nieodłącznymi laptopami Piraci – którzy zdobyli w wyborach lokalnych 8,9% głosów – przypominają, jak zauważył „TAZ”, długowłosych, dziergających swetry naprawiaczy świata, którzy weszli w 1979 r. do parlamentu Bremy. Obie grupy podejmowały i podejmują tematy, które były lub są nowe dla większości przedstawicieli starych partii. Dawniej ekologia i feminizm, dziś regulacja internetu i wolności obywatelskie. Piraci domagają się, aby „uprawiać politykę inaczej”. Dokładnie tak samo, jak czynili to kiedyś Zieloni. Z kolei same żądania Piratów – pełne zrównanie związków homoseksualnych z małżeństwem, nowoczesna polityka narkotykowa, włączenie obywateli do wszelkich procesów decyzyjnych – można z łatwością odnaleźć we wczesnych manifestach Zielonych.

Daje się zauważyć tylko jedna różnica: Zieloni kładą nacisk na co najmniej 50-procentową obecność kobiet na wszystkich poziomach partii, podczas gdy Piraci mają wyraźną nadwyżkę mężczyzn. To jednak może o wiele lepiej oddawać rzeczywistość. O ile przewaga kobiet u Zielonych spośród wszystkich osób wybranych do władz kontrastuje z 60-procentowym udziałem mężczyzn w szeregach partii, o tyle dominacja mężczyzn wśród Piratów odzwierciedla skład społeczności internetowych, z których się wywodzą. Albo, jak zauważa pewien czytelnik „TAZ”, „Piraci są postfeministami”.

Analiza elektoratu pokazuje, że Piraci zdobyli głosy ludzi, którzy wcześniej głosowali na partie niszowe (22 tyś.) albo nie głosowali w ogóle (23 tys.). Przekonali też do siebie wyborców partii lewicowych, w tym głównie dawnych zwolenników Zielonych (17 tys.). Podobnie jak Zieloni, Piraci są również najbardziej popularni pośród ludzi młodych i wykształconych.

Nie dziwi więc fakt, że kierownictwo partii Zielonych czuje się zaniepokojone. Jak uważa Jürgen Trittin, współprzewodniczący Zielonych w Bundestagu: „jest to strukturalnie najtrudniejszy problem, jeżeli chodzi o wyniki wyborów”. Z kolei Renate Künast, kandydatka Zielonych na burmistrzynię Berlina, stwierdziła podczas porannego spotkania, że rozważa możliwą koalicję z Piratami. Künast proponuje, aby „przyciągnąć ich odrobinę bliżej do mieszczaństwa, tak aby w następnych wyborach w Berlinie nie konkurować ze sobą . Także Piraci mogą być zresocjalizowani”.

W innym tonie wypowiadają się osoby, specjalizujące się w Zielonych w temacie internetu. Ich reakcje są zdecydowanie pozytywne. Konstantin von Notz, rzecznik frakcji Zielonych w Bundestagu ds. internetu napisał na swoim blogu Grün Digital, że ma „wielki szacunek” dla tego, co osiągnęli Piraci, mając do dyspozycji tak niewielkie fundusze. Stwierdził też, że „liczy na dalszą współpracę nie tylko w Parlamencie Europejskim, gdzie już dziś Piraci walczą razem z Zielonymi”, ale także we wspólnych przedsięwzięciach w Berlinie – w kwestiach takich jak prawa obywatelskie, promocja wolnego dostępu do wiedzy i przejrzystość życia polityczno-gospodarczego.

W artykule opublikowanym we „Freitag” wspólnie z europosłem Janem-Philippem Albrechtem Konstantin von Notz nawołuje do stworzenia europejskiego ruchu na rzecz cyfrowych praw obywatelskich. „Polityka internetowa zbyt długo stanowiła instrument źle rozumianej polityki bezpieczeństwa: polityki powstrzymywania i ograniczeń, niewrażliwej na towarzyszący rozwojowi internetu potencjał i możliwości, niezdolnej do tego, by dostrzec je i promować”.

Społeczności internetowe, mimo że organizują się za pośrednictwem list mailowych, wiki, twittera i innych mediów społecznościowych, wciąż nie są w stanie konkurować w Brukseli z potężnymi, posiadającymi miliardy euro organizacjami lobbystycznymi. To się jednak zmienia. W dniach 17-19 września br. Bruksela była świadkiem odnowienia się europejskiego ruchu na rzecz cyfrowych praw obywatelskich Freedom not Fear. Ruchu zdeterminowanego, aby zmusić Unię Europejską do podjęcia dyskusji nad jego żądaniami.

Artykuł ukazał się pierwotnie na witrynie Greenyourope. Przekład: Piotr Kozak.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *