Wiara, nadzieja, (eko)polityka

Bartłomiej Kozek
13 marca 2016

Religia i duchowość pozostają grząskim tematem dla sporej części postępowych sił politycznych.

Nowa publikacja pod auspicjami Zielonej Fundacji Europejskiej sprawdza, czy możliwe jest zbudowanie między nimi mostów.

„Religia to opium dla ludu” – to zdaje się jeden z najbardziej znanych zwrotów, mających tłumaczyć lewicowe podejście do wiary. Konserwatywne siły polityczne używały go niczym maczugi, odstraszając od tej czy innej formacji osoby wierzące. Fakt, że po lewej nie brak osób, dla których powiedzenie to stało się elementem politycznego credo nie ułatwił nawiązania dialogu.

Nadwiślańska monokultura

Z polskiej perspektywy chęć takowego dialogu po obu stronach nie jest zresztą szczególnie wysoka. I nie ma się czemu dziwić – olbrzymie wpływy kościoła katolickiego, brak realnej konkurencji ze strony innych wyznań, obecność religii w szkołach, publiczne pieniądze i medialne patronaty idące na inicjatywy religijne czy wreszcie restrykcyjne prawo aborcyjne i brak związków partnerskich – wszystko to sprawia, że lewica do rozmów nie jest zbyt chętna.

Efekt tego jest jednak taki, że politycznie aktywna część polskiego kościoła śmiało zawłaszcza kolejne przestrzenie symboliczne, które jeszcze niedawno wydawały się niemalże cywilizacyjną oczywistością. Najbardziej jaskrawym tego przykładem była sprawa in vitro – zapłodnienia pozaustrojowego, wokół którego kilka lat temu rozpoczął się prawdziwy, polityczny bój.

Okazało się, że od lat popierane przez większość społeczeństwa rozwiązanie może na parę lat sparaliżować ówczesną partię rządzącą, mieniącą się reprezentantką modernizacji i przybliżania Polski do reszty Europy…

W efekcie pytanie o to, w jaki sposób – nie rezygnując rzecz jasna z własnych przekonań – podchodzić do wiary i duchowości wydaje się w Polsce jak najbardziej aktualne. Tym bardziej, że w tle pojawił się w międzyczasie kryzys uchodźczy, w którym rola (negatywnie pojmowanej) religijności odgrywała niebagatelną rolę. Warto sprawdzić, jak z dotychczasowymi i nowymi wyzwaniami związanymi z wiarą radzą sobie ekopolityczki i ekopolitycy z innych zakątków Europy.

Schematy na bok

Możliwe jest to dzięki publikacji „Green Values, Religion & Secularism”. Po jej lekturze szybko okaże się, że podejście osób zaangażowanych w ekopolitykę do tematu wiary i religijności dalekie jest od stereotypowej wizji aktywnych ateuszy, pragnących zaniku szeroko pojętej duchowości. Zamiast tego przed naszymi oczami rozwija się kolorowa mozaika postaw i nieoczekiwane konsekwencje, jakie przynoszą dla politycznej aktywności przepytywanych.

Przykład? Po jednej stronie tego barwnego spektrum znajdziemy Trevora Sargenta, byłego lidera Zielonych w Irlandii, który otwarcie mówi o swoich modlitwach przed podejmowaniem ważnych dla siebie wyzwań i decyzji. Jako protestant dzieli się wrażeniami z dość dusznej atmosfery, jaka panowała za jego młodości na „zielonej wyspie”, a także opowiada o trudnym doświadczeniu obserwowania kruchego spokoju w Irlandii Północnej.

Co ciekawe, wśród swoich planów życiowych ma… zostanie anglikańskim księdzem.

Po drugiej umieścić możemy holenderską europosłankę Judith Sargentini. Jest ona przekonana, że wraz z upływem czasu proces sekularyzacji nabierze tempa i religia przestanie porządkować ludziom życie. Czy oznacza to, że po porzuceniu katolicyzmu zamieniła się w wojująca ateistkę? Nie – dużo bardziej wierzy ona w zasadę „żyj i pozwól żyć innym”, czyli pragmatyczne podejście do wyzwań, związanych z przecinaniem się sfery publicznej i prywatnej, jak choćby w wypadku organizowania zajęć nauki pływania w szkołach w Amsterdamie tak, by muzułmańscy rodzice puścili na nie swe córki.

Nowy gracz, nowe spory

Kwestia obecności islamu w europejskiej przestrzeni publicznej nie jest tu zresztą omawiana wyłącznie za plecami samych zainteresowanych. Niezwykle ciekawa jest rozmowa z przewodniczącą Zielonych we Flandrii, Meyrem Almaci. Dzieli się ona doświadczeniem rezygnacji z noszenia chusty w wieku 16 lat, pokazując zarazem odmienne konteksty jej noszenia.

„Kobiety na Bliskim Wschodzie zrzucają hidżaby jako sposób protestu podczas gdy tu (w Belgii – przyp. BK) noszą je jako deklarację posiadania praw” – mówi w wywiadzie, pokazując, że strategie rozdziału religii od państwa, wymuszające rezygnację z pewnych osobistych atrybutów religijności (takich jak np. jarmułki) mogą przynosić efekt odwrotny od zamierzonego.

Nie jest to jedyne wyzwanie przed którym stajemy, próbując znaleźć sposób na możliwie mało konfliktową obecność religii w sferze publicznej. Jak zwraca uwagę Bettina Jarasch, przewodząca grupie roboczej niemieckich Zielonych do spraw filozofii życiowej, społeczności wyznaniowych oraz państwa, istnieje spory problem w sytuacjach, gdy dochodzi do konfrontacji różnych, fundamentalnych praw człowieka.

Wolność religijna ścierać się może choćby z prawem dziecka do nietykalności cielesnej (jak w wypadku debaty o obrzezaniu niemowląt) czy prawami zwierząt (ubój rytualny).

Rozwiązanie tych dylematów nie jest sprawą łatwą. Próbując siłowo narzucić to czy inne rozwiązanie ryzykujemy alienacją tej czy innej grupy społecznej – a nawet wykluczeniem osób, których miało ono wyzwalać, kiedy rodzice postanawiają zrezygnować z posyłania dziecka do publicznej szkoła, wymuszającej zdjęcie chusty czy jarmułki.

Nie oznacza to, że kompromisy nie są możliwe – wspomniana wcześniej Meyrem Almaci przypomina, że w wypadku uboju rytualnego w wielu krajach muzułmańskich ogłuszanie zwierząt przed ich zabiciem jest standardową praktyką, możliwą do pogodzenia z praktykami religijnymi.

Zapomniane historie

Wszystko to wymaga jednak dialogu i chęci porozumienia z obu stron. Łatwo wrzucać przedstawicielki i przedstawicieli tej czy innej grupy wyznaniowej do jednego worka, niezbyt zwracając uwagę na jej wewnętrzną różnorodność.

Tworząc ze wszystkich kierujących się zasadami islamu terrorystów stajemy się głusi na opowieści takie jak ta, zaprezentowana przez Savasa Comleka – o wiejskiej społeczności z Anatolii, która obok muzułmańskich modłów celebrowała inspirowane chrześcijaństwem kradzenie jajek przez dzieci czy pieczenie naleśników, będących przysmakiem społeczności alawickiej.

Jego zdaniem zanik takich synkretycznych zwyczajów spowodowany został nie przez reakcję na sekularyzację kraju po I wojnie światowej, lecz przyzwolenie, jakie rządząca krajem w latach 80. armia dała do rozprzestrzeniania się bardziej konserwatywnych, chcących ingerować w życie publiczne środowisk islamistycznych.

Reakcja ta miała jednak swoje podstawy – zdaniem Nil Mutluer zakaz noszenia chust przez kobiety, nawet jeśli obecnie poluzowany, do dziś przyczynia się do gorszej sytuacji kobiet w oświacie czy na rynku pracy w tym kraju.

Warto rozmawiać – ale jak?

W jaki sposób ekopolityka może zatem wchodzić w dialog z wiarą? Przede wszystkim nie powinna uważać próby jego podjęcia za powód do rezygnacji z własnych ideałów. Wśród pojawiających się w publikacji głosów nie brakowało rozczarowania faktem, że np. kościół katolicki przez długie lata wolał w swoim nauczaniu promować własne rozumienie etyki seksualnej, zamiast podkreślać swoje przywiązanie do idei sprawiedliwości społecznej czy dbałości o przyrodę, gdzie szanse na porozumienie byłyby znacznie większe.

Poszukiwanie przestrzeni wspólnych – i możliwości współpracy w ich obrębie – nie jest jak wiemy zadaniem łatwym. Szczególnie tam, gdzie wpływy kościoła są na tyle duże, że nie odczuwa on tak bardzo potrzeby wchodzenia w dialog z innymi aktorami życia społecznego.

Nie ma zatem większych wątpliwości co do tego, że taka dyskusja nie jest możliwa bez stworzenia przestrzeni rozdziału między kościołem a państwem. To, w jaki sposób powinna ona wyglądać powinno stać się przedmiotem żywej dyskusji między siłami politycznymi, uważającymi się za postępowe.

Czy np. zupełnie zrezygnować z nauczania o religii w szkołach, czy może uznać, że jej zmiana na religioznawstwo ułatwi dialog międzykulturowy i lepsze zrozumienie świata? Czy niemiecki podatek kościelny jest narzędziem, które sprawdziłoby się w Polsce? To tylko pierwsze z brzegu pytania, nasuwające się w tej dyskusji.

Dyskusji, którą książka „Green Values, Religion & Secularism” ma ambicję animować.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *