Zielona wizja niepodległej Szkocji

Bartłomiej Kozek
12 września 2014

W najbliższy czwartek mieszkanki i mieszkańcy Szkocji zdecydują o tym, czy chcą utworzyć niepodległe państwo. Jak mogłoby ono wyglądać? I dlaczego Szkoccy Zieloni popierają niepodległość?

Do niedawna debata wokół opuszczenia przez Szkocję Zjednoczonego Królestwa – choć całkiem merytoryczna jak na standardy postpolitycznych czasów, w których żyjemy – wydawała się przesądzona. W praktycznie każdym sondażu od miesięcy wygrywała opcja przeciwna niepodległości.

Emocje rosną

Wszystko jednak się zmieniło, gdy pewien sondaż w miniony weekend przyniósł niemałą sensację – oto stosunkiem 51 do 49 proc. wygrywała w nim opcja „tak”. Zaniepokojeni obrotem wypadków przywódcy trzech największych partii – konserwatystów, labourzystów oraz liberalnych demokratów – wybrali się na północ kraju, by apelować o jego pozostanie w granicach Zjednoczonego Królestwa.

Co więcej, pojawił się wręcz nacisk na królową Elżbietę II, by również i ona zaangażowała się w kampanię pod hasłem Better Together (Razem Lepiej). Za pośrednictwem swych służb królowa oświadczyła jednak, że nie angażuje się w politykę, a decyzja o ewentualnej niepodległości należy do samych Szkotów.

Gdyby 18 września Szkocja faktycznie obrała kurs na samodzielność, byłby to wielki polityczny sukces jej największego orędownika – szkockiego pierwszego ministra ze Szkockiej Partii Narodowej (SNP), Alexa Salmonda. Salmond skorzystał na swym oporze wobec polityki cięć i zaciskania pasa, forsowanej przez prawicowy rząd w Londynie, deklarując, że niezawisłość pozwoli zapewnić trwałość takich zdobyczy lokalnej administracji, jak bezpłatne studia czy publiczna służba zdrowia.

Zielone „tak”

Jednak nie tylko Salmond jest orędownikiem niepodległości. Także Szkoccy Zieloni zdecydowali się poprzeć niezawisłość od Londynu, uzasadniając swoje poparcie zielonymi wartościami pogłębiania demokracji oraz decentralizacji.

Ich zdaniem pozostawanie w obrębie Zjednoczonego Królestwa nie pozwala Szkocji na skuteczne rozwiązanie palących problemów społecznych – z odejściem od polityki sprzyjającej narastaniu nierówności społecznych na czele. Nie da się również ukryć, że nie uśmiecha im się fakt stacjonowania na obszarze kraju brytyjskich łodzi podwodnych uzbrojonych w rakiety przenoszące ładunki nuklearne.

Jak wyglądać miałaby nowa, niepodległa Szkocja, gdyby w czwartkowym referendum wygrała opcja „tak”, a wkrótce potem władzę objęliby Zieloni? W przeciwieństwie do Salmonda nie trzymaliby się kurczowo unii walutowej z Wielką Brytanią, preferując własną walutę. Nie są również zwolennikami przystępowania ich kraju do NATO. Nie wierzą również w to, że kurczące się złoża gazu i ropy naftowej na Morzu Północnym zapewnią rozwój po uzyskaniu niepodległości.

Gospodarka od nowa

Zamiast tego stawiają na zieloną, bardziej zlokalizowaną gospodarkę, której rozwojowi miałoby sprzyjać przejęcie przez Szkocję z rąk Londynu Royal Bank of Scotland i jego zreorganizowanie na wzór niemieckich Sparkasse, kredytujących małe przedsiębiorstwa i lokalne przedsięwzięcia ekonomiczne. Ich zdaniem to krok konieczny w obliczu zdominowania brytyjskiego systemu bankowego przez wielkie podmioty. W Wielkiej Brytanii lokalne banki mają jedynie 3% udziału w rynku, podczas gdy w Niemczech – 67%, w Stanach Zjednoczonych zaś – 34%.

Łatwiejsze finansowanie małego, lokalnego biznesu umożliwiłoby tworzenie nowych miejsc pracy – podobnie jak i bezpośrednie inwestycje publiczne niezbędne dla zazielenienia gospodarki. W centrach miast miałyby powstać specjalne huby biznesowe, tworzące strategie rozwoju oraz przestrzeń działania dla lokalnej przedsiębiorczości. Sektory, na rozwój których postawiłby zielony rząd, to m.in. poszukująca ekologicznych rozwiązań branża chemiczna, niskowęglowe budownictwo, energetyka odnawialna czy budowa statków na potrzeby komercyjne zamiast militarnych.

Bezpiecznie i elastycznie

Poważnej zmianie miałby ulec system zabezpieczeń społecznych. Większość zasiłków oraz emerytury zostałoby zastąpione Dochodem Obywatelskim, wypłacanym wszystkim obywatelkom i obywatelom kraju. Osoby do 16. roku życia otrzymywać by miały równowartość 50 funtów tygodniowo, dorosłe – 100, zaś osoby w wieku emerytalnym – 150.

Wprowadzenie takiego systemu miałoby przynieść oszczędności w systemie świadczeń socjalnych (szacowane na 300 milionów funtów rocznie), ale przede wszystkim – zwiększyć elastyczność wyborów życiowych, jednocześnie doceniając niepłatną dziś pracę opiekuńczą oraz dając zabezpieczenie finansowe osobom, które chciałyby spróbować stworzyć swą firmę.

Zmiany w systemie zabezpieczeń społecznych mogłyby być bodźcem do stworzenia bardziej progresywnego systemu podatkowego za pomocą wyższych stawek PIT dla bogatszych, wprowadzenia podatku od spekulacji finansowych czy podatku majątkowego od najbogatszych.

Zamknięcie luk podatkowych, możliwe dzięki przejęciu pełnej kontroli nad systemem fiskalnym kraju, a także mniejsze niż planowane przez SNP wydatki na zbrojenia – to kolejne źródła finansowania Dochodu Obywatelskiego, który zdaniem Szkockich Zielonych pozwoliłby zbliżyć ich kraj do poziomu egalitaryzmu znanego z państw nordyckich.

Istotną rolę w przekonywaniu Szkotek i Szkotów do zagłosowania na „tak” w czwartek odgrywa wizja większej demokratyzacji systemu politycznego kraju. Niepodległość miałaby ich zdaniem dać szansę choćby na wzmocnienie lokalnych samorządów – otrzymanie przez nie prawa do kształtowania wysokości części podatków (np. katastralnego) oraz zagwarantowanie im stałego udziału w podziale podatków ogólnokrajowych. Wyposażone zostałyby również w kompetencje, umożliwiające im współpracę ze sobą w konkretnych kwestiach, takich jak transport publiczny. Cyfrowa Karta Praw miałaby z kolei stanowić gwarancję przestrzegania takich praw obywatelskich, jak prawo do prywatności czy neutralności sieci.

Nowa Szkocja, Nowa Wielka Brytania

Czy choćby część wspomnianych przed chwilą postulatów ma szanse na realizację? Komentatorzy zwracają uwagę na fakt, że sondaż, w którym wygrywali zwolennicy niepodległości może na ostatniej prostej zmobilizować jej przeciwników do tłumnego głosowania – tak stało się w roku 1995 podczas referendum niepodległościowego w kanadyjskim Quebecu.

Nawet jeśli Szkocja pozostanie w Zjednoczonym Królestwie, jest niemal pewne, że otrzyma więcej uprawnień do samodzielnego kształtowania swej polityki wewnętrznej. Deklarują to już praktycznie wszyscy politycy trzech najważniejszych obecnie partii politycznych w Wielkiej Brytanii.

A może jednak strach przed tnącymi sieć zabezpieczeń społecznych, niepopularnymi Torysami, którzy mają tu ledwie jednego parlamentarzystę w Izbie Gmin, zmobilizuje tradycyjnie dość lewicowy, szkocki elektorat? Odpowiedź poznamy już wkrótce. Emocji nie zabraknie.

Strona kampanii Szkockich Zielonych na rzecz niepodległości – Green Yes

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *