Dyskryminacja – bariera nie do pokonania? (cz. I)

Miroslav Klempar , Zszuzsanna Lakatosne , Fiorentina Stanciu , Beatrice White
8 czerwca 2016

Jak wykluczenie społeczne odczuwają mieszkający w Europie Romowie?

Granice, które dzielą nasze mapy i stanowią fundament poczucia narodowej jedności zakrywają fakt, że wewnątrz i pomiędzy tworzonymi przez nie kawałkami terytorium istnieją społeczności, których samo istnienie stanowi dla nich wyzwanie. Żyjąca w Europie i poza nią społeczność romska stanowi dokonały tego przykład.

W grudniu roku 2015 delegacja romskich aktywistów uczestniczących w programie oddolnego wsparcia, stworzonym i prowadzonym przez Narodowy Instytut Demokratyczny we współpracy z lokalnymi organizacjami ochrony praw człowieka z Węgier, Rumunii i Słowacji odwiedzili Brukselę, by spotkać się z europejskimi decydentami oraz działaczami na rzecz praw Romów.

W trakcie tej wizyty działacze z Czech, Rumunii i Węgier dyskutowali na temat granic, zmian, jakie w życiu ich społeczności przyniosła Unia Europejska, a także źródłach własnej tożsamości. Ich wypowiedzi pozwoliły nam lepiej zrozumieć, dlaczego określanie Romów mianem bezpaństwowej, ponadnarodowej społeczności nie oddaje głębokich więzi, jakie odczuwają oni ze swym lokalnym otoczeniem, a także dlaczego niewidzialne granice potrafią być równie mocno odczuwalne, jak te materialne.

Beatrice White: Czy wejście krajów Europy Środkowej do Unii Europejskiej ułatwiło życie mieszkającym tam Romom? Czy jakość życia w ciągu ostatniej dekady się poprawiła, czy może nie za bardzo?

Miroslav Klempar: Historycznie rzecz ujmując Romowie przez długie lata byli podróżnikami – kiedy jednak nomadyczny tryb życia został zabroniony w wielu krajach zdecydowali się osiąść I stać się normalnymi mieszkańcami. Romowie są w Europie od setek lat, jest ona naszym domem.

Czuję, że Czechy to mój kraj, ale z różnych powodów odnoszę wrażanie, że dla tutejszego społeczeństwa jestem kimś obcym – mimo iż tak moi rodzice, jak i ja sam się tu urodziliśmy.

Oto granica, która nie zniknęła. Myślałem, że gdy Czechy weszły do Unii Europejskiej dojdzie do jakiś zmian, ale uprzedzenia trzymają się mocno – mam wrażenie, że sytuacja nawet się pogarsza.

Niegdyś Romowie żyli zmieszani z resztą ludności, po akcesji zostali zepchnięci do własnych dzielnic. Segregacji przestrzennej towarzyszy dyskryminacja w innych dziedzinach, takich jak edukacja. Postanowiłem zająć się tym zagadnieniem, bo mamy tak naprawdę dwa systemy edukacyjne – ogólny oraz specjalny.

Normalnie jest on zarezerwowany dla dzieci z niepełnosprawnościami, ale nasze dzieciaki często są tak klasyfikowane w celu zdobycia przez placówki dodatkowych środków. Chcę to zmienić. Pracujemy z rodzicami, tłumaczymy im, jakie mają prawa, staramy się ich wzmacniać, pomóc wybierać odpowiednie szkoły i uniknąć segregacji.

Fiorentina Stanciu: Nie wiem jak było przed wejściem Rumunii do Unii – w roku 2007 miałam 13 lat. Widać jednak, że wielką szansą jest dla nas, szczególnie młodych, swoboda podróżowania, możliwość spotykania się i uczenia się od innych. Nie wiem jednak, czy to szczególnie pomocne akurat dla Romów.

Dla mnie to oczywiście coś dobrego – mogę przyjechać tu, do Brukseli odwiedzić Parlament Europejski. Nie wiem jednak, czy równie życzliwie zostaliby przyjęci ludzie, tacy jak moi dziadkowie – osoby starsze, słabiej wykształcone, nieznające angielskiego, które czasem mogą wręcz wyglądać odmiennie.

Przypomnę, że parę lat temu Romowie byli wysyłani z Francji z powrotem do Rumunii i Bułgarii z kilkuset euro w kieszeni. Władze właściwie nie sprawdzały, czy odsyłani byli Romami, po prostu chciały się ich pozbyć. Był to głupi pomysł – ludzie brali pieniądze, wracali do Rumunii, a potem znów przyjeżdżali do Francji.

Nie mam pojęcia, skąd w krajach takich jak Francja czy Niemcy taki lęk przed Romami. Nie jesteśmy złymi ludźmi – po prostu robimy różne rzeczy inaczej.

Zsuzsanna Lakatosne: Młodzi, tacy jak Florentina, nie doświadczyli życia za czasów komunistycznych, które dla nas na Węgrzech były lepsze niż życie, które mamy obecnie. Każdy miał wówczas pracę, a Romowie chronieni byli przed dyskryminacją w miejscu pracy. Jeśli nie miałeś roboty, sprawę mógł rozwiązać jeden telefon od lokalnego oficjela partyjnego – robotę można było znaleźć dla każdego, w tym dla Romów.

Dziś nęka nas bezrobocie, a wraz z nim pojawia się potrzeba zasiłków społecznych. Ich otrzymanie uzależnione jest jednak od szeregu warunków, które nie zawsze łatwo jest spełnić. Głównym problemem jest fakt, że Unia Europejska właściwie nie może zainterweniować w tych kwestiach, które pozostają w gestii państw członkowskich.

Rozpoczęła się również ponowna segregacja szkolna, mająca fatalny wpływ na szanse edukacyjne i życiowe romskich dzieci. Sprawia ona, że wpadają w matnię, z której nie mogą się wydostać. Decyzje dotyczące segregacji są dziś na Węgrzech w ręku jednego człowieka – ministra zasobów ludzkich – co oznacza, że jego opinie mają nadmierny wpływ na te kwestie.

Choć istnieje tylko jedna, faktycznie „posegregowana” szkoła na Węgrzech, segregacja możliwa jest z powodów religijnych, jak również na poziomie poszczególnych oddziałów klasowych.

BW: Dlaczego z dyskryminacją jest coraz gorzej? Chodzi o stereotypy medialne i uprzedzenia, jakie odczuwa społeczność pozaromska? Czy Romowie mają w związku z nieufnością oraz lękiem przed dyskryminacją do izolowania się od reszty?

MK: Historia dyskryminacji społeczności romskiej jest tak stara, jak ona sama – i trwa nadal.

Prawodawstwo antyrasistowskie wdrażane było w Unii na początku XXI wieku, mimo iż dyskryminacja trwała znacznie wcześniej. Podobnie „romofobia” jest względnie nowy, choć zjawisko to istniało przecież od dobrych kilkuset lat.

Pierwszym krokiem musi być zidentyfikowanie problemu i jego nazwanie – możemy wówczas zacząć z nim walczyć. Skargi przeciwko Słowacji i Czechom, skierowane do UE w imieniu romskich dzieci były przez te kraje lekceważąco – twierdziły one, że żadna dyskryminacja nie ma miejsca. Pierwszym etapem jest więc przyznanie się do problemu, nawet jeśli mieliśmy z nim do czynienia już od dawna.

Unia Europejska odgrywa tu kluczową rolę, szczególnie że dysponuje funduszami strukturalnymi. Ich przekazywanie może być powiązane z oczekiwaniem zmian w tej dziedzinie, co zresztą już się czasem zdarza. Myślę, że to plus.

Media niestety nie pomagają – wszystko, co o Romach przeczytacie lub zobaczycie w telewizji, powiązane jest z przestępczością. Brakuje pozytywnych doniesień o społeczności. Chociaż żyjemy ze sobą wspólnie od kilkuset lat większość ludności nie wie nic o nas, naszej kulturze i sposobie życia.

Myśląc o integracji, chcieliby pomalować nasze twarze na biało i zobaczyć, jak żyjemy dokładnie tak, jak oni.

Mamy jednak pełne prawo do zachowania naszej kultury, języka i tradycji.

FS: Dyskryminacja ma miejsce, bowiem nikt nie jest zainteresowany w wysłuchaniu opowieści o Romach, którym się udało lub którzy pracują nad poprawą sytuacji w swojej społeczności.

Jeśli chodzi o integrację, to edukacja jest tu kluczowa. Jeśli masz do czynienia z wykształconymi, poinformowanymi ludźmi, masz do czynienia z dobrym (w każdym sensie tego słowa) społeczeństwem. Nasze władze wolą jednak, by dało się nami łatwo manipulować.

Właśnie dlatego zdecydowałam się pracować z dziećmi i młodzieżą, dając im wsparcie, formalną edukację oraz zajęcia na temat praw człowieka, dyskryminacji i dialogu międzykulturowego. Staram się im pokazać, że mają w swoich rękach wszelkie narzędzia do tego, by mieć informacje.

Problemem jest jednak to, że nie wiedzą co z nimi zrobić, nie mają za bardzo wizji swojego przyszłego życia. Wiele dzieci, z którymi pracuję, ma dziś rodziców zagranicą. To o tyle dobrze, że mogą im zapewnić odpowiednie warunki materialne, ale oznacza też, że są oni nieobecni, nie mogą ich nauczyć, jak postępować w życiu, co jest dobre, a co złe. Jeśli ludzie są wykształceni, zyskuje na tym całe społeczeństwo.

ZL: Kiedy integrację zrównuje się z asymilacją, to mamy do czynienia z dyskryminacją.

Jako że historia Romów jest nieobecna w szkolnych programach nauczania i w podręcznikach, większości społeczeństwa nie będzie dane poznać nas czy rolę, jaką pełniliśmy w społecznościach. Bez naszego wkładu kraje te byłyby znacznie uboższe. Mimo to odmawia się nam historii. Dyskryminuje się we wszystkich dziedzinach życia.

Kiedy ogranicza się naszym dzieciom szansę na rozwój umysłowy, zwiększa to bariery, z jakimi będą mieć do czynienia w przyszłości. Zawsze domaga się od nas, byśmy się integrowali, ale tak naprawdę tego się nie chce. Chce się, byśmy zniknęli, rozpłynęli się w społeczeństwie. Europa bez Romów byłaby jednak dużo uboższa, jeśli chodzi o kulturę i różnorodność.

Artykuł „Discrimination Is a Barrier that Can’t Be Knocked Down: The Roma Experience of Exclusion” ukazał się na łamach Zielonego Magazynu Europejskiego. Tłum. Bartłomiej Kozek.

Zdj. Anglos na licencji CC BY-SA 3.0

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *