Żłobki są potrzebne!

Agnieszka Grzybek , Aleksandra Sołtysiak
20 marca 2012

Agnieszka Grzybek: Skąd się wzięło Porozumienie Żłobkowe?

Aleksandra Sołtysiak: Zelektryzowała nas informacja w prasie o planowanych podwyżkach opłat za miejskie żłobki. Wówczas przedstawicielki i przedstawiciele Stowarzyszenia Kobiet Konsola, My Poznaniacy i związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza zaczęli systematycznie uczestniczyć w posiedzeniach komisji rodziny, polityki społecznej i zdrowia. Zgłosiliśmy aż 22 uwagi do przygotowanego przez ratusz projektu „Programu opieki nad dziećmi do lat 3”, który miał ukierunkować politykę żłobkową w Poznaniu. „Gazeta Wyborcza” zorganizowała w swojej poznańskiej redakcji debatę o żłobkach, w której udział wzięli rodzice, opiekunki żłobkowe i właściciele żłobków niepublicznych. Wtedy uświadomiłam sobie, że w gruncie rzeczy mówimy o tym samym. Trzy dni później odbyło się pierwsze spotkanie Porozumienia Żłobkowego. Zjawiło się na nim aż 40 kobiet!

AG: Czy trudno było ustalić wspólne postulaty?

AS: Skupiłyśmy się na czterech: zaniechanie prywatyzacji, komercjalizacji czy uspołecznienia żłobków miejskich; dotacjach dla dzieci w żłobkach niepublicznych; 30-procentowej podwyżce wynagrodzenia opiekunek żłobkowych oraz wstrzymaniu podwyżek opłat w żłobkach miejskich. Hasło prywatyzacji pojawiło się zresztą we wspomnianym miejskim „Programie opieki nad dziećmi do lat 3”, gdyż – jak przyznała p. Dybowska, dyrektorka wydziału zdrowia – „żłobki to kłopot”.

AG: Niedawna ustawa żłobkowa została uznana za kamień milowy w poprawie dostępu do opieki dla małych dzieci. Co tak naprawdę zmieniła?

AS: Intencja była dobra, ale realizacja fatalna. Za tą ustawą – podobnie jak za ustawą o pieczy zastępczej – nie idą do gmin pieniądze. Program „Maluch” nie wystarcza. Jego głównym celem jest modernizacja już istniejących żłobków miejskich. Tzn. rozbudowuje się placówki, wykorzystując np. pralnie, w których robi się dodatkowy oddział. Nie ma mowy o wsparciu dla dzieci, które nie miały tyle szczęścia, żeby się dostać do miejskiego żłobka. To mit, że do żłobków niepublicznych chodzą dzieci bogatych rodziców. One mają nianie. Dlatego za ustawą powinny iść pieniądze oraz szkolenia dla urzędników. Kilka miesięcy temu zbadałam, jak ustawa żłobkowa jest wprowadzana przez gminy i miasta. Okazało się, że w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców nikt sobie nie zawraca nią głowy. Gminy mówią, że nie mają pieniędzy albo – jak stwierdziły władze w Świdwinie – „u nich nie ma takiego problemu”! Lokalni urzędnicy i politycy muszą dostrzec korzyści płynące z ustawy. Zrozumieć, że dzięki temu kobiety mogą wrócić do pracy, że warto inwestować w dzieci.

AG: Skoro samorządy mają mało środków na zwiększenie liczby miejsc w żłobkach, a są małe szanse na przerzucenie obowiązku finansowania na budżet państwa, to może rozwiązaniem byłoby „uspołecznienie” żłobków? Czemu się tego obawiacie?

AS: Po pierwsze, należałoby zdefiniować, czym jest uspołecznienie. Ja cały czas nie dostałam odpowiedzi na to pytanie od zwolenników uspołeczniania, czyli polityków PO. Ale dajmy na to, że ma to polegać na przekazaniu prowadzenia jednostki budżetowej pod zarząd organizacji pozarządowej czy pracownic. Mogłoby to być jakieś rozwiązanie, pod warunkiem zagwarantowania subwencji. W Poznaniu radni powołują się na przykład przekształcenia przedszkoli. Tyle że pierwszą weryfikację będzie można przeprowadzić dopiero po zakończeniu pięcioletnich kontraktów. Nie wiemy, na jakich warunkach uspołecznione przedszkola podpiszą nowe umowy, na jakie dofinansowanie będą mogły liczyć.

Z uspołecznieniem żłobków wiąże się ryzyko przekształcenia ich za 5 lat w dobro luksusowe. Obawiamy się, że po Euro 2012 miasta będą tak spłukane, że będą zmuszone ciąć wydatki bieżące, w tym m.in. na żłobki. Bez zagwarantowanych pieniędzy z budżetu państwa w postaci subwencji czy, jak proponuje Kongres Kobiet, bonu opiekuńczego nie można mówić o uspołecznianiu.

AG: Czy udało się wam zrealizować wszystkie postulaty?

AS: Mamy na swoim koncie sukces i porażkę. Razem ze stowarzyszeniem My Poznaniacy wywalczyliśmy dodatkowe 3 mln zł w budżecie miasta na żłobki. W poznańskim programie nie mówi się o prywatyzacji, tylko o uspołecznieniu pracowniczym, które można przeprowadzić wyłącznie na wniosek pracownic. Sukcesem jest też zorganizowanie się pracownic w związki zawodowe. Mają już formułę prawną do walki o podwyżki. Wywalczyliśmy także dotacje w żłobkach niepublicznych dla 400 dzieci. Radni chcą przeznaczyć kwotę 400–500 zł. Pierwotnie zakładano, że będzie to tylko 100 zł.

Udało nam się także wywalczyć mniejszą podwyżkę opłat za żłobki: zamiast 12% jest 10,5% średniej krajowej jako podstawy naliczania. Poza tym – z tego się najbardziej cieszymy – podnieśliśmy kwotę uprawniającą do zniżek w żłobkach z ustawowych 504 zł do 900 zł brutto. Dotychczas bazowano na niewaloryzowanej od 8 lat kwocie z ustawy o świadczeniach rodzinnych, co było bardzo niesprawiedliwe. Np. samodzielna mama zarabiająca 1200 zł na umowę o dzieło musiałaby – według dotychczasowych zasad – płacić pełną stawkę. Teraz ma zniżkę.

AG: A z których żądań musieliście zrezygnować?

AS: Nie udało nam się wywalczyć podwyżek dla pracownic. Nie wiem, jak można z jednej strony wymagać od osób zatrudnionych odpowiedniego wykształcenia, kwalifikacji, a z drugiej w rozporządzeniu o zarobkach pracowników samorządowych umieszcza się je w tym samym przedziale finansowym co grabarz. Z całym szacunkiem, ale te prace mają inny stopień odpowiedzialności! Jest to ewidentny przykład pośredniej dyskryminacji kobiet i deprecjacji ich pracy.

AG: Jakie macie plany na przyszłość?

AS: We współpracy z rodzicami z innych miast poznańskie Porozumienie Żłobkowe prowadzi kampanię na rzecz finansowania żłobków z subwencji budżetowej. Nie przestajemy działać, bo wiemy, że te 3 mln zł, które wywalczyliśmy, są tylko na ten rok.

AG: Czy Poznań ma szansę stać się miastem przyjaznym rodzicom małych dzieci?

AS: Jeżeli radni i radne będą słuchać strony społecznej, to tak. Jeżeli pracownice dostaną podwyżki w wysokości umożliwiającej im godne życie, pozwalające wychować swoje dzieci. Jeżeli polski rząd przestanie mówić i tworzyć ustawy bez pokrycia finansowego. Poznań ma program, który może nie jest jeszcze krokiem naprzód, ale przynajmniej wyznacza dobry kierunek. Teraz potrzebna jest wola urzędnicza i polityczna.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *