Zieloni w Berlinie – plakat wyborczy

Zielone pomysły dla Berlina

Bartłomiej Kozek , Bartosz Lotarewicz
12 września 2011

Dziś publikujemy rozmowę z Bartoszem Lotarewiczem, kandydatem Zielonych w wyborach lokalnych w Berlinie. A już od października – nowy cykl wywiadów z zielonymi radnymi i politykami samorządowymi z różnych krajów.

Bartłomiej Kozek: W przedwyborczych sondażach w Berlinie Zieloni od dawna zdobywają ponad 20% poparcia. Wybory do berlińskiego parlamentu już 18 września – jakie są dla Zielonych najważniejsze tematy w tej kampanii?

Bartosz Lotarewicz: Najważniejsze są dla nas kwestie takie, jak edukacja, praca, ograniczenie drastycznego wzrostu czynszów oraz transport i mobilność.

Postrzegamy te kwestie jako wzajemnie ze sobą powiązane. Każdemu dziecku chcemy zapewnić równe szanse edukacyjne, od przedszkola aż do studiów lub wykształcenia zawodowego. Berlin jako kraj związkowy ma duży potencjał, który niestety nie jest wystarczająco wykorzystany. Dlatego poprzez wsparcie ukierunkowane na zieloną gospodarkę chcemy przyciągnąć inwestorów, dzięki czemu powstaną nowe, przyszłościowe miejsca pracy. Możliwe jest utworzenie do 100 tys. dobrze płatnych miejsc pracy w zielonej gospodarce oraz w usługach, m.in. w opiece zdrowotnej i turystyce. Potencjał tworzenia miejsc pracy mają też inwestycje w renowację energetyczną budynków publicznych i mieszkań spółdzielczych. Pozwoli to skutecznie przeciwdziałać wzrostowi czynszów i kosztów utrzymania. Naszym celem jest też dalsze rozbudowywanie komunikacji miejskiej i dróg rowerowych.

BK: Berlinem rządziła w ostatnich latach czerwono-czerwona koalicja SPD i die Linke. Jak oceniacie te rządy?

BL: Ostatnie 10 lat to czas stagnacji. Mamy najwyższe bezrobocie w całych Niemczech (ok. 13,3% we wrześniu 2011 r.), ostatnie miejsce w rankingu oświaty na całe Niemcy, 62 mld euro długu oraz chaos w komunikacji miejskiej. Wskutek nastawienia na zysk za wszelką cenę należąca do skarbu państwa spółka S-Bahn (miejska kolejka naziemna – przyp. red.) oszczędzała m.in. na kontrolach technicznych, co doprowadziło zimą 2008/09 r. do paraliżu miasta. W efekcie S-Bahn będzie jeździć planowo najwcześniej w 2013 r.

BK: A jaka byłaby Wasza wymarzona koalicja rządowa w mieście?

BL: Dla Zielonych najważniejszy jest program. Wszystko zależy od tego, ile zielonych postulatów możemy z daną partią zrealizować. Najwięcej łączy nas z SPD. To mieszkanki i mieszkańcy Berlina zadecydują swoimi głosami 18 września. Do ostatniego dnia prowadzimy bardzo intensywną kampanię wyborczą, aby Renate Künast została pierwszą kobietą na stanowisku burmistrzyni Berlina.

BK: Dużo mówi się na temat zadłużenia niemieckiej stolicy. Czy Zieloni mają plan jego zmniejszenia?

BL: Berlin ma bardzo rozbudowaną administrację publiczną. Jako kraj związkowy musimy trzymać się tzw. „hamulca zadłużenia” (niem. Schuldenbremse), oszczędności w następnych latach są zatem niezbędne. Obliczyliśmy, że przez zweryfikowanie nieefektywnych struktur administracji publicznej możemy zaoszczędzić do 500 mln euro. Np. wprowadzenie w urzędach Open Source zredukowałoby do zera koszty związane z oprogramowaniem. Musimy także zrestrukturyzować administrację, np. wprowadzić scentralizowane zarządzanie aktami personalnymi. Dziś każdy urząd zarządza nimi z osobna, co jest bardzo kosztowne. Chcemy też przyjrzeć się dotacjom publicznym, aby wykluczyć sytuacje, że firma ma gwarancję zysku czy dywidendy przy wykonywaniu usługi publicznej. Planujemy także zwiększyć przychody. Dzięki nowym inwestycjom również w zielony przemysł wzrosną wpływy budżetowe z podatków. Jesteśmy też za wprowadzeniem podatku dla turystów (tzw. CityTax), który przyniesie dodatkowe wpływy.

Mówimy jednak zdecydowanie, że oszczędności w budżecie nie będą dotyczyły oświaty. Fakty wskazują, że każde euro „zaoszczędzone” na edukacji będzie nas za kilka lat kosztować trzykrotnie więcej. Na oświacie nie wolno oszczędzać! To jest niebezpieczna gra z przyszłością.

BK: Jakie pomysły mają Zieloni na miejską politykę mieszkaniową? Czy kwestia eksmisji jest istotnym elementem dyskusji w tegorocznej kampanii wyborczej?

BL: W Niemczech, na szczęście, nie tak łatwo kogoś wyeksmitować, gdyż jesteśmy państwem socjalnym. Mamy jednak problem z niepohamowanym wzrostem czynszów. Chcemy to ustawowo ograniczyć. Chcemy też ograniczyć przekształcanie mieszkań w kwatery wypoczynkowe (niem. Fereinwohnungen – mieszkania przeznaczone do wynajmowania turystom). Będziemy wspierać budowę nowych mieszkań przez spółdzielnie mieszkaniowe Berlina. Tu jednak bardzo ważne jest, aby zapewniona została społeczna różnorodność. Oraz kwestie ekologiczne…

BK: No właśnie, jak zamierzacie wspierać ekologiczne budownictwo?

BL: Obecnie za dużo energii zużywa się w Berlinie na ogrzewanie powietrza, a nie mieszkań. Dlatego chcemy m.in. aktywnie wspierać renowację energetyczną budynków, by powstrzymać zużycie energii i wzrost związanych z tym kosztów. W efekcie doprowadzi to do zredukowania produkcji energii. Dodatkowo chcemy stworzyć fundusz klimatyczny, by koszta renowacji nie były zaporowe dla mniej zamożnych mieszkańców i mieszkanek.

BK: Czy w mieście są problemy ze skrajną prawicą?

BL: W tych wyborach aż trzy partie skrajnie prawicowe ubiegają się o mandaty: NPD, Pro Deutschland i Die Freiheit. Dziś nie mają przedstawicieli w Parlamencie, ale są obecne w wielu radach dzielnic. Wszystkie partie demokratyczne intensywnie współpracują, aby nie dopuścić do zdobycia przez nie mandatów. Mam nadzieję, że dzięki temu, że skrajna prawica się podzieliła, partie te będą sobie nawzajem odbierać głosy wyborców i żadna z nich nie przekroczy progu wyborczego (5% w wyborach do Parlamentu Berlina, 3% do Rady Dzielnicy).

Ogromne znaczenie ma jednak frekwencja wyborcza. Im niższa frekwencja, tym większe ryzyko, że którejś ze skrajnie prawicowych partii uda się dostać do Rad Dzielnic. W ostatnich wyborach (2006 r.) frekwencja wynosiła 58% i w porównaniu z 2001 r. spadła o 10%. Najskuteczniejszym sposobem marginalizowania populistów jest udział w wyborach i głosowanie na partie demokratyczne.

BK: W jaki sposób Zieloni chcą bronić projektu wielokulturowego Berlina?

BL: Każda z dwunastu dzielnic Berlina ma ok. 260 tys. mieszkańców i mieszkanek. Co piąta żyjąca tu osoba ma zagraniczne pochodzenie lub narodowość. Berlin był i zawsze będzie wielokulturowy. I z tej różnorodności to miasto żyje. Integracja oznacza jednak, że obie strony muszą się do siebie zbliżyć. Niemcy jako naród są tradycyjnie mocno przywiązani do tworzenia stowarzyszeń. Jest bardzo wiele projektów, m.in. współfinansowanych z sektora publicznego, które wzmacniają integrację i polepszają kontakty między narodowościami żyjącymi w Berlinie.

Niemcy są krajem imigracyjnym. Im szybciej wszystkie opcje polityczne dostrzegą ten fakt i wspólnie zaczniemy dostrzegać szansę, jaką dla naszego rozwoju stanowią osoby, które tu przybywają, tym lepiej. Przykładem niech będzie kwestia uznawania zagranicznych świadectw i dyplomów, która bezwzględnie wymaga uproszczenia.

BK: Czy mieszkający w Berlinie Polacy i Polki mogą głosować na Zielonych?

BL: Obywatelki i obywatele Polski oraz pozostałych krajów Unii Europejskiej mogą oddać głos w wyborach do Rad Dzielnic Berlina. Każdy, kto ukończył 18. rok życia i przynajmniej od trzech miesięcy jest tu zameldowany, ma możliwość współdecydowania o polityce w Berlinie. Zapraszam wszystkich do wyborów i zachęcamy do oddania głosu na Bündnis 90/Die Grünen!

Bartosz Lotarewicz jest absolwentem studiów Public Management na HWR Berlin (Berlin School of Economics and Law) i HTW Berlin (University of Applied Sciences), specjalizuje się w finansach publicznych. Od 2007 r. współprzewodniczący Büdnis 90/Die Grünen w dzielnicy Berlin-Lichtenberg, deputowany społeczny w Komisji ds. Równouprawnienia i Integracji w Radzie Dzielnicy. W wyborach w 2011 r. kandydat do Rady Dzielnicy Lichtenberg oraz do Parlamentu Kraju Związkowego Berlin.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *