Zielona alternatywa dla Wrocławia

Bartłomiej Kozek , Maciej Słobodzian
3 października 2014

Maciej Słobodzian opowiada o planach wrocławskich Zielonych na wybory samorządowe w rozmowie z Bartłomiejem Kozkiem.

Bartłomiej Kozek: Wrocław jest często przedstawiany jako miasto sukcesu, w którym żyje się coraz lepiej dzięki ambitnej polityce jego prezydenta, Rafała Dutkiewicza. Zgadzasz się z taką diagnozą?

Maciej Słobodzian: Wrocław jest raczej miastem mitów i PR. Przykładem tego jest właśnie wizerunek miasta sukcesu. Mamy stadion na 40 tysięcy ludzi, na którym zagrano trzy mecze Euro 2012, w tym kolejny przegrany mecz ostatniej szansy naszej reprezentacji. Na co dzień gra na nim miejscowy klub piłkarski. Jego większościowym udziałowcem jest miasto, które w ubiegłym sezonie uratowało klub przed bankructwem. Sam klub prawie spadł do pierwszej ligi. Gdyby do tego doszło, mielibyśmy największy stadion w tej klasie rozgrywek i zagralibyśmy derby z lokalnym rywalem w przyszłym sezonie, który ku uciesze moich kolegów kibiców spadł z ekstraklasy.

W przyszłości odbędą się w naszym mieście dwie imprezy o europejskim i światowym znaczeniu: Europejska Stolica Kultury 2016 oraz World Games 2017. Widać duże inwestycje w obszarze kultury i turystyki. Warto jednak pamiętać, że Narodowe Forum Muzyki, które ma być gotowe na ESK2016, będzie mieć o wiele za dużą jak na nasze miasto salę koncertową, podczas gdy Teatr Polski we Wrocławiu planuje zmniejszać swoją największą scenę ze względu na jej nierentowność. Mamy fontannę multimedialną na wrocławskiej pergoli przy Hali Ludowej. Oczywiście długo by wymieniać wiele innych białych słoni, które skutkują drenażem budżetu naszego miasta i tworzą jego gigantyczny deficyt, który był już raz bliski przekroczenia granicy, po której na miasto zostaje nałożony zarząd komisaryczny.

W mieście żyje się póki co całkiem dobrze, ale w najbliższych latach – moim zdaniem – będzie tylko gorzej, gdyż deficyt budżetowy i dług niestety będziemy musieli spłacać my, mieszkańcy. Miasto już zaczyna oszczędzać na polityce społecznej, transporcie i ochronie środowiska. Zamiast na mieszkańcach i ich jakości życia skupia się na dbaniu o duże korporacje i firmy, którym ma dostarczyć pracowników. Mieszkańcy sprowadzani są do roli siły roboczej, mają kupić mieszkanie gdzieś na obrzeżnych osiedlach (nasze miasto bardzo się „rozlewa”) od dewelopera na kredyt, mieć samochód, którym dojedzie do pracy, gdzie przepracują kilkanaście godzin, a następnie wrócą do domu.

Wydaje się, że idealnym mieszkańcem Wrocławia według jego władz powinien być młody, mobilny mężczyzna chętny do pracy i bogacenia się. Nie ma w tej polityce miejsca dla kobiet, dzieci, osób starszych oraz osób niepełnosprawnych. Wrocław jest miastem mitów, dzięki efekciarskiej i ukierunkowanej na zewnętrzną promocję polityce prezydenta Rafała Dutkiewicza.

BK: Czego w polityce, realizowanej w Ratuszu jest Twoim zdaniem za dużo, a czego za mało?

MS: Za dużo uległości wobec dużego biznesu, spełniania jego życzeń. Widać to zwłaszcza po polityce przestrzennej miasta. W centrum mamy cztery duże, położone blisko siebie galerie handlowe. Wrocław jest wśród polskich miast liderem, jeśli chodzi o stosunek powierzchni galerii handlowej na mieszkańca.

Duże kontrowersje wywołała niedawno informacja o tym, że wyburzony zostanie dworzec autobusowy. Nowy właściciel działki zażądał od miasta zmiany planu zagospodarowania, tak by mógł zbudować tam kolejną galerię handlową w centrum miasta. Miasto zmieniło plan jak na zawołanie. Czarę goryczy przelała informacja, że dla wygody inwestora doszło do kolejnej masowej wycinki drzew na terenie wokół dworca. Działania te stały się symbolem antyekologicznej polityki miasta.

BK: A za mało?

MS: Za mało jest z kolei dbałości o inne osoby, które wyłamują się z modelu mieszkańca neoliberalnego miasta. Z autopsji wiem, jak to wygląda w przypadku dzieci i młodzieży. Pominę milczeniem odpowiedź na pytanie o liczbę miejsc w żłobkach. Jeśli chodzi o przedszkola, to wiele dzieci nie znalazło w nich miejsca i rodzice są skazani na drogie przedszkola prywatne. Wrocławską edukację charakteryzują cięcia, przepełnione klasy, zwolnienia i likwidacje stołówek.

W swoim liceum widzę cięcia na własne oczy. Kiedy przychodziłem do szkoły wszystkie zajęcia – poza paroma wyjątkami, takimi jak wf, godzina wychowawcza, przedsiębiorczość czy religia/etyka – odbywały się w małych, maksymalnie 22-osobowych międzywydziałowych grupach profilowych. Następny rocznik miał już – zgodnie z nakazem miasta – matematykę oraz język polski całymi klasami przez pierwszą klasę, a dopiero od drugiej osobno. Ta decyzja pociągnęła za sobą również poszukiwanie oszczędności w szkole, przez co pracę straciło paru nauczycieli.

Od przyszłego roku nowy rocznik wspomniane przed chwilą przedmioty przez całą edukację będzie realizował „klasowo”, czyli w 33-osobowych grupach. Jako uczeń, który przez 9 lat uczył się w klasach ponad 30-osobowych, widzę zdecydowaną różnicę w jakości nauczania na korzyść mniejszych grup. Nauczyciele również mówią, że jest to dla nich diametralna różnica. Trzeba powiedzieć jasno: miasto oszczędza na warunkach pracy nauczycieli, ale przede wszystkim na nas, młodych ludziach i pośrednio naszych rodzicach.

BK: Skąd słabość lewicy w jednym z największych polskich miast?

MS: Nałożyło się na nią wiele powodów. Pierwszy z nich to przede wszystkim słabość kadrowa i organizacyjna. Najważniejsze wrocławskie lewicowe wydarzenia, takie jak Manifa, obchody 1 Maja czy parada Wrocław Dla Wszystkich są organizowane głównie przez środowiska anarchistyczne z pomocą środowiska Krytyki Politycznej oraz prywatnych osób o lewicowych poglądach. W komitecie 1 Maja zawsze są nasi przyjaciele z PPS. SLD jest tu bardzo słabe, brakuje mu świeżej krwi. Znajdują się w nim takie osoby jak Michał Syska z OMS im. Lassalle’a, który wykonuje bardzo dużą i potrzebną prace programową. Twój Ruch pozostaje jedną wielką zagadką.

Lewica pozaparlamentarna jest póki co nieliczna, ale rośniemy w siłę i ściśle ze sobą współpracujemy. Współpracujemy między innymi z wrocławskim kołem PPS, które ma dość pokrewne i zbieżne poglądy z nami w wielu sprawach, oraz z środowiskami kobiecymi takimi jak Dolnośląski Kongres Kobiet. Mamy również wiele kontaktów we wrocławskim środowisku NGO oraz rad osiedli, gdzie można spotkać ludzi o bardzo zielonych poglądach.

Drugim powodem słabości lewicy we Wrocławiu jest duża centrowość i prawicowość jego mieszkańców. Ta pozorna słabość lewicy jest dla nas szansą, jeśli Zieloni dobrze przepracują najbliższe 4 lata i wypracują pewną nową progresywną formułę w myśl znanej wypowiedzi Joschki Fischera, że Zieloni są, ani z lewa, ani z prawa, tylko z przodu. Jest wówczas szansa, że w roku 2018 Wrocław będzie bardziej zielonym i progresywnym miastem.

BK: Słabość lewicy kontrastuje z siłą skrajnej prawicy – jakie są źródła jej siły i co w praktyce oznacza jej wzrost, np. dla sytuacji społeczności w mieście?

MS: Być może Wrocław ma rzeczywiście silny NOP oraz jest miejscem dużej aktywności radykalnej prawicy, takiej jak Ruch Narodowy, ale mówienie, że nasza słabość kontrastuje z ich siłą, jest pewną przesadą. Mam dostęp do informacji, że np. Ruch Narodowy ma tu ponad 100 aktywistów, w większości związanych ze środowiskami kibicowskimi, którzy są dobrze zorganizowani i zdyscyplinowani. Są wśród nich ideowi i aktywni młodzi ludzie. Mam tam nawet przyjaciół i wiem, że są to bardzo sympatyczne, inteligentne i otwarte na dialog osoby.

Niestety trzon środowiska skrajnej prawicy stanowią osoby bardzo radykalne, niestroniące od przemocy i agresji. Przykładem jest głośny incydent na wykładzie profesora Baumana, który przerwali narodowcy. Ich działalność skutkuje coraz większą ilością odruchów ksenofobicznych wśród wrocławian. Widać to zwłaszcza w przypadku nagonki i fali agresji w stosunku do społeczności romskiej. Nawet lokalna gazeta włączyła się w tę nagonkę w pogoni za kliknięciami.

BK: W ostatnim czasie w wielu miastach w Polsce obserwujemy rozkwit ruchów miejskich. Czy podobne zjawisko da się zaobserwować również we Wrocławiu? Jakie sprawy mobilizują mieszkanki i mieszkańców miasta?

MS: W naszym mieście przeżywamy renesans ruchów miejskich. Obecnie można wyróżnić trzy stowarzyszenia, które stworzyły swoją markę – dwa starsze stowarzyszenia, a więc Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocław, które głównie skupia się na przestrzeni miejskiej, ale porusza także tematy transportu i demokracji miejskiej, oraz Wrocławska Inicjatywa Rowerowa, która lobbuje za rozwojem transportu rowerowego i jego promocją wśród mieszkańców. Są to dwa ruchy miejskie pierwszej generacji, działające w formule think tanku i niemające ambicji politycznych.

W ubiegłym roku powstało natomiast nowe Stowarzyszenie Miasto Drzew jako instytucjonalizacja obywatelskiej inicjatywy STOP wycince drzew we Wrocławiu. W ubiegłym roku doszło do masakry drzew w mieście. Wycięto 10 tysięcy, często starych, drzew! Punktem zapalnym okazało się karczowanie drzew na bulwarach odrzańskich na Starym Mieście. Zawiązano wówczas obywatelską inicjatywę, która zaczęła nagłaśniać niszczenie drzew i się jemu sprzeciwiać. Także wrocławskie koło Partii Zieloni brało udział w tych protestach. Okazało się, że często wycinki te były spowodowane lenistwem i wygodnictwem inwestorów, wykonawców i deweloperów, na które Ratusz przymykał oczy.

BK: Jak się ma wrocławska demokracja? Wiem, że jest to dla Ciebie ważny temat, zatem jak zwiększyłbyś poziom współdecydowania zwykłych ludzi w decyzjach, dotyczących przyszłości miasta?

MS: Jako Zieloni chcemy, by Wrocław stał się miastem partycypacji. Będziemy chcieli zwiększyć uprawnienia rad osiedli, by dostały realną władzę w swoje ręce. Chcemy również zwiększyć wagę konsultacji społecznych, które obecnie traktowane są przez magistrat jako uciążliwy obowiązek. Chcemy również stworzenia we Wrocławiu obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej, gdyż jest to narzędzie, które z powodzeniem działa w wielu miastach świata. Ważnym elementem naszego programu jest nacisk na wsparcie dla NGOs oraz współpraca z nimi. Postulujemy również tworzenie Centrów Demokracji, gdzie mieszkańcy będą mogli się dowiedzieć o aktualnej polityce miasta we wszystkich dziedzinach, nowych inwestycjach itp.

BK: Jaką strategię wyborczą mają wrocławscy Zieloni – tworzycie własną listę? Wystawicie konkurentkę bądź konkurenta wobec Dutkiewicza?

MS: Wrocławscy Zieloni postanowili w tegorocznych wyborach wystawić własne listy do rady miasta. Startujemy jako komitet wyborczy Partia Zieloni, lecz de facto my jako wrocławskie struktury Zielonych raczej zajmujemy się organizacją startu komitetu. Dziś 25 lat po wyborach czerwca ’89 po raz kolejny we Wrocławiu tworzy się komitet obywatelski i to zielony! Na naszych listach członkowie naszej partii będą stanowili tylko ułamek kandydatów. Postanowiliśmy stworzyć prawdziwy zielony komitet obywatelski, na którego listach zalazło się miejsce dla aktywistów społecznych, radnych osiedlowych, środowisk kobiecych, a przede wszystkim zwykłych mieszkańców Wrocławia. Nasz komitet wyborczy we Wrocławiu zamiast Partia Zieloni mógłby się spokojnie nazywać się Komitet Obywatelski „Zieloni”.

Jeśli chodzi o wybory prezydenckie, nasz komitet poparł kandydaturę niezależnego kandydata Waldemara Bednarza. Jest on przewodniczącym jednej z najprężniejszych rad osiedli we Wrocławiu, od dawna jest znany z działań na rzecz ochrony bezcennego Parku Szczytnickiego, zagrożonego przez planowaną inwestycję, tzw. Aleję Wielkiej Wyspy, która miałby przebiegać na jego granicy. Bednarz zajmuje się zawodowo zarządzaniem aktywami finansowymi, co daje mu predyspozycje do uzdrowienia finansów miasta bez oszczędzania na jego mieszkańcach.

Tegoroczne wybory są tylko elementem szerszej strategii wyborczej. Nastawiamy się na to, by przez najbliższe 4 lata rozbudować koło, poszerzyć jeszcze bardziej sieć kontaktów i sojuszy oraz stać się silną, rozpoznawalną i aktywną partią. Wiemy że osiągniecie sukcesu w tych wyborach będzie trudne, lecz mimo wszystko mamy być zamiar aktywną opozycją wobec polityki obecnych władz miasta niezależnie, czy to w radzie, czy na ulicy. Nasz cel to sukces wyborczy naszego najbardziej obywatelskiego komitetu partyjnego w 2018 r.

BK: Jakie tematy uważacie za priorytetowe w zbliżającej się kampanii? Czym będziecie chcieli przekonać do siebie wrocławianki i wrocławian?

MS: Startujemy pod hasłem „Zmieniamy Wrocław”, gdyż mamy jasną zieloną i progresywną wizję miasta. W tej wizji Wrocław to miasto mieszkańców, gdzie priorytetem jest troska o obywatela, a nie o atrakcje przyciągające turystów. To miasto zieleni, gdzie środowiskowo przyrodnicze tworzy z miastem jeden wspólny organizm. Wrocław jest w niej miastem w ruchu, gdzie priorytet ma transport publiczny, rowerowy oraz ruch pieszy. To miasto partycypacji, gdzie wrocławianie czynnie decydują o rozwoju naszego wspólnego miasta.

W naszej wizji Wrocław to miasto kultury codziennej, obywatelskiej, a nie kultury festiwalowe,j nastawionej na turystykę. Oraz oczywiście jest to miasto równości, gdzie każdy niezależnie od narodowość, religii, płci, orientacji seksualnej, wieku czy poziomu sprawności czuje się jak „u siebie”. Właśnie tą spójną wizją miasta popartą postulatami chcemy przekonać wrocławian.

BK: Jaka jest wasza wizja transportu w mieście?

MS: Transport publiczny ma być szybszy, tańszy i bardziej komfortowy niż jazda samochodem. Nie będziemy zmuszać do rezygnacji z samochodu, ale zachęcać mieszkańców miasta i aglomeracji wrocławskiej do przesiadki do pociągu, tramwaju, autobusu, na rower lub po prostu pójścia pieszo do celu. Robić to będziemy przez lepszą organizację transportu publicznego oraz nadanie mu priorytetu w inwestycjach miejskich, a przede wszystkim stawiając na jego rozwój i modernizację, która przyniesie podwyższenie komfortu jazdy oraz większą szybkość podróży.

Będziemy również kłaść nacisk na intermodalność transportu poprzez stworzenie sieci parkingów P+R (parkuj i jedź) z prawdziwego zdarzenia oraz promocję roweru jako środka transportu od drzwi domu do przystanku/pętli/stacji i odpowiednie inwestycje w infrastrukturę rowerową. Ważnym elementem naszej wizji jest stworzenie we Wrocławiu kolei miejsko-regionalnej w stylu niemieckiej S-Bahn.

BK: Jak oceniacie swoje szanse w tych wyborach?

MS: Nawet, jeśli nie uda się nam dostać do Rady Miasta – ordynacja wyborcza nie preferuje małych komitetów – to jestem pewien, że po naszej kampanii większość polityków, którzy do niej się dostaną, będzie powtarzać nasze postulaty, które tworzą pewną spójną zieloną wizję rozwoju miasta. Nasza kampania pomoże rozpocząć dyskusję na te tematy i pokaże naszą narrację oraz wizję.

Drugim jej celem jest pokazanie ludziom alternatywy. Wrocław może być bardziej zielonym i progresywnym miastem. Takiej wizji ludzie mogą domagać się od polityków.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *