Przeciw igrzyskom, za lepszym miastem

Bartłomiej Kozek , Tomasz Leśniak
5 września 2014

Tomasz Leśniak, kandydat na prezydenta Krakowa z ramienia komitetu Kraków Przeciw Igrzyskom, mówi o swojej wizji miasta w rozmowie z Bartłomiejem Kozkiem.

Bartłomiej Kozek: Zacznijmy od małego testu. Ile Kraków wydał do tej pory na działania promujące ideę Zimowych Igrzysk Olimpijskich i co bardziej korzystnego dla mieszkanek i mieszkańców tego miasta można by za to zrobić?

Tomasz Leśniak: Władze Krakowa nie przedstawiły do tej pory precyzyjnych wyliczeń, natomiast wstępne szacunki oscylują wokół kwoty 3 mln złotych. Do kwoty tej trzeba dodać kolejne 7 mln złotych z budżetu centralnego.

W skali budżetu miasta, który wynosi blisko 4 mld, nie jest to zawrotna suma. Jeśli jednak przeliczyć ją na konkretne wydatki, to okazuje się, że za 3 mln złotych gmina może np. pokryć roczne koszty utrzymania ponad 400 przedszkolaków, postawić 350 latarni ulicznych lub wybudować 60 kilometrów dróg rowerowych. Mówię o takich, a nie innych inwestycjach, bo krakowscy samorządowcy wyjątkowo niechętnie inwestują w opiekę przedszkolną i infrastrukturę rowerową.

Logikę działania dobrego samorządu wyobrażaliśmy sobie od początku bardzo skromnie – priorytetem powinien być dobrobyt mieszkańców i szeroko rozumiana jakość życia, czyli inwestycje społeczne zamiast zaspokajania interesów MKOl-u, korporacji obsługujących Strefy Kibica, wielkich sieci hotelowych, deweloperów i polityków, którzy chętnie przecinają wstęgi przy otwieraniu kolejnych stadionów. Rada miasta i prezydent mają po prostu realizować w pierwszej kolejności podstawowe zadania samorządu – nie ma wśród nich organizacji igrzysk…

Te zaś miały pochłonąć z budżetu miasta co najmniej 300 milionów złotych. Mówię „co najmniej”, ponieważ faktyczne wydatki na zimowe igrzyska są średnio o 135% wyższe od szacunków. To bardzo duże ryzyko i obciążenie finansowe.

BK: Zacząłem od tego pytania, bo inicjatywa Kraków Przeciw Igrzyskom już w samej swojej nazwie ma sprzeciw – a więc program negatywny. Jestem ciekaw, jaki macie program pozytywny – tym bardziej, że w jej działania angażowały się osoby o różnych poglądach politycznych.

TL: W debacie publicznej dominuje błędne postrzeganie i rozumienie protestu, co zresztą widać było w dyskusji o igrzyskach. Wbrew temu, co powtarzają politycy, Polacy rzadko uczestniczą w protestach. Spójrzmy na dane z lat 2002–2007. W demonstracjach ulicznych uczestniczyło tylko 1,5% obywateli, co oznacza, że jesteśmy „najmniej protestującym” społeczeństwem w Europie. I chyba nikt nie ma złudzeń, że wynika to z wysokiego poziomu bezpieczeństwa socjalnego czy jakości życia w Polsce…

Wróćmy jednak do kwestii igrzysk. Opowiadając się przeciwko organizacji ZIO, od początku wskazywaliśmy również konkretne, pozytywne cele, jak np. partycypacja mieszkańców w decydowaniu o kierunkach polityki miejskiej, która ostatecznie przyjęła postać referendum w sprawie ZIO.

Podkreślaliśmy również, że miliardy złotych, które wydalibyśmy na igrzyska (same koszty organizacyjne oraz koszty obiektów sportowych i pozasportowych szacowano na około 7 mld zł), można – przynajmniej w części – przeznaczyć na inne, pożyteczne społecznie cele. Z naszej perspektywy to właśnie igrzyska stanowiły swego rodzaju „program negatywny”, ponieważ miasta-organizatorzy często kończą je ze sporym zadłużeniem, które później przez lata spłacają mieszkańcy.

Jeśli powtórzyłby się scenariusz z Soczi, Vancouver, Turynu czy Nagano, to po raz kolejny doświadczylibyśmy radykalnych cięć w usługach publicznych, co uderza przede wszystkim w najuboższych i średniozamożnych, w uczniów, rodziców i pracowników oświaty. Wydatki oświatowe stanowią często największą część samorządowego budżetu, więc w obliczu problemów budżetowych politycy lokalni – niedoceniający roli szkół publicznych – zaczynają właśnie od cięć w edukacji. Efektem takiej polityki jest dramatycznie pogłębiający się podział na szkoły elitarne i masowe, ale to już temat na inną rozmowę.

Nasze priorytety obejmują przede wszystkim silną edukację publiczną, aktywną politykę antysmogową, dostępny cenowo transport zbiorowy, profilaktykę zdrowotną i ład przestrzenny. Na większość z tych zadań możemy pozyskać środki unijne, m.in. z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego, Programu Operacyjnego Edukacja Wiedza Rozwój.

Podobnie w przypadku polityki gospodarczej i tworzenia miejsc pracy (większość środków z programu Inteligentny Rozwój). W tej chwili podstawowym problemem Krakowa jest dominacja niskopłatnej pracy na zlecenie (a bywa, że „na czarno”) w turystyce i mało zaawansowany outsourcing. Chcemy postawić na tworzenie stabilnych miejsc pracy, przede wszystkim w sferze opieki, i pozyskać środki unijne na rozwój sektora nowych technologii i IT. W tej chwili zapotrzebowanie na pracowników w tych branżach jest wyższe niż liczba absolwentów tutejszych uczelni.

Analizujemy też poszczególne dzielnice pod kątem poziomu bezrobocia – najpilniejszej interwencji wymagają Podgórze i Nowa Huta, gdzie najwięcej bezrobotnych przekroczyło 50. rok życia.

BK: W jaki sposób przekonujecie (i – patrząc na wyniki krakowskiego referendum ws. organizacji Igrzysk – przekonaliście) mieszkanki i mieszkańców Krakowa do tego, że kwestie miejskie są polityczne? Obecne władze miasta, próbując zrobić z was grupkę roszczeniowych frustratów, usiłowały chyba przedstawić samych siebie jako technokratycznych ekspertów, znających jedynie słuszny sposób na rozwój miasta. W jaki sposób walczy się z taką narracją?

TL: Każdy jest politykiem, bo też każdy i każda z nas ma przecież mniej lub bardziej sprecyzowaną wizję miasta i jego poszczególnych elementów, jak np. edukacja, środowisko czy przestrzeń. Niestety jesteśmy jednocześnie skutecznie zniechęcani do udziału w życiu politycznym.

Sami politycy robią to na dwa sposoby. Po pierwsze, politykę prezentują jako sferę zepsucia, korupcji i partyjnych gier. Często słyszymy, że wejście do polityki oznacza „ubrudzenie się” i w związku z tym działacze społeczni powinni ograniczyć się do kontrolowania rządzących. Druga metoda to prezentowanie polityki jako sfery, w której o poszczególnych decyzjach powinna decydować obiektywna, naukowa wiedza, którą dysponują nieliczni, tzw. zewnętrzni eksperci.

W obu przypadkach mamy do czynienia ze szkodliwymi mitami, których efektem jest niska frekwencja wyborcza i niski poziom zaangażowania w politykę instytucjonalną. Tymczasem to właśnie miejscy aktywiści posiadają wszystkie cechy i umiejętności, które powinny nadawać polityce ludzki kształt: zaangażowanie, umiejętność współpracy i dysponowanie wiedzą, która zakorzeniona jest w konkretnym kontekście społecznym. Bez takich ludzi w polityce trudno wyobrazić sobie zmianę jej oblicza.

BK: Jak sądzisz, dlaczego pomysł na metro, mimo iż dość mgławicowy jeśli chodzi o jego przebieg i finansowanie, zyskał poparcie?

TL: Głosowanie w sprawie metra można porównać do sondażu telefonicznego z listopada 2013 r., kiedy to 66% mieszkańców Krakowa poparło pomysł organizacji igrzysk. Nie znaliśmy wtedy szczegółów projektu, w tym budżetu ZIO, mało mówiło się o doświadczeniach innych miast.

Podobnie w przypadku projektu metra w Krakowie. Nie zostały do tej pory przeanalizowane koszty jego budowy i funkcjonowania, nie znamy przebiegu linii oraz alternatywnych możliwości rozwoju sieci komunikacji zbiorowej. Jednocześnie metro jest bez wątpienia najszybszym środkiem transportu zbiorowego. W tym kontekście wydawało się ono większości mieszkańców sposobem na rozwiązanie problemów komunikacyjnych miasta.

Te zaś są faktycznie spore, co widać w zaprezentowanych ostatnio wynikach Kompleksowych Badań Ruchu. W ciągu 10 lat liczba podróży wykonywanych komunikacją miejską spadła z 48 do 36%. Liczby jasno wskazują, że władze miasta powinny doinwestować sieć tramwajową i autobusową, aby stały się one atrakcyjną alternatywą dla samochodów.

BK: Jakie konkretne alternatywy dla metra zaproponowałbyś mieszkankom i mieszkańcom Krakowa? Rozwijałbyś podziemną sieć tramwajową? Budował nowe linie? Rozbudowywał ścieżki rowerowe?

TL: Priorytetem będzie dalsza rozbudowa sieci tramwajowej, która powinna obsłużyć m.in. Azory, Górkę Narodową i Mistrzejowice. Równolegle będziemy budowali parkingi „Parkuj i jedź”, które ułatwiają kierowcom przesiadanie się do komfortowej komunikacji miejskiej. Niezbędne jest też uprzywilejowanie na skrzyżowaniach i systematyczna renowacja już istniejących tras, czyli działania umożliwiające przyspieszenie tramwaju.

Warto też wrócić do koncepcji premetra, czyli podziemnego tramwaju w centrum poza Plantami. Narzędzia te musi uzupełnić przyspieszenie inwestycji w infrastrukturę oraz budowa Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej. Najbliższe lata to ostatnia szansa, by działania te w dużej części sfinansować ze środków unijnych. Rozważymy też kilka wariantów obniżki cen biletów jednorazowych, bo w tej chwili ich wysokość skutecznie odstrasza kierowców.

BK: Z kwestią transportu – ale nie tylko, bo również warunków mieszkaniowych – powiązana jest kwestia jakości powietrza w Krakowie. Uważasz dotychczasowe działania, podjęte i zaplanowane w ramach walki ze smogiem przez samorząd miasta i województwa, za wystarczające?

TL: Za wcześnie w tej chwili na jednoznaczną odpowiedź, ale dane nie nastrajają optymistycznie. Zakaz palenia węglem wejdzie w Krakowie w życie w 2018 r. – choć ostatni wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego może odwlec sprawę. Aby zlikwidować do tego czasu wszystkie paleniska węglowe, powinniśmy rocznie likwidować średnio ok. 8 tysięcy pieców.

Tymczasem w tym roku zlikwidowanych zostanie tylko 2 tysiące. Częściowo wynika to z opieszałości Miejskiego Przedsiębiorstwa Energii Cieplnej. Docierają do nas też sygnały, że Urząd Miasta Krakowa nie dociera z informacją o możliwości wymiany pieców, refundacji i dopłat do rachunków do osób wykluczonych. Na pewno potrzebna jest większa aktywność obu instytucji i stały monitoring sytuacji, gdyż może okazać się, że dopłaty do rachunków zostały ustalone na zbyt niskim poziomie.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, materiał nie może być powielany bez zgody redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *